Cabra Piotr Giordano FN, Życie zakonne i nowa Europa

o. Piotr Giordano Cabra FN,

ŻYCIE ZAKONNE I NOWA EUROPA

Zebranie plenarne KWPZM Warszawa, 14-15.05.1991 r.

 

Wprowadzenie

Sen zjednoczonej Europy wydaje się być coraz bliżej zasięgu ręki. Jeszcze kilka lat temu mówienie o Europie „od Atlantyku do Uralu”, która mogłaby „oddychać swymi dwoma płucami” /Jan Paweł II/, wydawało się bliższe utopii niż możliwej do zrealizowania konkretnej rzeczywistości. Nie przyszedł jeszcze moment, by wyobrażać sobie, co zdarzy się w relacjach pomiędzy Europę Zachodnią i Europą Wschodu. Jedno jest pewne; stanowczy upór, idealny i duchowy wewnątrz Europy Wschodu i nieodparta atrakcyjność wolnej i zasobnej Europy Zachodu, tworzyły mocny nacisk, który w sposób decydujący wpłynął na rozdarcie żelaznej kurtyny i zburzenie muru berlińskiego.

To może być początkiem dotąd niespotykanych form połączenia pomiędzy Zachodem i Wschodem. Pomimo rodzącego się nacjonalizmu, przymierzy i etnicznych walk /których nie można nie doceniać, gdyż rodzą niepewności i znaki zapytania/ Europa przeżywa niesłychanym i przyspieszany okres dośrodkowego ruchu, jaki tylko wyjątkowo można było oglądać w ostatnich czasach tysiącletniej historii.

W międzyczasie „Wspólnota Europejska Dwunastki” niecierpliwie „oczekuje roku 1992. Można powiedzieć, że także tu, w Europie, zachodniej w okresie ostatnich trzydziestu lat dokonała się wprawdzie powolna i cicha rewolucja, ale także ta o wielkim znaczeniu.

Trwając w stanie ustawicznej wojny kraje Europy przekonały się chcąc nie chcąc, że najlepszą inwestycją był pokój, że współpraca ekonomiczna była najlepszym sposobem uniknięcia zgniecenia przez dwa super mocarstwa i przez wypróbowaną międzynarodową konkurencję. Rok 1992 nie przedstawia politycznej jedności /nadal odległej/, ale początek wielkiego wspólnego handlu, gdzie zniszczone zostaną bariery celne i różne ustawy dotyczące poszczególnych sektorów /produkcji przedmiotów handlu, zawody itp/. zostaną połączone.

Wolny, ruch osób, kapitałów, dóbr, wolny obieg informacji /TV/: tworzy się wielki rynek wewnętrzny 320 milionów ludzi /nie licząc krajów Wschodu/.

Jest to konieczność Europy /J. Delors/, w tym znaczeniu, że Dwunastka powinna połączyć się ekonomicznie, aby mogła utrzymać swoje miejsce w światowej ekonomii, a także w światowej polityce.

Ta Europa stawia wyzwania Kościołowi i życiu zakonnemu. Skupmy uwagę na życiu zakonnym. Nie jest ono obce Europie, – gdyż było ano jednym z elementów determinujących jej budowanie. Wystarczy wspomnieć rolę życia monastycznego w budowaniu Europy. Wystarczy pomyśleć, że i patronami Europy są zakonnicy: Benedykt, Cyryl i Metody.

Co może powiedzieć nowa Europa życiu zakonnemu?

Jaki udział może mieć życie zakonne w budowaniu nowej Europy?

Będąc realistami, w rozumieniu realizmu racjonalnego, trzeba by odpowiedzieć: życie zakonne może uczynić niewiele.

To imperium pieniądza zwyciężyło. Życie zakonne zaś nie należy do tego potężnego imperium. Oglądając rzeczywistość bez złudzeń wydaje się, że pozostaje niewiele nadziei: prawdziwym wrogiem chrześcijaństwa nie jest komunizm, ale to, co nazywa się we Włoszech „consumismo”, nastawienie konsumpcyjne. Konsumizm jest nowym bożkiem, przed którym zgina kolana tak Zachód jak i Wschód. Tym bardziej, że – niestety – życie zakonne nie, jest w stadium rozwoju ani też nie odznacza się dobrym stanem zdrowia. Pod względem ilości powołań Wasza Ojczyzna jest oazą „w sercu Europy”.

Tymczasem nowa Europa stanowi mocne wyzwanie do rozbudzenia w nas blasku ewangelicznego zaufania, w moc zaczynu rzuconego w ciasto, aby je w dyskretny sposób przemieniać.

Potrzeba nam realizmu ewangelicznego, który jest świadomy tego, że zbawienie świata przyszło z Nazaretu.

Jeżeli życie zakonne wydaje się być odległe od krzyżówek historii ludzi, jest zarazem bardzo blisko skrzyżowań historii zbawienia, tej historii, którą zaszczepił Bóg na historii ludzi, poczynając właśnie od mroku Nazaret, miasta daleko położonego od centrum Imperium.

Będziemy więc patrzeć na sytuację nowej Europy w duchu tego realizmu, aby dostrzegać jakie są postawy, które życie zakonne powinno uznać za szczególnie ważne dla owocnej obecności Ewangelii, także w nowej sytuacji. Jeżeli podkreślam miejsce szczególne nowej Europy, Europy Zachodniej, to dlatego, że jej wpływ ekonomiczny i kulturalny wydaje się być w tym momencie przeważający i niepowstrzymalny. Spójrzmy także na Europę Wschodu, aby dostrzec niektóre aspekty pozytywne i negatywne, rodzące się w zderzeniu się dwóch twarzy Europy.

 

Od Europy handlowców ku Europie solidarności.

