Pallotyn, bp Johannes Jobst – jedyny żyjący niemiecki Ojciec Soboru Watykańskiego II

We wrześniu bieżącego roku bp. Jobst otrzymał z Watykańskiego Sekretariatu Stanu zaproszenie do udziału w Synodzie Biskupów. Papież Benedykt XVI wymienił w nim nazwiska 69 żyjących jeszcze Ojców Soboru Watykańskiego II. Bp Johannes Jobst ze smutkiem trzymał w rękach zaproszenie. Ograniczenia podeszłego wieku nie pozwalają mu niestety na podróż do Watykanu. 92 – letni biskup uśmiecha się jednak czytając dalej treść zaproszenia: „Żyjący Ojcowie Vaticanum II mają obecnie 85-98 lat”.

Sam bp. Jobst był wówczas najmłodszym biskupem, uczestniczącym w Soborze. Wszystkich Ojców Soborowych posadzono w Auli Soborowej zgodnie ze stażem kapłańskim. „Siedziałem na samym końcu“, opowiada. Obok niego równie młody biskup z Meksyku. „Nie mówił po angielsku, a ja po hiszpańsku. Porozumiewaliśmy się w języku soborowym, czyli po łacinie. Szło nam dość dobrze”.

Był jednym z siedmiu biskupów pallotynów, którzy przyjechali na Sobór. Pozostali to: Alberto Trevisan (Brazylia), Hans Weidner (Indie), Patrick Winters (Tanzania), Johannes Rosenthal (Afryka Płd.), Otto Raible (Australia), Bruno Hippel (Afryka Płd). Mieszkali w Generalacie, we wspólnocie na Ponte Sisto. Tam też zameldował się inny Ociec Soborowy, wielki przyjaciel pallotynów, Owen McCann, kardynał z Kapsztadu.

W sąsiadującej „Casa Pallotti“ (dziś Hotel Ponte Sisto) mieszkało wielu innych uczestników Soboru, np. kardynał John Heenen z Londynu. Przychodził poza posiedzeniami na spotkania informacyjne i rozmowy. „Doświadczyłem zupełnie nowego oblicza Kościoła Uniwersalnego”, opowiada biskup Jobst. Uczestniczył także w spotkaniach w grupach językowych. W grupach anglojęzycznych spotykali się wszyscy biskupi mówiący po angielsku, poza biskupami USA.

Co tydzień chodził także na „Anima“, gdzie swoimi doświadczeniami wymieniali się biskupi obszaru języka niemieckiego. Kard. Frings z Kolonii kładł duży nacisk, aby byli obecni biskupi misyjnymi. Mieli oni ubogacać innych swoimi doświadczeniami misji. Johannes Jobst urodził się w 1920 r. w Frankenbergu, niedaleko Regensburga. Rodzina miała kontakt z pallotynami. Młody Johannes pragnął zostać misjonarzem. Ukończył Pallotyńskie Gimnazjum we Freising, następnie nowicjat w Olpe i studia w Vallendar.

Z Oberpfalz do Australii

W 1950 w Limburgu otrzymał święcenia kapłańskie i został posłany do Australii. Pierwsze doświadczenia misyjne zbierał w Beagle-Bay wśród pierwotnych mieszkańców tego kontynentu, Aborygenów. Z Aborygenami pallotyni pracowali już od 1901 r. Potem przypadła mu w udziale budowa nowicjatu dla wspólnoty w Sydney. Tutaj niespodziewanie zastała go nominacja na biskupa. Został następcą biskupa Kimberly, Otto Raible.

Przeniósł siedzibę biskupa z Beagle-Bay do Broome. W obszernej diecezji żyje dziś 35.000 ludzi, z tego 13.400 katolików. Sakrę biskupią przyjął 19 marca 1959. Przed trzema laty obchodził Złoty Jubileusz posługi biskupiej. Początkowo, zarówno w Kościele australijskim, jak i w państwie, nie miał łatwej sytuacji. „Wszyscy Japończycy i Niemcy traktowani byli nadal jak wrogowie państwa, ponieważ rozpętaliśmy wojnę”, wyjaśnia Jobst. Udało mu się jednak przezwyciężyć te uprzedzenia, a to dzięki zasługom, jakie poczynił dla miejscowej ludności. Nie bez dumy dodaje – „szczególnie dla tych, dla których w ciągu ostatnich stuleci nic nie uczyniono: dla Aborygenów”. Aborygeni stanowili najsilniejszą grupę wśród „jego” katolików. Dla nich angażował się najbardziej. Zwłaszcza w dziedzinie edukacji i służby zdrowia, tworząc przedszkola, szkoły i uniwersytet katolicki.

