2018.08.26 – Jędrzejów – Abp M. Jędraszewski, Homilia Na 800-lecie przybycia Bł. Wincentego Kadłubka do Jędrzejowa

Abp Marek Jędraszewski
Metropolita Krakowski

Homilia na 800-LECIE PRZYBYCIA bł. WINCENTEGO kadłubka DO JĘDRZEJOWA

Jędrzejów – 26 sierpnia 2018 r.

Osiemset lat temu od Krakowa w stronę cysterskiego klasztoru w Jędrzejowie zmierzał niezwykły pielgrzym. Szedł boso, bardzo skromnie ubrany, wzbudzał szacunek przez swój wiek – miał około 70 lat, co dla ówczesnych ludzi oznaczało, że był starcem. Na jego spotkanie wyszedł opat Teodoryk, trzeci z kolei przełożony klasztoru, w towarzystwie pozostałych mnichów. Widząc go, pielgrzym padł na twarz. W tym geście największego uniżenia i pokory, obok wielkiego szacunku dla opata, wyrażała się także głębia jego wiary w to, co usłyszeliśmy przed chwilą w Chrystusowej Ewangelii –  konieczność patrzenia na siebie w perspektywie właściwego pomnożenia darów, jakie otrzymaliśmy od Boga. Każdy z nas będzie rozliczony z talentów, jakie otrzymał. Głębia wiary pozwalała pielgrzymowi rozumieć, że pomnożenie talentów otrzymanych od Boga wymaga zgody na to, by stać się ziarnem pszenicznym, które musi być wrzucone w ziemię i obumrzeć. Taki jest warunek przyniesienia stokrotnego plonu (por. Mt 13, 18-23). W geście pielgrzyma wyrażało się głębokie przekonanie o słuszności tego, co pisał św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: „Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy, lecz niech sądzi o sobie trzeźwo – według miary, jaką Bóg każdemu w wierze wyznaczył” (Rz 12, 3). Miarą wszystkiego jest to, co dał Pan Bóg, dlatego najważniejsza jest miłość między braćmi, która domaga się, aby byli płomiennego ducha i do końca pełnili służbę Panu, a także radowali się i weselili nadzieją, że Bóg dostrzeże ich wierność, nagrodzi ich wiarę i przyjmie ich ostatecznie do swego królestwa.

Pielgrzymem, którego postać przywołujemy, jest ówczesny biskup krakowski, dziś już błogosławiony Wincenty Kadłubek. Padając na twarz u progu jędrzejowskiego klasztoru, przynosił cały ciężar swego niełatwego doświadczenia, co znaczy służyć Kościołowi, a także co znaczy służyć Ojczyźnie w osobach panujących na krakowskim tronie książąt – najpierw Kazimierza Sprawiedliwego, potem Leszka Białego. Wiedział, co to jest sława i uznanie. Kiedy przybył po studiach – najprawdopodobniej na uniwersytetach w Paryżu i Bolonii, najświetniejszych wówczas uczelniach w Europie – tytułowano go Magister Vincentius, Mistrz Wincenty, mistrz w wiedzy filozoficznej, teologicznej i prawniczej, mistrz, który budził powszechny szacunek. To wykształcenie sprawiło, iż został mu powierzony urząd notariusza i kanclerza na dworze książęcym Kazimierza Sprawiedliwego. Sławę uczonego i jednego z najznakomitszych intelektualistów ówczesnej Polski oddał na służbę Kościołowi. Wyrazem tego oddania były przyjęte w Krakowie święcenia kapłańskie i prawdopodobnie związany z nimi urząd książęcego kapelana. Jego posłudze towarzyszył głęboki namysł nad tym, co było jego powinnością i co czynił jako syn Kościoła i syn Polski. Namysł ten przyjął kształt dzieła noszącego tytuł Chronica Polonorum – „Kronika polska”, a dokładnie „Kronika Polaków”. Zaczął ją pisać w Krakowie, w formie dialogu, w wykwintnej łacinie, kierując się tym, co słyszeliśmy w dzisiejszym fragmencie Księgi Syracha: „Badać on będzie mądrość wszystkich starożytnych, a czas wolny poświęci proroctwom. Zachowa opowiadania ludzi znakomitych i wnikać będzie w tajniki przypowieści” (Syr 39,1-2). Tak właśnie Mistrz Wincenty patrzył na to wszystko, co tradycja podawała o pochodzeniu Polaków, o tym, kim jesteśmy i do czego jesteśmy, jako Polacy, przeznaczeni. Jego dzieło stało się skarbnicą mitów i legend, jakie wówczas żyły wśród mieszkańców Polski, a odnosiły się do naszych szlachetnych i pięknych początków.