 

Elementem dominującym Wspólnoty Europejskiej jest więc obecnie ekonomia. Wszyscy są olśnieni perspektywami ogromnej ilości konsumentów. Przedsiębiorcy, banki, zakłady, środki komunikacji przygotowują się do wejścia do krainy obfitości. Mówi się, że handel zatriumfował. Liberalizm ekonomiczny obecnie jest zwycięzcą. Zachód zbudowany na użytkowej racjonalności, odniósł tu sukces: w produkcji dóbr i postępie dobrobytu demokracja zachodnia wydaje się nie do prześcignięcia.

I dlatego, od dłuższego już czasu Kościół utrzymuje, że nie można budować Europy tylko na handlu, ale trzeba nade wszystko Europy solidarności. A to dlatego, że model zachodni posiada wielkie ograniczenia.

Przede wszystkim to nie jest prawdą, że ekonomia zbliża narody jak wyraził, się jeden z najbardziej znanych ludzi Parlamentu Europejskiego, p. Pflimlin – gdyż interesy materialne są sobie przeciwne.

Czynnikiem tym nie będzie i także polityka zagraniczna dlatego, że interesy narodowe nie zawsze są zgodne.

Tym, co połączy Europę, będą „wartości ducha”, przede wszystkim poczucie solidarności. Jak człowiek nie żyje tylko, Chlebem, tak Europa nie może żyć wyłącznie handlem.

Społeczeństwo wyłącznie handlowe nie posiada duszy. Ono potrzebuje solidarności, aby mogła istnieć „wzajemna akceptacja pomiędzy Europejczykami różnych tradycji kulturowych albo grup myślowych”. /Jan Paweł II/.

Należy zauważyć jak „solidarność robiona na siłę” próby które były w Europie Wschodu, spełzła na niczym. Rzeczywistość duchowa, jaką jest solidarność, nie może być narzucona. Także społeczność socjo-demokratyczna północy Europy ma się ku schyłkowi ponieważ zaufała zbytnio reformom struktur, będąc mało wrażliwa na wartości ludzkie, co – na dłuższy . okres czasu – jest gwarantem trwania w czasie solidarności.

Solidarność jest mocno podtrzymywana przez poczucie „braterstwa”. W tej dziedzinie życie zakonne posiada długą historię. Jest to najdłuższe doświadczenie w historii realnej i efektywnej solidarności, podtrzymywanej przez wartości Ewangelii, braterstwa i to dzięki świadomości bycia w Chrystusie, Synu tego samego Ojca. Życie zakonne, nawet w zredukowanej swej formie nie będzie bez znaczenia, jeżeli przez swój styl życia, swoje wspólnoty braterskie, swoje osiągnięcia, swoje nauczanie, swoją, kulturę, zasiewać będzie w serce nowej Europy to chrześcijańskie braterstwo, rodzące solidarność, tę której komunistyczna utopia nie mogła utworzyć przemocą i którą realizm społeczności konsumpcyjnej /handlowej i indywidualistyczniej/ ustawicznie zmierza do zniszczenia.

Przed Europą Wschodu staje pytanie: jaka wspólnota zakonna może być „nasieniem solidarności”? W tym momencie dokonujące się zmiany, prowadzące od społeczności autorytatywnej do bardziej wolnej mogą rodzić zderzenia także we wspólnocie zakonnej. Wspólnota zakonna, w tym trudnym momencie, powinna unikać dokładnie dwóch skrajności: z jednej strony kontynuowania według starego wzoru, gdzie autorytet stanowi wszystko, a z drugiej tworzenie wspólnoty anarchicznej bez przełożonego. Ideałem wspólnoty zakonnej jest wspólnota budowana na komunii; wspólnota braterska, w której będzie obecny „Pater familias”.

Zmiany kulturowe łatwo mogą sprawić, że akcent przesunie się na aspekty „indywidualne” lub „personalne”, kosztem zarówno autorytetu czy też wspólnoty. Jeżeli we wspólnocie braterskiej autorytet nie stanowi jedynego słowa /gdyż wszyscy powinni mieć udział w jej tworzeniu/, pozostaje jednak zawsze „ostatnim słowem”, aby nie pozbawić znaczenia pojęcia bycia braćmi w Chrystusie; braterstwa, które pochodzi od bycia synami tego samego Ojca. Taka właśnie solidarność może stać się znakiem.

Demokratyzacja dokonująca się w społeczeństwie nie może pozbawić znaczenia i siły posłuszeństwa zakonnego, ale powinna pomagać w odkrywaniu prawdziwego braterstwa, przez które wspólnota zakonna daleka jest zarówno od „koszar” lub od „cmentarza”, ale także od zbiorowiska jednostek anarchicznych.

Po drugie: są nowe formy ubóstwa.

Triumf liberalizmu ekonomicznego nie prowadzi z konieczności do zwracania uwagi na ostatnich. Ofiary współzawodnictwa zawsze są liczne. Co więcej, przewiduje się zwiększenie konkurencji ekonomicznej, ryzykując wzrastającą liczbę osób, które nie wytrzymają rytmu coraz bardziej ostrego i odpornego. Jawi się tu potrzeba czujnej uwagi życia zakonnego na nowe formy ubóstwa: chodzi tu o pochylenie się nad najbardziej poszkodowanymi, nad ofiarami, nad tymi, którzy nie mogą nadążyć, nad tymi, którzy nie są wystarczająco liczni, aby mogli zwrócić uwagę partii lub związków zawodowych, nad tymi, których opinia publiczna nie zauważa, którzy są zapomniani. Przed człowiekiem staje jasny wybór, gdyż jest on o wiele bardziej wartościowy od wszystkich mechanizmów konkurencji ekonomicznej.

Triumf handlu nie oznacza jeszcze tego, że mamy cieszyć się bardzo i być z tego zadowoleni. Handel pozostawiony sam sobie rodzi niebezpieczeństwo zniecenia najsłabszego, zapomnienia przegrywającego, wywyższania pieniądza i oklaskiwania tylko zwycięzców.

