1976.05.19 – Trzebinia – Zbawienie pracujących. Z okazji 75 rocznicy obecności salwatorianów w Polsce

Eminencjo, najdostojniejszy księże kardynale Metropolito Krakowski, nasz celebransie, drodzy księża biskupi,
ojcze generale,
ojcze prowincjale,
rodzino salwatoriańska – kapłani, bracia, alumni, współpracownicy, przyjaciele, pomocnicy,
umiłowane dzieci Boże!

75 lat obecności i pracy Zgromadzenia Księży Salwatorianów na terenie Polski jest dla nas szczególną okazją do wypowiedzenia wdzięczności Ojcu niebieskiemu. Jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że taką moc dał ludziom, iż przyszli do Polski, aby wypełniać szczytne posłannictwo, które wyraża się w samej nazwie zgromadzenia – salwatorianie. Nazwa ta pochodzi od słowa Salvator – to znaczy Zbawca, Zbawiciel, zbawiający, oddany dziełu zbawienia.

W ostatnich czasach w życiu Kościoła powstawały zgromadzenia, które za szczególny cel stawiały sobie posłannictwo ewangeliczne i pracę misyjną w duchu Ewangelii Chrystusowej. Przyjmowały też nazwy zbliżone do tego posłannictwa. I tak Zgromadzenie Księży Werbistów przyjęło swą nazwę od wyrazu Verbum – Słowo, czyli Chrystus – Słowo ciałem się stało (J 1,14) – Verbum caro factum est. Nazwa innego zgromadzenia – Księży Redemptorystów – wywodzi się od wyrazu Redemptor, to znaczy Odkupiciel. A zgromadzenie, które dzisiaj cieszy się owocami swej pracy w naszej ojczyźnie – salwatorianie, wzięło swą nazwę – jak już mówiliśmy – od wyrazu Salvator, czyli zbawiający, Zbawiciel. Tę właśnie zbawczą pracę ożywianą mocami Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii prowadzą w naszej ojczyźnie kapłani, bracia, alumni i przyjaciele tego zgromadzenia od 75 lat.

Ojciec prowincjał dał już zwięzły, krótki obraz tej działalności i jej rozwoju. Sądzę, że z okazji jubileuszu wiele na ten temat mówiono. Dlatego też w rozważaniu naszym pójdziemy dzisiaj raczej po linii refleksji nad doniosłym zadaniem ewangelizacji świata. Temu zadaniu poświęcił swoje prace Sobór Watykański II, a szczególnie ostatni Synod Biskupów w Rzymie. A ponieważ na ten temat nigdy za wiele nie można powiedzieć, dlatego też na najbliższym synodzie mówić się będzie o szczególnym rodzaju ewangelizacji – o przepowiadaniu Dobrej Nowiny dzieciom i młodzieży, o katechizacji.

Wydaje nam się, że współcześnie trzeba potężnym głosem uderzyć w sumienie świata. Trzeba mu na nowo przepowiadać Dobrą Nowinę, Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wprawdzie jest ona przepowiadana od dwudziestu już blisko wieków na globie ziemskim, a w naszej ojczyźnie od przeszło dziesięciu, niemniej jednak trzeba pamiętać, że mowa Pańska trwa na wieki, i Ewangelia Chrystusowa ma być głoszona aż do skończenia świata. Nigdy dość opowiadania Dobrej Nowiny! Rodzą się bowiem nowe pokolenia i wszyscy powinni ją usłyszeć.

Nic więc dziwnego, że Kościół Chrystusowy, pamiętając Chrystusową zapowiedź: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą (Mk 13,31) pragnie ożywić swoją apostolską gorliwość. Dlatego też usilnie przypomina nam dziś, że obowiązek przepowiadania Ewangelii spoczywa nie tylko na biskupach i kapłanach, ale na wszystkich zgromadzeniach zakonnych męskich i żeńskich, a nawet na rodzicach, stojących na straży ognisk domowych. Wypełnianie tego zadania radzi byśmy widzieć również w wychowaniu szkolnym dzieci i młodzieży, aby doniosły trud kształtowania młodego pokolenia połączony był z najtrwalszym owocem tej pracy – z życiem według zasad Ewangelii.

