2014.10.24 – Wrocław – Abp J. Kupny, Homilia z okazji 40-lecia obecności oo. klaretynów we Wrocławiu

Abp Józef Kupny

24 października 2014 r. – Wrocław

Homilia z okazji 40-lecia obecności oo. klaretynów we Wrocławiu

Czcigodny Ojcze Prowincjale wraz z całym Zarządem Prowincji,
Ojcze Rektorze,
Drodzy Bracia w kapłaństwie, Siostry zakonne,
Bracia i Siostry, przyjaciele domu ojców klaretynów

Kiedy pytamy się ludzi, po co Pan Jezus przyszedł na świat, najbardziej oczywistą odpowiedzią, jaką słyszymy, jest stwierdzenie: „Przyszedł, aby nas zbawić”. To wręcz idealna odpowiedź ucznia na katechezie, czasem kandydata do seminarium, osób spotykanych przez nas przy okazji rekolekcji w naszych kościołach. Problem pojawia się wówczas, gdy zapytamy się, na czym miałoby polegać to zbawienie. W jaki sposób Jezus nas zbawia? Oczywiście wśród teologów moglibyśmy snuć różne interpretacje, odwołując się do wypowiedzi Ojców Kościoła, mądrych traktatów, jak i współczesnych myślicieli. Większość z nas tutaj obecnych zwróciłaby uwagę na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

Tymczasem dziś słowo Boże daje nam na te pytania jasną i klarowną odpowiedź. Fragment pieśni sługi, który otrzymaliśmy w pierwszym czytaniu, wyraźnie pokazuje, że Bóg staje się siłą proroka, ale nie po to, aby walczył z wrogami czy miał siłę nawracać. Absolutnie. On ma gromadzić w jedno i to nie tylko tych, którzy należą do ludu izraelskiego, ale także najdalsze narody. Jest wyraźnie powiedziane: „Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Trzeba przyznać, że dla pierwszych czytelników tej księgi, którzy często musieli prowadzić wojny, aby uchronić swoje terytorium, porównanie ust proroka do ostrego miecza czy samego głosiciela słowa Bożego do zaostrzonej strzały było bardzo wymowne. Prorok jednak wyraźnie podkreśla, że ta moc jest mu dana po to, by gromadził w jedno, przyciągał do Boga.

Święty Paweł odda to jeszcze mocniejszym stwierdzeniem (także je dziś usłyszeliśmy): „W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo JEDNANIA”. Oto świat jest rozdarty. Jezus przyszedł po to, aby najpierw ten świat pojednać z Ojcem. I piękne jest to stwierdzenie, że uczynił to, nie poczytując ludziom ich grzechów. Warto to zauważyć, bo często jesteśmy skłonni pojmować zbawienie jako coś, na co człowiek musi sobie zasłużyć. W naszych działaniach duszpasterskich, a nawet w codziennych rozmowach może nie do końca świadomie wypowiadamy słowa: „Najpierw się popraw, a dopiero później idź do Boga”. Tymczasem Jezus nie czekał, aż ludzie się poprawią. Przyszedł pojednać z Ojcem tych, którzy byli źli, którzy byli daleko od Niego. I zrobił to nie jako zapłatę za jakieś ludzkie osiągnięcia. Uczynił to całkowicie za darmo.

Te najdalsze ludy, o których słyszy prorok Izajasz, przypuszczalnie nic nie wiedziały, że Bogu Jahwe na nich zależy, że chce ich mieć blisko siebie, że o nich rozmawia z prorokiem i pragnie ich zbawić. Otrzymają to zbawienie nie dlatego, że o nie poprosili, tylko dlatego, że tak się Bogu podoba. Od samego początku Bóg chce prowadzić ludzi do zbawienia jako wspólnotę.

Jeśli odnajdujemy w sobie ducha, który pcha nas (św. Paweł napisał w Liście do Koryntian: „przynagla nas”) do ewangelizacji i poczucia odpowiedzialności za lud Boży, to dostajemy go nie ze względu na nasze zasługi. Łatwiej to zrozumieć, kiedy uświadomimy sobie, że my, którzy przyjęliśmy święcenia kapłańskie, otrzymaliśmy także od Boga władzę odpuszczania grzechów. Dostaliśmy ją nie dlatego, że jesteśmy lepsi od innych, mądrzejsi czy bardziej święci. Otrzymaliśmy zupełnie za darmo, czasem Bóg dał nam tę władzę wbrew temu, jacy jesteśmy.

Jeśli odnajdujemy w sobie tego ducha, to pierwszym zadaniem, jakie stawia przed nami słowo Boże, jest posługa jednania. Jeśli ludzie dziś są podzieleni nie tylko na tych, którzy znają Jezusa i tych, którzy o nim nie słyszeli, ale także jeśli istnieją podziały między nami, w naszych wspólnotach, w naszym rodzinach, to pierwszym działaniem ewangelizacyjnym jest łatać w jedną całość ten świat. Bo nikt nie uwierzy w Jezusa, który pojednał świat z Ojcem, jeśli Jego świadkowie będą podzieleni czy skłóceni. Jeśli nie pokażemy ludziom, co to znaczy miłość wzajemna, nikt nie przyjdzie do Jezusa.

