1986.10.04 – Lyon – Kapłan w duchu Ewangelii. Beatyfikacja ojca Antoniego Chevrier

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25).

Słowa te wypowiedział po raz pierwszy Jezus z Nazaretu, syn Izraela, potomek Dawida, Syn Boży Stanowiły one zasadniczy „zwrot” w dziejach objawienia się Boga człowiekowi, w dziejach religii, w duchowych dziejach ludzkości.

Wtedy właśnie Jezus objawił Boga jako Ojca i sam objawił się jako Syn, współistotny Ojcu: „Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11, 27).

Tak, Syn, wypowiadający te słowa w najgłębszym „rozradowaniu w Duchu Świętym” (por. Łk 10, 21), objawia w nich Ojca prostaczkom. W nich bowiem jest „upodobanie” Ojca.

Drodzy Bracia i Siostry z Lyonu i z innych diecezji Francji, wracamy dzisiaj ze wzruszeniem do tych słów Chrystusa. Nabierają one nowej aktualności, ponieważ mamy przed oczyma postać kapłana ściśle związanego z tym miastem i Kościołem w XIX wieku. Jest nią postać ojca Antoniego Chevrier, którego dzisiaj dane mi jest tu właśnie, w Lyonie, pośród was, ogłosić błogosławionym, co stanowi dla mnie prawdziwą radość.

W dniu dzisiejszym Kościół powszechny czci świętego Franciszka z Asyżu. On również czerpał radość z naśladowania Chrystusa w skrajnym ubóstwie i pokorze; w trzynastym wieku umożliwił swoim współczesnym ponowne odkrycie Ewangelii. Ojciec Chevier gorąco podziwiał Biedaczynę z Asyżu, sam należał do Trzeciego Zakonu franciszkańskiego. W pokoju, gdzie umarł, można oglądać statuetkę św. Franciszka, a także statuetkę św. Jana Marii Vianney, którego rady zasięgnął udając się do Ars w 1857 roku. Wtedy właśnie jako młody kapłan zapragnął dowiedzieć się czegoś więcej o drodze ubóstwa, do której natchnęła go tajemnica żłóbka. Jak wiecie, udaję się do Ars na obchody dwusetnej rocznicy urodzin świętego Proboszcza.

Wspólną cechą tych trzech świętych jest to, że należą do owych ,.prostaczków”, „biedaczyn”, …cichych i pokornych sercem”, w których Ojciec Niebieski odnalazł pełnię swej radości, którym Chrystus odsłonił niezgłębioną tajemnicę Boga, pozwalając im poznać Ojca tak, jak zna Go jedynie Syn i zarazem dał poznać siebie. Syna, tak jak tylko Ojciec Go zna.

Razem zatem z Jezusem chwalimy Boga za tych trzech wspaniałych świętych. Ożywiała ich ta sama gorąca miłość Boga, żyli w podobnym ubóstwie, każdy z nich obdarzony był jednak swoistym, charyzmatem. Święty Franciszek, diakon, wraz ze swymi towarzyszami rozbudził miłość Chrystusa w sercach mieszkańców włoskich miast. Proboszcz a Ars, sam na sam z Bogiem w swym wiejskim kościele, obudził sumienia swych parafian i niezliczonych rzesz, ofiarowując im Boże przebaczenie. Ojciec Chevrier, kapłan diecezjalny działający w środowisku miejskim, był razem ze swymi współbraćmi apostołem najuboższych dzielnic robotniczych na przedmieściach Lyonu w okresie narodzin wielkiego przemysłu. Misjonarski zapał i jego pobudził do przyjęcia radykalnie ewangelicznego sposobu życia, do szukania świętości.

