Bartoszewski G. OFMCap, Sługa Boży Kard. Stefan Wyszyński a męskie Instytuty Życia Konsekrowanego i Stowarzyszenia Życia Apostolskiego

Wstęp:

Wiadomo, że rok 2001 jest obchodzony w Polsce jako Rok Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Specjalną uchwałę w tej sprawie przyjął Sejm 25 października 2000 roku przez aklamację. Czytamy w niej: „W 100 rocznicę urodzin kardynała Stefana Wyszyńskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie uczcić tego Wielkiego Polaka, kapłana i męża stanu, którego życie i działalność wpisały się na trwałe do historii naszej Ojczyzny. Jego nauka, myśl społeczna i wzór patriotyzmu pozostają aktualne i mają szczególne znaczenie dla odradzającej się III Rzeczypospolitej.” (Monitor Polski Nr 35, poz. 711).

Jakże wymownie brzmi dziś, wyrażona znacznie wcześniej, zachęta papieża Jana Pawła II: „Szczególnym przedmiotem medytacji uczyńcie postać śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Jego osobę, Jego naukę, Jego rolę w jakże trudnym okresie naszej historii (…) i podejmijcie to wielkie i trudne dzieło, (…) na którym on, Kardynał Stefan, Prymas Polski, dobry pasterz, wycisnął trwałe niezatarte piętno (…) Podejmijcie je i prowadźcie ku przyszłości” (Jan Paweł II o Kardynale Wyszyńskim, w: Człowiek niezwykłej wiary, W-wa 1984, s. 31-32).

Kierując się tą zachętą podejmujemy nasz temat, stawiając sobie pytanie, co życie zakonne w Polsce, a w szczególności instytuty męskie, zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia?

Odpowiedź na postawione w temacie pytanie uzyskać można analizując świadectwa świadków i teksty przemówień Księdza Prymasa skierowane do zakonów i zgromadzeń z różnych okazji, zwłaszcza te wygłaszane podczas Konferencji Przełożonych Wyższych. W Instytucie Prymasowskim istnieje bardzo bogata dokumentacja różnych wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia na temat życia zakonnego.

I.              Dramatyczna sytuacja Kościoła i życia zakonnego w Polsce po 1945 roku

Twardą rzeczywistość, która powstała po wojnie II wojnie światowej w Europie Środkowo-Wschodniej symbolicznie określa znane wyrażenie, iż było to życie za „żelazną kurtyną”. Księdzu Prymasowi Wyszyńskiemu, po krótkich rządach Kard. Hlonda, od 12 listopada 1948 r. przypadło w udziale prowadzenie Kościoła w Polsce w czasie umacniającego się terroru komunistycznego, który chciał podporządkować sobie Kościół i usunąć z życia Narodu to wszystko, co sięgało do chrześcijańskich korzeni. Pierwsze trzy lata po zakończeniu II wojny światowej były okresem przejściowym, czasem umacniania się władzy komunistycznej. Po nim nastąpiły lata silnej ofensywy ideologicznej i represji trwającej aż do roku 1956, do tak zwanego przełomu październikowego.

To, co proklamował Manifest PKWN z 22 lipca 1944 roku na temat przywrócenia swobód demokratycznych, równości obywateli, wolności organizacji politycznych, zawodowych, prasy i sumienia okazało się fikcją. Także pustą deklaracją było oświadczenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, że Kościołowi Katolickiemu zapewnia on pełną swobodę działania w ramach obowiązujących ustaw.

Jednak już we wrześniu 1945 roku władze polskie jednostronnie zerwały konkordat zawarty w 1925 r. między Rządem II Rzeczypospolitej a Stolicą Apostolską.

Dla ilustracji uderzeń w Kościół ze strony władzy ludowej warto przytoczyć przynajmniej kilka jej decyzji, np.:

a)  rozporządzenie ministra skarbu o obowiązku prowadzenia ksiąg podatkowych przez duchownych (sierpień 1949),

b)  rozporządzenie ministra finansów o zobowiązaniu kościelnych osób prawnych do prowadzenia ksiąg rachunkowych i księgi inwentarzowej (20 lutego 1962 roku, uchylone w 1972 roku),

c)  przejęcie przez państwo w używanie szpitali kościelnych i zakonnych (21 września 1949),

d)  ustanowienie przymusowego zarządu państwowego nad kościelną organizacją „Caritas” (23 stycznia 1950),

e)  przejęcie gruntów rolnych należących do parafii przez gospodarstwa uspołecznione (9 lutego 1953, uchylone 13 lipca 1957),

f)  dekret o obsadzie stanowisk kościelnych (9 lutego 1953, uchylony 8 grudnia 1956).

Ksiądz Prymas nie mógł aprobować tej ingerencji władz w życie Kościoła. Zwłaszcza ten ostatni dekret był chęcią manipulowania ludźmi Kościoła. Stał się on zarzewiem konfliktowej sytuacji. W tej sytuacji Kard. Stefan Wyszyński wraz z biskupami w dniu 8 maja 1953 r. wystosowali do Rządu Memoriał znany pod nazwą „Non possumus”. W Memoriale tym Episkopat poczuwa się w obowiązku oświadczyć, że położenie Kościoła w Polsce nie tylko się w sposób trwały nie poprawia, lecz przeciwnie, stale się pogarsza. Zdaniem Episkopatu w bilansie trzechlecia, od 1950 do 1953, przeważają groźne negatywy. (por. M. P. Romaniuk, Życie, twórczość i posługa Prymasa Tysiąclecia, tom I, str. 607-621).

Wypada nadmienić, że przez podpisanie 14 kwietnia 1950 roku Porozumienia Kościoła z Władzami Polski, Kardynał Wyszyński chciał ratować to, co jeszcze było do uratowania. W kręgach Kościoła Powszechnego przyjęto tę decyzję Prymasa z pewną dezaprobatą, nie znając realiów życia kościołów pod panowaniem komunizmu, co spowodowało, że mówiono o nim nawet „czerwony kardynał”.

