Salaverri Jose Maria SM, Ubóstwo zakonne dzisiaj – istotne problemy

Jose Maria Salaverri, SM

UBÓSTWO ZAKONNE DZISIAJ – ISTOTNE PROBLEMY

Referat wygłoszony na zebraniu Unii Przełożonych Generalnych /USG/ w Ariccia, w maju 1989 r.

Wprowadzenie

  1. Aktualna sytuacja:
  • Od entuzjazmu do pewnego niepokoju
  • Od zakłopotania do możliwego konformizmu
  1. Niektóre pojęcia dla właściwego rozróżnienia:
  • Dobra stworzone
  • Duch ubóstwa
  • Ewangeliczne ubóstwo
  • Relatywność
  • Ani świadectwo, ani wyznanie
  • Złota reguła
  1. Niektóre znaki ubóstwa osobistego:
  • Czy rzeczywiście wybrałem, aby być ubogim?
  • 11 wskazówek. jako odpowiedź
  1. Ubóstwo osobiste i wspólnotowe:
  • Życie zakonne, życie wspólne
  • Mieszkanie i budżet
  • Kryteria ubóstwa wspólnotowego
  1. Ubóstwo kolektywne
  • Dane tej problematyki
  • Klucz słowa: misja
  • Kryteria dla ubóstwa kolektywnego
  1. Powołanie dziś i formacja do ubóstwa
  • Nowe sytuacje
  • Na nowo ucznić doświadczenia Apostołów
  • Niektóre linie postępowania

 

  1. Wstęp

Podczas naszych sesji ZWP /USG/ odwołujemy się zazwyczaj do ekspertów. Do osób, które głębiej przestudiowały argumenty, jakie nas interesują. Tym razem, gdy chcemy mówić o ubóstwie zakonnym, nie został zaproszony żaden ekspert, ale po prostu jeden z nas. Osobiście nie wiem, jaka jest w tym moja zasługa. Być może /ale nie jestem jedynym/ jest nią napisanie listu okólnego, który przekroczył granice instytutu i został wydany przez Wydawnictwo Marietti[1].

Nie przedstawiam się więc jako teoretyk: nie zamierzam przeprowadzać egzegezy ewangelicznej, ani rozwoju teologicznego, ani też rozważań socjologicznych, chociaż je zakładam. Przedstawiam się natomiast, jako jeden z was, jako ten, który czuje się odpowiedzialnym za zgromadzenie. Jako ktoś, kto wie, że życie zakonne autentyczne wymaga praktykowania ducha ubóstwa. Jako ten, który przekonany jest, iż przyszłość jakiegoś zgromadzenia zakonnego /instytutu/, zależy od wierności błogosławieństwu ubogich w duchu. Przybywam jako Przełożony Generalny jednego ze zgromadzeń zakonnych prowadzących życie apostolskie, które dla swojego apostolstwa potrzebuje nieraz środków kosztownych. Przedstawiam się wam, jako człowiek praktyki, który – nie mając rozwiązań już gotowych – chce wspólnie z wami podzielić się niektórymi refleksjami, ponieważ jest przekonany, że istnieją na wszystkich poziomach – osobistych, wspólnotowych, prowincjalnych, apostolskich – pewne kryteria, które mogą ułatwić zbliżenie się do ideału ubóstwa. A mówię „ułatwić” gdyż jestem przekonany, że gdy chodzi o ubóstwo, nie można dać absolutnych i definitywnych rozwiązań.

Przedstawię zakonne ubóstwo „w sobie, jako takie” /in se/ to znaczy nie w relacjach do ubóstwa w sensie socjologicznym – od czasu do czasu uczynię aluzję – gdyż ten temat będzie omawiany jutro przez kompetentną osobę.

 

  1. Aktualna sytuacja
  • Od entuzjazmu do pewnego niepokoju.

Niemożliwą jest rzeczą przedstawić historię ostatnich 25 lat, tego co dotyczy ubóstwa zakonnego. Z drugiej strony byłaby to bardzo interesująca praca. Ograniczę się tu do niektórych tylko faktów.