Przypatrzmy się zwłaszcza Antoniemu Chevrier; to jeden z owych „prostaczków”, który nie może być porównywany z „mądrymi i roztropnymi” w swoim ani w żadnym stuleciu. Stanowi on osobną kategorię, wielkość na wskroś ewangeliczną. Ta właśnie wielkość wyraża się w tym, że można by nazwać jego małością albo ubóstwem. W swoim pełnym najgłębszej pokory życiu, w sięganiu po środki najbardziej ubogie jawi się on jako świadek tajemnicy ukrytej w Bogu, świadek Bożego upodobania w stosunku do rzesz podobnych sobie „prostaczków”. Jako ich sługa, ich apostoł.

Dla nich właśnie był — używając tytułu jego pierwszego zbioru napomnień dotyczących „prawdziwego ucznia Jezusa Chrystusa” — „kapłanem w duchu Ewangelii”. Dla wielu obecnych tutaj kapłanów, poczynając od tych, którzy należą do założonego przezeń Prado, jest on niezrównanym przewodnikiem. Także wszyscy chrześcijanie świeccy, uczestniczący w tym zmaganiu, mogą odnaleźć w nim mocne światło, pokazuje on bowiem każdemu ochrzczonemu, w jaki sposób głosić Dobrą Nowinę ubogim i poprzez własne życie uobecniać Chrystusa.

Właśnie apostołem pragnął być ojciec Chevrier, gdy przygotowywał się do kapłaństwa. „Jezus Chrystus jest Posłańcem Ojca, kapłan zaś jest posłańcem Jezusa Chrystusa”. Sami ubodzy rozpalili w nim pragnienie niesienia im Ewangelii. Jednak tym, który go „zdobył”, był Jezus Chrystus. Szczególnie głęboko poruszyły go rozmyślania przy żłóbku w Boże Narodzenie 1856 r. Odtąd starał się coraz lepiej poznać Chrystusa, stać się Jego uczniem, upodobnić się do Niego, by w sposób doskonalszy głosić Go ubogim. Głęboko przeżywał doświadczenie Apostoła Pawła, którego świadectwa wysłuchaliście przed chwilą: „To wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego” (Flp 3, 7-8). Jakiż radykalizm zawiera się w tych słowach! On właśnie znamionuje apostoła. W Chrystusie, poprzez „udział w Jego cierpieniach” i „poznanie mocy Jego zmartwychwstania”, apostoł znajduje Bożą „sprawiedliwość” ofiarowaną grzesznej ludzkości, ofiarowaną każdemu człowiekowi jako dar usprawiedliwienia i pojednania z Bogiem nieskończenie świętym.

Apostoł więc to człowiek „zdobyty” przez Jezusa Chrystusa”.

Apostoł to człowiek absolutnej nadziei, że „upodabniając się do śmierci Chrystusa dojdzie do pełnego powstania z martwych” (por. Flp 3, 10-11).

A więc: człowiek nadziei eschatologicznej zamienianej na nadzieję każdego dnia. Na program życia codziennego. Na system zbawczej ewangelicznej posługi.

Ojciec Chevrier ze wszystkich sił starał się osiągnąć to poznanie Jezusa Chrystusa, ażeby zdobyć Go pełniej, tak jak sam został zdobyty. Bezustannie rozmyślał nad Ewangelią, zapisał tysiące stron komentarzy, aby pomóc swym przyjaciołom w stawaniu się Jego prawdziwymi uczniami. Usiłował nawet odtworzyć życie Chrystusa we własnym życiu, „Musimy być przedstawicielami ubogiego Jezusa Chrystusa w żłóbku, Jezusa Chrystusa przechodzącego cierpienia swej Męki, Jezusa Chrystusa, który daje siebie jako pokarm w świętej Eucharystii” (Le peritable disciple, Prado, Lyon 1968, Editions Librairie, str. 101; odtąd w skrócie V.D.). A dalej: „Kluczem do wszystkiego jest poznanie Jezusa Chrystusa. Poznać Boga i Jego Chrystusa — oto całe człowieczeństwo, całe kapłaństwo, cała świętość” (List do seminarzystów, 1875). Następująca modlitwa wieńczy jego rozmyślania: „O Słowo! O Chryste! Jakże jesteś piękny! Jakże wielki!… Spraw, abym Cię poznał i pokochał. Ty jesteś moim Panem, moim jedynym Mistrzem” (V.D., str. 108). Takie poznanie jest łaską Ducha Świętego.

