Grocholewski Zenon Kard., Błogosławiona s. Sancja Janina Szymkowiak

 

Kard. Zenon Grocholewski, Prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego

BŁOGOSŁAWIONA S. SANCJA JANINA SZYMKOWIAK

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 2002 nr 9 (246) s. 28-29

 

Janina Szymkowiak, która w zakonie przyjęła imię Maria Sancja, przyszła na świat 10 lipca 1910 r. w Możdżanowie k. Ostrowa Wielkopolskiego, jako najmłodsze dziecko Augustyna i Marianny z Duchalskich. Miała czterech starszych od siebie braci, z których drugi z kolei, Eryk, został kapłanem. Jej rodzice, ludzie rzetelni, pracowici, głęboko religijni, starali się wychować swoje dzieci w duchu autentycznych wartości chrześcijańskich. Janina otrzymała bardzo solidne wychowanie. Nic dziwnego, że po wielu latach mogła powiedzieć, iż wszystko, co ma dobrego, otrzymała od rodziców, a ojciec był jej pierwszym kierownikiem duchowym. Atmosfera rodzinnego domu Szymkowiaków, przesiąknięta głęboką i autentyczną pobożnością, miała niewątpliwie wpływ na powołanie syna do kapłaństwa i córki do życia zakonnego.

W 1919 r. Janina, po trzech latach szkoły elementarnej, poszła do gimnazjum, a później do liceum humanistycznego w Ostrowie Wielkopolskim. W szkole należała do grupy najlepszych uczennic, była bardzo pilna i odpowiedzialna. W 1922 r. przyjęła I komunię św., rok później sakrament bierzmowania. Aktywnie uczestniczyła w życiu szkoły. Prostolinijna, prawdomówna, uczciwa, a przy tym niezwykle skromna, należała do osób, na których zawsze można było polegać. Dbała o dobre imię bliźnich i nie pozwalała o nikim źle mówić. Pamiętała również o potrzebach swoich ubogich koleżanek i za zgodą rodziców zapraszała je do siebie na wakacje.

Głębokim przeżyciem dla Janiny były święcenia kapłańskie i prymicje jej brata Eryka — miała wówczas 17 lat. Widząc jego szczęście jako kapłana, wyznała mu, że od dawna w swym sercu odczuwała pragnienie wstąpienia do zakonu.

W maju 1928 r. zdała egzamin dojrzałości i wtedy po raz pierwszy jej osobiste plany okazały się niezgodne z planami rodziców, którzy zamierzali wydać ją za mąż i pozostać przy niej na starość. Przekonała ich jednak i po rocznej przerwie rozpoczęła studia na Uniwersytecie Poznańskim, najpierw na wydziale prawa, a potem na filologii romańskiej. W okresie studiów wyróżniała się rzetelnym podejściem do nauki, głębokim życiem wewnętrznym i działalnością charytatywno-apostolską. Jako studentka czynnie działała w Sodalicji Mariańskiej: uczestniczyła w rekolekcjach, zebraniach, konferencjach, apostołując dyskretnie i skutecznie. Swoim przykładem umiała ukazywać wartości religijne z najpiękniejszej strony i budzić chrześcijański entuzjazm w swoim środowisku. W życiu codziennym dostrzegała człowieka potrzebującego i spieszyła mu z pomocą. Znali ją dobrze biedni w najbardziej zaniedbanej dzielnicy Poznania, tzw. «Wesołym Miasteczku».

Latem 1934 r. wyjechała do Francji, aby lepiej przygotować się językowo do egzaminu magisterskiego. Wzięła udział w pielgrzymce do Lourdes, o której napisała: «zadecydowała ona o całej mej przyszłości i nie wracając już do domu rodzinnego rozpoczęłam postulanturę w Zgromadzeniu Sióstr Oblatek». Ziarno powołania, które rozwijało się w niej od dziecka, widocznie tam, u stóp Matki Bożej, którą tak bardzo kochała, dojrzało i zaowocowało jasną i konkretną decyzją.