Mons. Franjo Franie, arcybiskup Spalato /Jugosławia/ w swoim wystąpieniu na Soborze Vat. II, w listopadzie 1963 r., podczas dyskusji nad tekstem przygotowawczym „Pastoralna służba biskupów”, powiedział: „Sobór Trydencki umocnił celibat biskupów; Watykański I – posłuszeństwo, wraz z definicją nieomylności papieża. Uważam, że obecny Sobór powinien odnowić Kościół, głównie biskupów, w prawdziwym ewangelicznym ubóstwie. Niewątpliwie, odnowa ta, zobowiązuje też zakony, aby nie wydawało się, że praktykują ubóstwo z nazwy, nie zaś rzeczywiście, osobiste – a nie kolektywne”.

Dokument soborowy „Perfectae Caritatis” o odnowie życia zakonnego /28.X.1965/, poświęca 13 numer „dobrowolnemu ubóstwu”[2]. Podkreślę tu /całość w przypisach/ zdania, które według mnie w dużym stopniu wpłynęły na rozumienie ubóstwa, w okresie posoborowym: „znak bardzo ceniony”; „nowe formy wyrażania go”; „uważają się za podległych powszechnemu prawu pracy”; „zbiorowe świadectwo ubóstwa”; „udzielają z własnego majątku na utrzymanie ubogich”; „wszyscy zakonnicy powinni miłować ubogich”.

Teksty te wzbudzają entuzjazm oraz szlachetne inicjatywy. Za przykładem Pawła VI, który ofiaruje swoją tiarę dla ubogich, zakonnicy i przede wszystkim zakonnice, sprzedają własność, ofiarują swoje złote obrączki ubogim, idą aby mieszkać w małych pomieszczeniach w ubogich dzielnicach, pomnażają fundacje w krajach rozwijających się… Trzeba powiedzieć, że wiele zostało zrobione, ale trzeba też stwierdzić, że więcej jeszcze zostało napisane i zadeklarowane.

Tak. Uczyniono wiele. Przyznała to III Konferencja Generalna Episkopatu Latyno-amerykańskiego, zebrana w 1979 r. w Puebla /Meksyk/. W dokumencie końcowym, w numerze 733, czytamy: „Rzeczywiście coraz więcej można spotkać zakonników i zakonnic, pracujących w trudnych warunkach i na obszarach z marginesu społecznego, na obszarach misyjnych wśród tubylców, w cichej i pokornej pracy. Opcja ta nie zawiera w sobie dyskryminacji osób, ale preferencję i otwarcie się na ubogich”.

Wydaje mi się jednak, że w tych ostatnich latach mówi się mniej o ubóstwie w życiu zakonnym. W czasopiśmie „Vita Consacrata” /18.5.1985/ czytamy: „Gdy chodzi o zakonne ubóstwo, jesteśmy czasami zatopieni w dyskusje i dzieła pisane /które nie wpływają zbytnio na naszą postawę w praktyce, O. Laurent Boiovert OFM wyznaje to w pewnej części/, o których nawet wahamy się mówić” /Leon Renvart SJ/.

Dlaczego? Ma się wrażenie pewnego niezadowolenia. Ma się wrażenie, że plany jakie opracowano, nie przyniosły owoców oczekiwanych; nie potrafimy być naprawdę ubogimi; że wysiłki szlachetne, aby być razem z ubogimi i im pomagać są prawie niczym wobec powszechnej nędzy, która rośnie i staje się niekontrolowana; że zakony starzeją się i niemożliwością jest podtrzymać podjęte zobowiązania… Jednym słowem, że problem ten ucieka z naszych rąk. Bardzo łatwo od takiej niewygody, skrępowania stoczyć się na płaszczyznę konformizmu. I oto dlaczego ZWP /USG/ chciało na ten temat przeprowadzić rozważania.

Myślę, że pierwsze zapały posoborowe pośród zakonnic były spowodowane podwójnym przeświadczeniem, bardziej odczuwanym niż przeżywanym /wyrażanym/. Czyż nie istniało przekonanie, że nasze przykłady szlachetności i dzielenia się z potrzebującymi pociągają chrześcijan? I była nadzieja, że młodzi pełni zapału i pociągnięci przez te ideały, zapełnią nasze nowicjaty. Była również inna motywacja – nie wyrażana, ale przez wielu przeżywana – że nasze ubóstwo i nasze poświęcenie się ubogim położy kres nędzy na świecie.

Wszystko to miało też podłoże polityczne i społeczne, na pierwszy rzut oka sprawiając wrażenie, że kraje będące na drodze rozwoju, przy pomocy innych, mogą pokonać swoje opóźnienia.