Odtąd ojciec Chevrier bez reszty oddany był dziełu Chrystusa: „Poznawać Jezusa Chrystusa, pracować dla Jezusa Chrystusa, umrzeć dla Jezusa Chrystusa” (Listy, str. 89). „Panie, jeśli potrzebujesz biedaka… czy szaleńca, oto jestem… aby pełnić Twoją wolę. Należę do Ciebie. Tuus sum ego” (V.D., str. 122).

Psalm dzisiejszej liturgii do¬brze odzwierciedla uczucia apostoła, który całkowicie pozwolił się „ogarnąć” Jezusowi Chiystusowi: „Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca… Niech się radują i weselą w Tobie wszyscy, co Ciebie szukają” (Ps 40 [39], 11-17). „Panie Jezu, pochwyciła mnie Twoja miłość: Imię Twe głosić będą wszystkim swoim braciom” (antyfona śpiewana przed Psalmem).

Ojciec Chevrier był człowiekiem całkowicie pochłoniętym sprawą służenia drugim. Jego braćmi byli w pierwszym rzędzie ubodzy, ci, których Pan pozwolił mu spotkać w zalanej dzielnicy La Guillotiere, w 1856 r., ludzie pozbawieni dachu nad głową. Były nimi również dzieci z „miasta Dzieciątka Jezus”, które przyprowadził do niego człowiek świecki, Camille Rambaud. Te właśnie dzieci oraz inne, starsze od nich, umieścił w jednej z sal Prado; nie chodziły one do szkoły, były pozbawione nauki religii, nigdzie indziej nie mogłyby otrzymać przygotowania do pierwszej Komunii świętej. Czasem były to dzieci porzucone, często otoczone pogardą, wyzyskiwane; bywały — jak powiadał — „maszynami do pracy, przeznaczonymi do bogacenia swych właścicieli” (Kazania, Ms III, str. 12). Byli tam również wszelkiego rodzaju nędzarze, ludzie z marginesu społecznego mający świadomość, że „nic nie mają, nic nie wiedzą, nic nie są warci”. Pośród tych biedaków byli też chorzy i grzesznicy.

Dlaczego uwagę ojca Chevrier przyciągali szczególnie ci, których Ewangelia nazywa „ubogimi”? Miał on wyraźną świadomość ich ludzkiej nędzy, a jednocześnie dostrzegał przepaść, która oddzielała ich od Kościoła. Odczuwał wobec nich miłość i czułość Jezusa Chrystusa. To sam Chrystus zdawał się mówić poprzez niego do ludzi mu współczesnych: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-30), Ojciec Chevrier wiedział, że pierwszym znakiem Królestwa Bożego są te oto słowa Jezusa: „ubogim głosi się Ewangelię” (por. Łk 3, 18; Mt 11, 5). Sam stwierdził, że ubodzy przyjmujący Ewangelię odnawiają częstokroć w innych jej zrozumienie i umiłowanie. Zaprawdę, Pan obdarzył go specjalnym charyzmatem, potrzebnym w zbliżaniu się do ubogich. Za jego pośrednictwem Chrystus sprawił, że słowa Błogosławieństw znów były słuchane w tym mieście i w dziewiętnastowiecznej Francji. Poprzez osobę Błogosławionego Chrystus powtarza nam dzisiaj: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie… błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, błogosławieni miłosierni” (Mt 5, 3-6-7).