Upadek marksizmu nie wyeliminował automatycznie egoizmów ani ludzi z marginesu, których wytworzył. Co więcej, może wytworzyć, w pierwszym momencie, nowe warstwy bezbronnego ubóstwa. Dlatego powinniśmy zająć się ubogimi bezinteresownie, teraz już nie z lęku przed komunizmem lub ideologią społecznie niebezpieczną, ale na mocy bezinteresownej miłości, która nas oświeca, abyśmy uruchomili mechanizmy sprawiedliwości społecznej. Świadomi zwłaszcza tego, że budowa Europy jest momentem „naszego powrotu do Boga, w którym wszystkie egoizmy przeznaczone są na zniszczenie” /Benda/.

Także w Europie Wschodu życie zakonne powinno zachować żywym „fundament chrystologiczny” służby ubogim, zwłaszcza „nowym formom ubóstwa” – ofiarom tego bolesnego zderzenia ze społecznością wolnego handlu.

Pamięć o Chrystusie, który utożsamił się z ostatnimi, jest wielką mocą posługi, poważnej, braterskiej, pobożnej, chociaż nie zawsze wdzięcznej.

Trzeba nie tylko pochylić się nad nowymi ubogimi w imię Jezusa Chrystusa, ale poważnie zapytać jak wygląda nasze ubóstwo. Jesteśmy solidarni na miarę mądrości udzielania się tym co posiadamy z ofiarami nowych form ubóstwa?

Nasze przepowiadanie będzie wiarygodne jeżeli potrafimy stać się „ubodzy z ubogimi”. Nasze słuszne występowanie przeciwko konsumizmówi, który się szerzy w niektórych warstwach społeczeństwa, będzie owocne jeśli sami potrafimy być czujni i wymagający wobec konsumizmu w naszych wspólnotach zakonnych, które niekiedy nie pozostały niewrażliwe na wzorce Zachodu.

Gdy ubóstwo zakonne jest zbyt „bogate” w porównaniu z ubóstwem ludzi, może stać się przeciw-świadectwem i sprawić, iż słuszne wezwania kierowane do społeczeństwa nie będą wysłuchane.

Jeśli Europa chce zachować swe bogate dziedzictwa zdobyczy ludzkich i socjalnych, jeśli nie chce popaść w niebezpieczeństwo upadku, musi zachować pamięć o Chrystusie, która pozwala dzisiaj mówić o wartościach ludzkich i solidarności, o ucisku i wyzwoleniu, protestować przeciw niesprawiedliwości, która woła o „pomstę do Boga” /Metz/.

„Pamięć o Chrystusie” powinna być żywa, gdyż społeczność czysto handlowa zmierza do handlowania wszystkim i czyni nas niewrażliwymi na „wartości ludzkie i na solidarność”.

To pamięć o Chrystusie, który utożsamił się z ostatnimi, pozwala nam na przewartościowanie głównych kryteriów i zwraca uwagą na zapomnianych i zepchniętych na margines życia.

Czy nie tu zrodziła się miłość do ostatnich, często heroiczna, naszych Założycieli?

Po trzecie: istnieje problem Południa.

„Zwycięstwo” społeczeństwa zachodniego widoczne jest zwłaszcza w odniesieniu do świata komunistycznego. Mówi się: chociaż nasz świat jest egoistyczny, jednak jest tym, który funkcjonuje lepiej, albo przynamniej „mniej źle”.

Zawalenie się muru Berlina przemawia na korzyść tego rozumowania dlatego, że najwyraźniej wskazuje na zwycięzcę.

Zachód widziany jest jako „rozwój”, „postęp”, „bogactwo”. Resztę uważamy za zacofanie oraz przestarzałą i nieużyteczną ideologię.

Istnieje jeszcze Południe planety ziemi, Trzeci Świat. Tu właśnie optymizm staje się umiarkowany, gdyż Zachód zdaje sobie sprawę, że jeżeli nie zmieni swej postawy, będzie musiał wkrótce liczyć się z tym południem, które mu zagraża.

Pustce demograficznej Zachodu odpowiada prawdziwa, mniej lub bardziej kontrolowana, migracja ludów ubogich i zgłodniałych. Próżnię egzystencjalną młodzieży zachodniej wypełnia wzrastająca ilość narkotyków, produkowanych przez ten biedny świat, które są niekiedy prawdziwym /i może jedynym/ źródłem wartościowego pieniądza dla tych osłabionych krajów. Ostentacji i marnotrawstwu bogactw w Europie odpowiada rozwinięta przemoc w krajach ubogich, z możliwością przenikania jej w postaci międzynarodowego terroryzmu.

Rok 1992 i nieprzewidziane wtargnięcie Europy Wschodu na scenę europejską prowadzą do ryzyka zamknięcia się Europy samej w sobie, do zwiększenia się egoizmu odnośnie samej siebie, zmniejszając znacznie solidarność z Południem planety. Oto jeden z uprzywilejowanych momentów życia zakonnego: trzeba podtrzymywać wrażliwość na potrzeby Południa. Trzeba rozprzestrzeniać wołanie rzucone z Sahel przez Ojca świętego: zwracając uwagę na Europę Wschodu, nie możemy zapomnieć drastycznego problemu głodu Trzeciego Świata.

W Europie Zachodniej istnieje obecnie szczególne zainteresowanie problemami Europy Wschodu, które wyraża się w inwestycjach ekonomicznych i planach pomocy. Kraje Południa są zaniepokojone, gdyż obawiają się, iż duża część pomocy dla nich przeznaczonej może być skierowana na Wschód.

Wasze potrzeby aktualne, chociaż ważne, nie mogą sprawić, abyście zapomnieli o tych, którzy żyją w sytuacji bardziej dramatycznej i katastrofalnej.

Międzynarodowy wymiar naszych Instytutów, nasze Misje , częste kontakty z naszymi braćmi misjonarzami uprawniają nas do wstrząsania opinią publiczną, by otrząsnęła się z otępienia, przesytu , zamknięcia, co prowadzi rządzących do krótkowzrocznej polityki wobec licznych krajów ubogich.