„Przymierze dla postępu” Johna F. Kennedyego wzbudziło wielkie nadzieje, które umarły wraz z nim w Dallas. Dość szybko zostały one zastąpione innymi ideami i utopiami, przeciwnego znaku, w kierunku maja 1968 roku. Nie przewidywano superszybkiego postępu technicznego, ani niepohamowanego wzrostu dóbr konsumpcyjnych w niektórych krajach, ani też wielkiego kryzysu rozwoju w innych, ani wreszcie kruszenia się moralności chrześcijańskiej spowodowanego przez hedonizm paraliżujący i wszędzie wciskający się, ani w końcu źródeł nowego ubóstwa i nędzy…

 

  • Od niezadowolenia do pewnego konformizmu.

I oto gdzie jesteśmy. W takim trudnym kontekście poszukujemy form życia ubóstwa zakonnego. Musimy wysilić się, aby jaśniej dostrzec, gdyż aktualna sytuacja stwarza dogodne warunki do tego, aby przejść łatwo do praktycznego i uległego konformizmu. Do pewnego rodzaju nie wyznawanego przekonania, że absolutnie niemożliwe jest stworzyć jakieś kryteria wartościowania zakonnego ubóstwa. Byłoby więc lepiej zamilczeć w tej materii.

My natomiast nie możemy zaakceptować takiego konformizmu: to nie jest po chrześcijańsku. Postaramy się zobaczyć to jasno.

Oto niektóre stwierdzenia.

Jak już powiedziałem, o ubóstwie dużo się mówi i pisze, ale raczej w sposób ogólny i abstrakcyjny, bez wielkiego rozróżniania konkretnych zasad, wydając ogólne sądy nigdzie nie przystosowane lub też wszędzie. Byliśmy przekonani, że mamy do czynienia z dorosłymi i dojrzałymi zakonnikami, w pełni odpowiedzialnymi, że lepiej pozostawić ich wspólnotom praktyczne zastosowania. Być może nie można było uczynić nic więcej. Ale teraz, czy niemożliwe jest potraktować na nowo te sprawy, bardziej konkretnie i z większym zastosowaniem do aktualnej sytuacji?

My dzieci trudnych czasów wojny i powojennych, w krajach rozwiniętych, bardzo łatwo i szybko przystosowaliśmy się do wyższego, postępowego poziomu życia, tak też zresztą wydawało się nam to logiczne, słuszne, mądre i praktyczne – przystosować całą serię dóbr materialnych, bez nadmiernego myślenia; ale czy, w porównaniu z innymi, nie byliśmy uprzywilejowani?

Paralelnie do tego pomnażania dóbr materialnych, rozwinęła się teologia pierwotnego dobra stworzonego, konieczności pozytywnej wizji egzystencji, która uspokoiła wiele dusz. Antropologia, a przede wszystkim psychologia, podkreślały potrzebę dojścia do osobistej pełni, potrzebę nacisku większego na pozytywne aspekty, zamiast podkreślać słabości.

Czy to wszystko nie usprawiedliwiło wielkiej ilości „nowych potrzeb” dla osoby zakonnej? Byłoby słusznym zapytać, czy są one zgodne z duchem Ewangelii i z bogatą tradycją życia zakonnego. Ze strachu przed kompleksami i represjami, cała gama znaczących i ważnych praktyk ubóstwa została stłumiona cichaczem, przez wielu. Dla przykładu: poświęcenie, wyrzeczenie /abnegacja/, umartwienie, pozbawienie się czegoś…

W bogatszych krajach rozwój techniki pomnożył środki i narzędzia pozostawione także do naszej dyspozycji, przede wszystkim na polu komunikacji, przekazu. Zobowiązało nas to, w pewnych formach apostolstwa – mass-media, wychowania – do nabywania wyposażenia nieraz bardzo kosztownego. W głoszeniu Słowa Bożego, Kościół nie może być opóźniony, w obawie przed utratą wierności i luksusem. Wszystko to jest prawdą, ale do jakiego momentu zgodne z Ewangelią? Błogosławieństwa również tu nie mają nic do powiedzenia?

Jest jeszcze inny aspekt ubóstwa.

