Fliz Paweł alb, Br. Albert Chmielowski – refleksja w 100-lecie śmierci

Br. Paweł Fliz, alb

Br. ALBERT CHMIELOWSKI – REFLEKSJA W 100-LECIE ŚMIERCI 

Medytacja na Zebraniu Plenarnym KWPZM 12 października 2016 r.

 

Adam Bernard Hilary Chmielowski – późniejszy św. Brat Albert, urodził się 20.08.1845 r. w Igołomi pod Krakowem, w rodzinie Wojciecha i Józefy z Borzysławskich. Adam w wieku ośmiu lat stracił ojca, a kiedy miał lat czternaście umarła mu matka. Jako student Instytutu Politechnicznego i Rolniczo – Leśnego w Puławach, mając niespełna osiemnaście lat zaciągnął się w szeregi Powstania Styczniowego. Z powodu rany poniesionej w jednej z bitew, amputowano mu nogę. Do końca życia posługiwał się protezą. Tylko dzięki wpływom i staraniom rodziny udało mu się uniknąć zesłania na Sybir. W tym czasie odkrywa w sobie talent i zamiłowanie do sztuki. W latach 1869 -74 studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Jego protektorem był w tym czasie Lucjan Siemieński i w jednym z listów do niego Adam pisze: Czy sztuce służąc , Bogu też służyć można? Chrystus mówi, że dwom panom służyć nie można. Choć sztuka nie mamona, ale też nie Bóg; bożyszcze prędzej. Ja myślę, że służyć sztuce, to zawsze wyjdzie na bałwochwalstwo, chybaby jak Fra Angelico sztukę i talent i myśli Bogu ku chwalę poświęcić i święte rzeczy malować; aleby trzeba na to, jak tamten, siebie oczyścić i uświęcić i do klasztoru wstąpić, bo na świecie to bardzo trudno o natchnienie do takich szczytnych tematów. 

…A piękna to rzecz bardzo – święte obrazy; bardzo bym sobie chciał u Boga uprosić, żeby je robić, ale ze szczerego natchnienia, a to nie każdemu dane (List do Lucjana Siemieńskiego, Monachium 1873). Te, po części idealistyczne pragnienia zrealizował, gdy w 1880 r. wstąpił do nowicjatu OO. Jezuitów. Wkrótce jednak , w wyniku wewnętrznych doświadczeń, zmuszony został opuścić zakon. Po odzyskaniu duchowej równowagi związał się z Trzecim Zakonem św. Franciszka i jako świecki apostoł poświęcił się działalności misyjnej na Podolu. Wydalony przez władze carskie zamieszkał w Krakowie, gdzie rozpoczął posługę wobec ludzi ubogich i opuszczonych. W 1887 r. przywdział habit III zakonu św. Franciszka z Asyżu i przybrał imię Brat Albert. W rok później złożył śluby zakonne oraz objął nadzór nad miejską Ogrzewalnią dla nędzarzy na krakowskim Kazimierzu. Wkrótce zgromadził wokół siebie naśladowców i pomocników swojego dzieła, dając początek Zgromadzeniu Braci Tercjarzy św. Franciszka Posługujących Ubogim (1888 r.), dzisiaj zwanych albertynami. Dla posługi wobec ubogich kobiet założył także zgromadzenie żeńskie – Siostry Tercjarki św. Franciszka Posługujące Ubogim (1891 r.), zwane albertynkami. W ciągu swojego życia powołał do istnienia i prowadził wraz ze swoimi Zgromadzeniami wiele ośrodków posługi miłosierdzia wobec najuboższych: Przytuliska dla bezdomnych, Kuchnie dla ubogich, Domy dla kalek i nieuleczalnie chorych itp. Brat Albert zmarł w Krakowie w dniu 25.12.1916 r. w opinii świętości. Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 22 czerwca 1983 roku ogłosił w Krakowie Brata Alberta błogosławionym, a w dniu 12 listopada 1989 roku w Rzymie dokonując aktu kanonizacji, zaliczył go w poczet świętych Kościoła.

Adam Chmielowski stał się przewodnikiem i świadkiem świętości dla wielu. Przede wszystkim dla braci i sióstr, którzy poszli za nim drogą ewangelicznego ubóstwa. Szczególnie dla tych z pierwszych lat istnienia Zgromadzeń. Oni oprzeć się mogli tylko na świadectwie życia Brata Alberta, którego osobiście spotkali. Jedna z nich, współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr Bernardyna Jabłońska, została ogłoszona błogosławioną.

