Golińska E. CSSMA, Błogosławiony Ksiądz Bronisław Markiewicz

Błogosławiony Ojciec Założyciel nie tyle może wprost uczył, jak być dobrym przełożonym, ale sam pełnił funkcję wychowawcy, przełożonego i stawał się niejako wzorem, pociągał nie tylko słowem, ale własnym przykładem. Posiadamy wiele zapisów i wspomnień naocznych świadków życia i posługi naszego Błogosławionego Ojca.

Chodziliśmy w blasku jego cnót i świętości od rana do wieczora i żyliśmy jego słowem, zachętą i przykładem więcej, niż chlebem powszednim, bo tego było mało. W niektóre dni byliśmy głodni od rana do wieczora, bo wikt był wydzielany bardzo skromnie. Praca w takich warunkach stawała się uciążliwa i często przykrzyła się. (…) Ale na jedno wejrzenie księdza dyrektora, na jedno jego słowo zakład wydawał się być rajem, odartym ze wszystkich rozkoszy ziemskich, ale z którego nie chcielibyśmy być wypędzeni za żadną cenę. Brakowało w tym raju wszystkiego, ale był w nim żywy obraz Ojca Niebieskiego, był w nim dobry, słodki, ksiądz Markiewicz.

Przejawy tęsknoty, smutku, przygnębienia nie uchodziły jego uwagi. Gdy spostrzegł, że jakaś chmurka niezadowolenia lub niepokoju osiadła na obliczu któregoś z wychowanków, zbliżał się doń z dobrocią, brał po ojcowsku za rękę, a przechadzając się z nim lub zapraszając do siebie, wypytywał się delikatnie o powodzenie, czy zdrów, czy mu co nie dolega. (…) A rozmawiał tak, że chłopiec zapominał od razu o swoich strapieniach i odchodził z uśmiechem, szczęśliwy jak nigdy przedtem. Ta słodycz ks. Markiewicza, dobroć, miłość ojcowska były niewyczerpane. (…)

Silny nacisk kładł ks. Markiewicz na to, że świętym każdy zostać musi, skoro wszyscy w zakonie do tego są powołani. Słowa św. Pawła: „Ta jest bowiem wola Boża, uświęcenie wasze” (1Tes 4,3) oraz słowa Pana Jezusa: ”Doskonałymi bądźcie, jak Ojciec Wasz Niebieski doskonały jest” (Mt 5,48) przypominał ks. Markiewicz wychowankom swoim nader często. Jeszcze nas Bóg nie stworzył – mawiał – a już byliśmy przeznaczeni do tego celu, i w tym również celu powstają z łaski Bożej różne zakony, aby ludzie mogli się łatwiej uświęcić i zbawić. (…)

Ks. Markiewicz wiódł sam życie wielce umartwione i tą drogą prowadził drugich. (…) Powściągliwość i praca, które miały być godłem jego zgromadzenia i zakładów, musiały być najpierw treścią życia jego pierwszych synów i córek duchowych. Tę drogę obrał dla uświęcenia siebie i innych – i tej drogi trzymał się przez całe życie. Mawiał często: „I nam brakuje własnego kąta i wielu rzeczy koniecznych, ale to właśnie czyni nas podobnymi do Pana Jezusa i Apostołów. Znajdujemy się więc na tej drodze do nieba, którą Pan Jezus prowadził swych pierwszych przyjaciół i powierników. (…)

Pominąwszy trudne warunki życiowe, nie było nic w Miejscu Piastowym, co by po ludzku pociągało młode umysły i serca. (…) Jednakże nad tą szarzyzną życia unosiła się świetlana jego postać. Jego przykład, jego niezrównane nauki, konferencje, przemowy wieczorne, jego humor, uśmiech anielski, twarz natchniona rzucały na to szare życie czar jakiś przedziwny, który pociągał i skupiał naokoło niego młodzież różnego wieku i stanu, różnego charakteru i usposobienia i łączył ją w jedną wzorową rodzinę duchową.