W tych samych krajach rozwiniętych powołania zakonne są rzadkie. Są jednak wspaniali młodzi ludzie, którzy pukają do furty naszych nowicjatów i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Ale ci młodzi, tak bardzo szlachetni, dzieci społeczności konsumizmu, często niepokoją nas. Przede wszystkim ze względu na „potrzeby” afektywne i efektywne, jakie wydają się mieć. My byliśmy dziećmi czasów powojennych, trudnych; oni natomiast są dziećmi słabymi i z wadami, dziećmi obfitości. Jest więc do podjęcia wielkie zadanie wychowania, które nie jest łatwe, jeśli nie chcemy zgodzić się na życie zakonne na wzór drobnych mieszczan /borghese/.

W związku z tym wszystkim zostały dokonane najprostsze rozwiązania. Na przykład: „Strząśnijmy proch z naszych sandałów przeciw temu pierwszemu światu, gdzie niemożliwą rzeczą jest żyć ubóstwem, godnym Ewangelii, i idźmy do krajów ubogich”. Rozwiązanie proste, naiwne. Czy bowiem, mimo częściowego realizmu w tym rozwiązaniu, możemy w taki prosty sposób porównywać ubóstwo natury socjologicznej z ubóstwem ewangelicznym?

To zaś prowadzi mnie do innego stwierdzenia: pojawienie się tego, co nazywa się „nowym ubóstwem” w pierwszym świecie /kraje rozwinięte/: ubodzy „wstydzący się”, obcy, starzy, osoby samotne, dzieci porzucone, narkomani, itd… Te wszystkie formy ubóstwa nie zastanawiające nas? Nie do mnie należy o tym mówić. Ale nie mogę zamilczeć wobec tych nowych form ubóstwa, które nas otaczają, zwłaszcza w bogatych krajach, które spokojnie przechodzą do pogaństwa: jest nim ubóstwo nieznajomości Chrystusa. Powoli, powoli, w niedalekiej przyszłości spostrzeżemy straszną nędzę i przykre, smutne konsekwencje tego ubóstwa.

W biednych krajach istnieją inne problemy. Na przykład, tam gdzie są liczniejsze powołania, czyż nie istnieje niebezpieczeństwo nadmiernego wpływu socjologicznego w wyborze powołania, którym może być równocześnie społeczna promocja? Mówiło się, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, o niebezpiecznej „deklasacji” /declassare/ powołań. Jest to realne niebezpieczeństwo, jakie należy wziąć pod uwagę w procesie formacji. Nie można zamknąć oczu i tracić ducha zakonnego w nadziei na umocnienie. Muszę jednak powiedzieć, że osobiście nie lubię terminu „deklasacja”, gdyż wydaje się to suponować, iż zakonnik musi należeć do określonej klasy społecznej.

Również żyjąc z ubogimi, istnieje niebezpieczeństwo utraty ducha ewangelicznego ubóstwa. Czeka nas w pracy z nimi inne wyzwanie: możliwym jest uwolnienie się od nędzy i ubóstwa w negatywnej formie przeżywanej, zachowując jednak ducha błogosławieństwa ubogich? Oto ideał bardzo trudny do zrealizowania, prawdziwy zakład. Jest to praca, która wydaje się być na miarę zakonników. I być może jedynie jako specjaliści w dziedzinie ewangelicznego ubóstwa możemy ją zrealizować. Osoby świeckie, również chrześcijanie, pracujący nad rozwojem narodów, nie posiadają na tym polu takich samych możliwości, jakie my posiadamy. Jest straszną rzeczą widzieć eksbiednych, wzbogaconych, wykorzystujących swoich braci. Jest przykrą rzeczą patrzeć jak tracą postawę dzielenia się i spontanicznej dobroci, te postawy, które mówiły nam, że to oni, biedni, ewangelizowali nas.

Z drugiej jednak strony, pragnienie poznania nędzy ubogich nie stwarza automatycznie pragnienia bycia bardziej ubogimi osobiście. Jak pogodzić tę ludzką i społeczną promocję biednych, zatrzymując w nich ducha błogosławieństwa ubogich?

Oto niektóre fakty. Jakie dać odpowiedzi? Możliwe jest w tym skomplikowanym świecie dzisiejszym powiedzieć coś „konkretnego”? Reguły z przeszłości już nie wystarczają. 150 lat temu nasz Założyciel mówił, że jeżeli otrzymujemy w darze czekoladę, powinno się przekazać ją do izby chorych. Wzbudza to uśmiech. Ale „konkretne” wezwanie było logiczne i możliwe, w kontekście biedy tamtych czasów. Dzisiaj „konkretne” gesty nie mogą być w ogólności tego samego typu. Ale trzeba je znaleźć.