Dzieło to przyniosło mu sławę, którą cieszył od samego początku swej pracy i która trwa do dziś, a mieści się w sformułowaniu: pierwszy polski historyk. Kiedy umarł jego pierwszy protektor, książę Kazimierz Sprawiedliwy, bł. Wincenty przeniósł się do Sandomierza. Został prepozytem kolegiaty sandomierskiej i pełnił ten urząd przez dwanaście lat. Po śmierci biskupa Pełki został wybrany jego następcą. Na tronie krakowskim zasiadał wtedy Leszek Biały. Wybór zatwierdził ówczesny papież i w ten sposób Wincenty Kadłubek został kolejnym z biskupów krakowskich, których historia zaczęła się od roku 1000 – od słynnego zjazdu, spotkania cesarza Ottona III i księcia Bolesława Chrobrego w Gnieźnie. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, którzy podpisywali się  Dei gratia Cracoviensis episcopus – „z łaski Boga biskup krakowski”, on pojmował i pełnił swój urząd jako służbę pełną pokory i całkowitego oddania. Stąd tytuły, jakie kazał pisać przed swoim imieniem: humilis minister Cracoviensis ecclesiae – „pokorny sługa kościoła krakowskiego” lub minister indignus Cracoviensi secclesiae – „sługa niegodny kościoła krakowskiego”.

Pokorny, uważający się za niegodnego, by sprawować urząd tak wielki, był jakże wspaniałym pasterzem, czującym odpowiedzialność za swój Kościół. Podjął wielkie dzieło inspirowane przez Stolicę Apostolską i zapoczątkowane w Polsce przez arcybiskupa gnieźnieńskiego, Henryka Kietlicza – dzieło odnowy Kościoła na terenach ówczesnej Polski.  Wiązała się z tym troska o życie kapłanów w celibacie, a także uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej. Jego pasterskie zatroskanie znalazło umocnienie, kiedy papież zwołał do Rzymu sobór, który przeszedł do historii jako Sobór Laterański IV, gdzie wprowadzono obowiązek spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej, doprecyzowano przepisy odnośnie do świętości i nierozerwalności małżeństwa, przepisy dotyczące karności duchownych, gdzie również dano początek kultowi Eucharystii. Biskup Wincenty po powrocie do Krakowa tę soborową odnowę wprowadzał z wielkim oddaniem, w porę i nie w porę, doświadczając także niechęci i niezrozumienia. Symbolicznym przejawem jego wiary i niezłomności było jego polecenie, aby przed tabernakulum w Katedrze na Wawelu zaczęła płonąć świeca, wieczna lampka, co – dzisiaj tak dla nas oczywiste – w tamtych czasach wiązało się z niemałym wysiłkiem i kosztami.

W 1217 roku zmieniła się sytuacja polityczna w Krakowie. Bł. Wincenty uznał wtedy, że jako człowiek w podeszłym wieku nie jest w stanie sprostać nowym wyzwaniom, jakie go czekały. Uznał, że trzeba zrezygnować z urzędu biskupiego, aby żadna chwila potrzebna na budowanie Królestwa Bożego nie została zmarnowana, że trzeba wybrać inną drogę, aby właściwie i z nadzieją czekać na sąd Boży, gdzie zda sprawę z powierzonych mu talentów. Dlatego wybrał ten oto klasztor, surową regułę mnichów cysterskich, by pośród modlitwy i ofiary z siebie, budować dalej Królestwo Boże i służyć dobru Ojczyzny. Czym jest to dobro, wykładał w Kronice Polaków, inspirowany przez mądrość starożytnych, zwłaszcza przez Cycerona.

Poglądy błogosławionego Wincentego tworzą jakby kręgosłup naszego polskiego patrzenia na Ojczyznę i miejsce, jakie zajmują w niej obywatele. W czasach, kiedy książę czy król był władcą niemal absolutnym, a od jego woli zależało życie i śmierć poddanych, głosił, że Polska to Rzeczpospolita – „rzecz wspólna” wszystkim Polakom. Zatem nie jest Polska własnością monarchy, lecz społeczeństwa rządzącego się prawem stanowionym i wybierającego sobie władców. Tak pojmowana Rzeczpospolita jest ojczyzną (patria) ludzi cieszących się wolnością. Wolność, jako najwyższa wartość obywatelska, musi być nieustannie broniona męstwem obywateli, którzy tworzą jedność, mają określoną tożsamość.