ZAPOWIEDŹ WYZWOLENIA CZŁOWIEKA

Wiemy, że pragnieniem całej rodziny ludzkiej było doczekanie się radosnej chwili objawienia zapowiadanej od wieków Dobrej Nowiny. Z nią zawsze łączy się wyzwolenie człowieka z grzechu i wszelkiej niedoli. Ojciec niebieski już w tak zwanej protoewangelii, „pierwszej Ewangelii”, po nieszczęsnym upadku Adama i Ewy zapowiedział, że przyjdzie czas, w którym zostanie starta głowa węża. Dokona tego błogosławiony owoc Niewiasty, którą zapowiedział Bóg pierwszym rodzicom, strapionym swoim upadkiem i słabością.

Chociaż długo ludzkość musiała czekać na zbawienne dzieło Dobrej Nowiny, jednakże Ojciec niebieski okazał się wierny swojej zapowiedzi. Oto w Nazaret anioł Pański zwiastował Pannie Maryi wyzwolenie i odkupienie człowieka, odkupienie wszechstronne, pełne, całkowite. Mówiąc Maryi o zadaniu, do którego została powołana – Poczniesz i porodzisz Syna […] Ten będzie wielki (Łk 1,31-32) – On odkupi Izraela – Anioł Boży umocnił nadzieję ludzkości. Skończy się wreszcie niedola człowieka. Bóg jest Miłością i przez miłość dopełni dzieła, które zapowiedział.

Również spotkanie dwóch matek Nowego Przymierza, Bogurodzicy Maryi i Elżbiety, na progu jej domu, pełne było znaków radosnego oczekiwania, bliskiego spełnienia odwiecznej obietnicy Bożej. Matka Pana mego przyszła do mnie (Łk 1,43) – mówi Elżbieta do Maryi. A więc już jest! Nie da się ukryć, że Zbawiciel, Odkupiciel, głosiciel Dobrej Nowiny, prawdy Bożej, słowa Bożego, Salvator et Redemptor – jest już na ziemi. A gdy Maryja usłyszała z ust Elżbiety, że spełni się wszystko, co Jej zostało powiedziane od Pana, w wielkim uniesieniu ducha wyśpiewała swoje Magnificat, na chwałę Boga – Wielbi dusza moja Pana […] Uczynił mi wielkie rzeczy, który możny jest i święte imię Jego (Łk 1,46.49).

Wypowiadając te słowa Maryja myślała nie tylko o sobie. Była przecież Matką Zbawcy, Matką Odkupiciela, Matką Salwatora i Redemptora. Myślała więc o całej rodzinie ludzkiej – Spojrzał na niskość służebnicy swojej […] Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie narody ziemi (Łk 1,48). On – Bóg – odkupił Izraela, odkupi cały rodzaj ludzki. On wywyższy upokorzonych i zapomnianych. On nagrodzi wszystkich, którzy oczekiwali daremnie przez wieki całe, podtrzymywani jedynie nadzieją proroków, że przyjdzie chwila, w której zostaną wyprowadzeni z „ziemi egipskiej”, z domu niewoli, a żyć będą w innej, lepszej ojczyźnie, w domu Ojca. <=”” -=”” Świata=”” zbawcĄ=””> I oto po długich wiekach oczekiwań ukazuje się na horyzoncie Zbawca świata, Jezus Chrystus – Salvator. Jego imię uroczystujące dzisiaj zgromadzenie głosi światu. Już sama nazwa – salwatorianie – budzi nadzieję, że są to ludzie, którzy idą drogą Chrystusa. Stają oni z woli Ducha Świętego obok biskupów i kapłanów, wspierając ich swoim szczytnym powołaniem w wielkiej misji zbawiania świata, wyzwalania z grzechu, ratowania człowieka. Słusznie do takich ludzi można skierować Chrystusowe zaproszenie: Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a Ja was ochłodzę (Mt 11,28).

