Do uczestników Kapituły Generalnej Braci Mniejszych. Aktualność ducha franciszkańskiego – 1967.06.23

Istota duchowości franciszkańskiej

Nasze zainteresowanie i sympatia, z jaką odnosimy się do niezwykłego faktu, jakim jest życie franciszkańskie w Kościele Bożym, skłaniają Nas do podzielenia się pewnymi myślami, które nasunęły się Nam z okazji waszej uroczystej wizyty; są to bardzo proste, krótkie i wcale nie oryginalne myśli, które jednak mogą być dla nas pokrzepieniem, wynikającym ze świadomości, że sta­nowiska nasze łączy jakaś religijna jedność.

Ograniczymy się do trzech.

Pierwsza myśl, najbardziej oczywista, a dla was na pewno bę­dąca chlebem codziennym jest ta, by uchwycić istotę francisz­kańskiej duchowości. Przypominamy to nie dlatego, że trudno jest ją sformułować, zwłaszcza że na ten temat tyle już napisano ksią­żek, ale dlatego, że jest ona niezwykle ważna. Oto ona: CHRY­STUS — Chrystus jest centralnym ogniwem tejże duchowości. Moglibyśmy powiedzieć: tylko Chrystus. „W świeżo wydanej książ­ce, która podaje tekst oryginalny i tłumaczenie Flores trium so-ciorum (Kwiatki trzech towarzyszy), znanych wam doskonale, czyta­my słowa świętego Franciszka, które zdają się stanowić klucz jego duchowości: „Bracie, kiedy rozważam pokorne ślady Syna Bożego (na ziemi), w mojej duszy znajduję tak wielką słodycz i pociechę, że jeśli nawet żyłbym do końca świata, nie potrzebowałbym roz­myślać innych części Pisma świętego”. (Teksty ułożone przez Cap-bell, nr 99, s. 301). Któż nie potrafi zrozumieć Św. Franciszka przy żłóbku w Greccio, czy w momencie przyjmowania stygmatów na Górze Alwerni? Te dwie tajemnice Chrystusa — Wcielenie i Od­kupienie — są dla niego wszystkim, dla niego, który stara się przylgnąć do Mistrza, jak może żaden inny naśladowca Chrystusa nie potrafił tego dokonać. Wiecie też, jak cała wasza literatura franciszkańska jest przepojona owym ciągłym wysiłkiem św. Fran­ciszka, aby dosłownie co do joty naśladować Jezusa. Wystarcza rzucić okiem na drugą legendę Tomasza z Celano. Wystarczy po­patrzeć na dzieło Bartłomieja z Pizy De conformitate vitae beati Francisci ad vitam Domini Jesu, w którym ten temat zbyt wyraźnie jest podkreślony (wiek XIV, Analecta Fr., 1906—1912). To samo ujmuje syntetycznie wielki współczesny znawca życia Jezusa Chry­stusa, o. Leoncjusz de Grandmaison. Pisze on o Franciszku: „Świa­domie i bez przerwy chciał on (Franciszek) żyć na wzór swoje­go Mistrza, ze swoim Mistrzem, dla swojego Mistrza. Jego Reguła, tak jak on pojmował, nie jest niczym innym jak Ewangelią w czyn wproAyadzoną” (Jesus Christ. II, 646). To wszystko jest wam jak najbardziej znane. Pozwólcie jednak, że przypomnimy wam jej pro­stotę i siłę, jasność i oryginalność, piękno i atrakcyjność. Pozwólcie też, abyśmy tę franciszkańską tradycję uznali za źródło katolic­kiej wiecznej autentyczności ewangelicznej, za szkolę zawsze skie­rowaną na początek, istotę i prawdę życia chrześcijańskiego; za miłość, która nie przygasa pod wpływem form, nie ulatnia się z powodu różnych teorii, nie zużywa się z biegiem czasu, ale która jest zawsze tutaj żywa, płomienna, zakochana w ubóstwie, posłuszna, cierpliwa i pełna mistycznej radości i ludzkiej do­broci, aby w społecznościach wierzących w Chrystusa wzniecać pragnienie owej miłości, która jedynie ma wartość. Dalej starajcie się, Synowie świętego Franciszka, udowodnić wszystkim, którzy stawiają zarzut Kościołowi, jakoby swoje zainteresowania skoncen­trował na innych dziedzinych chrystianizmu: naukowych, kultural­nych, czy praktycznych, a nie na Jezusie Chrystusie, ażeby w tymże Świętym mogli widzieć „męża katolickiego, na wskroś apostolskie­go” (Giuliano da Spira, Vita, nr 28), w jego zaś synach wiernych naśladowców, ustawicznie dających świadectwo tego i stwierdzają­cych „pierwszeństwo we wszystkim” (Kol 1, 18) królewskiej godności Jezusa Chrystusa, którą Kościół wyznaje i uroczyście obchodzi.