W Memoriale z 8 maja 1953 czytamy: „Odpowiedzialność wobec Boga, społeczeństwa i historii wymaga, aby przynajmniej główniejsze z nich (groźnych negatywów) wymienić bez osłon i określić dokładniej”. Były to:

– usuwanie religii ze szkoły a Boga z serc młodzieży,

– polityczna presja, próby i środki dywersji wśród duchowieństwa (prowadzenie akcji rozłamowej, powołanie Komisji Księży przy Zarządzie Głównym ZBoWiDu we wrześniu 1949 roku rekrutującej się z tzw. księży patriotów, przemienionej na Komisję Intelektualistów i Działaczy Katolickich przy Polskim Komitecie Obrońców Pokoju, wciąganie księży do państwowego „Caritas” i „Pax”),

– bezwzględne niszczenie prasy oraz wydawnictw katolickich, ostra cenzura pism,

– ingerencja w sprawy Kościoła i próba jego krępowania,

– szczególnie ciężka dola Kościoła na Ziemiach Zachodnich.

Episkopat oświadcza w sposób stanowczy i uroczysty, że dekretu z 9 lutego 1953 r. nie może uznać za prawomocny i wiążący, gdyż „więcej trzeba słuchać Boga niż ludzi”.

A gdyby zdarzyć się miało – czytamy w oświadczeniu – że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowisko duchowne ludzi właściwych i kompetentnych jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne (…)

Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej jako narzędzia władzy świeckiej albo osobista ofiara, wahać się nie będziemy (…) Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus! (tamże).

W konsekwencji tego oświadczenia Episkopatu i protestu Prymasa w związku z procesem bpa Cz. Kaczmarka z Kielc nastąpiło aresztowanie Prymasa i więzienie go 25 września 1953 r. kolejno w Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim, Prudniku i ostatecznie w Komańczy do 26 października 1956 r.

II.            Zrozumienie dla życia zakonnego i jego instytucji

Wyjdźmy od pewnego podsumowania, jakiego dokonał śp. Ks. Abp Dąbrowski 29 maja 1981 r. podczas Mszy żałobnej odprawionej dla sióstr zakonnych w archikatedrze św. Jana w Warszawie, który powiedział: „Ks. Prymas tak osłaniał, życie zakonne, bo kochał je, bo rozumiał jego wartość dla Kościoła, dla społeczeństwa, dla Ojczyzny. W powołaniu zakonnym widział Ks. Prymas dar Boga dla dzieła zbawienia ludzi. Często w swoich przemówieniach zaznaczał, jak bardzo rodziny zakonne są potrzebne Kościołowi. Mówił nieraz: «Pamiętajcie, że jesteście w Kościele i dla Kościoła». W szczególny sposób doceniał nasz ojciec siłę życia wewnętrznego i moc modlitwy osób zakonnych. (…) Ks. Prymas, wyposażony przez Ojca św. w specjalne uprawnienia wziął odpowiedzialność za życie zakonne w Polsce. To nie było urzędowanie. On rozumiał, że odpowiada za tę cząstkę wybraną i chciał, żeby ta cząstka była naprawdę wybrana, żeby dusze zakonne rozwijały się wewnętrznie i chwaliły Boga”.

Kard. Stefan Wyszyński, po przybyciu do Warszawy jako Prymas, niezwłocznie ujął ster życia Kościoła w Polsce. Podjął wcześniejszą inicjatywę Kard. Augusta Hlonda i Kard. Adama Sapiehy, utrzymywania ścisłych kontaktów z wyższymi przełożonymi żeńskich i męskich instytutów zakonnych. Prowincjałowie, którzy stworzyli w 1949 r. wzajemne porozumienia zwrócili się do Episkopatu z inicjatywa pisząc: „Prowincjałowie pragnęliby ze swej strony pozostawać w stałym ściślejszym kontakcie z Episkopatem Polskim, aby swoich podwładnych roztropnie wprowadzać w nurt życia współczesnego i w ten sposób najskuteczniej pracować w misji budzenia i podtrzymywania życia katolickiego w Polsce. (…) Przeto OO. Prowincjałowie proszą o ewentualne: 1) Wydelegowanie jednego z Najprzewielebniejszych Ks. Biskupów do spraw zakonnych; 2) Stworzenie stałego Referatu Zakonnego przy Sekretariacie Episkopatu Polski.

Kard. Wyszyński włączył się w tę współpracę i nadawał jej nowy kierunek. Chętnie popierał współpracę międzyzakonną. W 1950 r. powołał do istnienia Wydział Spraw Zakonnych przy Sekretariacie Prymasa Polski. Utrzymywał ścisłe kontakty z Porozumieniem międzyzakonnym Prowincjałów, które 21 stycznia 1957 r. przekształcił w Konsultę Wyższych Przełożonych. Nad Konsultą czuwał i jej towarzyszył. Osobiście uczestniczył w niemal w każdej Konferencji Wyższych Przełożonych.. Wygłaszał, można powiedzieć bez przesady, magistralne przemówienia, w odpisie liczące każde około 20 stron maszynopisu. Poruszał w nich wszystkie żywotne problemy życia zakonnego, począwszy od zagadnień teologicznych poprzez czysto praktyczne dyscyplinarne, społeczno-polityczne itp.

Życie zakonne umiejscawiał w życiu Kościoła. Osoby konsekrowane jak też wszystkie jego instytuty łączył z Kościołem. Jego listy i przemówienia dobitnie o tym świadczą.

Tę więź zakonów z Kościołem i ich zadania, w sposób programowy przedstawił Prymas w liście z Komańczy z dn. 12 lipca 1956 roku skierowanym do osób zakonnych. Ujął je w dziesięciu punktach:

1. „Potrzeba naprzód wzrastającego ciągle zrozumienia powszechności Mistycznego Ciała Chrystusowego, w którego żywym organizmie, zakony z miłującej woli Ducha Świętego, są komórkami, rodzącymi świętość dla całego Kościoła.

2. Potrzeba wysiłku takiego włączenia własnej rodziny zakonnej w życie nadprzyrodzone i społeczne Kościoła, by Zakon żył przez Kościół i dla Kościoła, by radował się Jego chwałą, żył Jego męką i cierpieniem. Jego apostolskimi dążeniami, by umiał współżyć z Kościołem we wszystkich Jego współczesnych potrzebach i nadziejach.

3. Potrzeba dalej, by Wyżsi Przełożeni umieli doprowadzać wszystkie członki rodzin zakonnych, na wszystkich szczeblach organizacji wewnętrznej, do takiego umiłowania Kościoła, by wszystkie dzieci rodziny zakonnej były uświadomione dobrze o najważniejszych sprawach Kościoła, by te sprawy uważały sobie za najbliższe, by umiały się modlić za nie ze zrozumieniem i z przejęciem wewnętrznym.