Szczególnym czcicielem Brata Alberta był ks. Karol Wojtyła, który napisał dramat „Brat naszego Boga”. Już jako Jan Paweł II w książce „Dar i Tajemnica” pisał: W dziejach polskiej duchowości św. Brat Albert posiada wyjątkowe miejsce. Dla mnie jego postać miała znaczenie decydujące, ponieważ w okresie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru, znalazłem w nim szczególne duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania.

Czego uczy nas Brat Albert dzisiaj.

Przede wszystkim wierności i wytrwałości w poszukiwaniu woli Bożej. On sam był w tym bezkompromisowy. Pragnął chwalić Boga poprzez artystyczne piękno. Okazało się jednak, że świętość jaką sam sobie zaplanował nie była dla niego przeznaczona. Poprzez cierpienia jakich doświadczył w czasie duchowego kryzysu doszedł do odkrycia Bożego miłosierdzia. Może dlatego był tak wyrozumiały dla bezdomnych z którymi zamieszkał, a potem dla Bernardyny Jabłońskiej dla której był duchowym opiekunem. Poprzez stawanie się „dobrym jak chleb” zyskał ich zaufanie i był dla ubogich Bratem.

Swoją drogę odkrywania oblicza Chrystusa w biedakach którym służył, zawarł w obrazie Ecce Homo. Jak sam mówił nigdy tego obrazu nie dokończył na płótnie. Jego poszukiwania prowadziły go od malarskiej wizji do obrazu ubogich, z którymi się spotykał na co dzień.

Brat Albert uczy nas relacji do ubogich. Spotyka ich w miejskiej ogrzewalni i wstrząśnięty ich nędzą i tragicznym położeniem postanawia „Ja ich tak nie pozostawię”. Przynosi odzież i żywność, i wtedy słyszy od nich, że nie potrzebują resztek ze stołu bogatych. Zrozumiał, że jest wezwany aby dać siebie. Zamieszkuje w ogrzewalni i staje się jednym z nich. Zaprowadza w ogrzewalni godne warunki życia osobom tam przebywającym. W jednym ze sprawozdań pisał: …człowiek jeżeli jest już poratowany, trzeba mu bezpośrednio otworzyć niejaką furtkę do wyjścia z nędzy, inaczej bowiem prawie i nie warto go było ratować, stać się zaś to może tylko przez pracę, którą wtedy podsunąć i ułatwić mu trzeba. Dlatego tworzył miejsca pracy, aby ograniczyć jałmużnę tylko dla tych osób, które do pracy nie były zdolne. Inni byli do pracy zobowiązani, tak aby zarobić na swoje utrzymanie.

Dzisiaj często pojawia się pytanie: jak pomagać, dawać pieniądze żebrzącym na ulicy czy nie? Nie ma gotowej odpowiedzi. Św. Jan Paweł II pozostawił nam wezwanie do kierowania się wyobraźnią miłosierdzia. Punktem wyjścia jest osobowe spotkanie, dostrzeżenie w drugim człowieka, ale także obecności Chrystusa, który poprzez ubogiego kieruje do nas wezwanie do bycia solidarnym. Często reagujemy w sposób skrajny. Odrzucamy ubogiego obciążając go pełną odpowiedzialnością za jego sytuację życiową. Jednak źródłem nędzy materialnej, a tym bardziej duchowej są najczęściej zranienia związane z doświadczeniem braku miłości czy przemocy, także ze strony najbliższych. Druga, skrajna reakcja to przekonanie, że pomoc materialna wystarczy, oczekiwanie, że osoba potrzebująca pomocy zachowa się tak, jak my oczekujemy.

Na zakończenie przytoczyć warto znamienne słowa kardynała Karola Wojtyły, streszczające przesłanie św. Brata Alberta: Miłosierdzie i chrześcijaństwo to jedno i to samo. Jeśli nie byłoby miłosierdzia, nie ma chrześcijaństwa…Wyznanie wiary musi się dopełnić wyznaniem miłości…W całej służbie miłosierdzia (…) najważniejszy jest człowiek. Trzeba świadczyć swoim człowieczeństwem, trzeba świadczyć sobą i tutaj Brat Albert jest dla nas wzorem nieporównanym. Przecież on nie miał prawie żadnych środków, ślubował najsurowsze ubóstwo, nie dysponował żadnymi funduszami, żadnymi gotowymi instytucjami, tylko postanowił dawać siebie.