Jakże te słowa Chrystusa muszą odpowiadać niejednej duszy ludzkiej właśnie tutaj, na progu pracowitego Śląska – tej kopalni bogactw narodowych – gdzie praca jest nie tylko radością, ale i ciężarem, dźwiganym w pocie czoła. Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie! Zapewne, mógł był Chrystus skierować swoje wezwanie do innych ludzi – na przykład: pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy chorujecie, którzy cierpicie, którzy jesteście opuszczeni, umęczeni… A jednak powiedział wyraźnie: wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście.

Jest w tym powiedzeniu Chrystusa echo dalekich przeżyć narodu izraelskiego w niewoli egipskiej. Dlaczego to Bóg posłał Mojżesza do Egiptu? Właśnie dlatego, że Egipcjanie postanowili wyniszczyć naród izraelski, zamieszkujący wówczas ziemię Gesman. I nie tylko wydali nakaz zabijania synów izraelskich, ale również czynili wszystko, aby, jeszcze bardziej pogorszyć warunki pracy Izraelitów. Faraon wydał zarządzenie, aby wyrabiali oni tę samą wyznaczoną „normę” – przedziwnie aktualna jest terminologia Księgi Wyjścia – lecz sami musieli zbierać słomę potrzebną do fabrykacji cegły.

Budowano wtedy w Egipcie potężne miasta, wznoszono różne budowle, prawdopodobnie i piramidy. A Izraelici musieli pracować w pocie czoła, jak niewolnicy. Zapomniano już o zasługach tego narodu wyświadczonych Egipcjanom przez Józefa w latach głodu. I oto Bóg mówi do Mojżesza: Głos ludu mojego doszedł do uszu Pana Zastępów. Pójdziesz do Egiptu i wyprowadzisz lud mój udręczony nadmiarem robót i ciężkimi warunkami pracy (por. Wj 3,7n).

Może Chrystus wzywając: Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, miał na myśli dalekie echo słów Ojca niebieskiego, który posyłając Mojżesza do Egiptu, podobnie jak i Jezusowi, Synowi swojemu, wyznaczył to samo zadanie – pójdź i mów. Zapewne, trudów, cierpień i mąk nie brakowało nigdy, także i za czasów Chrystusa. Widocznie ci najbardziej obciążeni pracą byli Mu szczególnie bliscy, skoro właśnie ich wezwał do siebie.

To wezwanie Chrystusa tak zapłodniło ludzką wrażliwość, że i dziś nie brak różnych „zbawców” ludzi, którzy stawiają sobie jako zadanie, ulżyć ludzkiej pracy, aby nie była tak ciężka. Praca jest konieczna nie tylko dla utrzymania i wyżywienia rodzaju ludzkiego, lecz także dla pełni rozwoju osoby ludzkiej. Człowiek bowiem rozwija się i dojrzewa przez sumienie, rzetelnie wykonywaną pracę. Jednakże tak jak nie samym chlebem żyje człowiek, tak też i nie samą pracą żyje człowiek. Zadania nasze na ziemi są bardziej zróżnicowane. Pouczył nas o tym Chrystus, a Kościół – idąc za Jego przykładem – nieustannie tę prawdę przypomina.

Nie przeczymy, że słuszne są dzisiejsze dążenia, aby praca ludzka była lżejsza, aby jej było mniej; aby odbywała się w warunkach lepszych, korzystniejszych dla zdrowia pracownika. Słuszne jest pragnienie, aby praca naprawdę rozwijała i doskonaliła człowieka, aby uszlachetniając i ulepszając materię w warsztacie pracy, człowiek sam przez to nie stawał się gorszy. Wszystkie te pragnienia, dążenia i postulaty są słuszne. Niech będą błogosławieni ci, którzy się temu zadaniu poświęcają. Niestety, często dzieje się tak, że dążąc do polepszenia bytowania ludzkiego, coraz bardziej pogarsza się sytuację samego człowieka. Stwarza się niekiedy warunki, w których człowiek nie ma już czasu na nic – ani na wypoczynek, ani na modlitwę – wszystkie siły musi poświęcić pracy.