4. Potrzeba nadto, by w każdej rodzinie zakonnej istniało głębokie przekonanie, że każdy zakon osiąga swoje zadanie jedynie w ramionach Kościoła i przez Kościół, w najściślejszym związku z hierarchią kościelną, dla której wszyscy mają zachować wewnętrzny i pełny szacunek i miłość, że zatem żadna rodzina zakonna nie może być obojętna na losy Kościoła i Jego Dzieci, na losy innych rodzin zakonnych; nie może się zabezpieczać na własną rękę, ale ma dbać o Dobra Wspólne Kościoła Powszechnego.

5. Potrzeba, by pogłębiał się jeszcze duch wspólnoty rodzin zakonnych w modlitwie powszechnej Kościoła, co należy osiągać przez coraz to żywszy udział w życiu liturgicznym Kościoła. Wyżsi Przełożeni dołożą wysiłków, aby Członkowie rodzin zakonnych modlili się z Kościołem, by mieli gruntowną znajomość ksiąg liturgicznych, zwłaszcza Mszału i śpiewu kościelnego, zgodnie z postanowieniami encyklik Mediator Dei (1947), i encykliki O Muzyce Sakralnej (1955).

6. Potrzeba coraz to czulszej wrażliwości wszystkich rodzin zakonnych na głos Stolicy Świętej, która przez Ojca Świętego Piusa XII stawia zakonom coraz to nowe wymagania i stara się wyprowadzić je z odosobnienia, by użyć do pracy apostolskiej, do współpracy z Hierarchią, do współdziałania wszystkich rodzin zakonnych ze sobą przez Krajowe Porozumienie Zakonne, przez powołane przez Biskupów w tym celu stałe Komisje Wyższych Przełożonych Zakonnych, Konsultorki itp. Trzeba pamiętać, że głosy Stolicy Świętej to głosy Ducha Świętego, który już dzisiaj przygotowuje Dzieci Kościoła do zadań apostolskich, które otwieraj ą się przed nami.

7. Potrzeba jeszcze bardziej lojalnego zrozumienia, że apostolstwo w Kościele świętym, jest przede wszystkim apostolstwem Ojca św. i Biskupów, z którymi wszyscy inni mają utrzymywać jedność. O tę jedność modlił się Chrystus: „Spraw Ojcze, aby byli jedno, aby świat uwierzył..” (J 17,21). Dzięki tej jedności działa prawo wzrostu Królestwa Bożego na ziemi. Gdzie jest rozdział, tam nie ma miłości; a gdzie nie ma miłości tam nie ma Boga!

8. Potrzeba szczególnie w Ojczyźnie naszej, by rodziny zakonne odnowiły w sobie i pogłębiły ducha apostolskiego, gotowe podjąć te zadania, które Hierarchia Kościelna uzna za najpilniejsze, zwłaszcza w dziedzinie współpracy parafialnej z duchowieństwem, akcji katechizacyjnej i duszpasterstwa dobroczynnego.

9. Potrzeba głębszego wniknięcia w apostolska duchowość Założycieli własnych Dzieł Zakonnych, która wyrastała z głębokiego umiłowania świętości osobistej i społecznej Kościoła, z gorliwości o bawienie dusz ludzkich, z miłości ku przepowiadanej Ewangelii, z wrażliwości na cierpienia ludzi pozbawionych Chleba Nadprzyrodzonego i chleba powszedniego. Zrozumienie duchowości Założycieli naszych pomoże nam odkryć w Nich to przedziwne prawo łaski, która zawsze zwracała ich na te pola pracy, które w danej chwili dziejowej bielały ku żniwom.

10. Potrzeba przede wszystkim i nade wszystko „większej jeszcze miłości”. 

W przemówieniu do Konferencji Prowincjałów na Jasnej Górze w dniu 11.10.1957 r. powiedział: Dobrze wiemy, że w życiu Kościoła Bożego schodzą się, gdzieś w Sercu Bożym, dwie inicjatywy: inicjatywa odgórna, inicjatywa łaski i – oddolna, dobrej woli człowieka, wspomaganej łaską. Gdy się spotkają w sercu Boga, rodzą takie owoce, jakie są w tej chwili Kościołowi potrzebne. Jakkolwiek Kościół w swej odgórnej inicjatywie nie organizuje życia zakonnego, to jednak jest świadom, że ten szczególny stan życia, tak pochwalony przez Chrystusa, ma swoje miejsce w Kościele i powinien się rozwinąć, bo gdyby się nie rozwinął to na tym ucierpiałby Kościół Powszechny. (…) Nie będzie więc przesadą mówić, że życie zakonne w Kościele Chrystusowym jest zjawiskiem nieodłącznym, koniecznym. Gdyby go nie było, to Kościół istotowo, w swym ustroju nadprzyrodzonym, oczywiście nie przestał by być Kościołem, ale w każdym razie straciłby siłę działania, która dotychczas stale mu towarzyszy, z której stale korzystał i w której owoce zapisane są świetlanym zgłoskami w dziejach Kościoła powszechnego. (…) Ponieważ jest rzeczą pewną historycznie, doświadczalnie, że życie zakonne jest potrzebne Kościołowi Powszechnemu, więc jest potrzebne i Kościołowi Polskiemu. Dlatego na nas, żyjących w ramach Kościoła polskiego i w ochrzczonemu Narodzie, ciąży odpowiedzialność za stan zakonny w Polsce. Na ten temat mówiłem przed dwoma dniami do Przełożonych Zakonów Żeńskich

Uważam, że nie będzie zbędną rzeczą, gdy do tej myśli w tym gronie wrócę. Odpowiedzialność za stan zakonny w Polsce, za jego istnienie w ogóle, za jego utrzymanie się, za jego przetrwanie i nie tylko przetrwanie, ale za jego działanie i za spełnianie przez ten stan zakonny, tu w tej chwili zadania, które Duch Święty zakonom w każdym organizmie nadprzyrodzonym wyznacza -jesteśmy odpowiedzialni. 

