2006.02.02 – Poznań – Abp. St. Gądecki: Posłuszeństwo. Dzień życia konsekrowanego

 

Ekscelencje, Najprzewielebniejsi Księża Biskupi,
Drogie Zakonnice, Zakonnicy i Bracia Zakonni,
Członkowie Instytutów Świeckich i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego,
Seminarzyści, Nowicjuszki i Nowicjusze,
Postulantki i Postulanci,

Dziś, w święto Ofiarowania Pańskiego, przeżywamy po raz dziesiąty Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. I chociaż można powiedzieć, że – przez chrzest i bierzmowanie – każdy chrześcijanin jest osobą konsekrowaną, to jednak dzisiaj obchodzimy święto nie wszystkich, ale stosunkowo nielicznych chrześcijan, konsekrowanych dodatkowo przez śluby lub inne święte więzy (obietnicę, przysięgę, przyrzeczenie) uznane i usankcjonowane przez Kościół. Przez dążenie do doskonałej miłości przy pomocy rad ewangelicznych związali się oni ściślej świętymi więzami z Bogiem i ludźmi zgromadzonymi w określonej wspólnocie zatwierdzonej przez Kościół.

Tytuł „osoba konsekrowana” – w ścisłym tego słowa znaczeniu jest stosowany tylko w odniesieniu do tych, którzy są członkami instytutów życia konsekrowanego, stowarzyszeń życia apostolskiego i instytutów świeckich. Tym samym tytułem obdarza się również dziewice, wdowy i wdowców poświęconych Bogu oraz pustelników i pustelnice. Pod tym samym tytułem kryje się więc stosunkowo duża zbiorowość ludzi, licząca ok. milion osób rozproszonych po całym świecie.

Do tych właśnie wspólnot kościelnych nawiązuje Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, pragnąc w sposób uroczysty wyrazić Bogu dziękczynienie za wielki dar życia konsekrowanego, które ubogaca wspólnotę chrześcijańską przez wielorakie charyzmaty tak wielu mężczyzn i kobiet całkowicie oddanych sprawie Królestwa Bożego. Dzień ten winien się też przyczynić do lepszego poznania i szacunku dla życia konsekrowanego ze strony wiernych świeckich. Dotyczy on również samych osób konsekrowanych, zaproszonych do wspólnych, uroczystych aktów dziękczynienia za niezwykłe dzieła, których Pan w nich dokonał i jeszcze żywiej uświadomić sobie własną, niezastąpioną misję w Kościele i w świecie.

1. POSŁUSZEŃSTWO

W Polsce od kilku lat wpatrujemy się w te dni w problematykę rad ewangelicznych, z których wyrastają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Ten ostatni pragniemy obecnie uczynić przedmiotem naszej refleksji i modlitwy (por. List Pasterski O radzie i ślubie Ewangelicznego Posłuszeństwa, 29 stycznia 2006 r.)

a. Posłuszeństwo Chrystusa

Posłuszeństwo nie jest cenione we współczesnej kulturze. „W niektórych nurtach myśli współczesnej do tego stopnia podkreśla się znaczenie wolności, że czyni się z niej absolut, który ma być źródłem wartości. W tym kierunku idą doktryny, które zatracają zmysł transcendencji lub które otwarcie deklarują się jako ateistyczne. Sumieniu indywidualnemu przyznaje się prerogatywy najwyższej instancji osądu moralnego, która kategorycznie i nieomylnie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe” (Veritatis splendor 32). Tymczasem posłuszeństwo, które zawsze zakłada wyrzeczenie się, nie jest brakiem wolności ani dojrzałości. Jedne więzy bowiem człowieka zniewalają, a inne wyzwalają. Lina łącząca alpinistę z jego towarzyszami nie jest wiązaniem, ktore krępuje, ale które zapewnia bezpieczeństwo i zapobiega upadkowi. Lekarstwem na błędnie rozumianą, wynikającą z nieposłuszeństwa samowolę, jest posłuszeństwo.

