2017.10.17 – Częstochowa – Abp W. Polak, Idźcie i głoście! 35. Ogólnopolska Pielgrzymka Braci Zakonnych

Abp Wojciech Polak
Prymas Polski

IDŹCIE I GŁOŚCIE! 35. OGÓLNOPOLSKA PIELGRZYMKA BRACI ZAKONNYCH

17 października 2017, Jasna Góra.

Drodzy Bracia w Chrystusie Panu,

Usłyszeliśmy przed chwilą od świętego Pawła, że Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego. Trzeba jednak tę moc Bożą przyjąć. Trzeba otworzyć swe serce i uszy na słowa Ewangelii. Trzeba okazać się człowiekiem wiary i dać Jej posłuch. I trzeba też dostrzec i zaufać, że to właśnie Ewangelia ma w sobie siłę przemieniającą, zdolną ocalić ludzkie serca i nie pozwolić, aby zagubiły się powodowane podstępem innych czy własną słabością. Przestrzega nas bowiem Apostoł Narodów przed tymi, którzy prawdę Bożą przemieniają w kłamstwo i którzy zamiast Stwórcy oddają cześć stworzeniu. Przestrzega też przed własnym znikczemnieniem w myślach i jakimś zaćmieniem w sercu. W pewnym sensie do podobnej postawy odnosi się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii według świętego Łukasza również sam Chrystus Pan. Papież Franciszek komentując kiedyś ten dzisiejszy fragment powiedział, że Jezus potępia w nim taką „farbowaną duchowość” polegającą na udawaniu dobra i piękna, gdy prawda w rzeczywistości wygląda inaczej. Piętnuje więc ludzi o nienagannych manierach, ale złych nawykach, które ukrywają, by nie rzucały się w oczy. Na pozór tacy ludzie – mówił dalej papież – są najzupełniej w porządku. To ci, którzy lubią przechadzać się ulicami, pokazywać, że się modlą udawać wymizerowanych, którzy rzekomo pościli. Czemu Pan ich jednak piętnuje? Dlaczego używa wobec nich aż tak mocnych słów, oskarżając, że ich wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości? Wydaje się, że odpowiedź na te pytania nasuwa się sama. Wszystko czynione jest tutaj na pokaz. Wszystko oparte na skrupulatnym trzymaniu się tylko tego, co zewnętrzne. Wszystko więc tak odległe i tak dalekie od tego, co się naprawdę nosi w sercu, czym się żyje, co i dlaczego jest naprawdę w życiu ważne, bliskie i swoje. Wszystko tak bardzo powierzchowne i płytkie, a zatem wprost jakby zaledwie dotknięte, muśnięte, mazgnięte farbą – jak to popularnie mówimy – zaledwie pomazane czy pofarbowane. Taka farbowana duchowość. Nie ma ona jednak w sobie żadnej siły przekonującej ani przyciągającej. Nie jest trwała ani twórcza. Jest raczej wewnętrznie sprzeczna, pusta i smutna. Jest pozbawiona tego żaru Ewangelii i tego pociągającego piękna, które sprawia – jak pisał Rzymianom Apostoł Paweł – że prawdziwie żyje się dzięki swej wierze. Taka postawa charakteryzuje też smutnych i zniechęconych głosicieli Ewangelii, niecierpliwych i bojaźliwych, którzy nie mają tak naprawdę już nic do zaofiarowania dzisiejszemu światu. Jakże więc różnią się od tych, którzy jaśnieją zapałem, którzy, sami wewnętrznie wolni jak Jezus, pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa, by nieść ją innym.

Umiłowani Siostry i Bracia! Drodzy Bracia Pielgrzymi!

Po raz trzydziesty piąty przybywacie dziś z doroczną pielgrzymką braci zakonnych na Jasną Górę. Stajecie przed Maryją, która spogląda na nas wszystkich z tego Cudownego Obrazu. Jasnogórski pielgrzym papież Franciszek w swym przesłaniu na tegoroczne trzechsetlecie koronacji Cudownego Jasnogórskiego Wizerunku nazwał Maryję matką ze zranionym obliczem, matką, która cierpi, gdyż naprawdę bierze sobie do serca problemy naszego życia. Nazwał Maryję także matką prawdziwie nam bliską, która nigdy nie spuszcza nas z oczu. Nazwał Maryję również matką czułą, która trzyma nas za rękę podczas codziennej wędrówki. Matka, która cierpi, która jest nam bliska i z matczyną czułością pochyla się nad każdym i każdą z nas. Dziś pochyla się także i nad wami, Drodzy Bracia Zakonni, aby przypomnieć wam najpierw o pięknie waszego braterskiego powołania, o mocy świadectwa i służby w Kościele, o prawdziwie ewangelizującej sile tych, którzy – jak pisał nam Franciszek w Evangelii gaudium – spotykają się z Jezusem, pozwalają żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji, od wskazanych w dzisiejszej Ewangelii zdzierstwa i niegodziwości, a przez to ustrzeżeni przed jakimś farbowanym chrześcijaństwem na pokaz, przed jakąś pofarbowaną duchowością i tym wszystkim, co Apostoł Paweł trafnie określił mianem nieprawości nakładającej w życiu prawdzie pęta. Nie przybyliście jednak tylko po to, aby kolejny już raz poczuć na sobie Jej matczyne spojrzenie i ogrzać się w blasku Jej matczynej czułości i bliskości. Przyszliście dziś, by stąd zaczerpnąć siłę, by iść i głosić piękno Ewangelii i życia z Jezusem, by mieć odwagę dawać w tym świecie wyraźne świadectwo pokory i miłości, świadectwo braterskiej jedności i nawrócenia, świadectwo troski i miłości o Kościół i bliźnich, niosąc swym własnym życiem – jak przypominał nam w swych katechezach o nadziei papież Franciszek – świadectwo nadziei a nie proroctwo nieszczęścia. Jezus nie chce, aby uczniowie powtarzali jedynie formuły wyuczone na pamięć. Chce świadków – mówi nam papież – chce ludzi, którzy szerzą nadzieję, poprzez swój sposób akceptowania, uśmiechania się, kochania. Chce tych, którzy idą i głoszą innym Jezusa tak, jakby byli ludźmi z dodatkową „odrobiną nieba” ponad głową, wspierani obecnością, której niektórzy nie potrafią nawet wyczuć. I takich właśnie ludzi można dziś słusznie nazwać misjonarzami nadziei. I do takich On sam zwraca się wciąż ze swym wezwaniem: idźcie i głoście! I tacy też idąc, przemieniają ten świat, nie wstydząc się Ewangelii.

