1966.04.07 – Warszawa – Radości Wielkanocne. Do Zakonnic

Ekscelencjo, Drogi Księże Biskupie, Księża Dyrektorzy,

Drogie Matki i Siostry!

Krążę w tej chwili myślą wokół postaci Chrystusa, który będąc daleko od Betanii dowiedział się, że przyjaciel Jego Łazarz zachorował. Pierwsze słowa, które Chrystus wtedy wypowiedział były: „Choroba ta nie jest na śmierć, ale na chwałę Bożą, aby przez nią uwielbiony był Syn Boży” /J 11/.

W tych słowach Chrystusa, wypowiedzianych w obliczu ludz­kiej męki, jest cała głębia wiary, żywej chrześcijańskiej na­dziei i zdrowego optymizmu, który zawsze widzi ostateczne roz­wiązanie wszystkich udręk świata, gdy „wszelki smutek nasz w radość się odmieni”.

Dlatego też i my, w naszej drodze przez Bożą ziemię do nieba, powinniśmy mieć zawsze przed oczyma ostateczne radości, do których jesteśmy przez wielką miłość Bożą powołani. Gdy o tym pamiętamy, nic nam nie szkodzi, nawet wtedy, gdy idziemy przez największe utrapienia tego czasu, które w niczym nie dadzą się porównać z chwałą, jaką Ojciec nam przygotował.

Chrystus Pan, właśnie w obliczu smutku rodziny betańskiej, wypowiedział krzepiącą naukę o zmartwychwstaniu i to dwa razy. Wypowiedział dwie homilie – jedną do Marty, drugą do Marii. Obydwu głosił zmartwychwstanie: „Kto wierzy we Mnie, chociażby i umarł, żyć będzie”.

To, co Chrystus uczynił w Betanii, wyprowadzając Łazarza z grobu, później okazał na Swoim przykładzie, jako pragnienie całej ludzkości. Chrystus Zmartwychwstały jest dla nas wzorem, prototypem naszego zmartwychwstania i życia. W tym wymiarze musimy oceniać wszystkie udręki świata, wszystkie jego niedole i cierpienia, przez które przechodzimy. Wówczas największe nawet cier­pienia nie odbiorą nam pogody serca, wewnętrznej swobody, nadziei i radości, która jest zawsze znamieniem dzieci Bożych.

Mówią, że najbardziej smutną istotą jest szatan. A po nim w pewnej gradacji, smutni są ci wszyscy, którzy pozwolili podciąć sobie wiarę, nadzieję i ufność. Dlatego też ludzie czyniący źle, chociażby szukali w tym szczęścia, są smutni. A ludzie, czy­niący dobrze, chociażby byli na krzyżu są radośni. Im człowiek bardziej skierowuje się ku szatanowi, tym bardziej jest smutny. Im więcej kieruje się ku Bogu, jest radośniejszy. Szczytem miłoś­ci jest pełna miłość, której dopiero czekamy i która nas nie omi­nie. Spotka wszystkich tu obecnych bez wyjątku!

Będąc tego pewnym możnaby wypisać Wam wszystkim dekrety ka­nonizacyjne, ale jeszcze jesteście potrzebne na ziemi i musicie za Chrystusem wytrwale i cierpliwie nieść krzyż, na którym odnie­siecie pełne zwycięstwo i radość.

Pięknie wypowiedziała przed chwilą uczucia Wielkiego Tygodnia Sekretarka Konsulty, gdy kreśliła przed nami wszystkie radości po­soborowe, wielkonowennowe i millenijne. Są to prawdziwe łaski. Rozważaliśmy je w Wielkim Poście, w jubileuszu posoborowym, przy­gotowując się na „Te Deum” Narodu. Dobrze widzimy, jak olbrzymie moce wnosi Kościół odważnie w świat dzisiejszy. Jeżeli co dziś złości mocarzy ciemności, to chyba fakt, że Kościół tak odważnie wchodzi w życie współczesne i swoją odwagą oraz dalekowidztwem już dzisiaj nawiązuje do trwania w wieku przyszłym, w nieskończoność… Tego nie może nikt zrobić! Kościół przez So­bór zdystansował wszystkie programy, jakiekolwiek mogli ludzie na ziemi napisać. Wszystkie one zestarzały się po prostu w świetle 4 lat pracy Soboru, wszystkie zmalały. Kościół wyrósł na potęgę duchową, która budzi nadzieje wszystkich ludów, narodów i warstw społecznych.