Nowocześni „zbawcy”, którzy może przejęli się wezwaniem Chrystusa – Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie – nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że praca ma człowieka uszczęśliwiać, doskonalić, przynosić błogosławione owoce dla rodziny i narodów. Wówczas bowiem będzie ona prawdziwym środkiem, narzędziem zbawienia człowieka, narodu, rodziny ludzkiej. Oczywiście, będzie to zbawianie w rzędzie spraw doczesnych. Nie będzie ono całkowite i pełne, bo to należy do Jezusa Chrystusa. To On zbawia naszą duszę i ciało, które umęczone życiem podniesie z grobu w dniu zmartwychwstania.

DĄŻENIA WSPÓŁCZESNYCH ZBAWCÓW LUDZKOŚCI

Nie wszystkie współczesne nastroje zgadzają się z duchem Ewangelii. Trzeba by podnieść wielki głos, aby to „zbawianie” człowieka było Chrystusowe, ewangeliczne. Tylko wtedy będzie ono trwałe i owocne. Jakże często ludzkim wysiłkom brak tych Bożych mocy. Pomyślmy, najmilsi, choćby o tym, jak bardzo prawdziwy pokój Chrystusowy, o którym tyle słyszymy w liturgii Kościoła, o który się co dzień modlimy, kontrastuje z obecnym niepokojem świata. Należałoby przypomnieć rodzinie ludzkiej, na czym właściwie polega pokój Boży, i jaka jest do niego droga. Tylko przez spokojne sumienie, zgodne z prawem Bożym, przez ład w rodzinie, który udziela się życiu i współżyciu społecznemu, środowisku pracy, a przez nie całemu narodowi – można osiągnąć ewangeliczny pokój. Jakże jeszcze dalecy jesteśmy od prawdziwego pokoju. Wprawdzie wielu ludzi woła „Pokój! pokój!”, lecz nie masz pokoju na świecie.

Podobna sytuacja istnieje na odcinku ustroju i organizacji pracy. Tej pracy ludzkiej tak dużo w świecie współczesnym! Nie brak jej również i w naszej ojczyźnie. Śmiało można by powiedzieć, iż nigdy tak wiele się nie pracowało w Polsce jak dziś. Na każdym kroku można dostrzec wiele błogosławionych owoców tej pracy. A jednak człowiek, często na skutek złej organizacji pracy, staje się gorszy. Dzieje się tak, ponieważ warunki jego pracy nie zawsze odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Współczesne organizmy polityczne zmieniły cel pracy. Wystarczy śledzić prasę, aby się o tym przekonać. Zapomina się dziś, że zasadniczym celem pracy jest zaspokojenie potrzeb człowieka, jego rodziny i narodu. A to właśnie jest dla każdego państwa głównym, zasadniczym celem pracy. Tymczasem współczesne państwa i wspólnoty społeczne pobudzają obywateli do zwiększenia wysiłków i spotęgowania pracy po to, aby nią handlować – jak gdyby wysoką godność władzy państwowej zamieniono na zadanie kupieckie. Wysłannicy najrozmaitszych państw jeżdżą po całym świecie i wprawdzie starają się o umocnienie pokoju, ale głównie zajmują się układami handlowymi: co wywieziemy, co my od was kupimy, co będziemy sprzedawali… Nie mówi się o tym, jak zaspokoić potrzeby człowieka, aby nie stał całymi godzinami w kolejce przed sklepem, nie tracił czasu, nie marnował zdrowia. Mówi się o tym, co zrobić, aby jak najwięcej z kraju wywieźć. Pracować, pracować, aby wzmóc eksport-to cel i ideał największego współczesnego wysiłku, do którego nieustannie pobudza się ludzi. Niedawno w jednym z pism warszawskich czytałem, że naszym naczelnym zadaniem jest wzmóc eksport. Dobrze, a człowiek żyjący w Polsce, pracujący w ojczyźnie? Czy naczelnym zadaniem narodu i państwa nie powinno być zaspokojenie przede wszystkim potrzeb człowieka pracującego i żyjącego tutaj, w ojczyźnie? Jest to przecież naturalny, zwykły, pierwszoplanowy cel pracy. Najważniejsze jest, jak już, mówiliśmy – zaspokojenie potrzeb społeczeństwa, a nie handel wszystkich ze wszystkimi, za wszelką cenę i żyłowanie sił ludzkich, aby jak najwięcej było do sprzedania. Zapomina się wówczas o człowieku.

