1986.10.27 – Asyż – Przemówienie na zakończenie Światowego Dnia Modlitw i Pokój

Drodzy Bracia i Siostry,

Przywódcy i przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, Wspólnot kościelnych oraz Religii świata, Drodzy Przyjaciele.

  1. Na zakończenie tego światowego Dnia Modlitwy o Pokój, na który przybyliście z różnych stron globu, przyjmując uprzejmie moje zaproszenie, pragnę wyrazić moje uczucia, jako brat i przyjaciel, ale także jako wierzący w Jezusa Chrystusa i w Kościół katolicki, który jest pierwszym świadkiem wiary w Niego.

W nawiązaniu do modlitwy chrześcijańskiej, ostatniej w serii, której wysłuchaliśmy wszyscy, wyznaję, że podobnie jak wszyscy chrześcijanie jestem przekonany, iż w Jezusie Chrystusie, Zbawicielu wszystkich, znajduje się prawdziwy pokój, „pokój tym, którzy są daleko i pokój tym, którzy są blisko” (por. Ef 2, 17). Jego narodziny witali aniołowie pieśnią: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jogo upodobania” (Łk 2, 14). On głosił miłość wobec wszystkich ludzi, nawet wobec nieprzyjaciół, nazywał błogosławionymi tych, którzy pracują na rzecz pokoju (por. Mt 5, 9) a poprzez swą Śmierć i Zmartwychwstanie pojednał to, co na ziemi i to, co w niebiosach (por. Kol 1, 20). Mówiąc słowami Pawła Apostoła: „On jest naszym pokojem” (Ef 2, 14)

  1. W istocie, to moja wiara sprawiła, że w duchu głębokiej miłości i szacunku zwróciłem się do was, przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, Wspólnot kościelnych i Religii świata.

Wraz z innymi chrześcijanami dzielimy wiele przekonań, zwłaszcza w odniesieniu do tego, co dotyczy pokoju.

Wraz z Religiami świata dzielimy wspólnie poszanowanie i posłuszeństwo sumieniu, które wszystkich nas uczy szukania prawdy, miłości i służenia wszystkim jednostkom i społecznościom, a tym samym uczy nas wprowadzania pokoju między jednostkami i między narodami.

Tak, my wszyscy uważamy, że sumienie i posłuszeństwo głosowi sumienia stanowią podstawowy element na drodze do lepszego i pokojowego świata.

Czyż mogłoby być inaczej, skoro wszyscy mężczyźni i kobiety na tym świecie mają wspólną naturę, wspólne pochodzenie i wspólne przeznaczenie?

A mimo że jest między nami tyle i tak poważnych różnic, czyż nie jest prawdą, że na głębszym poziomie człowieczeństwa istnieje wspólna płaszczyzna, która może stanowić punkt wyjścia do współdziałania w rozwiązaniu tego dramatycznego problemu naszych czasów: prawdziwy pokój albo katastrofalna wojna?

  1. Tak, istnieje przecież sfera modlitwy, w której, przy rzeczywistej różnorodności religii, człowiek usiłuje wyrazić swój kontakt z potęgą, która przewyższa wszystkie ludzkie siły.

Pokój zależy przede wszystkim od tej Mocy, nazwanej Bogiem, który — jak wierzą chrześcijanie — objawił się w Chrystusie. Takie jest znaczenie tego światowego Dnia Modlitwy.

Po raz pierwszy w historii spotkaliśmy się: Kościoły chrześcijańskie, Wspólnoty kościelne i Religie świata, w tym świętym miejscu poświęconym św. Franciszkowi, aby złożyć świadectwo przed światem, każdy z nas zgodnie ze swoimi przekonaniami, że pokój ma charakter transcendentny.

Jak widzieliśmy, forma i treść naszych modlitw są bardzo różne i nie ma mowy o tym, by je sprowadzać do wspólnego mianownika.

  1. Ale w tym zróżnicowaniu może odkryliśmy na nowo, że — jeśli chodzi o problem pokoju i jego związek z zaangażowaniem religijnym — jest jednak coś, co nas łączy.

