2015.09.01 – Gniezno – Abp W. Polak, Homilia z okazji Zjazdu Przeorysz i Delegatek Klasztorów Mniszek Karmelitanek Bosych

Prymas Polski, abp Wojciech Polak

Homilia z okazji Zjazdu Przeorysz i Delegatek Klasztorów Mniszek Karmelitanek Bosych

1 września 2015 r. – Gniezno, Karmel

Drodzy Współbracia w kapłańskim posługiwaniu,
Kochane Siostry,

W przeżywanym Roku Życia Konsekrowanego stajemy przed Bogiem z wdzięcznością za dar i łaskę waszego powołania. Dziękujemy Panu Bogu za to, że was, konsekrowanych, powołał do pójścia za Jezusem w pełnym posłuszeństwie Jego Ewangelii i w służbie Kościołowi. Dziękujemy Bogu Ojcu za to, że nieustannie wlewa w wasze serca swojego Ducha Świętego, pozwalając wam poznać miłość Chrystusa i dawać o niej świadectwo waszym życiem. Taki jest przecież podstawowy sens życia konsekrowanego. I o takie właśnie zrozumienie waszego życia i powołania upomniał się papież Franciszek, ogłaszając Rok Życia Konsekrowanego. W swym liście apostolskim przypomniał więc, że każda forma życia konsekrowanego rodzi się z wezwania Ducha, by iść za Chrystusem, tak jak tego naucza Ewangelia. A przypominając nam wszystkim, że Ewangelia wzywa nas nie do jakiegoś zewnętrznego naśladownictwa, ale właśnie do przylgnięcia do Chrystusa, dodawał, że śluby zakonne mają sens tylko po to, aby zrealizować tę namiętną miłość. Wspominając dziś w liturgii św. Teresę Małgorzatę od Najświętszego Serca Jezusa, wsłuchajmy się w Jej akt ofiarowania, owoc namiętnej miłości Jezusa. Oddając się Najświętszemu Sercu Jezusa, a nawet więcej, wskazując, że właśnie to Najświętsze Serce będzie dla niej ołtarzem, na którym teraz ona ma być całkowicie pochłonięta, wyznawała: pragnę kochać Cię cierpliwą miłością, miłością martwą dla siebie samej – a więc miłością, która całkowicie oddaje mnie Tobie, miłością czynną; jednym słowem trwałą miłością bez podziału w sobie samej, która będzie trwać bez względu na to, co może się wydarzyć.

Moi Kochani!