Trzeba było, Najmilsi, wczuwać się w soborowe „messagge„, które wysyłał Ojciec Święty w dniu 8 grudnia, na tle obrazu Tej, która starła głowę węża. Wysyłał je do przyszłych czasów, do ludów i naro­dów, na wszystek świat. To tak, jak gdyby Chrystus z nad jeziora Genezaret upostaciował się w tym momencie w Papieża i mówił na nowo: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Była to wielka chwila. Dlatego zadrżeli wszyscy, którzy lękali się śmiałej, mocnej woli Kościoła, programującego w daleką przyszłość.

A przecież Kościół upomniał się o człowieka, o jego wysoką godność i prawa. Przecież Kościół odważnie wszystkich wyrównał, nazywając ich Ludem Bożym. To Kościół, Najmilsze Dzieci, znalazł słowa pokrzepienia i pociechy dla wszystkich stanów i zawodów. Spojrzał swobodnym spojrzeniem we współczesną kulturę twórczą, w życie społeczne, gospodarcze i międzynarodowe. Wszędzie posłał swoje wielkie moce, w imię których można znaleźć rozwiązanie dla problemów dzisiejszych, które niemal wszystkie są węzłami gordyjskim, nie dającymi się rozwiązać.

Kościół na Soborze ukazał drogi rozwiązania. To jest swoboda, która zadziwiła świat, zwłaszcza tych, którzy mieli błędny obraz Kościoła. Nikt nie zdoła temu zaprzeczyć!

To samo, Najmilsze Dzieci, jest w Ojczyźnie naszej. Na tle myśli soborowych biskupi polscy przeniknięci duchem nadprzyrodzonej wiary, chrześcijańskiego wyrzeczenia się siebie, pokoju, jedności, przebaczenia, ekumenicznego ducha jednania i uspakajania wszystkie­go przez Krew Chrystusową, bardzo odważnie skierowali się do wszyst­kich narodów katolickich, do Episkopatów całego świata. Mówiliśmy nie jako dyplomaci, ale jako synowie wolnego Narodu, mający prawo przemawiania do innych od siebie z tytułu swego związku z Narodem Millenijnym. Mówiliśmy po kapłańsku i po chrześcijańsku. Mówiliśmy po Chrystusowemu, jak Chrystus z masztu Krzyża, gdy modlił się: „Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Powtarzaliśmy: „i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Przez to wska­zaliśmy możliwości nadprzyrodzone i nowe rozwiązania trudności, które dzielą ludzi, odgradzając ich murami i drutami, zda się, nie do przebycia.

To było odważne! W ciągu kilkunastu minut cały świat dowie­dział się o Polsce, która właśnie obchodzi swoje Tysiąclecie. Cały świat dowiedział się, że Polska jest katolicka, pomimo wszystko jest nadal katolicka! To właśnie Biskupi nawiązali w duchu Chrystusowym kontakt z całym światem, ze wszystkimi Episkopatami, a przez Episkopaty katolickie – ze wszystkimi narodami. Był to wielki, doniosły czyn o ogromnym znaczeniu dla pozycji, autorytetu, powagi i szacunku w świecie, dla katolickiego Narodu.