Wyzwanie, jakim jest pokój, które dziś stoi przed każdym ludzkim sumieniem, przekracza różnice religijne. Jest to problem racjonalnej jakości życia dla wszystkich, problem przetrwania ludzkości, problem życia i śmierci.

W obliczu tego problemu dwie rzeczy wydają się mieć najwyższą wagę i obie są wspólne nam wszystkim.

Pierwszą z nich jest wewnętrzny imperatyw sumienia, który nam nakazuje szanować, chronić i rozwijać ludzkie życie, od łona matki aż do łoża śmierci, życie tak jednostek, jak i ludów, a zwłaszcza słabych, biednych i opuszczonych: imperatyw przezwyciężenia egoizmu, chciwości i ducha zemsty.

Drugą rzeczą wspólną jest przekonanie, że osiągnięcie pokoju przekracza ludzkie siły, zwłaszcza w obecnej sytuacji świata i dlatego jego źródeł i sposobów urzeczywistniania go trzeba szukać w Rzeczywistości istniejącej ponad nami wszystkimi.

Dlatego każdy z nas modli się o pokój. Nawet jeśli rozmaicie pojmujemy, i jest tak naprawdę, związek między tą Rzeczywistością i darem pokoju, zgodnie z naszymi różnymi przekonaniami religijnymi, to wszyscy stwierdzamy, że taki związek istnieje.

To właśnie wyrażamy modląc się o pokój.

Ja zaś pokornie powtarzam to, o czym jestem przekonany: pokój nosi imię Jezusa Chrystusa.

  1. Ale równocześnie gotów jestem przyznać z pokorą, że katolicy nie zawsze byli wierni temu przeświadczeniu swojej wiary. Nie byliśmy zawsze „czyniącymi pokój”.

Toteż dla nas, ale może także, w pewnym sensie, dla wszystkich, to spotkanie w Asyżu jest aktem pokuty. Modliliśmy się — każdy na swój sposób, pościliśmy, szliśmy razem.

W ten sposób próbowaliśmy otworzyć nasze serca na boską rzeczywistość ponad nami, a także na naszych bliźnich, mężczyzn i kobiety.

Tak, poszcząc pamiętaliśmy o cierpieniu, które na ludzkość sprowadziły i wciąż jeszcze sprowadzają bezsensowne wojny. Próbowaliśmy także, tą drogą, połączyć się duchowo z milionami ludzi, którzy na całym świecie są ofiarami głodu.

Idąc w milczeniu, rozmyślaliśmy nad drogą, jaką podąża nasza ludzka rodzina: w nieprzyjaźni, jeśli nie akceptujemy się nawzajem w miłości; bądź wspólnie dążąc do naszego wzniosłego przeznaczenia, jeśli uświadamiamy sobie, że inni ludzie to nasi bracia i siostry. Sam fakt, że z różnych stron świata przybyliśmy do Asyżu jest znakiem tej wspólnej drogi, którą ludzkość winna kroczyć zgodnie ze swym powołaniem. Albo nauczymy się iść razem w pokoju i harmonii, albo też drogi nasze rozejdą się i zniszczymy siebie samych i innych. Mamy nadzieję, że ta pielgrzymka do Asyżu uświadomiła nam wspólne pochodzenie i wspólne przeznaczenie ludzkości. Niech nam wolno będzie w tym widzieć zapowiedź tego, na czym powinien polegać — zgodnie z wolą Boga — rozwój historii ludzkości: musi ona stać się braterską wędrówką, w której towarzyszymy sobie nawzajem, podążając do transcendentnego celu, który On dla nas ustanowił.

  1. Modlitwa, post, pielgrzymka.

Ten dzień w Asyżu pomógł nam uświadomić sobie lepiej nasze religijne zaangażowanie. Ale także świat, patrząc na nas za pośrednictwem środków przekazu, stał się bardziej świadom odpowiedzialności każdej religii za sprawę wojny i pokoju.

Może bardziej niż kiedykolwiek przedtem wewnętrzny związek między autentyczną postawą religijną i wielkim dobrem pokoju stał się oczywisty dla wszystkich.