 

  1. Niektóre pojęcia dla właściwego rozróżniania /rozpoznania/

Zanim dokładnie zostanie przedstawiony problem, dobrze będzie rozróżnić niektóre sprawy.

Definicja ubóstwa musi być zawsze dokonywana w relacji do dóbr stworzonych, którymi niekoniecznie muszą być tylko dobra materialne, gdyż człowiek żyje nie samym tylko chlebem. Jeżeli nie będziemy mieli właściwej wizji „dóbr stworzonych”, sama idea ubóstwa będzie wystawiona na niepowodzenie. Będąc dobrami stworzonymi przez Boga, dobra te same w sobie już są dobrymi. Istnieją, aby służyły człowiekowi i całej ludzkości. Należą one do porządku środków, nie zaś celów. Każde z nich, chociaż należy do kogoś indywidualnie, posiada wymiar społeczny. To osoba ludzka nadaje dobrom ich godność. Ale nieuporządkowany instynkt własności może sfalsyfikować te cele. Istnieje zawsze niebezpieczeństwo powstającego źródła zazdrości i zachłanności, również pod pretekstem równości i sprawiedliwości.

Są to stwierdzenia bogate w treść, które zasługują na to, aby zostały pogłębione, gdyż rzutują światło, pośrednio, ale pożyteczne na każdy aspekt ubóstwa.

Wszystko to prowadzi nas do tego, co można nazwać „duchem ubóstwa”. Można by znaleźć inną nazwę, aby zdefiniować te konkretne relacje osób względem dóbr. Duch ten, którego odkrywa się dzisiaj poprzez ruchy ekologiczne i inne, nie jest zakorzeniony jedynie w Ewangelii, ale również w głębi każdego bytu ludzkiego.

Właściwe relacje pomiędzy rzeczami a osobami: panować, a nie być opanowanym, przyznać i uszanować ich właściwą naturę, uczynić z nich środki, nie zaś cele ostateczne, nikogo nie doprowadzić do „niewolnictwa” przez ich nabywanie i posiadanie, uczynić je ludzkimi…

Nikt nie powinien posiadać więcej ponad to, co zdolny jest ukochać w sposób ludzki i konkretny; doprowadziłoby to do posiadania bardzo mało.

Jest w końcu ubóstwo ewangeliczne, ubóstwo pierwszego błogosławieństwa. Jest to ten sam duch ubóstwa, ale oświecony przez Chrystusa, w samych jego fundamentach i konsekwencjach. To ewangeliczne ubóstwo przedstawia trzy bardzo ważne aspekty, które przedstawię w figurze trójkąta, inspirując się na jednym z tekstów Pawła VI:

 

 

Z powodu swojej podstawy teologicznej, ubóstwo jest jedną z cnót chrześcijańskich. Ten teologiczny aspekt wymaga przyjęcia dwóch postaw konkretnych, u chrześcijanina, a bardziej jeszcze u zakonnika: złożyć swą ufność w Ojcu, w Opatrzność; stać się ubogim, aby naśladować Chrystusa ubogiego. Jest to przeżywana odpowiedź na dylemat postawiony przez Chrystusa: „Albo Bóg, albo bogactwa”. Nie można służyć dwom panom. Czasem zmienia się ten dylemat: „Albo ubóstwo, albo bogactwo”. Nie zauważając tego, w ten sposób opróżnia się teologiczne bogactwo ubóstwa. Relacje z Bogiem zanikają w praktyce, a w centrum życia pojawiają się dobra materialne: jest się albo za nimi, albo przeciw, ale zawsze na płaszczyźnie ziemskiej i materialnej.

Ubóstwo ewangeliczne przedstawia zawsze pewien aspekt ascetyczny. Służba Bogu i bliźniemu w Bogu, wymaga pewnego oderwania się skutecznego, gdyż zawsze jesteśmy skłonni do odwracania wartości. Wszystko to prowadzi nas, prawie naturalnie, w kierunku trzeciego aspektu, który można nazwać apostolskim albo dobroczynnym /w sensie etymologicznym/; jest to aspekt, który skłania nas w kierunku innych. Ten Bóg Ojciec, który czuwa nade mną i który mnie powołał, żąda, abym oddał Mu wszystkie moje dobra /które zresztą do Niego należą/, przeznaczając je osobie mojego bliźniego będącego w potrzebie, w którym żyje Wcielony Syn. Przejawiać się to będzie w konkretnej postawie, jak np. praca, która służy innym, dzielenie się z biednymi, solidarność z tymi, którzy cierpią, dyspozycyjność w bezinteresownej służbie, jednym słowem – otwierając serce wszystkim.