Jakże na tle takiego wysiłku krzepiące jest wołanie Chrystusa, Salwatora świata – Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i pracujecie, bez końca pracujecie, i obciążeni jesteście. Nikt was nie ochłodzi. Ja was ochłodzę! Pójdźcie do Mnie, do Mnie…

Czymże nie handlują dzisiejsze nowoczesne państwa. Najbardziej bolesnym rodzajem i przedmiotem handlu jest produkcja zbrojeniowa, handel bronią. A gdy brak rynków zbytu, wywołuje się tu lub ówdzie, małe czy większe wojny i biedne narody za ciężkie pieniądze kupują broń, aby walczyć ze sobą, a narody bogate – handlują. Gdy wybuchła wojna na pograniczu Indii i Pakistanu, w jednym z pism zamieszczono rysunek przedstawiający dwóch ludzi walczących z sobą kijami, a pod nim podpis – Walka nędzarzy. Jakże często dziś tak się dzieje, że bogate narody prowadzą do tego, aby produkowaną przez siebie broń sprzedać nędzarzom, którzy u nich zadłużają się, stając się ich niewolnikami. W ten sposób świat ciągle żyje w napięciu i niepokoju. Potwierdzają się słowa: Pokój, pokój, a nie masz pokoju.

Człowiek współczesny coraz bardziej jest niewolnikiem handlu. Chodzi nie tylko o handel bronią, na którą żyłują się narody, a produkując ją, wyniszczają z sił organizmy własnych obywateli, tak iż ich bytowanie staje się coraz bardziej tragiczne. Istnieje też inny handel, „żywym towarem” – tak to nazywam. Ma on miejsce i w naszej ojczyźnie.

Niedawno przeczytałem w „Gazecie Krakowskiej” taką oto notatkę: Krakowscy budowlani w Ilmenau i Jänschwalde. Pełen zachwytu dziennikarz pisze: Gdy w połowie przyszłego roku Polacy opuszczą niewielkie miasto Turyngii, Ilmenau, pozostawią po sobie trwały ślad w postaci 43 obiektów o kubaturze 1 400 tysięcy m3. Między innymi Zakład Szkła Technicznego, Zakład Urządzeń Laboratoryjnych, Zakład Materiałów Przewodzących, a także 4-kondygnacyjny budynek administracyjno-socjalny dla pracowników jednej z największych w NRD huty szkła technicznego […] Prace trwające od roku 1970 dają już konkretne rezultaty.

A kto buduje? – Krakowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego. – Główny wykonawca dba nie tylko o dotrzymanie terminów, ale i o ich znaczne wyprzedzenie. Bardzo pomocny jest mu w tym względzie „Budostal”, który do realizacji inwestycji w Ilmenau skierował ponad 400 osób.

W innym piśmie jest jeszcze obszerniejsza notatka o pracy w Guben, gdzie – jak czytałem – Polacy, katolicy, pracują we wszystkie dni, prócz soboty. Pytanie, co oni tam robią? Czy nie mają nic do roboty w Polsce? Przecież Karol Marks w swoim Manifeście komunistycznym napisał, że w nowym ustroju robotnik nie będzie musiał szukać pracy w świecie, bo będzie miał swoją ojczyznę, której w ustroju kapitalistycznym nie ma.

Pytamy, co robią polscy robotnicy w Ilmenau i Jänschwalde? Czy nie ma w Polsce pilnych prac do wykonania? Można by tłumaczyć to bardzo pięknie (i wymownie), że dzieje się to przecież w granicach współpracy i wymiany międzynarodowej. Ciekawą rzeczą byłoby zapytać, ilu też Niemców pracuje w Polsce w ramach wymiany międzynarodowej, dla naszego dobra, dla naszego narodu, dla dobra kraju, który zniszczyli? A my? Oto gdy w naszej prasie ciągle się pisze o tym, że brak jest u nas rąk do pracy – czytajcie w gazetach – my jednocześnie mamy takie mnóstwo ludzi, którzy pracują w całym świecie.