Jaki straszny ciężar złożony na ludzkie barki! Ale zarazem jakie wspaniałe, radosne wezwanie!

Chociaż modlitwa sama w sobie jest działaniem, nie zwalnia nas ona od pracy na rzecz pokoju. My tu działamy jako heroldowie świadomości moralnej ludzkości, która pragnie pokoju, która potrzebuje pokoju.

  1. Nie ma pokoju bez namiętnego umiłowania pokoju. Nie ma pokoju bez nieugiętej woli osiągnięcia pokoju.

Pokój czeka na swoich proroków. Razem nasyciliśmy nasze oczy wizjami pokoju. Te wizje wyzwalają energię dla nowego języka pokoju, nowych gestów pokoju, gestów, które zerwą zgubne okowy podziałów będących dziedzictwem historii czy też zrodzonych przez nowoczesne ideologie.

Pokój czeka na swoich budowniczych. Wyciągnijmy ręce do naszych braci i sióstr, zachęćmy ich do budowania pokoju na czterech kolumnach: prawdy, sprawiedliwości, miłości i wolności (por. Pacem in terris).

Pokój to warsztat pracy, otwarty dla wszystkich, nie tylko dla specjalistów, uczonych czy strategów. Za pokój są odpowiedzialni wszyscy: osiąga się go poprzez tysiąc drobnych aktów w codziennym życiu. Poprzez swoje codzienne życie z innymi ludzie dokonują wyboru: na rzecz pokoju lub przeciw niemu. Sprawę pokoju powierzamy szczególnie młodym. Oby młodzi ludzie pomogli uwolnić historię od fałszywych dróg, po których błądzi ludzkość.

Pokój jest nie tylko w rękach jednostek, ale i narodów. To narodom przysługuje zaszczyt budowania pokoju opartego na przekonaniu, że ludzka godność jest święta, oraz na uznaniu niezaprzeczalnej równości wszystkich ludzi. Wzywamy gorąco przywódców narodów i międzynarodowych organizacji, by niestrudzenie tworzyli struktury dialogu wszędzie tam, gdzie pokój jest zagrożony lub już naruszony. Popieramy ich wysiłki, nieraz wyczerpujące, podejmowane w celu utrzymania lub przywrócenia pokoju. Zachęcamy Organizację Narodów Zjednoczonych, by w pełni odpowiadała rozmiarom i wzniosłości swojej powszechnej misji pokojowej.

  1. Mam nadzieję, że w odpowiedzi na mój apel skierowany z Lyonu, we Francji, w dniu, w którym katolicy obchodzą święto św. Franciszka, ucichła broń, ustały walki. Byłby to pierwszy znaczący rezultat duchowej skuteczności modlitwy. W istocie na apel ten odpowiedziało wiele serc i ust na całym świecie, zwłaszcza tam, gdzie ludzie cierpią z powodu wojny i jej konsekwencji.

Jest sprawą zasadniczą wybrać pokój i środki, które do niego prowadzą. Pokój, tak bardzo kruchy, wymaga stałej i intensywnej opieki. Po tej drodze winniśmy iść krokiem pewnym i szybkim, bo bez wątpienia ludzie nigdy nie dysponowali tyloma środkami do budowania prawdziwego pokoju jak dzisiaj. Ludzkość wkroczyła w erę wzmożonej solidarności i głodu sprawiedliwości społecznej. To jest nasza szansa. To jest też nasze zadanie, któremu pomaga sprostać modlitwa.

  1. To, co uczyniliśmy dzisiaj w Asyżu, modląc się i dając świadectwo naszemu zaangażowaniu w sprawę pokoju, musimy czynić nadal, każdego dnia naszego życia. Bowiem to, co uczyniliśmy dzisiaj, ma dla świata znaczenie życiowe. Jeśli świat ma trwać, a mężczyźni i kobiety mają w nim przeżyć, to nie może się obejść bez modlitwy.