Te trzy aspekty uzupełniają się wzajemnie i tworzą całość, wizję zakonnego ubóstwa. W rzeczywistości bowiem ubóstwo zakonne nie jest niczym innym, jak tylko ubóstwem ewangelicznym, które szuka pogłębienia własnych motywacji oraz pragnie, by osiągnąć ostateczne cele.

Te trzy aspekty uzupełniają się jeden z drugim. W zależności od osób, epok i potrzeb, przeważać będzie jeden z nich, jednakże zawsze muszą występować wszystkie trzy, przede wszystkim zaś pierwszy, jeśli się chce przeżywać ubóstwo prawdziwie ewangeliczne i zakonne.

Z tego wszystkiego, co zostało dotychczas powiedziane, można wnioskować, że nasze zakonne ubóstwo charakteryzuje się pewną względnością /relatywnością/. Nie jest łatwo zdefiniować czym jest: to, co konieczne, pożyteczne, co zbyteczne, ponad stan. Pomocą w tym ocenianiu jest nieustannie praktyka cnót: sprawiedliwości, roztropności, miłosierdzia.

Mamy żyć pełnią ubóstwa, którego wymiary wydają się być trudne do osiągnięcia. Jak w praktyce przeżywać tak zmienną rzeczywistość? Istnieją liczne formy ubóstwa, a wszystkie tak różne, którą z nich naśladować? Czy istnieją ogólne zasady wciąż aktualne?

Tak, musimy zaakceptować fakt pewnego rodzaju ubóstwa względnego. To, co jest bogactwem w jednym miejscu, jest ubóstwem w innym. Z powodu szybkiego tempa życia, jakiś przedmiot „luksusowy” w krótkim czasie może stać się powszechnie używanym. Propaganda społeczności konsumistycznej prześladuje nas łatwym do przyjęcia sloganem „nieodzownej konieczności” posiadania tego czy innego przedmiotu. Rozróżnienie między wspólnotą, a dziełem apostolskim, stawia nas wobec pozornej sprzeczności utrzymywania we wspólnocie luksusowych przedmiotów służących apostolstwu… Co czynić?

Powiedziałbym, że zaakceptowanie tej niemożliwości, aby dobrze widzieć wszystkie wymogi ubóstwa, do którego dążymy, jest już pierwszym krokiem do ubóstwa. Ponieważ ubóstwo zakonne jest ideałem, który najdoskonalej nie będzie nigdy zrealizowany. Jest świadectwem, które nigdy w pełni nie będzie zrozumiane, ani zaakceptowane przez ludzi nam współczesnych. Dla wielu z tych, którzy widzą nas, jak żyjemy, zwłaszcza dla niewierzących, pozostaniemy hipokrytami.

Oto dlaczego nigdy nie powinniśmy bezpośrednio starać się dawać świadectwa ubóstwa /ani też czystości/. Starać się za wszelką cenę tak postępować i żyć, aby nasz przykład był widziany, rozumiany i powiedziałbym jeszcze „podziwiany” /nie mówi się tak, lecz chciałoby się tego/, to wejść już od samego początku na fałszywą drogę. Jeżeli chcemy żyć ubogo, czyni my to z miłości do Boga. I to jest istotne. Starajmy się przy najmniej nie gorszyć bliźnich… A co do świadectwa, pozostaw my je w ręku Pana.

Z tego powodu nie lubię też osobiście przedstawiać ślubów jako wyzwania przynoszonego bezpośrednio naszej konsumpcyjnej społeczności, hedonizmowi, władzy… Zawierają się one w takich faktach, ale jako konsekwencja. Nie mogą być jako pierwszoplanowe motywacje. Jak można ośmielić się uczynić z nich swoją broń, skoro z mojego wnętrza, ze mnie, który zrezygnowałem z własności, kobiety, rodziny, wydobywa się moja słabość, skarb, który noszę w naczyniu glinianym? Jak ośmielić się powiedzieć światu: „moje ubóstwo, moja czystość oskarżają cię”? Ja, który zrezygnowałem z wielu rzeczy, a przywiązany jestem do rzeczy śmiesznych i błahych…

Bardzo ważną sprawą jest umieć, głównie podczas formacji dostrzec najgłębsze motywacje ślubu ubóstwa. Ślub ten, tak jak ślub czystości i posłuszeństwa, nie może być przeżywany inaczej jak tylko jako pokorne uczestnictwo w tajemnicy, która nas przekracza.

