1989.10.07 – Gdańsk – List Pasterski Episkopatu Polski na kanonizację Brata Alberta

1. Patron naszych trudnych czasów

Ojciec Święty Jan Paweł II zapowiedział na dzień 12 listopada br. kanonizację bł. Brata Alberta — Adama Chmielowskiego. Ogłoszenie świętym naszego rodaka będzie doniosłym wydarzeniem w dziejach narodu polskiego i Kościoła. Jest to trzecia kanonizacja Polaka w XX w. — po św. Andrzeju Boboli i św. Maksymilianie Kolbem. Ufamy, że wywrze ona głęboki wpływ moralny na nas, współczesnych Polaków i na życie naszego Kościoła w przyszłości.

Kard. Karol Wojtyła, jako arcybiskup krakowski, wielokrotnie wyrażał głębokie przekonanie o duszpasterskiej potrzebie tej kanonizacji. Przedstawiał Brata Alberta jako patrona naszych trudnych czasów. Mówił: „Jest w tej postaci coś, co głęboko odpowiada trudnościom i niepokojom naszych czasów. Jest jakieś świadectwo dane Chrystusowi, Jego Ewangelii, dane człowiekowi, na które to świadectwo nasze czasy w szczególny sposób czekają” (2 lutego 1977 r.).

Kanonizacja jest dopełnieniem aktu beatyfikacji. Jest szczególnym ukazaniem świętego człowieka całemu Kościołowi jako wzoru do naśladowania. W czasie beatyfikacji Brata Alberta i O. Rafała Kalinowskiego Ojciec Święty powiedział min.: „świętość jest (…) szczególnym podobieństwem do Chrystusa. Jest podobieństwem przez miłość. Poprzez miłość trwamy w Chrystusie tak, jak On sam przez miłość trwa w Ojcu. Świętość jest podobieństwem do Chrystusa, które sięga tajemnicy jego jedności z Ojcem w Duchu świętym, Jego jedności z Ojcem przez miłość” (23 czerwca 1983 r.).

2. Powstaniec i artysta

Brat Albert urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomi k. Krakowa. Dość wcześnie utracił rodziców. Jako siedemnastoletni młodzieniec uczestniczył w Powstaniu Styczniowym. „Wszystko postawił na jedną kartę dla miłości Ojczyzny — mówił kard Karol Wojtyła. Miłość Ojczyzny wypaliła na nim dozgonny stygmat: pozostał kaleką do śmierci, zamiast własnej nogi miał protezę” (25 grudnia 1966 r.).

Obdarowany zdolnościami malarskimi Adam Chmielowski ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium, a dzięki swej twórczości wszedł do grona najwybitniejszych malarzy tego okresu. Stworzył wiele obrazów. Z nich wszystkich wizerunek Chrystusa umęczonego „Ecce Homo” stał się dziełem najtrwalszym, najbardziej znanym i najwięcej mówiącym o jego twórcy. Jest to arcydzieło polskiej sztuki religijnej.

Chmielowski jednak w malarstwie nie odnalazł sensu i celu swego życia, których nadal żarliwie poszukiwał. Mówił: „Jeśli poznam, że jest coś doskonalsze — uczynię”. Idąc tą drogą w wieku 35 lat postanowił wstąpić do zakonu jezuitów. Pobyt jego w zakonie był krótki. Wskutek wielkich trudności wewnętrznych musi opuścić klasztor. „Byłem przytomny — pisał później — nie postradałem zmysłów”, ale przechodziłem okropne męki, skrupuły i katusze najstraszniejsze”. Po opuszczeniu klasztoru maluje dalej. Równocześnie dojrzewa w nim ostatecznie pragnienie poświęcenia się Chrystusowi w służbie wśród najuboższych.

3. Oddany na służbę człowiekowi

„Bóg w przedziwny sposób działa w dziejach człowieka — mówił o nim kard. Wojtyła — Oto rzucając go przed sobą na kolana, każe mu równocześnie uklęknąć przed jego braćmi, bliźnimi. Tak właśnie stało się w życiu Brata Alberta. Rzucony na kolana przed majestatem Bożym upadł na kolana przed majestatem człowieka i to najbiedniejszego, najbardziej upośledzonego, przed majestatem ostatniego nędzarza” (25 grudnia 1966 r.).

Adam Chmielowski w ludziach najuboższych i cierpiących moralnie odkrywał Chrystusa poniżonego, głodnego, nagiego i sponiewieranego. Przywdział habit franciszkańskiego tercjarza i zamieszkał z owymi nędzarzami w krakowskiej „ogrzewalni”, czyli miejskim przytułku. Postanowił ratować ludzką godność w mężczyznach i kobietach bezdomnych, nędzarzach, alkoholikach i wśród bezrobotnych. Kard. Wojtyła mówił o nim: „Nie miał prawię żadnych środków, nie dysponował żadnymi funduszami, żadnymi gotowymi instytucjami, postanowił dawać siebie (…) w służbie miłosierdzia najważniejszy jest człowiek; trzeba świadczyć swoim człowieczeństwem, sobą” (25 grudnia 1966 r.). Porzucając poprzednie swe życie i mieszkanie, przenosząc się na stałe do „ogrzewalni” stał się jednym z nich, dzielił ich ubóstwo i nieszczęścia. Dla nich też zbierał jedzenie na mieście, ubranie, pieniądze, wyszukiwał im pracę. Znane jest powiedzenie Brata Alberta; „Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może sobie kęs ukroić, nakarmić się, jeśli jest głodnym”