Trzeba mieć serce misjonarskie, aby udać się na misje „ad gentes” i nieść przesłanie Ewangelii; aby wpić żywotność i szerokość horyzontów naszym wspólnotom i tak sprzeciwiać się temu, aby nasze spojrzenia nie pozostały jakby zahipnotyzowane Zachodem, aby dzielić się bogactwem powołaniowym i kościelnym w tym momencie waszej historii.

Są regiony w Europie, które mają mało powołań, ale zbierają pokaźne środki materialne na rzecz misji. Są regiony, jak wasz, które mają możliwość wysłania wielu misjonarzy.

Europa bardziej zjednoczona, także w sensie kościelnym, może i powinna stać się Europą współpracy na polu misyjnym, aby odpowiedzieć na wezwanie Ewangelii rzucone przez Ojca świętego w ostatniej encyklice „Redemptoris missio”, aby Imię Chrystusa było poznane przez wszystkie narody i wzrastała solidarność z ludami Południa.

Solidarność z nowymi formami ubóstwa, z Trzecim Światem, z misjami prowadzi do refleksji nad nowymi perspektywami wymiarów i sposobów naszego ubóstwa.

Otwiera się szerokie pole dla refleksji i praktyki. Potrzebna jest solidarność nie tylko europejska, ale nawet planetarna.

Co więcej: będzie to solidarność z głodującymi Trzeciego Świata, która rozbudza najbardziej żywe energie moralne Europy i pomaga myśleć nie tylko w kategoriach zysku i bogacenia się bez granic, ale także sprawiedliwości i miłości w szerokim wymiarze.

Jest to dziedzina, gdzie życie zakonne jest wiarygodne i słuchane z uwagą: naszym zdaniem jest coraz głośniejsze wołanie nie po to, by wzruszać lub wchodzić na teren polityki, lecz aby uwrażliwiać i czynić współodpowiedzialnymi. Nasi misjonarze, którzy dają życie wśród ubogich Południa są jeszcze głosami wiarygodnymi i są jeszcze wysłuchiwani.

My też będziemy wysłuchani, jeżeli przemawiać będziemy w ich imieniu i w obronie ich ubogich. Nie mamy do ofiarowania globalnych rozwiązań, ale jesteśmy pewni, że wyrastająca solidarność z Południem pomoże Europie znaleźć bardziej ludzkie rozwiązania także własnych problemów.

Byłby jeszcze inny aspekt: ruina ekologiczna. Jest to zagadnienie dość dyskutowane i bardzo złożone. Przypomnijmy tylko to, co powiedział Ojciec święty w Strasburgu, dnia 11 października 1986 r. w Parlamencie Europejskim: „Trzeba przede wszystkim pojednać człowieka ze stworzeniem, starając się zachować integralność natury, jej faunę i florę, jak powietrze i jej rzeki, jej ograniczone zasoby i jej piękno, które wyśpiewuje chwałę Stwórcy”.

Solidarni w tej dziedzinie z nowymi formami ubóstwa, z Trzecim Światem, ze stworzeniem, musimy przemyśleć nowe perspektywy wymiarów i form naszego ubóstwa.

Otwiera się tu szerokie pole do refleksji i praktyki.

 

Od Europy różnych wolności ku Europie Wolności

 

Podstawowymi wartościami, które łączą nasze społeczeństwo „liberalne” są autonomia osoby i wolność decyzji każdego. Są to wartości bardzo ludzkie i oryginalnie chrześcijańskie.

Jeżeli jednak będą one absolutyzowane i przeżywane bez brania pod uwagę innych wartości, takich jak rodzina, solidarność, religia, mogą stać się przynętą niszczących posunięć. Wygórowana tolerancja, która wywodzi się od jednostronnego podkreślania wolności indywidualnej, przyczynia się faktycznie do zamieszania w społeczeństwie, wprowadzając niepokój wśród wszystkich.

Socjologowie mówią o okresie post-modernistycznym.

Wydaje się, że rozprzestrzenia się także w Europie to, co już zdarzyło się w Ameryce: „ideologiczna hegemonia indywidualizmu radykalnego”. W rzeczywistości nie ma, mówi się żadnego kryterium dla – odróżnienia dobra od zła, prawdy od fałszu. Pragnienia i uczucia decydują o konkretnych wyborach.

Gratyfikacja psychologiczna stała się ostatecznym kryterium wyborów. Tu bierze początek pustka moralna w poszukiwaniu dobra, które powinniśmy czynić i zła, którego powinniśmy unikać. Mówi się także o narcyźmie, o skoncentrowaniu się na sferze prywatnej i zwróceniu uwagi na „tu i teraz”.

W takiej społeczności młodzież nie staje wobec ideału przekształcenia, ale dostosowywania się. Nie usiłuje budować lepszej społeczności, lecz przyzwyczaja się spokojnie. Inni w sposób sumaryczny i bardziej konkretny mówią – cytując Eliota – o wolności zachodniej jako o wolności „pożądliwości, zepsucia i władzy”. W konsekwencji jest to wolność przychylająca się do potrójnej pożądliwości. Wtargnięcie jednak w post-modernizm i wolność bez granic niesie ze sobą dwie poważne konsekwencje: pierwszą jest niepokój egzystencjalny.

Coraz więcej mówi się o „egzystencjalnej degradacji”, o „utracie podmiotowości”, o „śmierci człowieka”. Wzrost samobójstw w ostatnich czasach w USA o 400% jest znakiem głębokiego niepokoju.

Człowiek post-modernistyczny, uwikłany w swe pragnienia i własną wolność, czuje się samotny i pusty. Indywidualizm oderwał go od przeszłości, wyobcował ze społeczeństwa, wysuszył wnętrze i wreszcie uczynił go niezdolnym do pytania się o sens życia.

Druga konsekwencja odnosi się do społeczeństwa: być może, że głównym problemem naszego społeczeństwa jest to, że nikt nie posiada autorytetu upoważniającego do mówienia o ograniczeniach tak pojętej wolności. Jak przekonać człowieka, aby ograniczył własną autonomię? Jak powstrzymać wzrastającą falę nihilizmu? Przydałby się autorytet moralny, który byłby w stanie wypowiedzieć tę prawdę. Niestety, w przekonaniu wielu, Kościół nie cieszy się takim autorytetem, nie jest więc doceniany i słuchany z uwagą.