Oczywiście, ewangelizacja musi obejmować wszystkie warstwy społeczne, zarówno zamożne, jak i ubogie, wykształcone i pozbawione wykształcenia. Nikt nie może być przedmiotem niezrozumienia, zaniedbania, a tym bardziej wzgardy ze strony Kościoła. Wszyscy w pewnym sensie są ubogimi Boga. W czasach jednak, w których żył ojciec Chevrier, służba ubogim stanowiła konieczne świadectwo; tak jest również dzisiaj wszędzie tam, gdzie panuje ubóstwo. Był on jednym z tych wielu apostołów, którzy na przestrzeni stuleci realizowali to, co nazywamy dzisiaj „opcją preferencyjną na rzecz ubogich”.

Ojciec Chevrier spoglądał na nich wzrokiem Ewangelii, otaczał szacunkiem i miłością w wierze. Znajdował Chrystusa w ubogich i zarazem ubogich — w Chrystusie. Nie idealizował ich, znał ich ograniczenia i słabości, wiedział zresztą, że często brakowało im miłości i sprawiedliwości. Miał wyczucie godności każdego człowieka, zarówno bogatego, jak i biednego.

Pragnął dobra i zbawienia każdego z nich: pragnął ocalać w nich miłość. Szacunek wobec biednych był dlań bodźcem do tego, by utożsamiać się z nimi, żyć pośród nich, jak Chrystus; by nieraz pracować tak jak oni, by z nimi umierać. Miał nadzieję, że w ten sposób ubodzy zrozumieją, iż nie zostali opuszczeni przez Boga, który kocha ich jak Ojciec (por. V.D., str. 63). Oto słowa wyrażające jego osobiste doświadczenie: „Właśnie z ubóstwa kapłan czerpie swoją siłę, swoją potęgę i wolność” (V.D., str. 519). Ojciec Chevrier marzył o formowaniu kapłanów ubogich, którzy by szli do ubogich.

Prośmy dzisiaj błogosławionego Antoniego Chevrier, ażeby uczył nas coraz większego szacunku i ewangelicznej troski względem ubogich. Drodzy bracia i siostry, wy wiecie, kim w świecie współczesnym są owi ubodzy. To ci wszyscy, którym brakuje chleba, lecz również pracy, odpowiedzialnych zadań, poszanowania dla ich godności; ci, którym brakuje Boga. Nieszczęścia te dotyczą nie tylko świata ludzi pracy, lecz wielu innych środowisk. Jest paradoksem, że w obliczu cywilizacji ekstremalnej konsumpcji znajdują się „nowi ubodzy”, którzy nie mają „minimum socjalnego”. Liczni są ludzie bezrobotni, młodzi nie znajdujący zatrudnienia i starsi, którzy je utracili. Wiem, że wielu spośród was, zwłaszcza zaangażowanych w ruchy młodzieżowe, leży na sercu sprawa udzielenia tym ludziom skutecznej pomocy.

Myślimy również o cudzoziemcach, o bardzo licznych w tym regionie robotnikach-imigrantach, którzy w czasach obecnego kryzysu gospodarczego zagrożeni są bardziej niż inni wskutek swego niepewnego statusu. Chociaż problem ich integracji jest złożony, jeśli wziąć pod uwagę dobro całego kraju, to przecież Kościół nigdy nie zaakceptuje braku poszanowania dla ich osób i ich korzeni kulturowych ani braku sprawiedliwości w traktowaniu ich potrzeb i potrzeb ich rodzin, które powinny żyć razem z nimi. Chrześcijanie staną w pierwszych szeregach tych, którzy walczą o to, ażeby ich bracia pochodzący z innych krajów korzystali z przysługujących im praw, a także o hardziej otwartą i życzliwą wobec cudzoziemców postawę społeczeństwa. Będą oni wrażliwi na kłopoty imigrantów, będą udzielali im pomocy w uzyskiwaniu samodzielności. Tak, zgodnie z tym, co wasi biskupi z odwagą wielokrotnie podkreślali i co sam mówiłem podczas II światowego Kongresu Duszpasterstwa Emigracji (18 października 1985), Kościół nadal będzie głosem tych, którzy pozbawieni są głosu. Dołoży on wysiłków, aby stać się obrazem i zaczynem bardziej braterskiej wspólnoty.