Zawsze żywa i kwitnąca apologia Św. Franciszka

Druga myśl, która samorzutnie nasuwa się Nam i tym wszyst­kim, którzy porównując czasy Św. Franciszka z naszymi, spostrze­gają wielką różnicę historyczną, obraca się wokół pytania odnośnie do aktualności franciszkanizmu. Czy przede wszystkim można go jeszcze dzisiaj praktykować, czy jest w stanie przekazać i współ­czesnym pokoleniom jakieś wartości niezniszczalne? Czy będąc tak bardzo odmiennym, a nawet wprost przeciwnym mentalności i oby­czajom naszego wieku, można go uważać jako wyraz moralności oraz żywej i czynnej religijności, czy też należy go uznać za jakiś szczególny i godny szacunku szczątek minionych wieków.

Odpowiedź na tę wątpliwość daje nam fakt paradoksalny, ale rzeczywisty. Jest nim wasze istnienie, są wasze szeregi liczące ponad dwadzieścia sześć tysięcy członków, do których możemy dołączyć wiele innych i to liczebnych rodzin franciszkańskich, gdyż i one w tej chwili są przedmiotem Naszego zainteresowania. Franciszkanizm jest żywy, jest kwitnący. My pierwsi cieszymy się z tego. Na cisnące się pytanie, jakie przyczyny dają im tę żywotność i wpływ na duchowe i społeczne warunki naszych czasów, odpowiedź daje apologia, potwierdzana przez przedstawicieli waszej rodziny zakon­nej oraz przez licznych waszych sympatyków na polu kultury i wiel­bicieli w dziedzinie życia chrześcijańskiego. Ta apologia aktualno­ści świętego Franciszka to apologia bazująca na niezwykłe dziwnych argumentach. W pierwszym rzędzie zasadza się ona na świadectwie ubóstwa, które charakteryzuje Biedaczynę z Assyżu i tych, którzy chcą być jego szczerymi naśladowcami. Tak, Franciszek jest aktu­alny, ponieważ jest prorokiem ubóstwa. Uczyńcie, by tak było. Macie przekonać dzisiejszych ludzi, którzy zdają się być całkowicie pochłonięci doczesnymi sprawami, jak ukazane nam w Ewangelii ubóstwo ducha, właśnie uwalnia ducha, dysponuje człowieka do królestwa wyższych wartości, jest rewindykacją prawdziwego i naj­wyższego celu życia, jest miłością, miłością Boga i bliźniego, jest szkołą właściwych wartości i zdobyczy (a czyż praca nie jest zdoby­czą dóbr ekonomicznych? a czyż święty Franciszek nie zrobił ze swoich pokornych braci dzielnych pracowników?). Chcemy po wiedzieć — jest szkołą umiarkowanego używania oraz bardzo uczci­wego i bezinteresownego gospodarowania niebezpiecznymi bogac­twami; w końcu jest szkołą roztropnego korzystania z dóbr docze­snych, które są znakiem i dobrodziejstwem Opatrzności Bożej. Uczyńcie, aby ubóstwo, jak to ukazują wielkie społeczne napięcia naszej epoki, mogło być początkiem i warunkiem społecznej soli­darności, którą egoizm i bogactwo niszczy albo jej zaprzecza,

To wszystko jest i dziś ciągle aktualne i wy macie dawać dowody tego. Istotnie, jeżeli stara pokusa posiadania dóbr ziem­skich nie wkradnie się podstępnie do waszych klasztorów i do wa­szych serc, wasze powołanie do franciszkańskiego ubóstwa stanie się świadectwem ewangelicznej autentyczności i zaskarbi wam u lu­dzi podziw, sympatię i zaufanie.