„Ks. Markiewicz umiał żywo i pięknie przedstawić zasługę posłuszeństwa. Dzwonek o jakiejkolwiek porze był rzeczą świętą. Na jego odgłos przerywało się najsmaczniejszy sen, najciekawszą rozmowę, grę jakąkolwiek w ciągu dnia. Dzwonek regulował pracę, naukę i modlitwę. A cóż dopiero powiemy o posłuszeństwie dla reguły i zakazu przełożonych! Choćby te były przykre, na oko niestosowne, dziwaczne, byle tylko nie było w nich grzechu, nikomu nie przychodziło na myśl, aby je kwestionować, rozbierać, krytykować.

W liście do jednego z pierwszych swoich wychowanków pisał ks. Markiewicz przy pewnej sposobności krótko i dobitnie: „Przełożony niech będzie dla ciebie jakby Bogiem; co zarządzi, to święte, mądre i nieodwołalne – jego zdanie niech będzie twoim zdaniem”. Było to tylko przypomnienie tego, czego uczył na każdy dzień o posłuszeństwie i wszyscy to posłuszeństwo pojmowali w tenże sposób. Przełożony zastępował im miejsce Pana Boga, więc jak Bogu należało mu się bezwzględne i doskonałe posłuszeństwo.

Bez przesady można twierdzić, że posłuszeństwo w tych pierwszych latach w Miejscu Piastowym było podobne do posłuszeństwa Świętych, którzy bez wahania spełniali nawet dziwaczne i niezrozumiałe polecenia swych przełożonych. (…)

Dobroć jakaś nadziemska promieniowała z każdego jego słowa, a nawet sam ton rozgrzeszenia zdawał się być pocałunkiem dobrego ojca dla syna marnotrawnego. (…)

Wobec trudności i przeciwności zachowywał zwykły swój spokój i skupienie ducha. Zawsze był ten sam: pełen słodyczy i dobroci ojcowskiej dla swego otoczenia. Twarz zawsze pogodna, uśmiechnięta; w mowie był serdeczny, na błędy wyrozumiały, wobec innych łagodny. Na wyraźny tylko grzech zasępiało się jego jasne oblicze i znikał naturalny uśmiech z jego twarzy. Stawiał wtedy kwestię na ostrzu miecza: albo – albo! Kto się odważa obrażać Pana Boga z rozmysłem – zwykł był mówić – dla takiego u nas miejsca nie ma: taki niech sobie szuka zajęcia gdzie indziej. My nie dla niego!

Charakterystyczną cechą duchowości naszego Błogosławionego Ojca była jego wiara i ufność w Opatrzność Bożą. Pięknie ilustruje to opis rozpoczęcia budowy pierwszego domu w Miejscu Piastowym: „Tejże wiosny (1898r.) dokupiono dwie morgi gruntu na imię Towarzystwa Powściągliwość i Praca i rozpoczęto budowę trzypiętrowego, murowanego domu.

Nie mając ani jednego florena w kasie, poleca ksiądz Markiewicz robić plany i wymiary, gromadzić materiały i kopać fundamenty. Wiara, że Bóg jest dobry i doda resztę tym, którzy szukają Królestwa Bożego, była jedynym kapitałem, który posiadał ks. Markiewicz, zabierając się do tej kosztownej budowy.”

