Pożegnania: ks. Franciszek Leżański SCJ

15 października br. w Bełchatowie wieku 79 lat zmarł sercanin ks. Franciszek Leżański, długoletni misjonarz krajowy i w Kongo.

Miał naturę górala zagórzańskiego z Kasinki Małej, skąd pochodził i gdzie w dolinie Raby pod masywem Szczebla spędził swe dzieciństwo. Ale ci, którzy znali go bliżej twierdzą, że za tą twardą skórą, niskim głosem i surowym spojrzeniem kryło się miękkie serce. Wybrał zresztą Zgromadzenie zakonne powołane miedzy innymi po to, by głosiło orędzie miłości Serca Jezusowego na całym świecie. Widocznie chciał to robić, bowiem po profesji zakonnej w domu nowicjatu na Lachówce w Mszanie Dolnej 20 października 1958 r, następnie seminarium i święceniach w Stadnikach 18 czerwca 1967 r. wyjechał w 1970 r. z trzema kolegami (Idzi Biskup, Franciszek Ślęczka, Jerzy Szempliński) na misje do ówczesnego Zairu. A tam przez 16 lat był dla mieszkańców wiosek i miast świadkiem wiary, modlitwy, braterstwa, szacunku dla rodzimych obyczajów i wrażliwości na najbardziej potrzebujących pomocy. W tym wszystkim zapewne pomagały mu cechy charakteru, jakie wyniósł z rodzinnych stron i które zachował do końca.

Patrząc z boku wydawało się, że ks. Franciszek był skory, by wystarczać sobie w swoich potrzebach. Nie narzucał się, znosząc cierpliwie różne trudności wynikające z podeszłego wieku i problemów zdrowotnych, jakie coraz częściej się pojawiały. Natura misjonarza nie pozwalała mu jednak na bezczynność, kiedy wrócił w 1986 r. z Afryki. Został z kolei od 1989 r. misjonarzem krajowym, mieszkając w tarnowskim domu sercanów. Stąd wyruszał z rekolekcjami i misjami intronizacyjnymi Serca Jezusowego do setek parafii w Polsce. Wierni słuchali także jego ciekawych opowiadań i wspomnień z afrykańskiego lądu.

– Dziękuję Ci, księże, że byłeś taki miły dla nas, że nam opowiadałeś tak ładnie o misjach – napisał ktoś obok rysunku, jakim dzieci miały zilustrować opowieść misjonarza.

Gruby, niski głos ks. Franciszka nie wystraszał najmłodszych słuchaczy, którzy najlepiej wyczuwali, że kryje się za nim dobrotliwe serce misjonarza. Wyczuwali to także parafianie w Bełchatowie, gdzie od kilkunastu lat mieszkał we wspólnocie sercanów prowadzących parafię Matki Kościoła. Jego konfesjonał przed ołtarzem św. Barbary zawsze miał petentów. Był tutaj także odpowiedzialnym za Rycerstwo Niepokalanej i nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca.

Dwa lata temu obchodził 60. rocznicę pierwszej profesji zakonnej, którą złożył we wspomnianej Mszanie Dolnej wspólnie z pięcioma kolegami. Trzech z nich (Jan Bylica, Władysław Stasik, Franciszek Ślęczka) już spoczywa na cmentarzu sercanów w Stadnikach (Małopolska). Jego doczesne szczątki spoczną obok w mogile.

Ks. Andrzej Sawulski SCJ