W okresie Soboru Watykańskiego II często nawiązywał do treści Konstytucji Dogmatycznej o Kościele i wskazaniach odnośnie życia zakonnego. Podkreślał też rolę właściwie podjętej odnowy życia. Musimy także pamiętać, – powiedział w przemówieniu 19 kwietnia 1967 r. – że w tej naszej pracy nie ma właściwej odnowy bez wierności duchowi Zakonodawcy. Trzeba wiec rozwijać jego duchowość, wczuwać się w jego wolę zaradzenia potrzebom czasu, wczuwać się w jego wolę zaradzenia potrzebom czasu swego i z tą świadomością, ze gdyby Założyciel żył w naszych czasach, na pewno widziałby jego potrzeby. Ten postęp musi być uporządkowany, a nie anarchiczny. (…) Źle robi ten przełożony zakonny, który zaczyna aggiornamento zakonne od tego, ze wiesza na kołku swój habit zakonny i paraduje w stroju „pomocnika fryzjerskiego”(…) nie tedy droga”

A w przemówieniu do Przełożonych Wyższych na Jasnej Górze 12 maja 1969 r. mówiąc o odnowie soborowej dodał: Polski Episkopat przede wszystkim chce mieć przed oczyma rzeczywistość religijna polską, za którą on jest odpowiedzialny przed Opatrznością Bożą i przed Kościołem Powszechnym. (…) Do nas należy rozeznać dobrze środowisko religijne polskie. Do nas należy włączyć wartości soborowe w rodzinne środowisko religijne i realizować Sobór w Polsce nie po francusku, niemiecku, czy holendersku, tylko – po polsku. Bo my pracujemy dla Narodu polskiego, licząc się ciągle z jego właściwościami. (…) Nie chciałbym przez to być zrozumianym, jakobym Was, Prowincjałowi, chciał oderwać od waszych Generałów, od Waszych Rodzin zakonnych(…) ażeby ułatwić również Wam, Najmilsi, prowincjałowie takie „aggornamento” soborowe, które by niezależnie od tych schematów ogólnych, które mogą być ramami dla pracy danej rodziny zakonnej o wymiarze międzynarodowym, żeby jednakże niezależnie od tego było miejsce dla tej polskiej drogi dla danej rodziny zakonnej, pracującej w Polsce. (…) I dlatego też wasze „aggiornomento” nie musi być jakimś gotowym schematem, który się ustala dla całego świata i per fas et nefas realizuje się we własnym środowisku religijnym. Ono musi być wyinterpretowane zgodnie z potrzebami danego środowiska religijnego. I żeby tego się uchronić, może zwłaszcza konfratrów, w waszych wspólnotach zakonnych trzeba zachęcać do tego, by mniej się zajmować publicystyka teologiczną, tym plotkarstwem, zbieraniem informacji, żeby nareszcie – jak napisał Kard. Wojtyła do „Tygodnika Powszechnego” żeby mieli jako główne zadanie, nie informowanie o całym świecie, tylko intuicje soborowe w danym środowisku, polskim środowisku. To będzie służba, właściwa służba Kościołowi.

Podczas Konferencji Przełożonych Wyższych na Jasnej Górze 7 maja 1970 r. Kard. Wyszyński mówił: Na tle ostatnich przeżyć w Polsce, widać pewne elementy, które stwierdzają wzajemne przenikanie się życia duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Ojciec św. niedawno jednemu z polskich biskupów powiedział: nie rozróżniajcie za bardzo, nie mówcie, kler diecezjalny, kler zakonny. Starajcie się, żeby zarówno kler diecezjalny jak i zakonny były ze sobą zespolone i współdziałały. Tego wymaga dobro Kościoła Powszechnego, a gdy idzie o waszą polską rzeczywistość, sami dostrzegajcie słuszność takiego postępowania. (…) Nasze „teraz” wyraża się w tym, że teraz istnieją zakony w Polsce, po 25 latach zaprogramowania i zniszczenia ich. Teraz, istnieje Kościół w Polsce pomimo, że według programu powinien już nie istnieć. (…) Na to „teraz” składa się nie tylko istnienie zakonów w Polsce, pomimo programu zniszczenia ich, ale również pomoc zakonów na Ziemiach zachodnich. Mówiliśmy o tym przed kilkoma dniami we Wrocławiu, podczas uroczystości dwudziestopięciolecia polskiej organizacji kościelnej na Ziemiach odzyskanych. W pracy organizacyjnej na tych terenach, zwłaszcza na terenie diecezji gorzowskiej, zakony wypełniły zadanie olbrzymie, pełne niezwykłej ofiarności. Do dziś ta pomoc jest bardzo duża.

Do tego „teraz” należy również włączenie się rodzin zakonnych w pracę zespołową w Komisjach przy Konferencji Episkopatu Polski. (…) Już to, na to „teraz” składa się specjalna Komisja Spraw Zakonnych, w ramach Konferencji Episkopatu Polski wskazuje, że idziemy po linii realizacji struktury społeczno-nadprzyrodzonej, zawartej w „Konstytucji Dogmatycznej o Kościele”. (…) Do tego stopnia doceniamy wartość życia zakonnego, że Episkopat Polski stara się, aby i w hierarchii była reprezentacja członków rodzin zakonnych. Mamy w gronie Episkopatu trzech zakonników. To jest też nasze „teraz”. Ich obecność w Episkopacie świadczy, że doceniamy wkład i doświadczenie ludzi, wychowanych w duchu zakonnym i że obecność ich ma dla was wszystkich doniosłe znaczenie (…).

Na to „teraz” składa się również aktualna praca wielu placówek duszpasterskich. W parafiach prowadzonych przez rodziny zakonne. Nie jest prawda, ze zakony pozbawione są zmysłu duszpasterskiego. Owszem, zmysł duszpasterski przejawiają w sposób niekiedy wzorcowy, nawet dla duchowieństwa diecezjalnego. Z osobistych doświadczeń wspomnę wzorcową parafie Księży Salezjanów w Warszawie i księży Misjonarzy w Bydgoszczy. Wiele mamy takich wzorcowych parafii (…).

Wprawdzie słuszne jest, aby nie podkreślać za bardzo różnicy między duchowieństwem diecezjalnym a zakonnym, ale ta różnica istnieje. Takie jest działanie Ducha Świętego w Kościele, który powołuję „tempore opportuno” różne rodziny zakonne di specjalnych zadań. (…) Dzisiaj cała linia postępowania Ojca św. wskazuje, ze trzeba te specyfikę widzieć, trzeba ja uszanować, nie wolno dopuścić do tego, aby poszczególne rodziny zakonne o niej zapomniały. Zagubiłyby wówczas własną drogę.