Posyłamy naszych księży nawet do Afryki, gdzie pracuje polska młodzież, aby otoczyć ją opieką duchową. Skąd ci młodzi ludzie tam się wzięli? Co oni tam robią? Czy dla nich w ojczyźnie nie ma zajęcia, nie ma pracy? Czy trzeba uprawiać – wybaczcie to określenie – „handel żywym towarem”, wywozić ludzi w nieznane kraje, podczas gdy w ojczyźnie naszej jest jeszcze olbrzymia praca do wykonania?

Wiemy, że zrobiono dużo, bardzo dużo, ale czy przy tym nie zapomniano o człowieku, o jego wysokiej godności? Czy nie stał się on przedmiotem handlu i wymiany – jak towar, jak węgiel, ruda czy inne surowce i towary? Wywozi się węgiel, wywozi się i człowieka. Czy na tle takich zjawisk nie trzeba powtórzyć za Chrystusem – Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a Ja was ochłodzę? Czy nie można powiedzieć: Chodźcie, chodźcie, dzieci Boże, będziemy uczciwie pracowali w naszej ojczyźnie, bo w niej jeszcze bardzo dużo jest do zrobienia. Mniej zarobimy w Polsce, ale będziemy wiedzieli, że pracujemy dla lepszego stylu życia naszych rodzin. A poza tym, najmilsi, jak powiedziałem – praca nie jest najważniejszym posłannictwem człowieka. Najważniejszym zadaniem jest doskonalenie się przez pracę.

Niedzielne pisma dużo i z entuzjazmem pisały o tak zwanym „niedzielnym czynie społecznym”. Czyn społeczny-ciekawa rzecz dlaczego tylko w niedzielę. Czy ten „czyn społeczny” nie mógłby być, na przykład, w sobotę? Koniecznie w niedzielę? Powie ktoś: tak, ale to tylko dla członków partii. Pewnie, ale mówi się zarazem, że do partii należą i wierzący, i niewierzący. Dlaczego więc ci wierzący muszą właśnie w niedzielę pracować? A czy chodzi tylko o te dwa i pół miliona ludzi – tyle podało „Życie Warszawy”. Przecież te dwa i pół miliona ludzi wychodzi z rodzin, które musi w tym dniu pozostawić, jakże często zaniepokojone tym, że ojciec czy matka musi iść do jakiejś bazy pracowniczej. A tam też ktoś musi uruchomić pojazdy, maszyny – a więc ludzie, którzy nie są zobowiązani do czynu społecznego. Jednak i oni muszą zapomnieć o niedzieli, o prawie do wypoczynku, o prawie do modlitwy, bo komuś się nagle zachciało czynu społecznego, i to właśnie w niedzielę. Tak jak w Guben, gdzie robotnicy polscy w obcej ziemi pracują we wszystkie dni, prócz soboty – jak gdyby zmienili wyznanie. A są przecież katolikami, mają obowiązki wobec Boga, wobec swoich rodzin. Byłoby dobrze, aby przynajmniej niedzielę spędzili w domach rodzinnych, aby pobyli trochę razem ze swoimi bliskimi. A mają też i inne obowiązki, na przykład wobec swojego ciała, któremu należy się jakiś odpoczynek.

Nie można pominąć faktu, że przez to, iż te dwa i pół miliona ludzi musi stanąć do pracy właśnie w niedzielę – zakłóca się pokój społeczny. Zapomniano o człowieku, bo na czoło wysuwa się dobra gospodarcze, ekonomiczne. W ten sposób zmienia się cel państwa – nie tylko w naszej ojczyźnie. Państwo, które zasadniczo jest po to, aby działać dla dobra społecznego wszystkich obywateli, staje się po prostu handlarzem, potężnym wytwórcą i eksporterem. Zniekształcone też zostały, sens pracy i jej organizacja.

