2012.11.16 – Kraków – Bp G. Ryś: „JESTEŚCIE SĘPAMI, JESTEŚCIE CUDAKAMI”

Homilia na zakończenie Sympozjum IV Konferencji życia konsekrowanego[1]

No to macie słowo na zakończenie. Słowo Pana Jezusa, które każe nam popatrzeć na dwóch ludzi: na Noego i na Lota. Noego z Lotem łączy to, że pozostali wierni Panu Bogu żyjąc w świecie, który od Boga odszedł. Zarówno Noe, jak i Lot byli bardzo czytelnymi świadkami tego, że Bóg istnieje, żyjąc wśród ludzi, którzy o Bogu zupełnie zapomnieli. Noe żył wśród ludzi, o których Pismo Święte mówi, że Pan Bóg patrząc na nich, pożałował, że stworzył człowieka. No a Lot żył w Sodomie.

Żyli w świecie, ale ich życie było radykalnie inne niż życie tego świata. Byli jedynymi sprawiedliwymi w świecie, który kompletnie zdziczał. Zapewne byli ludźmi, z których można się było śmiać i ludźmi, których postępowanie było odczytywane, jako co najmniej dziwne. Zasadniczo trzeba być wariatem, żeby wybudować statek w samym środku suchego lądu, nie mieszkając nad morzem. Stawiać statek, w którym można pomieścić „ho, ho ile”. Po co komu statek w środku suchego lądu. Tak myśleli o nim – wariat.

Lot postępował w sposób tak radykalny, że musi budzić zdumienie. Jest ten moment, kiedy przyjmuje u siebie gości, wiemy, że to jest Trójca Święta. Mieszkańcy Sodomy chcą naruszyć wszystkie możliwe prawa gościnności w stosunku do nich. Lot jest gotów poświęcić, cześć, szacunek może nawet życie swoich córek, żeby nie ubliżyć ludziom, których przyjął do siebie w gościnę. Jego radykalizm jest taki, że musi budzić nasze zdumienie. Jest  to coś, o czym warto pomyśleć.

Pan Jezus kończy dzisiejszą Ewangelię takim obrazem: jesteś na pustyni, ale na takim kompletnym pustkowiu widzisz sępy, które latają. Na pewno wiesz, że tam gdzie one latają jest padlina. Z daleka to widzisz. Z daleka te ptaki pokazują, że tam coś jest. Jest coś dziwnego na tej pustyni. Podobnie są ludzie, którzy w taki sposób wskazują na Pana Boga – z daleka nawet na pustyni – są takim znakiem, że wiesz: tam jest Bóg. Jest Bóg. Jeśli śledziliście wystąpienia na synodzie, to Ojciec Święty używał stwierdzenia, że my dzisiaj żyjemy na pustyni. Dzisiejszy świat przypomina coraz bardziej pustynię, duchową pustynię.

Kardynał Gianfranco Ravasi mówi, że świat jest dziś – a to chyba bardziej przemawia do ludzi niż pustynia – zresetowany. Zresetowany świat, nie ma nic. Czysty dysk. I teraz w takim świecie zresetowanym, w takim świecie, który jest pustynią duchową, mają być ludzie, o których można powiedzieć, że z daleka widać, że wskazują na Boga, z daleka widać, że są. Na tej pustyni widać z daleka, że jest Bóg. No, o kim to jest jak nie o was – „co?”. To jest o was, to jest słowo o was. To jest taki wykrzyknik na to wszystko coście sobie tutaj powiedzieli. Daje go wam liturgia Słowa. Wy jesteście ludźmi, na których z daleka patrząc inni wiedzą:  jest Bóg. No, bo wasze życie jest z zasady tak dziwne jak życie Noego i Lota, wasze życie jest cudaczne. Nie wiecie o tym? Że jesteście cudakami?