Przemówienie to Prymas Tysiąclecia zakończył charakterystycznym akcentem: Chciałbym zakończyć z pokorną braterską prośbą, obyśmy wszyscy – Biskupi, kapłani diecezjalni, przełożeni zakonni, wyżsi czy domowi, rodziny zakonne – nie bacząc na udręki czasów, wdzięczni za to, że właśnie naszemu pokoleniu przypadło „pro nomine Jesu contumelias pati”, dziękując za te wielką łaskę, która jest elementem dodatnim we współczesnej rzeczywistości – zachęcali przeważnie do wierności powołaniu, „qua vocati smus”.

Często w swoich wystąpieniach wyrażał wdzięczność zakonom za pracę i modlitwę w intencji Episkopatu.

W przemówieniu 18 października 1966 r. powiedział: Chciałbym nieco przydługie wywody zakończyć tym, by Imieniem Episkopatu Polski, wyrazić wszystkim, Najmilsi Przełożeni Zakonni braterskie pozdrowienie, które Wam przesyłają z wczorajszej Konferencji Episkopatu Polski. Żeby przy tej okazji złożyć Wam życzenia jak najbardziej owocnej pracy na tym Zebraniu, żeby wyrazić Wam słowa braterskiej podzięki – wszystkim rodzinom zakonnym – za Waszą błogosławioną pracę i za Waszą upragnioną współpracę. I żeby Waszym braterskim modlitwom powierzyć cały Episkopat Polski i wszystkie jego sprawy.

Zachęcał i dążył do wzajemnej więzi i jedności pomiędzy klerem diecezjalnym i zakonnym, do wspólnej pracy dla dobra Kościoła.

Na zakończenie przemówienia do Wyższych Przełożonych w Warszawie 15 maja 1973 r. dodał: Na zakończenie pragnę przekazać Wam, Drodzy Moi, słowa braterskiej podzięki całego Episkopatu za Waszą wspólnotę pracy w Kościele świętym. Za to, że – dzięki Bogu – maleją konflikty na terenie diecezji, wynikające niekiedy z różnicy temperamentów, z jakichś resentymentów i nastrojów, a może i innych subiektywnych racji. Musimy przyjmować wszystko „in spiritu humilittais”, bijąc się w piersi – i my i wy, aby to było wspólne „Confiteor”. Przebaczajmy sobie nieustannie wszystkie niedociągnięcia w naszej codziennej pracy, tak jak miłosierny Bóg – jesteśmy tego świadomi – nieustannie nam przebacza. Przezwyciężajmy łatwo konflikty i zatargi, przechodźmy nad nimi do porządku dziennego. Pamiętajmy, że idzie o „bonum comune totius Ecclesiae” i dobro wszystkich rodzin zakonnych, wszczepionych w Kościół. W duchu wzajemnego szacunku postanówmy, ze nie będziemy już więcej czynili sobie wymówek.

Jest to przykład pięknej postawy szacunku dla zakonów i rozumienia partnerstwa, wszyscy jesteśmy powołani do pracy dla dobra Kościoła.

Potwierdzają to jeszcze inne słowa wypowiedziane podczas przemówienia 16 kwietnia 1971 r.: Ale to, co jest dla nas zawsze ważne, a na tym etapie szczególnie, to tajemnicza obecność zakonów w Polsce i zamówienie społeczne na ich pracę. Nieraz już mówiłem, ze potrzebni jesteście biskupom, kapłanom i wiernym. Jeżeli w Polsce, wbrew doświadczeniom innych krajów Bloku, utrzymała się zwarta wspólnota życia zakonnego, stało się to miedzy innymi dlatego, że u nas niełatwo było wyciągnąć rękę przeciwko zakonom. (…) Przeciwnie, pozycja i sytuacja zakonów – na skutek włączenia się ich we współczesne potrzeby Kościoła – oraz przez współdziałanie rodzin zakonnych z biskupami w obronie życia zakonnego – jeszcze bardziej się umocniła, a nawet wzrosła”.

III. Obrona zakonów i zgromadzeń zakonnych przed zagrożeniami. 

Lektura wielu tekstów Prymasa, jak również świadectwa świadków, pozwalają na stwierdzenie, że w trudnej sytuacji Polski pragnął on ocalić życie zakonne poważnie zagrożone przez reżim komunistyczny. Jednak obrona życia zakonnego mogła być skuteczna, przy zastosowaniu różnych środków skuteczna, tylko pod warunkiem, że zakony i zgromadzenia zakonne będą organizmami zdrowymi, pulsującymi życiem nadprzyrodzonym. Prymas widział jasno, czym one być mogą dla całego Kościoła w Polsce, dla jego żywotności i duchowej siły.

Jako teolog czerpał inspiracje z doktryny Kościoła, między innymi ze świeżo wydanej Encykliki papieża Piusa XII Mistici Corporis Christi (29 czerwca 1943). Jako pasterz stosował tę mądrość Kościoła do konkretnej rzeczywistości.

Prymas Tysiąclecia bronił Kościoła jako całości nie dzieląc go na części, np. diecezjalną i zakonną, jak to miało miejsce gdzie indziej. 

W cytowanym Memoriale „Non possumus”, którego fragment przytoczę, Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński wraz z biskupami wyszczególnia także krzywdy wyrządzone zakonom.

Bardziej jeszcze niepewny i bodaj nierównie groźniejszy jest los duchowieństwa zakonnego. Zakony ogranicza się w ich działalności lub nawet pozbawia się je możności oddawania się tym rodzajom prac, którym oddawały się wszędzie i zawsze zgodnie ze swym powołaniem. Przy zwyczajnym stosowaniu i do nich również przykrych metod politycznego nacisku zmierza się systematycznie do wywłaszczenia ich z nieodzownych środków egzystencji i apostolskiej działalności.

Niedawno, bo w roku 1952, zostały zniesione małe seminaria (dodajmy, że uległo likwidacji w sumie 46 różnych seminariów) skąd zakony męskie czerpały w znacznej mierze swe zakonne powołania. Niejednokrotnie przy tej okazji uległy konfiskacie seminaryjne dobra ruchome i nieruchome, a niekiedy nawet i właściwe domy zakonne.