Czy w takiej sytuacji nie trzeba słowami Chrystusa wołać o prawdziwych salwatorów, którzy by przypomnieli światu Chrystusowe: Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie, pracujecie, bez końca pracujecie…

CZY ŚWIAT DZIŚ POTRZEBUJE GŁOSZENIA EWANGELII?

Możemy sobie postawić pytanie: czy świat dziś potrzebuje głoszenia Ewangelii? Odpowiedź już dałem wyżej. Zawiera się ona w sytuacji współczesnego świata. Trzeba pamiętać, że głoszenia Ewangelii, Dobrej Nowiny, Chrystusowej nauki o wyzwoleniu człowieka i jego odkupieniu, potrzeba dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek. My wszyscy, biskupi, kapłani, zakonnicy, zakonnice, rodzice, musimy wykrzesać w sobie potężny entuzjazm głoszenia Dobrej Nowiny o wyzwoleniu człowieka, bo niestety, dotychczasowe próby zawiodły. To, co dziś się czy ni, zaprzecza nadprzyrodzonemu powołaniu człowieka. Cel człowieka został zaniżony. Dąży się do tego, aby człowiek był – jak w Egipcie – przede wszystkim robotnikiem.

Niewątpliwie są różne przejawy, iż idzie ku lepszemu. Jednak to wszystko jest jeszcze bardzo mało. Złą drogę wybiera się niekiedy, aby człowieka wyzwolić z męki i udręki, odmawiając mu prawa do Bożych przeznaczeń. Czymże bowiem jest niedziela dla człowieka jak nie spotkaniem z Bogiem! Czyż nie lepiej, że człowiek pracuje przez sześć dni uczciwie? Dlaczego dopiero w niedzielę ma pracować entuzjastycznie? Niech pracuje tak przez cały tydzień, a w niedzielę niech sobie odpocznie. Dlaczego ma pracować na całym świecie dobrze, a nie we własnej ojczyźnie? Dlaczego ma zapominać o tym, że jest dziecięciem Bożym, i zamieniać się w woła roboczego?

Kto to wszystko przypomniał rodzinie ludzkiej? Właśnie Chrystus i Jego Ewangelia, którą nadal głosi Kościół. Dlatego też Kościół i jego Ewangelia potrzebne są dziś światu bardziej niż kiedykolwiek. Przypominają bowiem, kim jest człowiek i jakie jest jego powołanie. Pouczają, że świat nie może być zbawiony jedynie z pomocą osiągnięć materialnych i wzrostu produkcji. Świat zbawia się przez ład serca, sumienia i myśli, przez powiązanie go z Bogiem w miłości, w której człowiek nauczy się miłować swego brata. To jest odkupienie całkowite, pełne, odkupienie ciała i duszy ludzkiej, prawdziwe wyzwolenie.

Dlatego też dzisiaj, gdy mówimy o naszych współpracownikach salwatorianach, którzy wywodzą swą nazwę od słowa Salvator – Zbawiciel, jakże ważną jest rzeczą życzyć wam, drodzy ojcowie salwatorianie, abyście osiągali wasze zadania, wskazane wam przez Ducha Świętego w waszym zgromadzeniu. Życzę wam, abyście upowszechniali ideę chrześcijańskiego zbawienia i wyzwalania człowieka, aby ludzie poczuli się dziećmi Bożymi, obdarzonymi wysoką godnością. Niech wasza praca to sprawi, aby wszyscy w Kościele Bożym usłyszeli Chrystusowe wołanie: Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie.

Drodzy księża salwatorianie! Tej misji ofiarnie służyliście w naszej ojczyźnie przez minionych 75 lat. Mężnie trwaliście tutaj, na pograniczu wielkiego basenu ciężkiej pracy, tak błogosławionej i upragnionej, a tak niekiedy niebezpiecznej – gdy człowiek zapomni, że nie samym chlebem żyje, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych.

Drodzy ojcowie salwatorianie! Niech w nowym okresie pracy, który jest przed wami, przyświeca wam wasz cel – zbawienie świata. Niech pomaga wam w tym zadaniu Salvator mundi, który nieustannie woła do rodziny ludzkiej: Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a Ja was ochłodzę. Amen.