2014.08.14 – Luboń – Prymas abp Wojciech Polak, Homilia na wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego

Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia!

W kwietniowym numerze Rycerza Niepokalanej z 1922 roku ukazał się artykuł franciszkanina ojca Maksymiliana Kolbe pod znamiennym tytułem: Wielkość a świętość. Ojciec Maksymilian wskazywał w nim, że człowiek wielki i człowiek święty mają owszem, wiele cech wspólnych, ale także – jak pisał – zasadnicza zachodzi między nimi różnica. O ile bowiem marzeniem tego pierwszego, a więc człowieka wielkiego czy też geniusza – jak go w swym artykule niejednokrotnie nazywa ojciec Maksymilian – jest nade wszystko sława, o tyle święty – napisał franciszkanin – Bożą tylko chwałę ma na oku. O ludzkie sądy nie dba i staje ponad nie – wyjaśniał dalej – władze duszy i ciała odpowiednio podporządkowuje i ciało rozumowi a rozum Bogu pod rządy daje. Stąd też cieszy się pokojem zwycięzcy. Ciekawą jest jeszcze rzeczą, a może nawet pewnym przeczuciem, które nasuwa się autorowi artykułu, gdy opisuje reakcję geniusza i świętego na sytuację – jak ją nazywa – gdy burza się rozpęta, a zewsząd padają gromy lekceważenia, złości i nienawistnej zazdrości, gdy potwarz i wzgarda uderzy. I znów, ten pierwszy, a więc człowiek jedynie po ludzku wielki, gnie się pod ciężarem, gryzie się, cierpi i czuje się nieszczęśliwymŚwięty – w ówczesnej opinii ojca Maksymiliana – ponad tym wszystkim staje. Odczuje i on nieraz ból, ale wnet ukoi się w modlitwie i ufny w Bogu kroczy spokojnie dalej. Tak czyni, tak reaguje, bo cieszy się pokojem zwycięzcy.

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu! 

Zapisane w jednym z pierwszych numerów powołanego przez ojca Maksymiliana Rycerza Niepokalanej słowa tego wielkiego i świętego franciszkanina, odnajdujemy i przywołujemy tutaj dziś na nowo, gdy w to liturgiczne wspomnienie świętego Maksymiliana Marii Kolbego, kapłana i męczennika, patrona waszej parafialnej wspólnoty, chcemy jeszcze raz zobaczyć blask Jego świętości. Niewątpliwie można chyba o Nim mówić, posługując się Jego własnymi słowami, że w swoim życiu i franciszkańskim powołaniu Bożą tylko chwałę miał na oku. Dynamizm misyjny, poświęcenie bez reszty dziełu ewangelizacji, także nowymi metodami i zdobyczami technicznymi, a nade wszystko szerzenie czci dla Niepokalanej, płynęły w Jego życiu z oddania bez reszty Bogu. W swym artykule napisał, że tak oddany Bogu i sprawie człowiek święty, cieszy się pokojem zwycięzcy. Po ludzku jednak nie było to życie spokojne i nie o tzw. święty spokój zabiegał. Jego życie naznaczone raczej było ciągłym zmaganiem i troską, nawet wówczas, a może zwłaszcza wówczas, gdy w Niepokalanowie stanął na czele największej w tamtych czasach wspólnoty zakonnej świata. Może nawet zdziwiłby się jednak, gdybyśmy patrząc na to, co czynił i jak ewangelizował, właśnie do Niego dziś odnieśli jeszcze i te słowa zapisane we wspomnianym artykule: Święty przechodzi przez życie zawsze dobrze czyniąc na wzór Jezusa, prawdę i szczęście zaszczepia, gdzie tylko zajdzie, i przykładem pociąga do Dobroci niestworzonej. Maksymilian szedł przez życie dobrze czyniąc. Głosił prawdę i to aż po krańce ziemi. Niewątpliwie też własnym przykładem pociągał innych do Boga i umiłowania Niepokalanej.

Drodzy Bracia i Siostry!