Siostry zgromadzeń żeńskich, usuwa się ze szpitali i zakładów dobroczynnych, nawet własnych, w których pracowały od dawna z poświęceniem wielkim, czasem heroicznym, dla dobra chorych, sierot czy opuszczonych. Bez żadnego względu na ich los obecny i przyszły pozbawia sieje majątkowego oparcia” (tamże).

Należy dodać, że już 6 sierpnia 1949 roku na mocy Rozporządzenia Ministerstwa Administracji Publicznej zakony i zgromadzenia zakonne zostały wezwane do tzw. uregulowania bytu prawnego (jak gdyby ten byt prawny od wieków nie był uregulowany). Instytuty zakonne miały przedłożyć w ministerstwie swe konstytucje i statuty, skład personalny i wykaz majątku. Warto dodać, że żadne zgromadzenie dotąd nie otrzymało odpowiedzi co do tegoż uregulowania bytu prawnego, władze jednak tym sposobem uzyskały pełny obraz zgromadzeń, co ułatwiło im przejmowanie mienia zakonnego powołując się na dekret z 5 sierpnia 1949, którym to dekretem narzucono zgromadzeniom prawo o stowarzyszeniach z 1932 roku wydane dla stowarzyszeń świeckich i zupełnie nie przystosowane do struktury zakonów. Na mocy tych rozporządzeń przejmowano dobra i dzieła zgromadzeń.

– Osoby zakonne pozbawiono możliwości kształcenia w szkołach państwowych (niekiedy mogły z nich korzystać pod warunkiem zdjęcia habitu),

– Utrudnianie kontaktów z zagranicą (w niektórych krajach zakaz ten obowiązywał stale, w innych – okresowo),

– Rewizje w domach zakonnych, szykany, namowy do współpracy, zsyłki do obozów, na Syberię, do łagrów,

– obciążenia finansowe domów zakonnych (wysokie podatki, czynsze, grzywny), zakaz noszenia habitów w większości krajów,

– w Polsce wymagania pozwoleń odnośnych władz (urzędów do spraw wyznań) urzędów władz na zakładanie nowych domów, przyjmowanie darowizn, sprzedaży lub kupna.

W jednym z listów pasterskich Prymas Wyszyński określił te działania władz wobec zakonów w naszym kraju jako huragan bezprawia, który przeszedł przez Polskę.

Wiadomo, że w pięćdziesiątych latach groziła zakonom polskim groziła kasta. Kard. Wyszyński chętnie powierzał parafie, mówiąc że w wypadku opuszczenia klasztorów, zakonnicy będą mogli przeżyć i ocalić się przy parafii w duszpasterstwie. np. w Archidiecezji Warszawskiej w tym czasie zakonom powierzył kilkanaście parafii (obecnie jest 28).

Walka ze zgromadzeniami zwłaszcza żeńskimi przybrała w Polsce szczególnie ostry kurs na Śląsku, który uczyniono poligonem doświadczalnym idąc za wzorem posunięć wobec zakonów w innych krajach bloku. W ramach tych doświadczeń dokonano w roku 1954 wywozu ponad 1500 sióstr z 323 domów zakonnych z terenu województwa katowickiego, opolskiego i wrocławskiego do obozów w Staniątkach, Stadnikach, Wieliczce (woj. krakowskie), w Dębowej Łące (woj. bydgoskie), w Gostyniu Wlkp. i Kobylinie (woj. poznańskie). Akcję tę określano kryptonimem X 2. (J. Swastek, Rządcy Archidiecezji Wrocławskiej w latach 1945-1995, Wrocław 1998 s. 59-60).

Ksiądz Prymas po powrocie z Komańczy na spotkaniu z siostrami 31 października 1956 roku stwierdził: W pierwszej rozmowie z ludźmi, których do mnie przysłał p. Gomółka mówiłem o obozach zakonnic i domagałem się, by były zlikwidowane. W drugiej rozmowie również walczyłem o to i myślę, że ten wysiłek trafi do zrozumienia, to byłby ostatni zabytek przeszłości, gdyby się te instytucje utrzymały. Ks. Bp. Choromański (…) i Ks. Bp. Klepacz (…) obydwaj będą prowadzić rozmowy, te rozmowy ufam, doprowadzą do tego, że obozy przestaną istnieć a nasze drogie Siostry tam dręczone będą mogły powrócić do rodzin zakonnych (31.X.1956).

Istotnie 8 grudnia 1956 roku ogłoszono komunikat Komisji Wspólnej. Był on swego rodzaju „małym porozumieniem”. Wśród sześciu decyzji podjętych wspólnie jedna dotyczyła zezwolenia na powrót zakonnic do swych domów.

Racje tej obrony wyjaśnił Kardynał w przemówieniu do Przełożonych wyższych Zakonów Męskich 17 X 1957 r. na Jasnej Górze: Jak już powiedziałem na ostatnim zebraniu Przełożonych Zakonnych, i teraz powtarzam, że Episkopat Polski w swej walce o prawa Kościoła św., na równi stawia obronę diecezji, parafii jak i rodzin zakonnych. Nie możemy inaczej myśleć, bo nie bylibyśmy w duchu Kościoła. To nie tylko ja mam ten obowiązek, ale cały Episkopat uważa sobie za swój obowiązek otoczyć samo istnienie zakonów jak najbardziej energiczną opieką i obroną, ażeby się nie utrzymywało w społeczeństwie przekonanie, że może przyjść taki okres, w którym życie zakonne może już nie będzie potrzebne, że może sobie Kościół i bez zakonów poradzi. Jesteśmy przekonani, że jest to tylko metodyczna walka, walka podzielona na raty; dziś się zniszczy życie zakonne, a gdy już ta siła przestanie działać w Kościele, wtedy i sam Kościół w jakimś stopniu osłabnie i łatwiej będzie z Nim walczyć. Mam wrażenie, że to co najbardziej niepokoi nieprzyjaciół Kościoła, to właśnie różnorodność zakonów, instytucji zakonnych, różnorodność ich celów. Z tym nie przyzwyczajone do bogatych form życia społecznego nie mogą sobie poradzić. Stąd dążność do rozprawienia się z tą instytucją tak rozgałęzioną i tak zróżniczkowaną, z tym labiryntem, sobie rady dać nie mogą.