W waszym społeczeństwie wiarygodność Kościoła może przeżywać moment dość delikatny.

Podczas, gdy w czasach naporu totalitaryzmu Kościół mógł być widziany jako zapora, za którą można się ukryć, teraz w klimacie całkowitego permisywizmu, Kościół może być widziany jako hamulec, jako tama, której nie można przekroczyć, jako przeszkoda nieograniczonej wolności, jako przeszkoda w procesie zbliżania się do wszystkiego, co płynie z Zachodu. Dostęp do wolności politycznej i ekonomicznej może rodzić przekonanie, że wolność jest wartością najwyższą i nic nie powinno stanąć na przeszkodzie tego pochodu triumfalnego ideału we wszystkich sektorach.

W takiej sytuacji jaki może być wkład życia zakonnego?

Przede wszystkim chodzi o wprowadzenie na szerokie wody pojęcia prawdziwej wolności. Takim człowiekiem zajmuje się Kościół, a w Kościele życie zakonne. Otwiera się ogromne pole dochodzenia do pojęcia prawdziwej wolności.

Gdybyśmy chcieli posłużyć się słowami Ojca świętego wypowiedzianymi ostatnio w Czechosłowacji, stwierdzilibyśmy, iż trzeba przejść „od wolności zewnętrznej do wolności wewnętrznej”.

„Wasze przejście ku wolności powinno być kontynuowane. Wolność tylko zewnętrzna, bez wewnętrznej, rodzi chaos. Trwajcie w wolności, do której Chrystus was wyzwolił. Zjednoczenie wolności zewnętrznej z wolnością wewnętrzną powinno tworzyć Europę jutra, cywilizację miłości i prawdy”.

Życie zakonne było zawsze i nadal pozostaje świadectwem wolności przyniesionej przez Pana Jezusa i działającej w nas przez Ducha Świętego. Jest to wyzwolenie od siły prowadzącej do złego, która zagraża wolności człowieka i sprawia, że staje się osłabiony, ofiarą różnych modnych prądów i różnych sugestii. Świadczy o tym, że zostaliśmy wyzwoleni przez Ducha Jezusa, któremu zaufaliśmy i pozwalamy prowadzić się Jego Słowu. Nasze świadectwo wewnętrznej wolności, wolności „wyzwolonej” niekiedy może wydawać się niepotrzebne, ponieważ nie jest przyjmowane, a nawet niedoceniane. Mimo to jest ono niezastąpionym świadectwem dla tych, którzy pragną wyjść z niewoli wolności zbyt uwarunkowanej i zbyt zewnętrznej.

Życie zakonne może i powinno ukazywać, najpierw przez przykład pogodnego życia, następnie przez pewne słowo, że tak opiewana autonomia człowieka post-modernistycznego w rzeczywistości jest niewolą; że kto czyni zło, jest niewolnikiem zła, że człowiek sam nie jest w stanie zwyciężyć zła i nie jest wolny: że człowiek, który pragnie być panem siebie w duchu całkowitej autodeterminacji w rzeczywistości jest niewolnikiem własnych pragnień, że wymogi Ewangelii prowadzą do wyzwolenia, że w Chrystusie niemożliwe staje się możliwe, zaś trudne staje się łatwiejsze. W ten sposób życie zakonne może przyczyniać się do budowania mostu pomiędzy społeczeństwem i niezastąpionym autorytetem Kościoła, „kolumną i fundamentem” prawdy, „Matką i Nauczycielką” także dla tej społeczności.

 

Życie zakonne jednak będzie w stanie uczynić to wówczas, gdy samo postawi absolutnie na pierwszym miejscu naśladowanie Chrystusa.

Naśladowanie Chrystusa faktycznie oznacza, że przylgnęliśmy do Niego jako Absolutu i naśladujemy Go jako Rzeczywistość, która uczyniła relatywnymi wszystkie inne rzeczywistości, ponieważ dzięki niej człowiek i jego wolność, powinny dokonać konfrontacji.

Tej absolutnej rzeczywistości oddajemy się całkowicie poświęcając nasze życie.

Tak więc w tej społeczności, mocno zagrożonej przez bożka indywidualnej wolności, naśladowanie Chrystusa świadczy, że istnieje rzeczywistość obiektywna, która wszystko prowadzi ku Życiu. Rzeczywistością tą jest Chrystus. Człowiek zaś może i powinien szukać w Chrystusie wyzwolenia własnej wolności. Naśladowanie Chrystusa jest znakiem życia zakonnego, które w sposób pokorny, a zarazem stanowczy ukazuje serce naszego społeczeństwa. Powinna ukazywać go jako konieczność w celu ustanowienia prawdy rzeczy, to jest stwierdzenia, że Chrystus jest jedynym Zbawicielem, mocą demistyfikującą bożki, które zaciemniają spojrzenie i krępują nawet człowieka post-modernistycznego; Chrystusa jako koniecznego warunku, by można było żyć w wolności i odpowiedzialności.

Naśladowanie Chrystusa jest wielkim bodźcem dla osób „pustych” i poszukujących, jest oparciem w walce dla licznych chrześcijan, jest nadzieją powstania bardziej przejrzystej społeczności.

Musi to być jednak naśladowanie poważne i radosne, zdobyte za wielką cenę, ale radosne, doświadczone w codziennej trudnej wierności i dlatego może stać się przewodnikiem nie mniej trudnej wierności innych. Temu, kto stoi nieco na uboczu Kościoła, gdyż obawia się trudnych ofiar, jakie pociąga za sobą bycie chrześcijaninem, trzeba ukazać przykład nowej ludzkości rodzącej się w naśladowaniu Chrystusa, która czyni bardziej ludzkim człowieka, który Go naśladuje.