Łatwo jest dostrzec, że zadania, o których mówimy, nie są łatwe do zrealizowania. Lecz trzeba być uczciwym i nie bać się stanąć wobec prawdy. Nie jest oczywiście wystarczającym odwołanie się do relatywnego charakteru ubóstwa. Postaramy się więc wejść w konkret sprawy, rozróżniając cztery poziomy: osobisty, wspólnotowy, prowincjalny, apostolski. Nie trzeba schodzić do niemożliwej kazuistyki. Myślę w każdym razie, że możliwe jest odnalezienie pewnych kryteriów, które naświetlają problem i zobowiązują do urzeczywistnienia naszego ubóstwa.

Na początek pozwólcie, że przedstawię wam kryterium, które rządzi i kieruje innymi. Jest to złota reguła, możliwa do zastosowania we wszystkich czasach, reguła, jaką Czcigodny Chaminade pozostawił swoim uczniom:

„Ślub ubóstwa zakłada rzeczywiste wyrzeczenia oraz prawdziwe pragnienie całkowitego ogołocenia”.

Ani jedno słowo nie jest tu za dużo. Bez pewnego rzeczywistego ogołocenia, nie ma ubóstwa. Zaś prawdziwe pragnienie ogołocenia się totalnego, przejawia się w konkretnych czynach, szlachetnych i nieustannych, skutecznych ogołoceniach. Aby utrzymać w powietrzu balon, trzeba wyrzucić nadmierny balast oraz napełnić go powietrzem ciepłym lub lekkim gazem. Bez tej podwójnej czynności balon nie mógłby wolno unosić się w powietrzu i spadłby nieodzownie na ziemię.

(…)

  1. Liczyć spontanicznie na pomoc Boga, kiedy mówi się o służeniu Mu. Dosłowne zastosowanie słów Ewangelii: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego, reszta zaś będzie wam dana w nadmiarze”.
  2. Odczuwać wielką radość, kiedy się niczego nie potrzebuje.
  3. Czuć się całkowicie uwolnionym /wyzwolonym, wolnym/. Wolność ta, bardziej niż znakiem ducha ubóstwa, jest jego konsekwencją i owocem.

Jak sami możecie stwierdzić, starałem się przeprowadzić pewną klasyfikację tych punktów odniesienia, wychodząc od najprostszych, a dochodząc do najwyższych szczytów, których może nie osiągniemy, ale do których szczerze winniśmy dążyć. W efekcie ta lista suponuje pewne postawy fundamentalne, które ogólnie nie są natychmiastowe, ale muszą być nabywane poprzez powolny i nieustanny wysiłek. Jest to praca, którą rozpoczynać trzeba już od pierwszych kroków życia zakonnego.

 

  • Ubóstwo osobiste i ubóstwo wspólnotowe

Życie zakonne w swojej istocie jest życiem we wspólnocie[3]. Mam przeżywać ubóstwo ze współbraćmi, którzy złożyli taki sam ślub ubóstwa. Mają oni pomóc mi być wiernym, a ja mam przyczynić się do stworzenia klimatu, który ułatwi prowadzenie życia ubogiego i prostego.

Jest trudniej ustalić kryteria dla ubóstwa wspólnotowego aniżeli dla personalnego. Ale i one muszą być, jeśli chcemy utrzymać ducha i dążenia. Bez tego bowiem może okazać się prawdziwym heroizmem dla zakonnika żyć swoim ubóstwem we wspólnocie, gdzie króluje obfitość. Jeśli wybraliśmy życie we wspólnocie, to dlatego, aby otrzymać pomoc, a nie przeszkodę w naszej drodze do Pana. Myślę, że wszyscy mieliśmy możliwość stwierdzenia, że o wiele łatwiej jest zbudować głębokie braterskie życie w ubóstwie, aniżeli w obfitości, w bogactwie.