Przytoczę jeszcze jeden klasyczny przykład zdecydowanej postawy Prymasa Tysiąclecia występującego w obronie zakonów. Dla wyjaśnienia trzeba przypomnieć, że za rządów I Sekretarza KCPZPR Władysława Gomółki w 1962 r. powstał Zespół ds. Kleru przy Wydziale Administracyjnym KCPZPR. Zadaniem tego Zespołu było wytypowanie instytucji i obiektów kościelnych do likwidacji, co konsekwentnie realizowano. Było to olbrzymie uderzenie w Kościół i jego instytucje. Między innymi 6 sierpnia 1963 r. Kapucynom Prowincji Warszawskiej w Nowym Mieście n. Pilicą w sposób brutalny zlikwidowano Małe Seminarium. W ciągu jednego dnia nie tylko wyrzucono wszystko, ale rozebrano mur klasztorny.

Powiadomiony o tym Kard. Wyszyński w dniu 16 sierpnia przybył do Nowego Miasta n. Pilicą i wygłosił znamienne przemówienie, którego obszerne charakterystyczne fragmenty pozwolę sobie przytoczyć: Przybywam tu do Was z pozdrowieniem od, Panienki Jasnogórskiej i Dziewicy Wspomożycielki, gdzie 14 sierpnia około południa, witałem umęczoną i udręczoną Warszawską Pielgrzymkę. Przybyła tam, aby oddać hołd Warszawy Panience Jasnogórskiej, nie bacząc na trudy i prześladowanie ze strony niegodziwych ludzi (…)

Wracając z Ludźimierza, zatrzymałem się na Górce Zgody, przy kaplicy św. Rocha, który pośredniczy w wyjednywaniu łask dla Nowego Miasta i okolic, gdzie modliłem się wraz z 30-tysięczną rzeszą Nowego Miasta, okolic i ziemi Grójeckiej. Te wszystkie Przeżycia są drogą perłą, którą zachowuję w sercu.

Korzystając z tej okazji przybywam i do Was, Najmilsze Dzieci Moje! Składam braterskie uczucia wdzięczności Księdzu. Dziekanowi, Ojcom i ludności Nowego Miasta, za chrześcijańskie Przyjęcie moich Dzieci, prześladowanych w czasie pielgrzymki, przez złych i niegodziwych ludzi (…).

Przychodzę do Was, jako Wasz Biskup, Pasterz, brat, obywatel Polski i syn Kościoła. Przybywam tu z obowiązku Biskupa, Pasterza i Polaka, aby podzielić się z Wami przeżyciami ostatnich dni, które każdego wolnego nie zdemoralizowanego obywatela Polski powinny obchodzić, a ja takim się czuję i mam obowiązek mówić prawdę.

Każdy człowiek, począwszy od dziecka, a skończywszy na starcu, ma podstawowe prawa do wolności, do prawdy, do sprawiedliwości i do pokoju. (…) Pomimo, iż wszyscy przyjęli te prawa, to jednak znaleźli się tacy, którzy je naruszyli (…)

Byłbym tchórzem, niegodnym synem wolnej Polski, gdybym zamilczł, co się tutaj przed kilku dniami stało. Przybywam do Was, jako syn Narodu., i jako Biskup tutejszej diecezji, aby zaświadczyć, że wielka krzywda spotkała synów tego Zakonu, którego zasługi na przestrzeni dziejów Kościoła są większe, niż te o których my wiemy (…)

Zakonowi OO. Kapucynów stała się krzywda, wobec której nie mogę milczeć. Tu, z tego miejsca, widzę świeże mury, które się czerwienią, a rumieniec ich jest wyrazem wstydu za tych, którzy tego dokonali. Te mury czerwone świadczą o dokonanym tu bezprawiu. Nie byłbym godnym miana Polaka i Katolika, gdybym tu nie przybył i przeciw temu nie zaprotestował.

Na Nowe Miasto spadła hańba, bo Naród Polski stać jest na to, aby rzetelną i cierpliwą pracą wznosił budynki szkolne młodzieży, która pragnie się uczyć. Wstydzę się wobec Narodu, że w wolnej Ojczyźnie to miasto otoczone było kordonem milicji, że przemocą wtargnięto do klasztoru, wyważając drzwi drągami i rozwalając mury (…)

Jako Polak wstydzę się tego, co się tutaj stało; wstydzę się że zrabowano budynek i zabrano cudzą własność, zbudowaną wieloletnią i cierpliwą pracą, i przepraszam, że nie mogłem temu, zapobiec.

Sprawiedliwe prawa gotowi jesteśmy wykonywać, ale niesprawiedliwych praw wykonywać nam nie wolno! Ten, kto dołożył rękę do tego rabunku, ma ciężko obciążone sumienie i ma obowiązek oskarżyć się przed Bogiem. Jeśli jest chrześcijaninem, nie może przystępować do Stołu Pańskiego, bo ciążą na nim kary kościelne.

Każdy ma prawo do własnej izby. Klasztor spotkała wielka krzywda, lecz na krzywdzie daleko się nie zajedzie. Cudzą własnością nikt się nie dorobił. Wy, rolnicy, dobrze wiecie, że na cudzej krzywdzie nikt się nie wzbogacił. Dzisiaj im, a jutro Wam zabiorą wasze domy. Gdyby Wam zabrakło mieszkania i zabralibyście dom sąsiadowi, sądy powiedzą, że to jest niesprawiedliwy rabunek, złodziejstwo, bo tylko złodziej w ten sposób postępuje.

Wyrażam głębokie współczucie dla Was, Drodzy Ojcowie! A Was, Mieszkańcy Nowego Miasta, przepraszam za to, że byliście świadkami rabunku, jakiego dokonali niegodni synowie Narodu (…)

Jako wasz Biskup i Obywatel wolnej Polski – tu, z tego miejsca, uroczyście protestuję, bez względu na konsekwencje, jakie mogą mnie spotkać.

My, chrześcijanie, potępiając złe czyny, musimy jednak ustosunkować się po bratersku do tych, którzy byli zmuszeni wykonywać ślepe rozkazy. Zakończymy więc nasze spotkanie modlitwą za tych, którzy się tych czynów dopuścili.

Przytoczyłem jeden przykład, a takich sytuacji było wiele. Prymas Tysiąclecia czuł się Pasterzem i Ojcem i obrońcą wszystkich powierzonych mu dzieci Narodu.. Bronił wszystkich bez wyjątku.