Dobrze jednak wiemy, że ten przykład św. Maksymiliana dotyczył również bardzo szczególnej chwili w jego życiu, gdy – mówiąc jego własnymi, przywołanymi już wcześniej  słowami – rozpętała się burza wojny i pożogi, a w człowieka uderzyła nie tylko potwarz i wzgarda, ale wręcz okrutne, wprost nieludzkie cierpienie i śmierć. W czasie homilii wygłoszonej w dniu kanonizacji św. Maksymiliana, papież Jan Paweł II, z pewną natarczywością, aż dwukrotnie powtórzył pytanie: co więc się stało w bunkrze głodowym dnia 14 sierpnia 1941 roku? Oto przed nami tajemnica Jego męczeńskiej śmierci. Święty Jan Paweł II odczytał tę maksymiliańską tajemnicę w dwóch obrazach: najpierw życia, które jest owocem śmierci na podobieństwo śmierci Chrystusa i zarazem świadectwa, które trwa w Kościele i świecie, albowiem – mówił wówczas papież – w przedziwny sposób trwa w Kościele i w świecie owoc heroicznej śmierci Maksymiliana Kolbego. Jaki więc przykład życia i jakie świadectwo pozostawił i nam, dziś tutaj modlącym się, św. Maksymilian Maria Kolbe? Jest to niewątpliwie przykład miłości bliźniego, posuniętej dosłownie aż do oddania swego życia za brata. W tym zawiera się prawdziwe przejście człowieka ze śmierci do życia. Brak miłości, zazdrość, pogarda, nienawiść, złość i wiele innych są – jak przypomniał nam św. Jan Apostoł – dosłownie przejawem trwania w śmierci. Tak naprawdę życie ma w sobie bowiem tylko ten, kto kocha, kto wyzwala się z egoizmu, troski o siebie, stawiania za wszelką cenę i zawsze na swoim, kto wolny jest od nienawiści i złości. Dobrze jednak wiemy, jak trudna to postawa. Dlatego w życiu chrześcijanina odnosi się ona najpierw do miłości Tego, który oddał za nas swoje życie. To miłość Jezusa posunięta aż do końca. I to właśnie z tej miłości, z jej owoców i jej przykładu, możemy czerpać siłę i moc do miłowania drugiego człowieka. I tylko w świetle tej miłości zdolni jesteśmy tak naprawdę zrozumieć miłość. Albowiem miłość bliźniego – jak tłumaczył nam papież Benedykt – polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Wtedy właśnie uczę się patrzeć na inną osobą nie tylko jedynie moimi oczyma i poprzez moje uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa.

Siostry i Bracia moi, Umiłowani!

Z perspektywy Jezusa Chrystusa, z perspektywy krzyża, z perspektywy tej miłości, którą On sam nas umiłował, wypływa – jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii – prawda, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Święty Maksymilian oddał życie za drugiego. Oddał życie za brata. Objawiła się więc w nim największa z możliwych miłość. Jest to miłość zdolna do ofiary z życia. Jest to miłość, która dosłownie daje swe życie za drugiego. Jest to miłość zdolna poświęcić swoje własne życie. I jest to miłość, która ostatecznie rodzi życie. Miłość bowiem wzrasta poprzez miłość – pisał papież Benedykt. Tak, miłość ofiarująca swe życie dla drugiego wzrasta przez miłość. Heroiczny czyn Maksymiliana był owocem miłości, która w tym człowieku dojrzewała w ciągu całego życia. Od tych pierwszy chwil swego powołania, gdy w notatkach z odbywanych medytacji często pisał: miłość jest źródłem siły i stałości – dozwól się prowadzić, aż po tę ostatnią decyzję, którą podjął na obozowym placu, dając się poprowadzić miłości. Dojrzewała w nim miłość, a On sam dojrzewał do takiej miłości.

Siostry i Bracia!

W przedziwny sposób – mówił Jan Paweł II – trwa w Kościele i świecie owoc heroicznej śmierci Maksymiliana Kolbego. Trwa on w sercach ludzi wrażliwych na los innych. Trwa w sercach tych, którzy podejmują nieraz bardzo dramatyczne decyzje, aby innym przyjść z konkretną pomocą. Trwa w sercach tych nieobojętnych i nieprzeciętnych, w duszach i sercach bogatych wyobraźnią miłosierdzia. Cóż chciałby więc nam, w dniu swego święta, powiedzieć Patron waszej parafii? Chciałby niewątpliwie przypomnieć, że życie nie po to jest, by brać, lecz po to, by siebie dać. Chciałby przypomnieć o wartości ofiary i daru z siebie, zwłaszcza w świecie, w którym tak często zapominamy o innych. Chciałby uwrażliwić nas na cichy głos tych, którzy oczekują naszego wsparcia i naszej pomocy. Chciałby powtórzyć, że warto dać się poprowadzić miłości i czerpać siłę od Tego, który uczynił nas swoimi przyjaciółmi. Chciałby niewątpliwie powtórzyć, że warto żyć dla miłości i dzielić się nią, kochając bliźnich.

Umiłowani!

Św. Maksymilian to przykład miłości zdolnej do ofiarowania swego życia dla drugiego i za drugiego. Być może dziś Pan Bóg nie żąda od nas ofiary z życia. Oczekuje jednak, że miłością ożywieni, w naszej codzienności, a więc w naszych rodzinnych, społecznych, kościelnych czy parafialnych sytuacjach, zdolni będziemy do konkretnej miłości. Jest w papieskiej adhortacji o głoszeniu Ewangelii w dzisiejszym świecie dość niecodzienny fragment. Upominając się o praktyczną realizację przykazania miłości bliźniego i przypominając, że żywej miłości Boga i bliźniego, troski o sprawiedliwość i pokój, ewangelicznego traktowania bliźnich, a zwłaszcza ubogich, wymaga się od wszystkich, papież Franciszek z pewnym smutkiem czy wręcz zażenowaniem zauważa, że pewnie te słowa pozostaną tylko przedmiotem komentarzy, bez praktycznego odniesienia. Niemniej, jak sam mówi dalej, jestem pełen ufności w otwarcie i właściwą dyspozycyjność chrześcijan i proszę was o wspólne szukanie nowych dróg, by tę propozycję przyjąć. Przykład życia i męczeństwa św. Maksymiliana pozwala i nam wierzyć, że wciąż pociągał będzie chrześcijan do odważnej odpowiedzi miłości. Obyśmy i my, jak On, mogli cieszyć się pokojem zwycięzcy. Amen