Ubogimi są także wszyscy zepchnięci na margines życia, jak chorzy i niepełnosprawni. Są też nimi więźniowie, chyba najubożsi z ubogich, niezależnie od przyczyny uwięzienia. Wezwaniem są dla nas słowa Chrystusa: „Byłem chory, byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie”.

I wreszcie poza obrębem waszego miasta i waszego kraju, który dysponuje tak dużymi zasobami, żyją na całym świecie wielkie zbiorowiska ludzi cierpiących głód, brak dachu nad głową i wszelkiej opieki. Z głębokim poruszeniem przekonuję się o tym przy okazji podróży apostolskich do Afryki, Ameryki Łacińskiej, Indii. Chodzi tu o kraje i całe kontynenty. Narody te, z takim trudem realizujące postęp konieczny do przeżycia i rozwoju, wołają silnym głosem do narodów szczęśliwie obdarzonych obfitością dóbr materialnych i możliwościami technicznymi. To jest właśnie stawką, o którą chodzi w stosunkach Północ-Południe. Ojciec Chevrier nie mógł znać w całej pełni tego powszechnego dramatu ubóstwa. Stać się bliźnim dla tych bratnich narodów to dochować wierności jego duchowi. Nie żądają one jałmużny, lecz tylko zastanowienia się nad ich problemami, troski o równouprawnienie w handlu międzynarodowym i w inwestycjach, szlachetnej solidarności w sytuacjach kryzysowych, długoterminowej pomocy umożliwiającej im własny rozwój, a przede wszystkim poszanowania dla ich godności ubogich, bogatych zresztą w ludzkie i duchowe wartości, którymi mogą się z nami dzielić.

Chrystus utożsamia się z tymi głodującymi. A przecież człowiek nie samym Chlebem żyje: jest on spragniony godności, wolności, swobody sumienia, spragniony jest miłości i — choć nie zawsze jest tego świadom — Boga.

Tak, musimy przyczynić się do wyzwolenia człowieka z tak licznych form zniewolenia, nie uciekając się wszakże w naszej solidarnej walce do przemocy, nienawiści, ideologicznych uprzedzeń klasowych, które zgotowałyby zło większe od tego, jakie pragniemy wyeliminować. Nadzieja naprawdę mieszka w sercu człowieka tylko wtedy, gdy odtwarza on doświadczenie Zbawiciela. Słowo Boże staje się wówczas siłą wyzwalającą od zła, również od grzechu. Głoszenie Ewangelii to najwyższa forma służby ludziom.

Ojciec Chevrier chciał wyzwolić ubogich z niewiedzy religijnej. W Prado pragnął jednocześnie zapewnić młodym wykształcenie, które dziś nazwalibyśmy alfabetyzacją, a także nauczanie praw wiary w celu umożliwienia im uczestnictwa w Eucharystii. Do tego zadania zmobilizował i przygotował grupę ochotników, złożoną z mężczyzn i kobiet. „Moim wielkim pragnieniem jest przygotowanie dobrych katechetów dla Kościoła i powołanie stowarzyszenia księży pracujących dla tej sprawy” (List do seminarzystów, 1877). Docieraliby oni wszędzie, „aby ukazywać Jezusa Chrystusa”, jako świadkowie głoszący Go przy pomocy prostej i starannie przygotowanej katechezy, lecz również swoim życiem. Sam poświęcał temu dużą część czasu, stosując środki ubogie, lecz celowe, komentując w sposób konkretny każde słowo Ewangelii, a także różaniec i Drogę Krzyżową. Powiadał: „Katechizacja to wielka misja współczesnego kapłana” (Listy, str. 70).