A teraz przytoczę inny przykład obrony zakonów, kontrastowo przeciwny. Oto obrona zakonów przed biskupami. Zapewne, przynajmniej ogólnie wiadomo wszystkim, jak była historia Kościoła na Ziemiach Zachodnich i Północnych, o czym wcześniej było wspomniane. Kard. Hlond w 1945 r. wezwał zakony do pracy duszpasterskiej na Ziemiach Zachodnich, by służyć milionom Polaków przesiedlonym ze Wschodu. Rzeczywiście zakony poszły, kapłani zakonni objęli wiele placówek i skutecznie przyczynili się do ocalenia Kościoła i jego mienia na tamtych terenach. Władze komunistyczne podtrzymywały tymczasowość, oskarżając Kościół, że nic w tej sprawie nie robi. Po wielu latach utarczek i żmudnych pertraktacjach pomiędzy Episkopatem a rządem doszło do porozumienia w sprawie uwłaszczenia i nadania nieruchomości instytucjom kościelnym. W konsekwencji ukazała się Ustawa z dnia 23 czerwca 1971 r. o przejściu na osoby prawne Kościoła Rzymsko Katolickiego oraz innych związków wyznaniowych własności niektórych nieruchomości położonych na Ziemiach zachodnich i Północnych (Dz. U. 1971 Nr 16, poz. 156)

Ustalono, że instytucje kościelne otrzymają obiekty będące w ich posiadaniu, po uprzednim zgłoszeniu ich przez pośrednictwo biskupa ordynariusza. Gdy chodzi o zakony i zgromadzenia zakonne, winny one były dokonać ustaleń na piśmie z biskupem ordynariuszem i zgłosić je do Urzędu Wojewódzkiego. I wówczas rozpoczął się problem. Biskupi okazali niechęć zapisywania nieruchomości na własność instytutów życia konsekrowanego, twierdząc ze zakony nie maja prawa. Wszystkie nieruchomości należ zapisywać na parafie.

W tym czasie byłem prowincjałem Warszawskiej Prowincji Kapucynów. Mieliśmy parafie w Gorzowie Wlkp. Niespodziewanie 23 listopada 1971 r. od Biskupa Wilhelma Pluty otrzymałem pismo następującej treści:

W związku z aktualną dziś sprawą zapisywania na własność obiektów kościelnych, kościołów i wszelkich innych budynków za Ziemiach Zachodnich i Północnych donoszę:

I. Ponieważ na terenie diecezji gorzowskiej nie ma parafii zakonnych w sensie C.I.C lecz tylko parafie obsługiwane przez zgromadzenia zakonne, należy zapisać wszystkie obiekty kościelne na parafie diecezjalne. Wyjątek stanowią dwa kościoły rektoralne i budynki z nimi związane Ojców Franciszkanów we Wschowie i Księży Pallotynów w Szczecinie, które należy zapisać na własność danego zgromadzenia zakonnego.

II. Rozumiejąc konieczność uniknięcia sytuacji niepewności odnośnie zatrudnienia kapłanów zakonnych w pracy duszpasterskiej i zapewnienia spokojnej pracy składam poniższe oświadczenie. Dla jasności zaznaczam, że żadnych księży zakonnych nie zwalniam z dotychczas przez nich obsługiwanych parafii.

III. W oparciu o poniższe oświadczenie za obopólnym uzgodnieniem nastąpi w przyszłości zawarcie pisemnej umowy, przewidzianej przez Motu Proprio „Ecclesiae Sanctae” (art. 33 § 1 i MP. MP Ecclesiae Sanctae – GWK 1969, str. 76).

Druga część zawierała „Oświadczenie” w 9 paragrafach w których Biskup Pluta mówi o obowiązkach zakonników, daje możliwość odejścia, po wymówienia na pół roku wcześniej. Ewentualnie Biskup ordynariusz może wymówić pracę. Biskup nie zapewniał zakonowi żadnej stabilizacji.

Podobne pisma były rozsyłane przez Kurię Metropolitalną Wrocławską. Wymienione pismo domagało się riposty, co też uczyniono. Nastąpił poważny impas. W tej sytuacji Prowincjałowie odwołali się do Kard. Stefana Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia rozumiejąc sytuację zakonów, przy okazji jednej z Konferencji Episkopatu zebrał 5 biskupów Ziem Zachodnich i Północnych i wygłosił do nich krótką konferencję o zasługach zakonów dla duszpasterstwa na Ziemiach Zakonnych. Podkreślił w niej, że zakonom należy się własność posiadanych obiektów z tytułu sprawiedliwości. Wymaga tego equitas canonica, by zakony, które poniosły tyle ofiar uszanować i ustabilizować. Na uwagę biskupa W. Pluty, że on jako biskup nie może alienować dobra kościelnego, kard. Wyszyński odpowiedział, że jemu również na sercu leży dobro Kościoła. Księże biskupie, proszę być spokojnym, ja biorę to na moje sumienie. Te słowa rozwiązały sprawę. W dniu 13 grudnia 1971 r., po dokonaniu obopólnych uzgodnień, bez żadnego problemu, z biskupem W. Plutą osobiście podpisałem umowę.

Zakończenie

Gdyby chcieć najkrócej ocenić to, co zakony zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia można powiedzieć: Ojcowską troską, towarzyszenie rodzinom zakonnym w doli i niedoli komunistycznych prześladowań.

Ojcowska troska wyrażała się nie tylko w pasterskim nauczaniu, ostrzeżeniach, zachęcie, instrukcjach ale i w mocnym trzymaniu w kościelnej karności i posłuszeństwie bez tolerowania odchyleń od tego kierunku.

Z pewnością Ksiądz Prymas Wyszyński był dla zakonów Pasterzem Opatrznościowym, dalekowzrocznym w swej wrażliwości na dobro Kościoła, w tym i zakonów. Inspirowana przez Prymasa Tysiąclecia powojenna współpraca zakonów i zgromadzeń zakonnych jest specyfiką ich dziejów w tym okresie i pozwoliła im nie tylko przetrwać w trudnym okresie dziejów ale wzmocnić się i pełnić właściwą im misje w Kościele i społeczeństwie. Potrafił być wymagającym – powiedział w cytowanym wyżej przemówieniu żałobnym Abp B. Dąbrowski – ale wynikało to z jego ojcowskiej i pasterskiej troski o poziom życia zakonnego w Polsce, o to, by osoby poświęcone Bogu zawsze i wszędzie dawały świadectwo Chrystusowi.