Pismo Święte wyznacza mu centralne miejsce w dziele zbawienia, ponieważ ono stanowi odpowiedź na pychę i nieposłuszeństwo grzechu pierwszych rodziców oraz jedyną drogę powrotu do Bożego zamysłu wobec ludzkości. Biblijny przekaz, dotyczący posłuszeństwa, na pierwszym miejscu stawia wolną, osobową decyzję postępowania zgodnie z planem Bożym, który rozpoznajemy w słowie Bożym i przez osąd sumienia. Uległość wobec tego planu – gdy angażujemy się w niego twórczo i pokornie – przemienia życie osób konsekrowanych w służbę Bogu.

Takie było posłuszeństwo Jezusa Chrystusa, które przywróciło właściwe relacje człowieka do Boga, do świata, do drugiego człowieka i do własnego „ja”. Chrystus przez cały czas był posłuszny Ojcu: bezpośrednio lub pośrednio – przez uległość rodzicom, wydarzeniom, instytucjom, Pismom natchnionym oraz ziemskiej władzy. Przyszedł nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał. Był posłuszny aż do śmierci (Flp 2,8). Paweł nazwie Go nowym Adamem. Mówił o sobie: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34). Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał (J 6, 38). Jan Paweł II podkreśla, że „ewangeliczna rada posłuszeństwa jest wezwaniem, które płynie z tego Chrystusowego posłuszeństwa aż do śmierci…” (RD 13). Posłuszeństwo woli Ojca jest sensem życia Syna Bożego i poprzez nie Chrystus spełnia plan Ojca dotyczący zbawienia człowieka. Niech świat się dowie, że ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak mi Ojciec nakazał (J 14, 31). Posłuszeństwo i miłość są współzależne: w życiu Jezusa posłuszeństwo rodzi się z miłości, a Jego miłość wyraża się w posłuszeństwie. Maryja żyła w tym samym duchu, co Jej Syn. Siebie samą nazywa służebnicą Pańską. W Kanie Galilejskiej zachęca innych do posłuszeństwa: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.

b. Posłuszeństwo Chrystusowi

Przez przyjęcie sakramentu chrztu świętego w każdym człowieku dokonuje się przejście od grzechu do sprawiedliwości, od nieposłuszeństwa do posłuszeństwa, od Adama do Chrystusa. Chrystus nauczał: Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania… Jeśli Mnie kto miłuje będzie zachowywał moją naukę… (J 14, 15,21,23). Przez chrzest każdy z nas zostaje wszczepiony w Chrystusa – Pana „posłusznego”. „Mistrzu – powiada św. Piotr – całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5,5). Mimo zmęczenia, mimo nieodpowiedniej pory, ponownie bierze sieci. Powodem rozpoczęcia na nowo było jego zaufanie do Pana. Piotr był mu całkowicie posłuszny.

Posłuszeństwo to nie jest jednak jedynie poddaństwem, jest raczej podobieństwem. Być posłusznym Chrystusowi znaczy upodabniać się do Niego. Chrześcijanie zostali wybrani i uświęceni, aby byli posłuszni. W chrześcijaństwie nie można mówić o innym posłuszeństwie jak tylko posłuszeństwie z miłości. Jeżeli wszyscy chrześcijanie zostali wezwani do świętości, to znaczy, że zostali wezwani do posłuszeństwa i to posłuszeństwa z miłości, ktore nie unika krzyża.

Od zarania Kościoła żarliwi chrześcijanie starali się coraz pełniej naśladować uległość Chrystusa, zabiegając o posłuszeństwo Bogu w każdym aspekcie życia. Stopniowo zaczęto coraz ściślej łączyć praktykowanie tej cnoty z odpowiednim ślubem i życiem konsekrowanym. Pogłębionym przejawem posłuszeństwa chrześcijańskiego jest posłuszeństwo osób konsekrowanych. Jan Paweł II w Adhortacji apostolskiej Redemptionis donum stwierdza: „Poprzez ślub posłuszeństwa osoby konsekrowane decydują się naśladować z pokorą posłuszeństwo Odkupiciela w sposób szczególny. O ile bowiem poddanie się woli Bożej i posłuszeństwo Bożemu Prawu jest warunkiem życia chrześcijańskiego w każdym stanie, to w ‚stanie zakonnym’, w ‚stanie doskonałości’, ślub posłuszeństwa ustanawia /…/ powinność szczególniejszego odniesienia do Chrystusa ‚posłusznego aż do śmierci'” (RD 13).