Jeżeli skąd płyną gniewy na polskich Biskupów, to właśnie stąd, że Biskupi polscy ukazali całemu światu w tak wielkiej chwale Naród Chrystusowy, stojący na progu swego Tysiąclecia. Ale my wszyscy rozumiemy, Najmilsze Dzieci, że to właśnie dało nam wewnętrzną swobodę i wyzwolenie. Poczuliśmy się wtedy na mia­rę Chrystusowej mocy – wielkimi, nie naszą, ale Chrystusową wiel­kością. Powiedzieliśmy światu w krótkich słowach bardzo wiele. Byliśmy pierwszymi, którzy w skali tak obszernej zastosowali dekret o ekumenizmie, Konstytucję dogmatyczną o Kościele i Kon­stytucję Pastoralną o obecności Kościoła w świecie współczesnym. Działaliśmy zgodnie z przykładem, który dał Ojciec święty Paweł VI, gdy pojechał do ONZ.

Jest to dla autorytetu Kościoła św. w Polsce, na progu Tysiąc­lecia niewątpliwie bardzo doniosłe dokonanie. I odpowiedź na to była wspaniała. Kilkunastu Kardynałów wyraziło od razu gotowość przyjazdu do Częstochowy na uroczystości millenijne. Ponad 4oo Biskupów zgłosiło się już wtedy z pielgrzymką. Polonia, zwłaszcza amerykańska zapowiedziała szereg wielkich pielgrzymek, które mia­ły przybyć na Jasną Górę. Wszystko to było odpowiedzią na nasz apel, który w najlepszym świetle ustawił religijną kulturę Narodu polskiego, reprezentowaną w tym wypadku przez właściwych reprezentan­tów religijnej kultury – Biskupów katolickich.

A to drogie Dzieci, ze w międzyczasie trzeba jeszcze nieść krzyż, że są trudności, przeszkody, że może być i tak, że na Jasnej Górze będziemy jak na Kalwarii – sam na sam z Matką Bożą pod Krzyżem Chrystusa; to wszystko ma swoje znaczenie, bo „miłującym wszystko pomaga do dobrego”.

Gdy wszyscy opuścili Chrystusa, na Kalwarii pozostał Jezus otoczony łotrami – jak przystało na Zbawcę świata – w obecności swej Matki, nawiązała się najsłodsza rozmowa, najwspanialszy dialog między Bogiem a człowiekiem, między Jezusem i Maryją, między Matką i Synem. Był to dialog krótki: „Oto Syn Twój, oto Matka twoja”. Ale był to dialog krze­piący.

Może potrzeba, aby i na Kalwarii współczesnej powtórzył się ten dialog sam na sam: Jezus i Maryja. Lud Boży, Chrystusowy Lud, Polska Tysiąclecia i Matka tego Ludu, Matka Koś­cioła, Matka Kościoła Polskiego. Może tego potrzeba …

Ale my mamy zaufanie do takich właśnie sytuacji. My je rozumiemy… I my je na pewno dobrze przeżyjemy. Unikniemy manifestacji czysto zewnętrznych. Będziemy się modlić, jak przy­stało na Naród, który dziękuje Bogu w Trójcy Św. Jedynemu, za Tysiąclecie Wiary. Będziemy dziękować. Będziemy wielbić! Będzie­my się oddawać Najlepszej Matce Naszej za Kościół Jej Syna. To jeszcze bardziej pogłębi nasze przeżycia.

Dobrze się stało, Najmilsze Dzieci, że w miesiącach po Sobo­rze, gdy tak ochotnie oddawaliśmy się w macierzyńską niewolę Maryi, odczujemy ją doświadczalnie na sobie. Nie będzie to tylko dekla­macja o niewoli, ale – rzeczywistość! Jakaś prawda się tutaj wyzwo­li i pokaże. Poznamy smak macierzyńskiej niewoli Maryi, zwłaszcza, że oddajemy się za wolność Kościoła.

Wiemy, że z tym zawsze łączy się wielka radość, bo jesteś­my w ramionach Tej, która jest „Przyczyną naszej radości”.