Drodzy Bracia!

Dając nam dziś przestrogę przed – powtórzę to jeszcze raz za papieżem Franciszkiem – jakąś farbowaną duchowością, Słowo Boże otwiera przed nami horyzont nadziei. Jezus bowiem korzystając z zaproszenia faryzeusza na obiad, nie tylko odkrywa przed tym, który go zaprosił pogmatwanie i zagubienie jego serca. Przypominając mu o tym, co najważniejsze, wyjaśnia, że wiara domaga się serca zdolnego do szczerej miłości. Ważna jest wiara – zauważy jeszcze w swym komentarzu do dzisiejszej Ewangelii papież Franciszek – ale zaraz postawi pytanie: jaka wiara? I sam na nie odpowie, że wiara, która działa przez miłość. To właśnie Jezus powiedział faryzeuszowi. Mówi mu bowiem: dajcie to, co jest wewnątrz na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste. Jezus nie odnosi się ani do wzniosłych deklaracji, ani też do uroczystych zapewnień. Nawołuje do czynów płynących z wiary i przypomina, że musi ona się wyrażać w konkretnym świadectwie miłości. To świadectwo nie może być tym, co nam w życiu zbywa, ale musi wyrażać nas samych i niekiedy nawet nas kosztować. Domaga się osobistego zaangażowania. Domaga się naszej obecności i twórczej odpowiedzi. Domaga się też niekiedy rewizji naszych przyzwyczajeń czy utartych schematów. W pewien sposób sprawdza również nasze prawdziwe intencje i przez to okazuje się jasne i czytelne dla innych. Aby je podjąć i by je wypełnić potrzeba nam zaufania, że tylko takie działanie prawdziwie nas ocala. W tym kontekście, Drodzy Bracia, pragnąłbym wam wskazać – idąc zresztą jak w ciągu tej dzisiejszej homilii prowadzony nauczaniem naszego papieża Franciszka – pewne ważne postawy, które mają moc kształtować w nas taką właśnie odpowiedź i postawę wiary. Papież Franciszek przypomina wszystkim, którzy pragną iść i głosić, o niestrudzonej modlitwie, nieustannej wędrówce i dzieleniu się z serca. W tym świadectwie autentycznej wiary potrzeba nam przede wszystkim niestrudzonej modlitwy. Ojciec Święty mówi wprost, że jeśli nie będziemy ściśle z Nim związani, nasz połów nigdy nie będzie owocny. Jeśli Jezusa traktować będziemy jak przychodnia, którego wzorem ewangelijnego faryzeusza wypada nam od czasu do czasu zaprosić do siebie na obiad, nasze życie oparte będzie na ruchomych piaskach. W modlitwie wyraża się przecież to, kim jesteśmy. A wasze świadectwo, Drodzy Bracia Zakonni, nie mierzy się przecież liczbą prowadzonych przez was dzieł czy ilością wykonywanych zadań, które potraficie we wspólnocie Kościoła podjąć. Owszem, są one ważne, ale nade wszystko ważne jest świadectwo waszej obecności, waszego jestem, waszego oddania Jezusowi i waszej z Nim zażyłości. To świadectwo tych, którzy są w drodze, którzy idą za Nim i wciąż – jak podpowiada nam papież – wyciągają swe ręce do Pana, prosząc, by On sam nas formował i napełniał. Mamy być ludźmi otwartymi na Boże niespodzianki i ufnymi, że Ten, który nas powołał, posługiwał się będzie nami dla dobra naszych sióstr i braci tak, jak On sam będzie chciał. Pięknie mówił kiedyś papież Franciszek, że chodzi więc o takich ludzi, którzy są zdolni grać o własne życie dla Pana i dla braci, nosząc we własnym ciele radości i lęki ludu, poświęcając czas i siły, by słuchać drugich, by leczyć ich rany i ofiarować wszystkim czułość Ojca.

Drodzy Bracia Zakonni! Umiłowani Siostry i Bracia! Widzimy tutaj, na Jasnej Górze, w kaplicy Cudownego Obrazu, posługujących paulińskich braci zakonnych. Spoglądamy na ich oddanie i gorliwość w służbie, a także zawierzenie Maryi. Są dosłownie mówiąc u Jej stóp. Dziś, w czasie tej pielgrzymki, wszyscy mamy okazję, by być u Jej stóp, być u stóp Królowej, która jest naszą Matką. Niech wstawia się za nami u swego Syna.