„Najprzedniejszym stopniem pokory jest bezzwłoczne posłuszeństwo. Osiągnęli go ci, dla których nie ma nic droższego od Chrystusa. Czy to ze względu na Świętą Służbę, jaką ślubowali, czy to z lęku przed piekłem, czy wreszcie dla chwały życia wiecznego, gdy tylko przełożony wyda jakieś polecenie, nie zwlekają oni ani chwili z jego wykonaniem tak, jak gdyby sam Bóg rozkazywał. O nich to mówi Pan: Są posłuszni na pierwsze wezwanie (Ps 18 [17], 45), a tym, którzy uczą, powiada także: Kto was słucha, Mnie słucha (Łk 10,16).

Tacy właśnie porzucają natychmiast swoje sprawy i wyrzekają się własnej woli. Od razu wszystko wypuszczają z ręki i pozostawiają nie ukończoną pracę, którą wykonywali, aby jak najrychlej w duchu posłuszeństwa odpowiedzieć czynem na otrzymane polecenie. Dzięki bojaźni Bożej wszystko odbywa się tak szybko, że dwa te akty: rozkaz mistrza i czyn wypełniającego ów rozkaz ucznia, następują bezpośrednio po sobie niemal w jednym momencie. To miłość nakazuje im śpieszyć do życia wiecznego” (Reguła św. Benedykta, 5).

Posłuszeństwo to może być zrozumiane jedynie w świetle tajemnicy Chrystusa, czyli w kontekście miłości Boga do człowieka, z której rodzi się miłość człowieka ku człowiekowi. Taka miłość jest istotną treścią życia każdej wspólnoty chrześcijańskiej: małżeńskiej, rodzinnej, parafialnej, a także narodowej. Szczególnym świadectwem takiej miłości jest dla wszystkich chrześcijan jak i dla całego świata ma być posłuszeństwo zakonne.

2. JUBILEUSZ JEZUITÓW

Temat posłuszeństwa zakonnego otrzymuje w tym roku szczególną ilustrację w postaci posłuszeństwa jezuickiego. Dnia 3 grudnia 2005 rozpoczął się rok jubileuszowy Towarzystwa Jezusowego, związany z 500. rocznicą urodzin w tym mieście św. Franciszka Ksawerego – patrona misji zagranicznych i 450. rocznicą śmierci św. Ignacego Loyoli. Okazją do Jubileuszu, który rozpoczęło świętować Towarzystwo Jezusowe tego stają się zbiegające się daty urodzin i śmierci kilku wybitnych jednostek, których osobowość i zapał apostolski odcisnęły wybitny znak na całej historii zakonu: najpierw, ponieważ nadały rytm pracy w czasach, w których ludzie ci żyli, a następnie, ponieważ przez wieki znajdowali naśladowców obranej przez siebie drogi. Wspominanie tych postaci jest zwróceniem uwagi na pewne wzorce posłuszeństwa.

a. Św. Ignacy Loyola (1491-1556) budził podziw wśród wszystkich, których spotykał. Najpierw było to uznanie dla radykalnych gestów samozaparcia, później dla gorliwości, z jaką „rozmawiał z ludźmi o sprawach Bożych”, w końcu był to podziw dla skuteczności jego działania, zarówno w wymiarze indywidualnym, gdy pomagał konkretnym osobom, jak i na płaszczyźnie globalnej, gdy w ciężkich dla Kościoła czasach postanowił za wszelką cenę trwać w wierności Stolicy Apostolskiej. Dziś pochylamy się z szacunkiem nie tylko nad dziełem, jakie nam pozostawił, ale także analizujemy drogę, jaką Ignacy musiał pokonać od postawy „człowieka światowego” do „człowieka Bożego”. Wiele rzeczy dokonało się na tej drodze w cudowny sposób, nic jednak nie stało się bez wysiłku samego zainteresowanego, który na początku zapragnął dokonywać rzeczy wielkie, przynajmniej takie, jak święci Franciszek lub Dominik, ale musiał przejść długą drogę, zanim pojął, ile posłuszeństwa kosztuje dojście do świętości.