Znamienną cechą Błogosławionego Bronisława była cichość i pokora. Oto jak opisana została uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod pierwszy dom: „Rozeszła się pogłoska po zakładzie, że poświęcenie odbędzie się uroczyście, że przyjadą księża i goście z bliska i z daleka. Mówiono, że do południa będzie przynajmniej coś w rodzaju święta domowego, że będzie uroczysta Msza święta przed poświęceniem i tak dalej. Gdy jednak nadszedł dzień zapowiedziany, nastąpiło małe rozczarowanie. Robota przy budowie rozpoczęła się jak zwykle o tej samej godzinie, goście nie przyjechali, fotograf się nie pokazał. Około godz. 11-tej przybył na miejsce budowy ks. Markiewicz w towarzystwie księdza proboszcza z Rogów i p. Jana Trzecieskiego. Jeden z chłopców niósł wodę święconą, drugi kapę, komżę i stułę, które Ksiądz gość nałożył na siebie, aby dokonać obrzędu poświęcenia w kilku minutach. Murarze przerwali na chwilę robotę, umieścili dokument w wydrążeniach kamienia węgielnego i wmurowali w przygotowanym miejscu.. (…) Gdy jeden ze starszych wychowanków zrobił wieczorem ks. Markiewiczowi uwagę, że tak skromnie i po cichu dokonano tego obrzędu, ten mu powiedział z uśmiechem: „W Betlejem nie takie rzeczy działy się po cichu; tam po cichu Słowo Ciałem się stało, po cichu narodził się Jezus, ten kamień węgielny Kościoła. Maryja i Józef byli jedynymi świadkami tego największego zdarzenia świata, a potem garstka pasterzy, których Bóg powołał do żłóbka przez Anioła. Cichość i pokora jest cechą każdego dzieła Bożego. Dlatego tak skromnie odbyła się ceremonia poświęcenia kamienia węgielnego u nas, bo mamy świecić światu przykładem cichości i pokory”. Na takie argumenty trzeba było w milczeniu skłonić głowę.

Błogosławiony Ksiądz Markiewicz towarzyszył swoją obecnością wychowankom – była to tzw. „metoda prewencyjna”: Ks. Rektor, choć już miał całą gromadę sumiennych pracowników, nie spuszczał z oka swej rodziny zakładowej. Mieszkał i pracował na plebanii, ale w każdy dzień przychodził do zakładu na obiad i wieczerzę. Nie powstrzymywały go od tego ani deszcz, ani mróz, ani śnieg, ani zawieja. Wchodząc do refektarza rzucał troskliwym okiem po stołach, jakby chciał dodać prostym pokarmom lepszego smaku, odmawiał modlitwę i siadał do stołu, spożywając te same potrawy, jakie podawano chłopcom. (…) Po obiedzie wracał do siebie, wstępując czasem do kuchni. Wiedział, że kucharze mają dość ciężki obowiązek. Trzeba ich było przeto pokrzepić bodaj kilku serdecznymi słowami, uśmiechem, albo samą swoją obecnością. Jeden z małych kucharzy z tych czasów zwykł był powtarzać po takiej wizycie ks. Rektora: Błogosławieństwo nieba dzisiaj przeszło przez kuchnię, będzie wieczerza lepiej smakowała chłopcom. (…)

Tylko święty wychowawca mógł osiągnąć takie rezultaty, by młode umysły i serca tęskniły i rwały się tam, gdzie często było chłodno i głodno.

Bardzo rzadko wyjeżdżał ks. Markiewicz z domu i to zawsze na czas krótki. Nie lubił opuszczać swoich wychowanków, nie lubił zostawiać ich bez Komunii świętej. Jak o tej Komunii świętej myślał ks. Markiewicz, możemy poznać z opowiadania pewnego kapłana z okolic Jarosławia. Sam on nie wiedział, dlaczego pewnego dnia znalazł się na stacji kolejowej w Jarosławiu i ku wielkiej swojej radości spotyka ks. Markiewicza, jak spokojnie przechadza się po peronie. Po serdecznym przywitaniu się, zapytuje, dokąd ks. dyrektor jedzie? Ks. Markiewicz odpowiada z właściwym sobie uśmiechem: „Chciałbym jechać do domu, bo tam dzieci już drugi dzień są bez Komunii świętej, ale nie mogę się stąd ruszyć … tak się złożyło, ze zostałem bez korony”(czyli bez pieniędzy). Ksiądz pobiegł prędko do kasy, wykupił bilet do Iwonicza. Gdy go wręczył ks. dyrektorowi, ten dziękując serdecznie powiedział: „Wiedziałem, że Opatrzność Boża przyjdzie mi z pomocą, i że dzisiaj jeszcze będę w domu. Ksiądz nie miał żadnego interesu na stacji, przyszedł tylko, aby mnie z kłopotu wybawić … Bardzo jestem wdzięczny za pomoc. Gdy jutro młodzież zakładowa przyjmie Pana Jezusa w Komunii św., będzie to zasługa drogiego księdza.”