Powołanie wasze jest ustawicznym dawaniem świadectwa jak najszerszej miłości

Trzecią myśl, jaką sugeruje Nam obecna wasza Kapituła, jest to mianowicie: Jeżeli takim jest ten podziw budzący fenomen świę­tego Franciszka, zachodzi pytanie, co należy przedsięwziąć, by on się odrodził w łonie Kościoła i w oczach ludzi? Jak ten fenomen może się dzisiaj przejawiać, by być zbudowaniem dla chrześcijan i wywoływać podziw w społeczeństwie? Uważamy, że uchwały wa­szej Kapituły mądrze i obszernie odpowiadają na te pytania. Dla­tego też pochwalamy je i zalecamy do sumiennego i praktycznego wykonania. Pozostając jednak na płaszczyźnie spekulatywnych rozważań, będziemy was zachęcać, byście się nie obawiali da­lej utrzymywać stylu waszego życia przez przeciwstawianie się stylowi świata, przez uciekanie od niego, chcemy powiedzieć, przez antytezę ascetyczną i wzloty mistyczne. Inni pójdą inną drogą; wasza droga — nawet dziś bardzo doceniana przez grymaśne gusty nowej generacji — to droga antykonformizmu. Nie wstydźcie się dziwnych form waszego franciszkańskiego stylu. Byleście je nosili z pełną godności prostotą, mogą one mieć skuteczność jakiejś wol­nej i odważnej wymowy, tym bardziej zdolnej pociągnąć świat, o ile ona jest mniej ulegająca wymogom jego gustów i jego mody.

Ale z tą afirmacją przeciwstawiania się zaraz łączy się — i to jest także charakterystyczny paradoks franciszkański — afirmacją przez sympatię. Szczególnie pragnęlibyśmy widzieć u was tę sym­patię społeczną, udokumentowaną nowymi przedsięwzięciami, tak odpowiadającymi waszemu powołaniu, mianowicie przez okazywa­nie miłości do biednych, do mieszkańców najuboższych dziel­nic miejskich, do pracowników z kategorii bezrobotnych lub nie­pełnego zatrudnienia (jak to się dziś mówi), do emigrantów, do ludu prostego, jednym słowem do tych najbardziej potrzebujących opieki, pociechy, pomocy i miłości. Brat Linus z Parmy jest waszym współbratem, a ilu spośród was podobnie jak on świeci w naszych czasach — i to nie tylko na polu opieki społecznej, ale również i w innych dziedzinach potrzeb ludzkich, w pierwszym rzędzie w potrzebach duchowych i misyjnych —- tym światłem dobroczyn­ności, przyjacielskiej miłości zawsze szukającej i troskliwej, miłości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzyma (por. 1 Kor 13, 7). Czyż Kościół nie żyje miłością?

„Niezachwiana wierność na wzór świętego Franciszka Świętemu Kościołowi Rzymskiemu”

Ta wasza afirmacją umacnia się jeszcze innym świadectwem, którego My od was zawsze, a w tych czasach tym bardziej, ocze­kujemy, mianowicie świadectwa wierności Kościołowi, temu „Świę­temu Kościołowi Rzymskiemu”, któremu Brat Franciszek w swojej Regule i w swoim Testamencie przyrzeka posłuszeństwo i cześć i do którego przynależności zobowiązuje on swoich naśladowców. W Regule Braci Mniejszych przepisuje on, by „wszyscy bracia byli katolikami i aby żyli i przemawiali jako katolicy”, Od dnia, w któ­rym krzyż w kaplicy św. Damiana trzykrotnie przemówił do mło­dego Franciszka i powiedział mu: „Franciszku, idź i napraw mój Kościół, który się chyli ku upadkowi” (2 Cel. nr 10), on, „herold Wielkiego Króla”, staje się odnowicielem czcigodnych murów ko­ścielnych, chylących się ku upadkowi, początkowo materialnie i jak­by symbolicznie, a następnie w znaczeniu moralnym przez drogę wierności i świętości staje się podporą budowli świętego Kościoła. I to jest afirmacja i potwierdzenie franciszkańskiej wier­ności Świętemu Kościołowi Katolickiemu.

Najdrożsi Bracia Mniejsi, wizja Innocentego III, w której Fran­ciszek podpierał bazylikę lateraneńską — to znaczy Kościół, Mi­styczne Ciało Chrystusa — w swoim znaczeniu historycznym i cen­tralnym, unitarnym, hierarchicznym i rzymskim była proroczą zapowiedzią powołania i misji waszej wielkiej Rodziny zakonnej (2 Cel. 17). Sprawia Nam wielką radość odświeżyć w Naszym sercu tę proroczą wizję w tym właśnie posoborowym momencie, kiedy to wszystkie zdrowe i żywotne siły Kościoła są zaangażowane w pod­trzymywaniu i odbudowie „Domu Bożego”. Będzie dla Nas ra­dością widzieć wśród tych sił najbardziej ofiarnych, najbardziej aktywnych i najbardziej zbawiennych, waszą Rodzinę świętego Franciszka, który był podporą dla Kościoła Chrystusowego przez cnoty wiecznej Ewangelii.

AAS 59 (1967) 781—786.