2012.11.14 – Kraków – Abp C. Migliore: TRZEBA IŚĆ SZLAKIEM WYTYCZONYM PRZEZ SŁOWO BOŻE

 

Wszyscy jesteśmy teologami, w tym sensie, że studiowaliśmy teologię lub mamy z nią na co dzień do czynienia. Niektórzy z was zrobili też studia specjalistyczne, aby potem prowadzić własne badania i stać się profesorami doktorami habilitowanymi, nauczycielami i autorami różnych publikacji. Niezależnie od tego warto jest się dać ująć głębokością myśli niektórych sformułowań świętego Pawła. Jak choćby tego fragmentu jego listu do Tytusa, który przed chwilą usłyszeliśmy, o tym, że Bóg „zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego”.

To jedna z tylu pięknych perykop trynitarnych.

Gdy studiowałem teologię, dobre czterdzieści lat temu, pojawiła się seria publikacji „Mysterium Salutis”, która była dla nas tekstem bazowym. Zrobiła na mnie duże wrażenie pewna obserwacja Karla Rahnera na temat wiary w Boga wielu współczesnych chrześcijan. Rahner miał wrażenie, że „chrześcijanie przy całym swoim ortodoksyjnym wyznaniu wiary w Trójcę Świętą, w swojej religijnej egzystencji bez mała są tylko monoteistami”. Dalej pisał: „Zatem wolno zdobyć się na twierdzenie, że gdyby trzeba było naukę o Trójcy Świętej usunąć jako fałszywą, to podczas tej procedury duża część literatury religijnej mogłaby pozostać niezmieniona. Chrześcijanin, dla którego nie byłoby żadnej różnicy czy Bóg jest monolityczny czy trynitarny, straciłby tożsamość chrześcijańską, albo nigdy jej nie miał” (Bóg w Trójcy Jedyny jako oryginalny i transcendentny fundament historii zabawienia, w: Mysterium Salutis, Brescia 1977).

Oto dlaczego nasze poszukiwania, badania i rozważania w dziedzinie wiary muszą się mocno opierać na szlakach wytyczonych przez słowo Boże w Piśmie Świętym. Nawet tylko pobieżnie przeglądając biblię, możemy zauważyć podstawowe etapy pedagogii wiary, to znaczy sposobu, w jaki Bóg przez tysiące lat towarzyszy człowiekowi, stawia przed nim pytania związane z wiarą i daje mu wystarczające światło, aby zrozumiał prawdy wiary i dojrzewał na swojej drodze wiary. Najpierw Bóg pokazał człowiekowi swoją chwałę i świętość, czyli „inność”, to jest swoją transcendencję w stosunku do wszystkiego, co stworzył. Człowiek w pierwszym momencie odczuwał bliskość tego Boga transcendentnego. To, że Bóg jest transcendentny i bliski jednocześnie, pozwoliło człowiekowi na bycie sobą samym, bytem rozumnym i wolnym od lęku przed dominacją przeznaczenia lub duchów. Ale wiara ludu izraelskiego poszła dalej od doświadczania Boga transcendentnego i bliskiego. Izrael poznał Boga, jako Boga wiernego, miłosiernego, jako ojca. Przez osobę Jezusa dokonuje się przełom w wierze. Jezus nie tylko doprowadza nas do wiary w Boga transcendentnego (choć bliskiego, stworzyciela i ojca), ale odkrywa przed człowiekiem jego własne jestestwo, bo objawia, że może on osiągnąć pełną realizację siebie samego, jeśli już tu, podczas ziemskiego życia, zostanie włączony w komunię Boga: Ojca i Syna; komunię, która dokonuje się w Duchu Świętym.

Przełom w wierze, dokonany przez Jezusa, zaowocował w późniejszym czasie różnymi opracowaniami systematycznymi, traktatami teologicznymi, w których wiara opisywana jest w kategoriach cnoty teologalnej, to znaczy wartości, której przedmiotem jest sam Bóg, Jego tajemnica, Jego słowa i działania; jest to cnota otrzymywana w darze od Boga, przez Niego wlana, podtrzymywana, utrzymywana, ale też przez Boga próbowana.

Tym, co najbardziej zaskakuje, co jest najbardziej fascynujące i chwalebne w propozycji Jezusa, jest Jego obietnica, że już w tym życiu człowiek może mieć udział w synowskiej komunii, jaka istnieje między Ojcem i Synem. Aby osiągnąć, jako mężczyźni i kobiety, pełną realizację, musimy dać się włączyć w boska relację synostwa.

To jest ostateczna racja, dlaczego nasza wiara nie może zatrzymać się na stadium „monoteistycznym”; na wierze w Boga, który byłby nieokreślony, transcendentny, być może dostępny, ale podlegałby manipulacjom ze strony moich myśli i mojego chcenia. Dlatego tak ważne jest, żeby wiedzieć i odczuwać, że Bóg jest Trójcą. Ta wiara włącza nas we wspólnotę Ojca i Syna i doprowadza do naszej pełnej realizacji.

Święty Paweł pisał do chrześcijan w Rzymie: „Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi (…) otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze!” (8, 14-15).

Jezus swoją ziemską, ludzką egzystencję przeżył jako Syn, czyli jako stworzenie ciągle rodzone przez Ojca. Całkowicie na Niego otwarte i od Niego zależne. Przypominacie sobie, jak Jezus po wielkich wydarzeniach czy cudach, oddalał się od reszty i modlił się w samotności. W tych momentach Jezus na nowo rodził się z Ojca; oddalał się, aby od Ojca dowiedzieć się, co ma zrobić, co powiedzieć, aby dopełniło się Jego posłannictwo jako człowieka. Jezus przeżywał swoje synostwo przez całkowite oddanie się Ojcu, przez ponowne rodzenie się z Ojca każdego dnia, przez całkowite wsłuchanie się w Ojca, aby wiedział, co mówić i robić.

Jezus objawił autentyczne powołanie ludzkie, powołanie każdej osoby, moje powołanie i wasze powołanie; dokonał tego nie tyle przez słowa, co przez swój sposób człowieczego życia na ziemi jako Syna Bożego.

Aby zanurzyć się w takim synostwie, nie wystarczają nam zasady wiary-cnoty teologalnej; konieczne jest nasłuchiwanie Ducha Bożego. To jest właśnie zadaniem tego Ducha: wprowadzanie człowieka w komunię między Ojcem i Synem, i czynienie nas przez to dziećmi Bożymi.

W tej Eucharystii dziękujmy Bogu, że nas nie wzywa jedynie do ćwiczenia umysłu, aby sobie i innym dać motywy dla wiary, ale że chce nas wciągnąć w przeżywanie tajemnicy trynitarnej i w ten sposób uczynić nas świadkami piękna, wielkości i radości naszej wiary.