*Poza świadectwem naocznych świadków, cennym materiałem do poznania Jego postaci są listy Błogosławionego Ks. Bronisława, jakie zachowały się. Analizując je, odnajdujemy wspaniałą postać: kochającą, mocną i pokorną, bojową i łagodną. Życie naszego Błogosławionego Ojca Założyciela naznaczone było trudnościami i niezrozumieniem, ale dzięki temu ujawniło wiele Jego cnót.

Pośród tychże cnót najbardziej jasno jawią się:

  1. Dążenie do świętości
  2. Roztropność
  3. Miłość Boga i Kościoła
  4. Miłość Zgromadzenia i jego ducha
  5. Miłość każdej poszczególnej osoby
  6. Pokora – jako moc Chrystusowa

*Dziełem Bł. Ks. Markiewicza, które zasługuje na podkreślenie, zwłaszcza w obecnej naszej polskiej rzeczywistości jest Jego książka: „Trzy słowa do starszych w narodzie polskim”. Pozycja wydana w 1887r. – w stuletnią rocznicę rozbioru ojczyzny. Autor wydał ją pod pseudonimem: „B. Miromir”. Był przekonany, że istnieje perspektywa odnowy społecznej, która będzie mogła się dokonać przez zrozumienie i wdrażanie w życie na co dzień dewizy: „powściągliwość i praca”. Ale do przemian muszą zabrać się ludzie zaangażowani i bezinteresowni, którym przyświecać będzie przede wszystkim troska o dobro ojczyzny i każdego jej obywatela.

W chwili ukazania się publikacji ks. Markiewicz miał 45 lat życia i 20 lat kapłaństwa. Miał za sobą momenty przełomowe, doświadczenia i przemyślenia, ukształtowaną osobowość i wytknięty cel. To wszystko nie pozwalało mu milczeć wobec sytuacji i spraw, które pilnie obserwował i wnikliwie oceniał.

Z pozycji tej bije bezkompromisowość i odwaga, a przede wszystkim wiara. Poznając bowiem kwestie społeczną, dążył do jej rozwiązania nie poprzez socjotechnikę, ani przez działania i układy polityczne, ale poprzez religię, w duchu miłości, miłosierdzia i zawierzenia. „Bracia naprawmy wszystko w Chrystusie” – pisał. „Trzy słowa…” są swoistym rachunkiem sumienia, który autor pragnie przeprowadzić wspólnie z rodakami.

„Pierwsze słowo” kieruje do Księży Duszpasterzy w sprawie: wyzwolenia ludu z ciemnoty religijnej.

„Drugie słowo” skierowane jest do Księży Duszpasterzy na temat: Poznanie parafian, aby im lepiej służyć.

„Trzecie słowo” do znakomitych ludzi świeckich: całe społeczeństwo i jego prawo wymagają odnowy w Chrystusie.

Po wydrukowaniu pozycji, czynniki niezadowolone z publikacji przystąpiły do blokowania kolportażu.

Książka bardzo szybko zniknęła z półek. Jedni kupowali, by w niej znaleźć sposób na wydźwignięcie z nędzy, zwłaszcza na terenie Galicji. Ale znalazły się też czynniki niechętne przemianom – wykupili znaczną część nakładu, by ją następnie zniszczyć.

Program naprawy państwa poprzez odnowienie wszystkiego w Chrystusie, poprzez powściągliwość i pracę, sprawił, że Błogosławiony Ksiądz Markiewicz stał się nie tylko wychowawcą młodzieży, którą gromadził wokół siebie, czy Zgromadzeń Michalickich, które założył, ale stał się wychowawcą całego społeczeństwa. Jego metoda i program jest aktualny po dzień dzisiejszy.

Sługa Boży Ks. Kard. Wyszyński wizytując Miejsce Piastowe powiedział: „Wierzę, że taki program narodowy, jaki dał swemu zgromadzeniu ksiądz Markiewicz może poruszyć nasze sumienia”.