Św. Franciszek Ksawery (1506-1552) dorównywał, a nawet przewyższał sławą Ignacego. Dla potomnych stał się symbolem misyjnego zaangażowania Kościoła, przykładem bezkompromisowej gorliwości apostolskiej, aż po ofiarę wyczerpania się w głoszeniu Ewangelii, po kres własnych sił. Wysłany do Azji w czasie, kiedy Towarzystwo Jezusowe dopiero się formowało, działał w pojedynkę. Nie dane mu było cieszyć się z oglądania rozrastającego się Towarzystwa, jednak pozostawał w nieustannym kontakcie z Ignacym: pisał listy, w których informował o swych poczynaniach, i z listów dowiadywał się o dynamicznym rozwoju zakonu. Dzięki tej korespondencji wiedział, że nie jest sam, lecz stanowi cząstkę organizmu, który Bóg powołał i wspiera.

Bł. Piotr Faber (1506-1546), najmniej znany z całej trójki, znacznie ustępujący sławą Ignacemu oraz Franciszkowi, nie ustępował im w jednym: w pasji oddania swego życia „na większą chwałę Boga”. Nie dane mu było sprawować funkcji przełożeńskich, bo też nie posiadał darów koniecznych do sprostania tej posłudze. Nie wyruszył w dalekie kraje, bo nie czuł się do tego powołany. Jednak zgodnie jednak z logiką duchowości, którą wraz z innymi pierwszymi towarzyszami Ignacego współkształtował, oddał się bez reszty do dyspozycji Bogu, aby zgodnie z Jego wolą robić „wszystko”, i to robić „najlepiej, jak to tylko możliwe”, z myślą o dobru nieprzemijającym. Pracował w wielu krajach Europy, gdzie znany był z duchowej mądrości, dzięki której był w stanie skutecznie pełnić posługę kierownictwa duchowego i towarzyszenia ludziom na ich drodze do Boga. Wpisał się doskonale w logikę jezuickiego posłuszeństwa, angażując swe uzdolnienia i umiejętności w wielkie dzieło prowadzone przez zakon, dając z siebie to, co miał najlepszego, a ustępując pola innym jezuitom tam, gdzie oni byli w stanie daną rzecz wykonać lepiej.

Te trzy osobowości i ich działalność – uzupełniona o niepowtarzalną działalność tysięcy ich naśladowców – składają się na jedną rzeczywistość, istniejącą od ponad 450 lat, której na imię Towarzystwo Jezusowe. Tegoroczny jubileusz jest okazją do twórczego rachunku sumienia z realizacji ideału posłuszeństwa nie tylko dla jezuitów. Ignacy, Franciszek i Piotr stawali wobec identycznych trudności w dziedzinie posłuszeństwa, choć wpisane one były w zupełnie odmienny kontekst czasów.

b. Któż nie zna klasycznego dzieła św. Ignacego Loyoli, „Listu o posłuszeństwie” (26.03.1553):

„W rozmowie opata Mojżesza: Żadnym innym występkiem szatan nie pociąga tak nagle zakonnika i nie doprowadza go do śmierci, jak tym, że go przekona, by zlekceważywszy rady przełożonych polegał na własnym sadzie i na własnym zdaniu” (14).

„gdzie sąd rozumu nie jest poddany przełożonemu, rodzi się niezadowolenie, żal, ociąganie się, lenistwo, szemranie, wymówki i inne poważne niedoskonałości i braki, które odbierają posłuszeństwu jego wartość i zasługę. Słusznie zatem mówi św. Bernard o tych, co niechętnie przyjmują niemiłe dla siebie rozkazy przełożonego: „Jeżeli zaczniesz je znosić niechętnie, jeśli będziesz krytykował przełożonego i szemrał w sercu, to choćbyś na zewnątrz wykonał rozkaz, nie będzie to cnotą cierpliwości, lecz zamaskowana złością.” (16).

„przedstawiam Wam szczególne trzy środki, które Wam bardzo pomogą do osiągnięcia doskonałego posłuszeństwa rozumu” (20).