Istotnie, ubodzy mają prawo do całej Ewangelii. Kościół szanuje sumienia tych, którzy nie podzielają jego wiary, lecz jego misją jest świadczyć o miłości Boga względem nich.

Obecnie, drodzy bracia i siostry, sytuacja religijna różni się od tej, jaka panowała za czasów ojca Chevrier. Cechuje ją zwątpienie, sceptycyzm, niewiara, nawet ateizm, a także maksymalizm w domaganiu się wolności. Tym bardziej jednak daje się odczuć potrzeba jasnej i żarliwej propozycji wiary, pełnej wiary. Przygnębiające wrażenie wywołuje szerząca się ignorancja religijna. Wiem, że wielu katechetów zdaje sobie z tego sprawę i że zarówno w Lyonie, jak i w innych miejscach Francji wspaniałomyślnie poświęcają oni swój czas i talent, ażeby zaradzić tej sytuacji. Wezwanie ojca Antoniego Chevrier powinno pobudzać nas wszystkich, podtrzymywać w nas zapał misyjny. Czyż nie słyszycie jego wołania: „Jakże to piękne umieć mówić o Bogu!” (Listy, 1873).

Drodzy bracia i siostry we Francji, obecni dzisiaj w Lyonie lub łączący się z nami za pośrednictwem telewizji: niech ta beatyfikacja przyczyni się do wzrostu waszej wiary, nadziei i miłości, które żywią się przykładem świętych i doświadczeniem łaski!

Kościele Lyonu, zostałeś ochrzczony w krwi swoich męczenników, nie zapominaj o dawnej swej żarliwości z czasów biskupa Pothin, diakona Sanctusa, niewolnicy Blandyny. To pierwsze świadectwo, jakie otrzymaliśmy od chrześcijan Galii; zdumiewa nas ich siła, ich nadzieja, ich przywiązanie do żyjącego Chrystusa. Kościele Lyonu, pamiętaj również o biskupie Ireneuszu, który dla dobra całego Kościoła bronił prawdziwej wiary w Słowo Wcielone, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka przed usiłującymi ją zniweczyć gnostykami. Kościele Lyonu, nie zapominaj o tych wszystkich podejmowanych na przestrzeni wieków przedsięwzięciach twoich synów i córek, których celem było uświęcenie Kościoła, jego jedność, wprzęgnięcie go w służbę społeczeństwu — jak w przypadku Mariusza Gonin i Józefa Folliet; rozwijanie ekumenizmu — jak w przypadku ojca Couturier; pomoc w wychowaniu młodzieży — jak działalność błogosławionej Kiaudyny Thevenet; pobudzanie misyjnego oddziaływania Kościoła, czego przykładem jest Paulina Jaricot; dążenie do zapewnienia obecności kontemplacyjnej w środowiskach niechrześcijańskich, jak w przypadku ojca Juliusza Monchanin. Jest ich legion, „ogromna rzesza świadków”, będących dla nas przewodnikami, rodziną, orędownikami, wedle określenia z prefacji o świętych.

Zwłaszcza ty, duchowa rodzino Prado — kapłani, zakonnice i członkinie Instytutu żeńskiego — pamiętaj o swoim założycielu; miał on może wszelkie dane po temu, by po zostać kimś zwyczajnym, pospolitym, a jednak przylgnięcie do Jezusa Chrystusa doprowadziło go do świętości. „Tylko święci mogą odrodzić świat i pracować użytecznie około nawrócenia grzeszników i dla chwały Bożej” (List do seminarzystów. 1872).