Młody biskup wykorzystywał podróże do Rzymu, aby w swojej ojczyźnie i w Europie organizować akcje zbierania funduszy na rzecz pomocy Aborygenom. Pielęgnował kontakty ze starymi przyjaciółmi i kolegami z czasów wojny, którzy go mocno wspierali. Także podczas Soboru nawiązał nowe kontakty z niemieckimi diecezjami. Stamtąd przez wiele lat otrzymywał wielkoduszne wsparcie.

Każdy ochrzczony jest misjonarzem

Na posiedzeniu Konferencji Biskupów Australii dowiedział się o swoim udziale w obradach soborowych. Słowa papieża o „otwarciu okien na działanie Ducha Świętego” napełniły go nadzieją w kontekście sytuacji w jego Kościele miejscowym w Australii, który tak bardzo różnił się od Kościoła w Europie.

Młody Ojciec Soboru był umocniony „nową teologią”, atmosferą otwartości, jaka panowała w Auli Soborowej i ubogacającym rozmowami za kulisami Soboru. Wówczas to nawiązał kontakt z pochodzącym także z Bawarii Josephem Ratzingerem. Z wyraźną radością opowiada 92 letni biskup o debatach soborowych, których tematem przewodnim był „misyjny wymiar” Kościoła. Ucieszyły go słowa, iż każdy ochrzczony jest misjonarzem. Nie tylko kapłan, czy zakonnik. Dlatego dwukrotnie, podobnie jak i inni Ojcowie, odrzucał projekt dekretu na temat misji, przyjmując dopiero jego poprawioną wersję. Był wdzięczny za to, iż Sobór podkreślał znaczenie Kościoła miejscowego i miejscowego biskupa. Była to dla niego nowa zachęta do jeszcze pełniejszego zaangażowania w dalekim Broome. Marzył wówczas o regionach kościelnych.

Bardzo zadowolony był i jest z reformy liturgii, jaką zapoczątkował Sobór. „W końcu mogliśmy wspólnie z Aborygenami modlić się w ich języku, odprawiać msze św., dopasowywać obrzędy do ich sposobu przeżywania, modlić się do Ducha św., „którego bardziej czczą niż Jezusa Chrystusa.

Z dumą przypomina sobie Rose Mary Goldy, Australijkę, która jako pierwsza kobieta w Auli Soborowej mówiła o apostolacie osób świeckich, który tak bardzo mu leżał na sercu. Osobowości, które go zachwyciły: obok Ratzingera, radca Hering i Rahner, kardynałowie König, Alfrink und Döpfner.

Widział także różne animozje. I tak angielski biskup domagał się oficjalnie, aby Kościół przeprosił ludzi za wiele krzywd im wyrządzonych. Spotkało się to z głośną i natychmiastową ripostą jednego z australijskich biskupów, który przez cała Bazylikę wykrzyczał: „To przeproście za wszystkie zło, jakiego dokonaliście w swoich koloniach”.

Z szelmowskim uśmiechem opowiada różne anegdoty i ciekawe zdarzenia z soborowych obrad.

„Jest tylko jeden Kościół !”

w 1996 r. biskup Jobst przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Patsch w Innsbrucku. Nadal zajmuje się ciekawą dla niego kwestią dotyczącą relacji Kościół miejscowy – Kościół Uniwersalny; biskup-papież.

Tę kwestię zawsze podejmował w rozmowach z kard. Ratzingerem, gdy odwiedzał Rzym. Dla obecnego papieża zawsze w centrum był Kościół uniwersalny, a nie lokalny. Razu pewnego wyprostował się za swoim biurkiem i kategorycznie, ale z powagą powiedział: „Księże Biskupie, jest tylko jeden Kościół”.

Tłum. U. Siniarska

Za: InfoSAC 07/12/2012 [41]