Odpowiedź miłości poprzedza, i musi poprzedzać w naszym życiu i powołaniu, doświadczenie miłości. Zdolność do ofiarowania siebie w miłości do końca, płynie z przekonania, więcej, z jakiejś nawet wewnętrznej pewności, że przecież to Jezus umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. To doświadczenie miłosiernej miłości Pana. Może właśnie dlatego w bulli zapowiadającej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia papież Franciszek wskaże nam, że tylko ze wzrokiem utkwionym w Jezusie i w Jego obliczu miłosiernym możemy zagłębić się w miłość Trójcy Przenajświętszej. Nie zrozumiemy bowiem do końca miłości jedynie tylko naszym ludzkim przeczuciem czy nawet najszlachetniejszym odczuciem. Nie pojmiemy jej naszym rozumem czy naszą intuicją. A nawet, gdybyśmy w ten sposób miłość pojęli i zrozumieli, nie zagłębimy się w nią, nie wejdziemy w nią do końca w pełni nigdy sami. Nie mamy takiej zdolności. Nie mamy takiej mocy. Naturalna zdolność kochania tutaj nie wystarcza, i dobrze już wiemy, w jakich sytuacjach właśnie okazuje się niewystarczająca, niezdolna do przekraczania murów i barier, niezdolna do pójścia dalej, niezdolna do kochania aż do końca. Papież Franciszek przypomniał nam więc o wzroku utkwionym w Jezusie i w Jego miłosiernym obliczu. Za Apostołem Pawłem z dzisiejszego Listu do Efezjan możemy powiedzieć, że nie chodzi jednak o jakieś ulotne spojrzenie czy jedynie o chłodne, a nawet pełne współczucia patrzenie w oblicze Tego, którego przebili. Nie tylko trzeba się bowiem Jemu uważnie przypatrzyć czy Nim zachwycić, ale właśnie od Niego poznać i przyjąć, co to jest miłość i jak kochać. To przecież o sobie nam mówi, gdy w dzisiejszej Ewangelii odnosi się do sytuacji owej większej miłości, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Papież Franciszek w liście apostolskim na Rok Życia Konsekrowanego mówi wprost, że trzeba mieć Jego, Jezusa, serce. W jaki sposób to się dzieje? Wracamy do świętego Pawła. Apostoł wskazuje nam na zamieszkanie Chrystusa przez wiarę w nas, w naszych sercach. Zagłębić się w miłość, zostać – jak mówi jeszcze święty Paweł – napełnionym całą pełnią Boga, a więc doświadczyć miłości, a w konsekwencji mieć do Niego, do Boga, śmiały przystęp, może tylko ten, kto doświadczył wpierw owego zamieszkania przez wiarę Boga w swej duszy, w swym wnętrzu. Jest to więc dzieło Boga, nazywane przez Apostoła Pawła – jak słyszeliśmy dziś jeszcze – potężnym wzmocnieniem wewnętrznego człowieka, dokonywanym w nas właśnie przez Bożego Ducha. Czyż bowiem nie jest prawdą – zaznaczy na innym miejscu święty Paweł – że to właśnie taka miłość zostaje rozlana w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany. A zatem, trzeba nam o tego Ducha wołać i prosić Ojca. Trzeba nam otwierać nasze serca. Trzeba cierpliwie zginać kolana. Trzeba niejako wystawiać się na działanie Bożego Ducha w nas. I w konsekwencji coraz bardziej rozumieć, dojrzewać w tym przekonaniu i w nim dorastać, cierpliwie się go uczyć i ku niemu nawracać, i widzieć w życiu, że Bóg, mocą działającą w nas, może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy. Tak, trzeba nam – jak wspomniałem – ku temu właśnie się nawracać. Całe bowiem nasze ludzkie przekonanie, a często i wychowanie, a często też i życie, staje na przeszkodzie takiemu myśleniu, oddaniu i zaufaniu. Tu bowiem wiara w działanie Boga łączy się z zaufaniem Mu. Tu wyraża się – jak to trafie ujął kiedyś Sobór Watykański II – w owym posłuszeństwie wiary, przez które – cytuję dalej za Konstytucją o Objawieniu Bożym – człowiek w sposób wolny całkowicie powierza się Bogu, ofiarując Mu pełne poddanie swego umysłu i woli. I jest w tym oddaniu, a więc ma miejsce w nim, niewątpliwie, spotkanie naszej ludzkiej wolności i Bożego daru łaski, a więc owego jeśli chcesz i pójdź za Mną.

Moi Drodzy!