Obcując ze swoimi podopiecznymi dostrzegał zbliżające się niebezpieczeństwo krwawych przewrotów społecznych i rewolucji. Swoim przykładem pouczał, że istniejące krzywdy i niesprawiedliwości trzeba usunąć nie przemocą, ale poprzez duchową odnowę, przez realizację Ewangelii na co dzień, min. jako odrodzenie przez pracę. Dostrzegając godność ludzkiej pracy starał się w swych przytułkach organizować zakłady rzemieślnicze, między innymi zakłady koszykarskie, które uważał za szkołę rehabilitacji moralnej swych podopiecznych. „Życie Brata Alberta, tercjarza franciszkańskiego, stało się jakby wielkim społecznym manifestem” (Kard. Wojtyła, 23 listopada 1973 r.).

Do pracy wśród nędzarzy angażował mężczyzn i kobiety. I tak w posłudze miłosierdzia kształtowały się wspólnoty braci albertynów i sióstr albertynek.

U podstaw heroicznego poświęcenia Brata Alberta było jego wewnętrzne zjednoczenie z Chrystusem Panem. Odznaczał się wielkim nabożeństwem do Chrystusa Eucharystycznego. „Patrzę na Chrystusa w Jego Eucharystii mówił. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem… Dawajmy siebie samych”. Odznaczał się wyjątkowym nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny. Bardzo umiłował jasnogórski wizerunek Bogurodzicy.

Wiele cierpiał fizycznie i moralnie. Cierpienie było źródłem jego duchowej siły. Ono też pozwalało lepiej rozumieć bliźnich. Zmarł w uroczystość Bożego Narodzenia 1916 r., w przytułku dla bezdomnych w Krakowie.

4. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią

Kanonizacja bł. Brata Alberta niech będzie dla nas wszystkich wielkim wezwaniem do praktykowania miłości miłosiernej. W ostatnich latach poszerzył się znowu w naszym kraju krąg ludzi żyjących w niedostatku. Dotyczy to przede wszystkim rodzin wielodzietnych, emerytów i rencistów. Spieszmy im z pomocą. Nie zapominajmy również, że obok inicjatyw ludzi wielkodusznych obserwujemy też znieczulicę wzrastającą wśród osób mieniących się chrześcijanami, a którzy dorabiają się w sposób nieuczciwy wykorzystując trudną sytuację kraju. W chwili, gdy powstały tak duże trudności na rynku, każdemu grozi pokusa zaniedbywania się wewnętrznego czy to z powodu braku czasu na głębsze zastanawianie się nad sensem i celem ostatecznym ludzkiego życia, czy to z nadmiaru życiowych trudności, zwątpienia a nawet rozpaczy. Nowy święty zostaje nam dany jako znak nadziei. Ufajmy Bogu w każdych okolicznościach, tak jak zaufał Mu Brat Albert ratując wartości i godność ludzkiego życia zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.

Ogłoszenie świętym Brata Alberta może i powinno być dla nas okazją odczytania na nowo Chrystusowego wezwania: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Szerzej otwórzmy oczy i serca na wszelką biedę: materialną i moralną. Spieszmy z konkretną pomocą wszędzie tam, gdzie żyje człowiek potrzebujący wsparcia: biedny, chory, zagubiony, ulegający nałogom.

Pomyślmy też znów o nienarodzonych. Niech nowy święty przypomina nam o ratowaniu tych, którzy mając od poczęcia prawo do życia, są zagrożeni, ponieważ strach przed trudnościami życia dyktuje ich rodzicom czyny niegodziwe.

Unormowania prawne z maja tego roku pozwalają na organizowanie działalności charytatywnej w nowych stowarzyszeniach, związkach i fundacjach, mających na celu również duchową pomoc bliźnim, istnieją już zresztą ośrodki tego rodzaju, którym patronuje Brat Albert.

Nie zapominajmy także, że bł. Brat Albert Chmielowski, mimo że porzucił swe dawne życie i otoczenie po to, by dzielić los ówczesnych „wyrzutków społecznych”, do końca życiu zachował swoje artystyczne i intelektualne przyjaźnie.

Obok wszystkich innych ról spełnił on również swoje duszpasterskie życiowe powołanie wobec ludzi sztuki. I to ma aktualne znaczenie w czasach, gdy kultura polska z jednej strony przejawia oznaki odrodzenia, z drugiej zaś strony przestaje nieraz wyrażać piękno i sens ludzkiego życia, które dlatego jest piękne i wartościowe, ponieważ jest darem Boga. Bł. Brat Albert bardzo głęboko rozumiał te sprawy.

Przede wszystkim jednak niech kanonizacja Brata Alberta uświadomi nam od nowa niezwykłą godność, jaka obdarzona jest każda osoba ludzka, niech rozpala w nas przygasający płomień miłosierdzia wobec wszystkich biednych, nieszczęśliwych tak w sensie materialnym, jak moralnym i duchowym.

Na drodze takiego właśnie duchowego dojrzewania za przykładem i wstawiennictwem Brata Alberta wszystkim z głębi serca błogosławimy.

Gdańsk, 7 października 1989 r.

Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi polscy