Widzi się większą potrzebę życia zakonnego, gdy postawy podlegają radykalizacji.

Wtedy gdy człowiek poszukuje więcej siebie samego, życie zakonne powinno dobitniej ukazywać, że można się odnaleźć tylko w Chrystusie.

Oto dlaczego jedna z najbardziej szkodliwych dzisiejszych pokus zasadza się na usilnym pytaniu i niekiedy na wątpliwości odnośnie do użyteczności życia zakonnego dla naszych czasów.

Gdyby zabrakło życia zakonnego, zabrakłoby rzeczywistości absolutnie alternatywnej dla panującego indywidualizmu. Zabrakłoby znaku nadziei dotyczącej zmiany tendencji, która zżera obecnie nasze społeczeństwo. Ponieważ naśladowanie w życiu zakonnym jest mocnym i wymownym głoszeniem Chrystusa jako „prawdziwej drogi, która prowadzi do życia”.

Potrzeba dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek oaz, wspólnot, gdzie umie się „sprzeciwiać złu”.

Wasz odważny upór w tych latach jest przykładem dla nas wszystkich. Podziwialiśmy was bardzo, dodawaliście nam odwagi. Wasza odwaga przyniosła godne uwagi rezultaty. Za to jesteśmy Wam bardzo wdzięczni. Mogę to powiedzieć w imieniu zakonników włoskich.

Teraz nieprzyjaciel się zmienił. Jest mniej widoczny, ale bardziej niebezpieczny.

Może trzeba przypomnieć słowa upomnienia Orygenesa w „spokojnych” czasach Kościoła: Pokój /możemy powiedzieć brak prześladowania, pewność, dobrobyt/ jest czasem dogodnym dla Szatana, ponieważ okrada Chrystusa z Jego zasług, a Kościół z jego chwały”. Teraz czujność nie powinna się zmniejszyć, ale powiększyć, ponieważ nieprzyjaciel znajduje sprzymierzeńców – w nas, w naszym lenistwie.

Upór naszych Konfratrów Wschodu jest przykładem dla nas zarówno gdy chodzi o ich odwagę, jak również gdy chodzi o wyniki.

Potrzeba „wiernej reszty”, poprzez którą Pan mógłby rozpocząć swe odnowienie. Wierność Panu i z Panem przynosi obfite plony.

Mury Jerycha zawaliły się niespodziewanie podobnie jak mury Berlina. Podobnie stanie się z murami, które sprzeciwia ją się Ewangelii. Zawali się także mur obojętności i niewiary.

Potrzeba nade wszystko „wiernej reszty”, która sprawi, że rozbrzmiewać będzie Słowo, „in spe contra spem”.

To „małej reszcie” dane jest, aby niosła Słowo pokoju miastu człowieka.

W zasięgu wielkiej wolności jest miejsce dla wolności wszystkich. Wolność, która została zdobyta za tak wielką cenę, powinna być dostępna w równej mierze dla wszystkich. Wasza Ojczyzna, w najważniejszych momentach historii, była Ojczyzną mniejszości oraz gościnności dla prześladowanych. Wolność jest niepodzielna i życie zakonne ma za zadanie w tym delikatnym momencie prowadzić do przyjęcia i pojednania.

Ekumenizm zwłaszcza jest sektorem, gdzie trzeba zaangażować wszystkie siły, które w służbie innych kościołów Europy, a to z powodu różnorodności rozmówcy i wielkości obszaru.

Ekumenizm z protestantami powinien być uzupełniony ekumenizmem z wyznawcami ortodoksyjnymi, by zachować równowagę całości dialogu ekumenicznego.

To, co powiedzieliśmy przed chwilą, odnosi się głównie do czystości: serce wolne może świadczyć w sposób wiarygodny o przekształcającej możliwości Ewangelii.

 

Od religijności do wiary

 

Marksizm zawiódł na polu usiłowania zapewnienia dobrobytu, ale nie jest to tylko jego porażka. Marksizm przegrał na dwóch frontach: ekonomicznym i politycznym. Społeczeństwa liberalne tracą głównie na płaszczyźnie szczęścia /…/

Społeczność jednak, która nie zapewnia swym synom, szczęścia, nie jest społecznością słuszną. Może przyszedł już czas, aby ci, którzy usiłują „odnowić świat” rozważyli konieczność przemyślenia wszystkiego i byli świadomi, że tematem jaki się jawi jest szczęście osoby ludzkiej /S. Acquaviva/.

Szczęście jest faktycznie dzisiaj tematem bardzo ważnym. Mimo braku sprecyzowania tego wyrażenia, które może być rozumiane w różny sposób, zagadnienie szczęścia jest wielkim wyzwaniem, jakie laicki humanizm przedstawia wierze chrześcijańskiej.

Jest to wyzwanie, które jest podnoszone w imię racjonalności i subiektywizmu, bez odniesienia się do wiary religijnej .

Obok jednak tego sposobu ograniczonego i określonego ujęcia problemu jesteśmy świadkami nieprzewidzianej eksplozji nowych form religijności /sekty, wschodnie formy religijności…/.

Wymiar międzyludzki humanizmu laickiego jawi się tu jako niewystarczający i niezdolny do zaspokojenia pragnienia szczęścia.

Ruchy są tak rozlegle, że ktoś określił nasz czas jako „nowy wiek”, epoka, która charakteryzuje się powrotem do religijności. Religijność ta nie pozostaje jednak pod przewodnictwem Kościoła, ale wyraża się w nowych formach, nawet alternatywnych wobec Kościoła.

Poszukiwanie szczęścia jawi się jako coś, co jest ściśle związane z religią, odrzucając jednak przeszłość. Punktem wyjścia jest nawet atak na katolicyzm winny – w oczach niektórych – ponieważ nie daje pierwszeństwa sprawom wewnętrznym, gasi ducha wspólnotowego, zapomina o mistyce i ascezie, mówi dużo o Kościele, zbyt mało natomiast o Bogu.