Ty zaś. Kościele we Francji, który odwiedzam po raz trzeci na zaproszenie Konferencji Episkopatu, nie zapominaj o swoim chrzcie, o Przymierzu, którego Bóg nigdy się nie wyrzekł! Pamiętaj o Jego miłości. Pamiętaj o Duchu świętym, który mieszka w tobie i który zawsze może wzbudzić w tobie na nowo duchową wiosnę, jeśli naprawdę tego zapragniesz! Nie lękaj się. Nie ulegaj zniechęceniu z powodu trudności w przeżywaniu wiary w naszych czasach. Twoi święci też znali te trudności i umieli je przezwyciężyć.

Prorok Sofoniasz mówił do nas: „Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory” (So 2, 3). A przecież mówił o małej, biednej reszcie, reszcie Izraela (por. So 3, 12-13).

Dziś, Bogu dzięki, mam przed oczyma ogromną rzeszę, lud chrześcijański, który przybył tu, aby sprawować tajemnicę swej wiary razem z Następcą Piotra. Tak jak ojciec Chevrier, wiecie, że nie można oddzielić Jezusa Chrystusa od Jego Kościoła, wspólnoty diecezjalnej od jej biskupa ani jej biskupa od Biskupa Rzymu. Z tej właśnie wspólnoty nasz błogosławiony czerpał swoją siłę. W zjednoczeniu z Chrystusem i Kościołem można kroczyć spokojnie pomimo przeciwności, zmagań, walk i prześladowań (por. V.D, str. 511).

W tym właśnie duchu pozdrawiam obecnych pośród was dzieci i młodzież, robotników i ludzi odpowiedzialnych za wspólne dobro. Pozdrawiam zwłaszcza tych, którym nieobce jest doświadczenie choroby, samotności, oddalenia od rodzinnego kraju.

Pozdrawiam chrześcijan świeckich i ich rodziny, które są podstawowymi komórkami Ludu Bożego. Waszym zadaniem jest troska o wzrost łaski waszego chrztu, przeżywanie wiary chrześcijańskiej w klimacie wierności i wspaniałomyślnej miłości, przekazywanie tej wiary oraz szacunku dla niej młodym pokoleniom. Będę jeszcze o tym mówił w Paray-le-Monial.

Pozdrawiam kapłanów, którzy po dobnie jak ojciec Chevrier i Proboszcz z Ars służą całemu Ludowi Bożemu poprzez głoszenie Dobrej Nowiny i przekazywanie Życia Chrystusa. Będę razem z wami rozmyślał w Ars.

Pozdrawiam zakonników i zakonnice, z którymi będę się modlił do Matki Boskiej z Fourviere.

Bracia i siostry, niechaj nikt z was nie lęka się zaangażowania w odnowę serca, bez której zewnętrzne reformy i zamierzenia duszpasterskie byłyby jałowe. Czyńcie to wzorując się na Maryi, która zawsze towarzyszy uczniom swego Syna. Przeżywajcie absolut Ewangelii, bo tylko ona ma moc budzenia i przyciągania dusz uśpionych lub wahających się. Szczerze dążcie do świętości, nierozdzielnie złączonej z waszą misją.

Ty zaś, ojcze Antoni Chevrier, prowadź nas drogą Ewangelii. Jesteś błogosławiony! Twoja postać wznosi się i jaśnieje w blasku Ośmiu Błogosławieństw Jezusa. Błogosławionym zwać cię będzie to miasto, które od dnia twej śmierci otacza cię czcią. Błogosławionym zwać cię będzie Kościół, czcząc w tobie „prostaczka” — wywyższanego przez Jezusa nad mędrców i uczonych — a także kapłana, apostoła, sługę ubogich. Jak Paweł, zdobyty przez Chrystusa, żyłeś zapominając o tym, co za tobą, a wytężając siły ku temu, co przed tobą. Tak, byłeś całkowicie pochłonięty przyszłością: wielką przyszłością wszystkich ludów w Bogu. Ty, który biegłeś ku wyznaczonej mecie, ku wzniosłej nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w Chrystusie Jezusie. Nagrodą miłości jest Miłość!

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1986, nr 10 (84) s. 21-22