To jest trwała lekcja Asyżu: to jest lekcja św. Franciszka, który wcielił w życie ujmujący nas ideał; to jest lekcja św. Klary, która była jego pierwszą naśladowczynią. Jest to ideał złożony z łagodności, pokory, głębokiego poczucia Boga oraz oddania się na służbę wszystkim, święty Franciszek był człowiekiem pokoju. Przypomnijmy, że porzucił służbę w wojsku, do którego na pewien czas wstąpił w swej młodości, że odkrył wartość ubóstwa, wartość prostego i surowego życia w naśladowaniu Jezusa Chrystusa, któremu postanowił służyć, święta Klara była — par excellence — kobietą modlitwy. Jej więź z Bogiem w modlitwie podtrzymywała Franciszka i jego towarzyszy, tak jak podtrzymuje nas dzisiaj. Franciszek i Klara dają przykład życia w pokoju z Bogiem, z samym sobą, ze wszystkimi mężczyznami i kobietami na tym świecie. Niech ten święty mąż i ta święta kobieta będą natchnieniem dla wszystkich ludzi dzisiaj, by mieli tę samą siłę charakteru i miłości Boga i bliźniego, by kroczyć nadal drogą, którą musimy iść razem.

  1. Poruszeni przykładem św. Franciszka i św. Klary — prawdziwych uczniów Chrystusa i przekonani doświadczeniem tego dnia, który przeżyliśmy razem, zobowiązujemy się do dokonania rachunku sumienia, do wierniejszego słuchania jego głosu, do oczyszczenia naszego ducha z uprzedzeń, gniewu, wrogości, zazdrości i zawiści. Będziemy się starali czynić pokój w myśli i w działaniu, mając umysł i serce zwrócone ku jedności ludzkiej rodziny. I wzywamy wszystkich naszych braci i siostry, którzy nas słyszą, by czynili to samo.

Czynimy to świadomi naszych ludzkich ograniczeń i wiedząc, że sami temu nie podołamy. Dlatego potwierdzamy i przyznajemy, że nasze przyszłe życie i pokój zależą zawsze od daru, który Bóg nam daje.

W tym duchu wzywamy przywódców świata, by wzięli pod uwagę, że my pokornie prosimy Boga o pokój. Ale wzywamy ich także, by uznali swoją odpowiedzialność i zaangażowali się w dzieło pokoju, uruchamiając z odwagą i wyobraźnią strategię pokoju.

  1. Niech mi wolno będzie teraz zwrócić się do każdego z was, przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, Wspólnot kościelnych i Religii świata, którzy przybyliście do Asyżu na ten dzień modlitwy, postu i pielgrzymki.

Dziękuję wam raz jeszcze za to, że przyjęliście moje zaproszenie i przybyliście tu, aby złożyć świadectwo wobec świata.

Moje podziękowania obejmują także tych wszystkich, którzy umożliwili naszą tu obecność, zwłaszcza naszych braci i siostry, mieszkańców Asyżu.

Przede wszystkim zaś dziękuję Bogu, Ojcu Jezusa Chrystusa, za ten dzień łaski dla świata, dla każdego z was i dla mnie samego. Czynię to wzywając Maryję Pannę Królową Pokoju. Czynię to słowami modlitwy powszechnie przypisywanej świętemu Franciszkowi, ponieważ dobrze oddaje jego ducha:

„Uczyń mnie, Panie, narzędziem Twojego pokoju, bym tam, gdzie jest nienawiść — zakorzeniał miłość, tam, gdzie obraza — wnosił przebaczenie, tam, gdzie jest wątpienie, żebym krzewił wiarę, tam, gdzie jest rozpacz, bym budził nadzieję, tam, gdzie są ciemności, bym zapalał światło, a tam, gdzie smutek, żebym wnosił radość. Spraw, Panie, żebym nie o to zabiegał, by mnie pocieszano, lecz żebym pocieszał, nie szukał zrozumienia, lecz żebym rozumiał, nie pragnął być kochany, ale żebym kochał. Albowiem siebie dając — coś się otrzymuje, siebie zapomniawszy — można znaleźć siebie, innym wybaczając — doznam przebaczenia, a umierając — zmartwychwstaję wiecznie”.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1986, nr 10 (84) s. 16-18