Nie zapomnę jak ze swoimi studentami byłem, w kościele – jeden z takich najsławniejszych kościółków, postawionych na zachodzie. Kościół Św. Marcina w Canigou. To jest jeden z tych kościołów, który postawiono na rok tysięczny, jak się Europa pokrywała takim białym płaszczem kamiennych kościołów. I wtedy powstało też  Opactwo Św. Marcina w Canigou. Na krużgankach klasztornych, na jednym z kapiteli jest  przedstawienie  akrobatów. Akrobata stoi na głowie. Mnie to bardzo intrygowało, – co za pomysł: w poważnym klasztorze benedyktyńskim rzeźbić gościa, który stoi na głowie – akrobatę. Szukałem potem wyjaśnienia tego akrobaty. Rozmaici historycy sztuki – niech im ziemia lekką będzie – pisali, że mnisi rzeźbili rzeczy poważne, ale jak chcieli odpocząć to rzeźbili też głupoty. Więc to jest dowód na to, że ten historyk sztuki powinien robić coś innego w życiu, a nie wykładać historię sztuki. Mnisi rzeźbili akrobatów stojących na głowie, bo wiedzieli, że ich życie jest kompletną odwrotnością do tego, co w świecie przyjęte jest za normę. W świecie którego porządek wynikał z tego, kto ile posiada, byli ludźmi, którzy składali ślub ubóstwa. W świecie, w którym każdy chce rządzić, składali ślub posłuszeństwa. W świecie, który – jak dobrze wiecie – jest zwariowany na punkcie seksu, są ludzie, którzy składają ślub czystości. To jest właśnie to: bycie Lotem w Sodomie, bycie Noem, który stawia statek. A tu piękna pogoda, środek lądu, po co ci to – jako znak z daleka widoczny?

To słowo jest bardzo mocne, bo Pan Jezus mówi też potem, na czym ta inność polega. W owym dniu, kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu niech nie schodzi by je zabrać – to jest ubóstwo. To jest dystans do tego, co masz. Jest moment decyzji – potrafisz zostawić.

Kto chce zachować swoje życie, straci je. A kto straci, zachowa je. To jest przewrót największy, trudny do zrozumienia nawet dla religijnych ludzi. Do mnie to dotarło bardzo mocno w tym roku w uroczystość Wszystkich Świętych. Pamiętacie tekst z Apokalipsy, który mówi o tym, żeby aniołowie nie czynili szkody światu, dopóki nie zostaną naznaczeni na czole literą „Tau” – święci Boga. I to jest cytat z Ezechiela. W Ezechielu w dziewiątym rozdziale też jest taki moment, kiedy Bóg chce zniszczyć Jerozolimę. Zrobi to rękami Babilończyków. Jerozolima napełni się trupami. Bóg mówi „Idźcie i zabijajcie, zacznijcie od świątyni. Napełnijcie to miejsce trupami”. Ale zanim pójdą ci zabijający, to Bóg mówi: „ale najpierw naznaczcie na czołach literą „Tau” tych, którzy się nie dopuścili bałwochwalstwa, którzy są święci.”  Ci, którzy nie dopuścili się bałwochwalstwa, zostaną zachowani od śmierci.  Ci, którzy są bałwochwalcami wyginą, jeden za drugim. A tych sprawiedliwych Bóg ocali.

Jaka jest różnica między Apokalipsą, a Ezechielem? Że w Apokalipsie, ci, którzy mają „Tau” na czole, pójdą pierwsi na zabicie. To jest właśnie to, czego normalny człowiek religijny nie rozumie. W całej swej pobożności myślimy tak: Bóg ma wtedy coś do powiedzenia w tym świecie, kiedy ludzie przebrzydli, bandyci, są załatwieni, a pobożni są ratowani od cierpienia, od krzyża, od śmierci. Nie jest tak? Nie tak chcecie żeby Bóg objawiał się jak u Ezechiela, – że swoich ratuje? A Jan umiłowany uczeń Jezusa mówi, że Bóg nas wybawia nie od krzyża, tylko w samym środku krzyża. W samym środku tego doświadczenia. Bóg  w ten sposób zbawia: że jesteś zabijany i umierasz i błogosławisz Boga. Wtedy jesteś dla świata kompletnie „stuknięty” jesteś nienormalny. Ale wtedy jesteś jak te sępy, o których można z daleka powiedzieć: tam coś jest. On na coś wskazuje, on na Kogoś wskazuje, na jakąś konkretną, inną rzeczywistość.

To jest bardzo piękne słowo. Łączy się ono ze słowem ewangelizacja. Jesteśmy posłani do świata, ale nie jesteśmy ze świata. W imię miłości do świata, trzeba mu pokazywać, że jest jeszcze coś poza nim. Że jest jeszcze jakaś rzeczywistość poza nim. I że tak jak Kościół spełnia się przez to, że posługuje światu, czyli spełnia się poza sobą. To świat spełni się tylko wtedy, kiedy wyjdzie poza siebie. Kiedy wyjdzie w stronę Boga, kiedy wyjdzie w stronę kompletnie innej rzeczywistości.

A wy jesteście po to, aby grono sępów było dość duże. I to wcale nie jest obraźliwe. Od tej pory umówmy się, że sęp to nie jest obraźliwe słowo, tylko bardzo wielki komplement. Więc bardzo tu wszystkim życzę, żeby byli czytelnymi sępami w świecie.

Amen.


[1] Tekst homilii nieautoryzowany, spisany z nagrania