Opatrzność Boża miała jednak wobec niej inne zamiary. Wkrótce, bo po 7 miesiącach pobytu we Francji, rodzina zmusiła ją do powrotu do Polski. Nie zrezygnowała jednak z raz podjętej decyzji oddania się Chrystusowi. Dzięki swemu bratu kapłanowi, który był proboszczem w Drobninie, poznała siostry serafitki i w lipcu 1936 r. rozpoczęła postulat w ich domu prowincjalnym w Poznaniu. Postanowiła wtedy mocno i zapisała w dzienniczku: «Ja świętą muszę zostać za wszelką cenę. Droga, którą muszę pójść i która jest najwłaściwsza to pokora». Wierna regułom zakonnym, posłuszna poleceniom przełożonych, z głęboką wiarą umiała wszędzie dostrzegać wolę Tego, którego wybrała. Nowicjat zahartował duszę s. Sancji w ogniu upokorzeń, których jej nie szczędzono. Doświadczeń wszelkiego rodzaju nie unikała, przeciwnie, za stracony dla wieczności uważała dzień, w którym by ich nie było. Pierwszą profesję złożyła 30 lipca 1938 r., po czym została skierowana do pracy wychowawczej w przedszkolu w Poznaniu-Naramowicach. Po roku rozpoczęła kurs aptekarski. Nie skończyła go jednak ze względu na wybuch II wojny światowej.

Życie s. Sancji zajaśniało szczególnym blaskiem podczas ciężkich dni okupacji hitlerowskiej. Niezwykle trudne warunki klasztoru poznańskiego, objętego wówczas aresztem domowym, stały się jeszcze bardziej uciążliwe, odkąd zamieszkało w nim wojsko niemieckie i grupa jeńców angielskich i francuskich. Wielu młodym siostrom pozwolono wówczas wrócić do swoich rodzin. S. Sancja nie skorzystała z tej możliwości, pozostała do końca w klasztorze i dzieliła los innych sióstr, wykonujących ciężką, przymusową pracę narzuconą przez okupanta. We wszystkim dostrzegała wolę miłującego Boga, dlatego pomimo ogromnego trudu czuła się szczęśliwa, wnosząc w otoczenie ducha pokoju i nadziei. Dla strapionych i załamanych była duchowym oparciem, wszystkim niosła pociechę i światło wiary. Jeńcy francuscy i angielscy, którym służyła jako tłumacz, nazywali ją «aniołem dobroci» i «świętą Sancją».

W tych wojennych warunkach nikt się nie spostrzegł, że s. Sancja zachorowała na gruźlicę gardła. Ona zawsze usuwała się w cień i nigdy nie zwracała uwagi na siebie. Podczas choroby dała przykład heroizmu w cierpieniu oraz wielkiej troski o potrzeby duchowe współsióstr i wszystkich, którzy do niej się zwracali. Z wielką radością złożyła śluby wieczyste 6 lipca 1942 r. Było to dla niej pewnego rodzaju mistyczne przygotowanie do zbliżającej się śmierci, która nastąpiła 29 sierpnia 1942 r.

Znamienne są jej słowa wypowiedziane przed śmiercią, gdy pełna dziecięcej ufności, że Bóg nie odmówi niczego tym, którzy Go miłują, zapewniała otaczające ją grono sióstr: «polecajcie mi wasze sprawy, a ja przedstawiać je będę Panu, bo umieram z miłości, a Miłość miłości niczego odmówić nie może».

Śmierć s. Sancji była wielkim przeżyciem dla otoczenia. Wkrótce popłynęły do tronu Bożego liczne prośby za jej pośrednictwem, a sława jej świętości, istniejąca już za życia, rozszerzała się. Znalazła ona wiernych czcicieli nie tylko w swoim zgromadzeniu, ale przede wszystkim wśród młodzieży uczącej się i szukającej wyższych wartości życia.

Obecnemu światu, w którym zdają się zwyciężać przemoc i nienawiść oraz znikają z oczu wartości nadprzyrodzone, s. Sancja głosi odwieczną prawdę, zawsze aktualną, że Bóg jest Miłością i jedynie On może nadać sens i pełnię wszystkim ludzkim dążeniom. W Nim tylko można znaleźć prawdziwe szczęście i pokój, ale pod warunkiem, że poddamy się bez zastrzeżeń Jego Ojcowskiej Woli.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 2002 nr 9 (246) s. 28-29

Wpisy powiązane

Żynel Apoloniusz OFMConv, Święty Bonawentura – „Drugi Założyciel” Zakonu Franciszkańskiego

Sowulewska Weronika OSB Cam, Kim był Św. Romuald?

Soras Philippe, Wielcy konwertyci. Ze „Standard Oil” do klasztoru. Kenyon Bede Reynolds (1892 -1989) OSB