Sytuacja ta powinna być rozważona z uwagą /chociaż bez przeceniania/, ponieważ odwołuje się do ważności pewnych wymiarów, które w niedalekiej przeszłości były uważane za marginalne.

Zarówno poszukiwanie „laickie” szczęścia, jak również „nowe formy religijności” mają wspólny mianownik: to człowiek poszukuje własnej realizacji, to on pragnie zawsze pozostać w centrum, aby zaspokajać swe potrzeby, to człowiek wybiera to, co powinien robić i co tworzy jego „receptę szczęścia”.

Natomiast wiara opiera się na danych wewnętrznych człowieka, na przyjęciu Boga i – dla chrześcijanina – na przyjęciu Chrystusa, „prawdziwej drogi, która prowadzi do życia”, to jest po prostu do szczęścia.

Tu rodzi się ważne zadanie dla życia zakonnego: zachowanie troski o formowanie w swym łonie przewodników duchowych także dla ludzi naszych czasów. Przewodników, którzy poprowadzą przede wszystkim od subiektywizmu do obiektywizmu, reprezentowanych przez Chrystusa i przez Jego słowo. Prowadzących od pragnień człowieka do zamiarów Boga wobec człowieka.

Zadanie to, jak się zdaje naglące, jawi się jako odkrycie wymiarów tradycyjnych życia zakonnego. Życie to bowiem tradycyjnie było „Matką i Nauczycielką” dla życia duchowego ludu chrześcijańskiego. To naglące zadanie powinno być podjęte. Będzie to możliwe przy zachowaniu niektórych warunków.

Pierwszym jest priorytet życia duchowego nad wszystkimi innymi wymiarami.

Konieczną rzeczą jest, aby życie zakonne było przede wszystkim szkołą duchowości, która będzie formowała zakonników, porwanych przez Jezusa Chrystusa; którzy uważani będą przede wszystkim za ludzi, których życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu; którzy za szczególne zadanie uważają życie wewnętrzne i intymne zjednoczenie z Chrystusem; innymi słowy, którzy dążą do utożsamienia się z Chrystusem: „Dla mnie żyć jest Chrystus”.

Tylko ci zakonnicy będą zdolni ofiarować pewne wskazania wśród „targowiska idei” i propozycje „dróg szczęścia” lansowanych przez nasze społeczeństwo.

Tylko ten, kto oddał się osobiście, całkowicie i z pełnym przekonaniem Bogu może dać świadectwo potrzeby życia chrześcijańskiego dla szczęścia.

Tylko osoby głęboko przekonane mogą przekonywać innych. Tylko ci, którzy cierpieli z powodu wierności naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi, mogą głosić Go z przekonaniem w konkretnej sytuacji człowieka.

Tylko ludzie wielkiej „mocy mogą głosić Zbawiciela Ukrzyżowanego człowiekowi zranionemu.

Tylko ludzie, którzy poświęcają swe życie dla Chrystusa mogą mówić, że Jezus jest Panem.

Tylko osoby, które odnalazły w Chrystusie źródło radości, mogą promieniować ewangeliczną radością i stać się cenionymi przewodnikami.

Tylko człowiek, który zna twardą drogę ascezy, może wskazywać drogi prowadzące do wyzwolenia z więzów Złego.

Stąd wynika konieczność solidnej formacji duchowej.

W sytuacji podobnej do waszej, w latach sześćdziesiątych wielkich kontestacji, my na Zachodzie w sposób beztroski porzuciliśmy niektóre środki konkretne i bardzo ważne, które podtrzymywały postęp duchowy. Zarzuciliśmy lub poszło w cień kierownictwo duchowe, częsta spowiedź, zapoznaliśmy niektóre wskazania ascetyczne, zdolne do podtrzymania surowego życia człowieka umieszczonego w świecie bardziej agresywnym i bardziej pogańskim.

Spustoszenie było ogromne.

Zapoznanie praktyczne niektórych wypróbowanych środków ascetycznych doprowadziło do wystąpienia niemałej liczby zakonników.

Trzeba zawsze przypominać, że życie chrześcijańskie jest postępowaniem pod prąd, że postępowanie to może się rozwijać jeżeli jest ożywione solidnym życiem duchowym; tego zaś nie można improwizować, gdyż nie jest ono owocem ciała i krwi, ale staje się możliwe przy pomocy pewnego kierownictwa duchowego. Nie waham się stwierdzić, że to właśnie jest pierwszorzędnym zadaniem życia zakonnego dzisiaj.

Drogim warunkiem jest zdolność przystosowania się do wymogów współczesnych nam ludzi. Jest to problem kultury: trzeba podtrzymywać dialog i konfrontację nie tylko z człowiekiem, ale z różnymi gałęziami poznania ludzkiego, które interesują się szczęściem człowieka. Aby być przewodnikami duchowymi, trzeba umieć rozświetlać, wyjaśniać, rozwiązywać więzy coraz bardziej złożonych sytuacji, aby można było zaproponować drogę Chrystusa.

Konieczne jest przywrócenie zaufania i szacunku dla studium teologii życia wewnętrznego: tu prawda chrześcijańska staje się życiem, suche przepowiadanie teologiczne staje się czymś, co dotyka serca i podtrzymuje istnienie teologalne.

Każdy instytut zakonny ma dziedzictwo duchowe, które pogłębia i aktualizuje. Jest to środowisko życiowe, w jakim wzrastają młodzi i które pozwala im zrobić syntezę jednoczącą wymogi wewnętrzne oraz środowiska kulturowego i konkretnego zaangażowania w życiu. Charyzmat własny poznaje się u początku, ale także w historii. Jest on przede wszystkim odczytywany w danym momencie historii.

Trzeba wreszcie popierać apostolat intelektualny. W niektórych środowiskach rozprzestrzenił się niepokojący antyintelektualizm. W imię prostoty wiary, zamieszania jakie mieliby wnosić teologowie, pustego gadania niektórych intelektualistów, zauważa się brak szacunku dla inteligencji, mniej docenia się długie i cierpliwe studium, nie zachęca się do apostolatu intelektualnego.