Państwo, do którego należą wolni obywatele, musi rządzić się sprawiedliwością. Wincenty Kadłubek podał bardzo oryginalne rozumienie tego, czym jest sprawiedliwość, inspirując się znowu myśleniem starożytnych, z jednej strony pogańskiego Owidiusza, z drugiej patriarchy Konstantynopola, św. Jana Chryzostoma: „Sprawiedliwość oznacza to, co najbardziej sprzyja temu [obywatelowi], który może najmniej”, a więc nie wynosi elit, nie pogardza prostym ludem. Sprawiedliwość to zatroskanie o tych, którzy są najbardziej bezbronni. Jeżeli oni będą otoczeni opieką – cała Rzeczypospolita będzie przeniknięta duchem sprawiedliwości.

Wincentemu Kadłubkowi zawdzięczamy cały szereg pojęć, które zostały wpisane w nasz ojczysty kod, nasze polskie DNA. Patria – Ojczyzna to matka, a o matce nie mówi się źle, ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Patriotyzm, czyli miłość do Ojczyzny, musi przejawiać się w trosce o wolność zagrożoną z zewnątrz, której trzeba bronić nawet za cenę życia i odpowiedzialności za wolność w czasach pokoju, pośród zwykłej codzienności. Polacy na co dzień mają być wolni, a państwo ma tę wolność gwarantować i jej strzec. Definiując obowiązki wobec ojczyzny, Kadłubek wprowadził jedno szczególne pojęcie: nikczemność. Nikczemnikiem jest ten, kto nie żałuje utraconej wolności, a najgorszym władcą jest ten, który odbiera wolność obywatelom Rzeczypospolitej.

Przesłanie o istocie Ojczyzny, jakie są jej obowiązki wobec obywateli i obowiązki obywateli wobec niej, tworzył Wincenty Kadłubek przez lata swojej pracy w Krakowie i później w Jędrzejowie. To przesłanie jest aktualne również i dziś. Pierwsze trzy księgi Kroniki Polaków, przekazują nam, pośród wielu złotych myśli, dwie następujące: „Polaków ocenia się według dzielności ducha i wytrwałości ciała, nie według bogactw”,  a dalej: „Wybieraj, co wolisz? Niewolnikiem być, czy wolnym? Własnym panem, czy sługą cudzym, raz szczęśliwym, czy zawsze nędznym?”.

Tu w Jędrzejowie przez ostatnie pięć lat swojego życia, pośród modlitw, postów i nieustannej służby Panu, pisał ostatnią, IV Księgę Kroniki Polaków. Pozostała niedokończoną, zatrzymuje się na roku 1202. W opisach trudnej i bolesnej historii podziałów dzielnicowych i bratobójczych walk, zawarł jakże ważne, także dla nas, wskazania. „Ludzie szlachetni nie mają zwyczaju za złe złem się odpłacić” – wyraźne echo Listu św. Pawła do Rzymian, by dobrem zło zwyciężać. „Mąż dzielny choćby i na siłach osłabł, nigdy przecież nie straci odwagi” – bo odwaga to cecha ducha i niekoniecznie związana jest z tężyzną fizyczną. A jeśli jest to sprawa ducha, to trzeba za wszelką cenę tę cnotę każdego dnia zdobywać i w sobie utrwalać. „Ani dla wierności, ani dla posłuszeństwa nie ma miejsca w pośrodku kłótni. Każde zaś państwo zgodą kwitnie, a nie kłótniami” – wielkie przesłanie, płynące ówczesnej, podzielonej Polski, czasu walk, zwłaszcza o krakowski tron, niestety czasu także podstępów i zdrad. Z tej jakże trudnej lekcji płynie do nas to samo przesłanie: państwo zgodą kwitnie, a nie kłótniami. I na koniec jeszcze jedna myśl bł. Wincentego, jakby podsumowanie tej konieczności zmagania się każdego dnia o Królestwo Boże w nas i o pomyślność Ojczyny wokół nas, echo słyszanej dzisiaj przypowieści o talentach: „Nie pomnożyć tego, co można, tyle znaczy, co pomniejszyć”.

Dzisiaj, po ośmiu wiekach od chwili przybycia ubogiego pielgrzyma Wincentego do klasztoru ojców cystersów w Jędrzejowie, z największą czcią wpatrujemy się w przykład jego życia i wczytujemy się w tę mądrość, którą on zdobywał modlitwą i pracą. Znajdujemy w nim tak potrzebnego nam dziś orędownika, tego, który razem z nami będzie wołał, zwłaszcza w uroczystych chwilach: „Ojczyznę wolną, pobłogosław, Panie”!