„Pierwszy polega na tym…by w osobie przełożonego nie upatrywać człowieka podległego błędom i słabościom. Patrzcie raczej na tego, któremu w człowieku okazujecie posłuszeństwo, a jest nim Chrystus, najwyższa mądrość, niezmierna dobroć, nieskończona miłość. Wiecie dobrze, że On sam nie może się mylić, ani Was nie chce w błąd wprowadzić” (21).

„Przy tym jednak nie zabrania się Wam przedstawić przełożonemu swego zdania, jeśli w jakieś sprawie byłoby różne od zdania przełożonego; jeśli bowiem w modlitwie uznalibyście za zgodne ze czcią Bożą, żeby mu to przedstawić, nie zabrania się wam tego uczynić. Jednakże dla uniknięcia podejrzenia, że nie ulegacie wpływowi miłości własnej i że kierujecie się swoim sądem, powinniście zdobyć się na obojętność zarówno przed jak i po takim przedstawieniu [sprawy]; i to nie tylko co do wykonania danej sprawy – w sensie przyjęcia jej względnie poniechania – ale ponadto do uznania z zadowoleniem za lepsze tego, co nakaże przełożony” (25).

„Wszystko to, co powiedziałem o posłuszeństwie, odnosi się zarówno do poszczególnych osób w stosunku do swych bezpośrednich przełożonych, jak i do rektorów i przełożonych miejscowych w stosunku do prowincjałów, i do tych ostatnich w stosunku do generała, a generała w stosunku do tego, którego Bóg, Pan nasz, dal mu za przełożonego, a jest nim namiestnik Boży na ziemi. Tylko w ten sposób może się zachować pełne podporządkowanie a konsekwentnie zjednoczenie i miłość, bez której nie mogą utrzymać się dobre rządy w Towarzystwie ani w żadnej innej społeczności” (26).

Posłuszeństwo zakonne, choć ma być pokorne i ulegle, nie może być ślepe czy bezmyślne. Osoba życia konsekrowanego słucha swojego przełożonego lub spowiednika „nie dlatego, że jego rozkazy lub rady wydawałyby mu się osobiście dobre, pożyteczne i rozumne. Poddając się woli przełożonemu nie myśli, że jego decyzje są zachwycające. Przeciwnie, czasem postanowienia przełożonego zdają mu się nawet mniej mądre. Ale to już go nie obchodzi, uznaje go bowiem za pośrednika pomiędzy sobą a Bogiem, a pokój znajduje tylko w woli Boga, tak jak ona mu się objawia poprzez ludzi, których warunki jego powołania uczyniły jego przełożonymi” (Tomasz Merton, Posiew kontemplacji, Kraków 1982, 126).

Stąd sentencje św. Ignacego Loyoli, chociaż wydają się one bardzo surowe, ostatecznie oddają one prawdę o konsekrowanym posłuszeństwie:

– „Ci, co tylko wolą są posłuszni, rozum zaś ich jest przeciwny, są w zakonie tylko jedna nogą.”
– „Tych, którzy z niechęcią i bez zgody wewnętrznej wykonują jednak rozkazy przełożonych, winno się zaliczyć pomiędzy najnędzniejszych niewolników.”
– „Wyżej należy cenić zaparcie się swej woli niż wskrzeszanie umarłych.”

ZAKOŃCZENIE

Kościół w Polsce cieszy się obecnością blisko 40 tysięcy osób konsekrowanych: kobiet i mężczyzn. W dniu Życia Konsekrowanego wszyscy wierni winni się nieustannie modlić za nich. Winni przede wszystkim prosić o dar nowych powołań zakonnych, oraz o dar przyjmowania powołań przez młode serca. Winni prosić za rodziców, aby umieli otwierać się z radością na dar powołania zakonnego, rozpoznawany u własnego dziecka. W szczególny zaś sposób modlić się za same osoby konsekrowane, żyjące we wspólnotach zakonnych, aby realizując na codzień ślub posłuszeństwa, umiały z radością zanurzyć się w posłuszeństwo samego Chrystusa, w umieraniu sobie i zmartwychwstawaniu, i oprzeć się wielorakim pokusom przeciwko posłuszeństwu, przed jakimi staje współczesne pokolenie, również w życiu konsekrowanym.