Zmniejszenie się liczby studentów teologii nie wpłynęło na polepszenie sytuacji na Zachodzie.

Niewystarczający szacunek dla zaangażowania kulturowego prowadzi do ryzyka zepchnięcia życia zakonnego na margines wielkich ruchów odnowy społeczeństwa i Kościoła.

Jeżeli prawdą jest, że życie zakonne powinno być wyrazem miłości Boga do ostatnich niemniej prawdą jest, że jedną z form najbardziej wymagających dzisiaj jest miłość intelektualna: jest to Ewangelia w każdym sektorze życia ludzkiego, zwłaszcza tamy gdzie poszukuje się wyjścia z ubóstwa życia złączonego tylko z tym światem, który przemija.

Także tam, gdzie poszukuje się rozwiązań częściowych i nie zawsze słusznych, jak te, które ofiarują nowe formy religijności, lub tam, gdzie usiłuje się podkreślać znaczenie biednego istnienia ludzkiego. Jest to „fides quaerens intellectum”.

Trzecim warunkiem jest to, abyśmy umieli włączyć w to przedsięwzięcie także ludzi świeckich.

Sytuacja europejska charakteryzuje się z jednej strony tym, że zauważa się tu prawie ogólnie zmniejszenie się numeryczne wspólnot zakonnych, z drugiej natomiast strony odczuwa się natarczywą prośbę o formację religijną i duchową ludzi świeckich.

W tej sytuacji nasze dzieła zawsze doceniane wydają się nas zgniatać. Podobnie jak dla Apostołów, dla nas także zbliżył się czas, gdy trzeba odpowiedzieć: „My zaś oddajemy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa” /Dz 6,4/.

Nie oznacza to, że będziemy opuszczać nasze dzieła i zdradzać nasz charyzmat. Angażujemy i formujemy ludzi świeckich w duchu naszego charyzmatu, aby wykonali zadania specyficzne dla laikatu w zakresie naszych dzieł i służbie naszego posłannictwa.

Ten wymiar może wydać się typowy dla Zachodu, mniej zaś aktualny w Waszym kontekście.

Jest on jednak odczuwany także w Trzecim Świecie /wystarczy pomyśleć o ochotnikach świeckich, którzy licznie udają się, aby wspierać i przedłużać działalność misjonarzy/.

Wymiar ten powinien rozprzestrzeniać się w Europie Wschodu zarówno przez włączenie ludzi świeckich w udział w naszym charyzmacie a także przeznaczeniu zakonników do zadań formacji świeckich i typowo misjonarskich, a to dlatego, abyśmy przygotowali się na jutro, które naznaczone będzie współpracą zakonników i świeckich, powstawaniem nowych form współpracy i współodpowiedzialności.

Liczne trudności w realizacji tych problemów nie powinny nas powstrzymywać. Być może, że obecnie otwiera się nowa epoka, może zarysowuje się nowy rodzaj obecności, w której najbardziej autentyczne tradycje życia zakonnego znajdą możliwość odrodzenia z bezpośrednią znajomością wymaganych i trudnych mediacji w celu wcielenia miłości Boga w codziennym życiu.

Zagadnieniem interesującym na tej drodze, która prowadzi od religii do wiary, jest właśnie posłuszeństwo. Życie całkowicie oddane Bogu może lepiej zaświadczyć o przylgnięciu do Chrystusa, od którego pochodzi zdolność bycia przewodnikiem i wsparciem dla ludzi naszych czasów.

 

Tytułem zakończenia

 

„Nowa Europa” stawia przed nami wyzwania. My pragniemy przyjąć je, ponieważ chcemy odczytać „znaki obecności Ducha w czasie”, by odpowiedzieć – każdy Instytut według swego charyzmatu i każdy zakonnik według własnego zapału apostolskiego.

Spotkanie z Europą zachodnią przyniesie wiele nowych zmian i przyspieszy te, które się dokonują. Zmiany się dokonają. Ważne jest to, aby były to zmiany „fizjologiczne”, a nie „patologiczne”.

Należy to przewidzieć, aby można było kierować, podjąć je nie dlatego, by je powstrzymywać lub włączyć się w nie, ale dlatego, aby dokonać uważnej oceny, korzystając ze skarbca także naszych błędów ostatnich lat.

Niestety, my na Zachodzie mamy długą listę błędów i beztroskich zachowań, które możemy poddać pod Waszą rozwagę obok niektórych, nie zawsze tryumfalnych rozwiązań pozytywnych.

Sądzę, że spotkania Przełożonych Wyższych na płaszczyźnie krajowej, jak to obecne, i na płaszczyźnie europejskiej /UCESM/ mogą pomóc w tej refleksji i ukierunkowaniu.

Odpowiedzialność nasza jest wielka. Chodzi o zachowanie energii duchowych, które mogą ożywić i podtrzymać żywą wiarę w naszym społeczeństwie.

Zależy także od nas, czy Europa będzie się budować na formach handlu, indywidualizmu, ezoterycznej religijności czy też na solidarności, wyzwolonej wolności chrześcijańskiej oraz eklezjalnej wierze.

A wszystko to bez robienia sobie złudzeń, że będziemy mieli bezpośredni wpływ na całe społeczeństwo.

Naszym zadaniem jest utrzymywanie żywych ośrodków świadectwa chrześcijańskiego.

Mamy posiadać świadomość ubóstwa naszych środków, ale także przekonanie o mocy Boskiej obecnej tam, gdzie świadczy się o Ewangelii.

Ważną sprawą jest, jeszcze raz to podkreślamy, aby życie zakonne było żyznym gruntem energii duchowych, gruntem gdzie się praktykuje i podtrzymuje „naśladowanie Chrystusa”.

To zaś ze względu na nasze cudowne powołanie. Ale także dlatego, by Europa była bardziej ludzka i bardziej chrześcijańska. Lepiej: dla Europy bardziej chrześcijańskiej, a więc bardziej ludzkiej.