Z doświadczenia miłości rodzi się odpowiedź i wobec Boga i wobec człowieka. W dzisiejszej Ewangelii przypominają nam o niej dwa komplementarne wskazania. Pierwsze z nich: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! I drugie Chrystusowe wskazanie: to jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem (…) To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. Odpowiedź pierwsza, wobec Boga, określona zostaje wezwaniem: trwać w miłości mojej. Wiemy dobrze, że dzisiejszy fragment janowej Ewangelii poprzedza obraz winnego krzewu i latorośli. Tam już pojawia się wezwanie: trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. W ten sposób Jezus określa ustawiczną i trwałą łączność uczniów ze sobą. Uczeń więc pozostaje, trwa w Nim, trwając w Jego miłości. Werset dziewiąty z kolei tego piętnastego rozdziału, powtarzający wezwanie do trwania w miłości Jezusa, poprzedza jeszcze – jak słyszeliśmy – ukazania stopnia tego związania, tej łączności, tego, co za komentatorami tego biblijnego fragmentu nazwać możemy objawieniem apogeum jezusowej miłości do uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak Ja was umiłowałem. Jezus miłuje nas więc miłością, która wyraża miłość doskonałą, wyraża związek Ojca z Synem, miłością będącą więc od zawsze i pozostającą na zawsze. Tak przecież kocha Bóg. Jezus wzywa nas zatem do trwania w Jego miłości, a więc w miłości, jaką On sam ma do nas, która – jak widzimy – jest tą samą miłością, jaką Ojciec kocha swego Syna i nas. Trwanie w miłości nie jest jednak naznaczone jakąś biernością. To nie jest przetrwanie czy jedynie wytrwanie. Oznacza konkretne miłowanie tak, jak On miłuje. Wyraża się więc ostatecznie w naszej wzajemnej miłości. Jej zasadą i jej miarą nie jest jednak znów jedynie nasze ludzkie uczucie. Miłość, którą Jezus okazał na krzyżu w stosunku do ludzi, jest teraz źródłem miłości Jego uczniów w stosunku do innych. Do realizacji tej właśnie i takiej właśnie miłości jesteśmy wciąż wzywani. Konkretyzując dzisiejszą postać tej odpowiedzi, papież Franciszek wskazywał, że przecież my, podobnie jak wszyscy inni mężczyźni i kobiety doświadczamy trudności, nocy dycha, rozczarowań, utraty sił ze względu na podeszły wiek. Właśnie w tym powinniśmy odnajdywać miłość (…) gdy widzimy, że jesteśmy podobni do Tego, który z miłości do nas, nie odrzucił cierpienia krzyża.

Moi Kochani!

Jesteśmy więc wezwania, aby w tak konkretnej rzeczywistości samemu odnajdywać miłość i kochać, służąc drugim. Historia życia Patronki dnia dzisiejszego św. Teresy Małgorzaty od Najświętszego Serca Jezusa przemawia dziś do nas ze szczególną siłą. Biografowie najkrócej mówią o Niej, że Pan Bóg obdarzył Ją szczególnym rozumieniem słów św. Jana Apostoła Bóg jest miłością i jednocześnie uczynił i uzdolnił do tego, aby w Jej życiu i postępowaniu inni mogli rozpoznawać tę prawdę. Sama, wierna tej dynamice życia, powtarzała: róbmy wszystko dla miłości, pamiętając, że miłość pragnie jedynie miłości, a wtedy nic nam nie wyda się trudne. Wydaje się właśnie, że takie zrozumienie miłości, powodowało w Jej klasztornym życiu, spędzonym we florenckim klasztorze św. Teresy, a także wobec tych, z którymi miała kontakt, którzy to miejsce nawiedzali, szczególne odniesienie, pełne miłości, okazywanego zrozumienia, cierpliwości, zasłuchania w drugiego człowieka, uwagi i troski tak, że wielu – jak czytamy w Jej historii życia – miało poczucie zrozumienia i przyjęcia. Miłość, która akceptuje i sprawia, że drugi odkrywa tak naprawdę siebie, jako godnego miłości. Albowiem miłość – upomina nas w Misericordiae vultus papież Franciszek – nie może być przecież abstrakcyjnym słowem. Z samej swej natury jest ona konkretnym życiem: to intencje, zachowania, postawy, które przyjmujemy w codzienności. Miłosierdzie Boga jest Jego odpowiedzialnością za nas. On czuje się odpowiedzialnym, to znaczy: pragnie naszego dobra (…) Tak, jak kocha Ojciec, tak też powinni kochać i synowie. Jak On jest miłosierny, tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosiernymi: jedni wobec drugich. Święta Teresa Małgorzata w swym akcie ofiarowania powie nam, że chodzi więc zawsze o miłość czynną. Niech nam dziś wszystkim, tutaj modlącym się i przyzywającym Jej wstawiennictwa, taką właśnie miłość u Boga uprosi. Amen.