Tak należy rozumieć Franciszkowe wezwanie, by wychodzić na peryferie i szukać tych, którzy są daleko. Najpierw trzeba się rozejrzeć, czy nie mamy takich peryferiów w naszych wspólnotach, w naszych rodzinach, w naszych domach. Czy nie ma tam osób odrzuconych, wykluczonych, samotnych. Dopiero kiedy ich przyprowadzimy do siebie, będziemy tworzyć komunię, możemy wychodzić do świata z posługą jednania.

Warto to sobie przypomnieć dziś, kiedy wspominamy św. Antoniego Marię Klareta, założyciela Zgromadzenia Misjonarzy Synów Niepokalanego Serca Błogosławionej Maryi Dziewicy. On poprzez swoje czyny i słowa uświadamia nam niezwykle ważną prawdę, że nie można być misjonarzem Jezusa, nie będąc jednocześnie uczniem Jezusa, nie będąc we wspólnocie z Jezusem. Dziś Kościół odkrywa to w nauczaniu papieża Franciszka, który przypomina, że błędem jest dzielenie Kościoła na uczniów, czyli słuchających, i misjonarzy – nauczających. Jesteśmy o tyle misjonarzami, o ile jesteśmy uczniami. Jesteśmy w stanie innych pouczać na tyle, na ile sami zostaliśmy przez Boga pouczeni. Możemy innych formować na tyle, na ile sami zostaliśmy uformowani i jesteśmy w stanie czynić uczniami innych na taką miarę, na jaką sami czujemy się uczniami. Aby zatem być dobrym misjonarzem, trzeba zadbać o jakość swojego uczniostwa, o jakość bycia uczniem.

Droga ucznia to więcej niż doświadczanie obecności Jezusa, to uczenie się odkrywania tej obecności każdego dnia poprzez znaki, jakie Bóg nam daje. O tych znakach wspomina dzisiejsza Ewangelia. One są ważnym elementem głoszonego Słowa. One towarzyszyły nauczaniu samego Jezusa. W wielu przypadkach to znaki przyciągały tłumy. Ewangeliści wyraźnie pisali, że ludzie podążali za Jezusem, bo uzdrawiał, bo wskrzeszał, bo byli świadkami czegoś, czego nie ogarniali rozumem.

Warto jednak zobaczyć, że wśród idących za Jezusem wielu było takich, którzy wyruszyli w drogę, bo widzieli znaki. Później jednak chcieli obwołać Jezusa królem, bo najedli się chleba do sytości. Być może, kiedy słyszeli o uzdrowieniach, myśleli: Może i mnie Jezus dotknie, być może w moim życiu sprawi jakiś cud. Skoro miał moc postawić na nogi chromego, przywrócić wzrok niewidomemu, może i na mnie coś z tej mocy spłynie, może i ja zostanę uzdrowiony. Na końcu tego spotkania nie myśleli już o znakach i o tym, że Jezus ma siłę uzdrawiania, tylko o tym, że się najedli. Ci ludzie z wysokości tych największych pytań, pierwszych pytań i oczekiwań schodzili coraz niżej i niżej, aż w końcu wystarczyło im jedzenie.

Jest możliwy taki scenariusz, bo dziś też znaki są ważne. Wystarczy pojechać na rekolekcje, posłuchać świadectw, porozmawiać z ludźmi, którzy w sanktuariach na całym świecie zostawiają wota dziękczynne. Wielu idzie za Jezusem, bo słyszy o tych znakach. Wielu z nas odpowiedziało na głos powołania, odczytując go jako znak, któremu towarzyszyły wielkie pragnienia. Może być jednak tak, że z czasem nasze oczekiwania schodzą niżej i niżej, i całkowicie rozmijają się z tym, co Jezus chce nam dać.

Ważne jest też to, że Marek nie mówi o cudach, które będą towarzyszyły Apostołom, ale o znakach. Znak jest czymś, co wskazuje poza siebie. Tymczasem ludzi idących za Jezusem często przestawało obchodzić to, co jest poza znakiem. Wystarczyło im jedzenie. To, że dał im jeść, miało być znakiem, że chce dać im siebie. Wielu już tego nie dostrzegało. Szli za nim, ale nie dla niego. Szli za nim, ale dla siebie, z myślą o sobie. Najpierw myśleli: może mnie uzdrowi, później: może przynajmniej będę miał co jeść. Pytali: Co Jezus mi może dać?

Dziś, gdy świętujemy 40. rocznicę Waszej obecności we Wrocławiu, ojcowie i bracia klaretyni, warto uświadomić sobie, że ważne jest nie tylko to, by iść za Jezusem, by iść w imię Jezusa, ale by iść dla Niego. Życzę Wam, byście w tym domu zawsze powtarzali Jezusowi, że nigdy nie będziecie syci spotkania z Nim i nic nie zaspokoi Waszego głodu poza Nim samym i proszę – pozostańcie misjonarzami uczniami. Amen.