A więc radujmy się ze wszystkiego, co nas spotyka. Radujmy się, że czasy te są tak bogate w treści, nabrzmiałe w cierpienia i męki. Jest to chyba dowodem wielkiego zaufania, jakie Bóg ma do nas, do Narodu katolickiego, do jego Biskupów i Kapłanów. Jest to świadectwo naszej chrześcijańskiej dojrzałości i egzamin, le­piej może zdany w przeciągu tych kilku miesięcy aniżeli poprzednio w lat dziewięć, chociaż za każdą łaskę Wielkiej Nowenny dziękujemy i jesteśmy pewni, że Wielka Nowenna jest zrozumiana przez wszystkie dzieci żyjące duchem Bożym w naszej Ojczyźnie.

Niedawno jeden z publicystów „Znaku”, w dyskusji nad dusz­pasterstwem akademickim powiedział, że młodzież nic z Wielkiej Nowenny nie pojęła. Wyraził się drastycznie. A wczoraj Biskup Częstochowski mówił, że na Jasnej Górze przez całą noc modliła się młodzież. A trzeba było się jej przyjrzeć, jak ona się modliła. Okazuje się, że lepiej wiedzą na Jasnej Gó­rze, aniżeli w redakcji „Znaku”, jakie znaczenie dla młodzieży miała i ma Wielka Nowenna. Nie możemy się przejmować spostrzeże­niami pesymistów, którzy wszystko widzą tylko w ciasnych wymia­rach swego redakcyjnego ghetta. Musimy spojrzeć szeroko na całą Polskę, na serca polskie, i zrozumieć, że niekiedy proste uczucie bezzębnej babuni, modlącej się pod filarem w ciemnej kapliczce, albo na miedzy polnej, ma dla Boga większe znaczenie, aniżeli wszystkie dyskusje, w których właściwie bardziej ukazuje się czło­wiek, aniżeli Bóg.

Stąd, Najmilsze dzieci, dziękujemy za każdą najdrobniejszą łaskę Wielkiej Nowenny i związanych z nią przeżyć, które miały miejsce na terenie Polski. Opowiadano mi, jak w niedzielę Palmową zakończono w Opolu Nawiedzenie Obrazu Matki Bożej i jak – zgodnie z programem – Obraz wracał na Jasną Górę. Na przestrzeni tej wę­drówki, aż do granicy diecezji, była olbrzymia procesja. Jest to znak, jak przemawia do swojego Narodu Matka Kościoła, która stała pod Krzyżem Chrystusa.

Dlatego, Najmilsze Dzieci, nie damy sobie osłabić naszego do Niej zaufania. Mamy głębokie przekonanie, że jak na Kalwarii i przy grobie Chrystusa, tak też na naszej Kalwarii i w naszym grobie śpiewać Jej będziemy: „Wesel się Królowo miła , bo Ten, któregoś zrodziła, zmartwychwstał”. Obok „Te Deum”, będzie to najwspanialszym hymnem naszych uroczystości Tysiąclecia w Gnieźnie, w Poznaniu, na Jasnej Górze, w Krakowie i na całym szlaku historycznym Tysiąclecia Chrztu Polski.

Włączajcie się, Dziatki Najmilsze, w te millenijne radości! Chociaż jeszcze nie pora, ale awansem, jako znak wielkiego zaufania waszego do Boga, powiem Wam już dzisiaj, w Wielki Czwartek: „Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie, wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się i radujcie”. Niech to będzie wasza Wielkanoc Millenijna, której razem z Biskupem Dąbrowskim z całego serca Wam życzę.

Abyście były jak najbliżej tych wielkich przeżyć, przeniosłem Was z dalekiej Al. I Armii W.P., pod mury Katedry. Pragnę, abyś­cie były jak najbliżej serca Biskupa, Katedry, no i jak najbli­żej ul. Miodowej, tak iż by Wam wszystko szło jak „po miodzie”.

Niech to będą życzenia Waszego Biskupa, na „Gaudia Paschalia”, których oby Wam Dobry Bóg dał tak wiele, iżby dusze Wasze kipiały od nadmiaru szczęścia, radości, pokoju i pogody.

Błogosławimy Wam…