Również tu rozróżnienie jest trudne, może bardziej niż w wypadku ubóstwa osobistego, indywidualnego. Wszyscy mają czuć się w to wmieszani: przełożony, ekonom i każdy zakonnik. Tu w grę wchodzi relatywność w zależności od kraju, dzielnicy, rodzaju apostolstwa, które się spełnia i któremu poświęca się wspólnota oraz okoliczności historyczne. Aby dobrze w centrum umieścić obiekt zainteresowania, potrzeba zakodować sobie dwa pytania. Pierwsze: jak żyć ubóstwem zakonnym w społeczeństwie konsumpcyjnym, które nas otacza i kusi? Dalej: w jaki sposób postawa osób dobrowolnie wybierających ubóstwo może przyczynić się do stworzenia społeczności bardziej sprawiedliwej i braterskiej?

Pozwólcie mi teraz przedstawić wam problem, który był dyskutowany bardzo kilka lat temu, a który nigdy nie będzie rozwiązany w sposób jasny, a mianowicie: problem mieszkań.

Pomieszczenie, dom wspólnoty, posiada duże znaczenie dla życia wspólnego. W nim bowiem podstawowe potrzeby życia ludzkiego znajdują swoją odpowiedź: psychologiczne potrzeby zażyłości /intymności/, potrzeby duchowe prowadzenia życia poświęconego Bogu.

Bardzo wiele dyskutowano na ten temat. Czasami mówiono, że nasze mieszkania powinny być jak te, które posiadają zwyczajne rodziny. Ale my nie tworzymy rodziny „zwyczajnej”, złożonej z rodziców i kilkorga dzieci. Jesteśmy wszyscy dorośli i zebrani w imię Pana. Mamy pracować osobiście, aby dzielić się z innymi. Potrzebujemy gromadzić się codziennie, aby chwalić Boga w atmosferze żywej obecności Pana: potrzebujemy więc kaplicy itd.

Istnieje tu problem, który nigdy nie zostanie doskonale rozwiązany. W zależności od okoliczności, powinno się znaleźć równowagę pomiędzy dwoma skrajnościami: niedostatek, któremu grozi zapadnięcie się życia wspólnego i przeszkoda w spełnieniu apostolskich zadań; oraz nadmiar dóbr, któremu grozi zatrucie, zaduszenie wszelkich szlachetnych potrzeb apostolskich i życia duchowego. Wymagania miłości i misji, tworzą podwójne kryterium dotyczące tej materii.

Bardzo ważną sprawą dla życia wspólnot jest opracowanie rocznego budżetu. Jest to uprzywilejowana okazja, aby utrzymać żywo ducha ubóstwa wspólnotowego. Przygotowanie tego, nie może być aktem rutyny, czy czystej techniki. Uczynić to należy w świetle kryteriów ubóstwa i solidarności. Nie chodzi jedynie o zrównanie z budżetem roku ubiegłego, uwzględniając koszty życia. Byłoby to niebezpieczeństwo podnoszenia poziomu życia według zapotrzebowań wspólnoty, w sposób nierozumny i nieprzemyślany. Przeciwnie, język konkretnych cyfr i sum powinien dać okazję do stworzenia realizmu, którego czasem nam brak. Jest to moment refleksji, jak ekonomia wpływa na życie ubogich, moment do wyprostowania niektórych niewierności, jakie mogły być wprowadzone, chwila na przewidzenie nowej sytuacji, stworzenia projektów dzielenia się z bardziej potrzebującymi. Jest to okazja, aby czynami wyrazić nasze pragnienie naśladowania ubogiego Chrystusa.

Niektóre kryteria dla ubóstwa wspólnotowego

  1. Tendencja do ograniczania.

Kiedy ubóstwo wspólnotowe nie może być tak rygorystyczne jak osobiste poszczególnych członków, trzeba czuwać, aby zachować się w prostocie.. Nie przebiega to samodzielnie: reklama i propaganda oraz rozrzutność naszej społeczności starają się nas przekonać, że niemożliwe jest stworzenie dobrego środowiska inaczej jak tylko przez całą serię fikcyjnych potrzeb.

  1. Właściwe i prawdziwe pojęcie równości.

Zasada: „od każdego według jego możliwości, każdemu według, jego potrzeb” . Prawdziwa równość polega na traktowaniu różnie tego, co jest różne. Wymaga to delikatności i wyczulenia.

  1. Być wśród ostatnich w posiadaniu, gdy jest konieczność jakiejś nowości przydatnej w życiu.

Proponuję dwa kryteria. Pierwsze: mając na uwadze nasze zakonne cele, czy jest to pożyteczne dla wzmocnienia wspólnoty braterskiej, aby oddawać chwałę Bogu, dla polepszenia naszego apostolstwa? Jeżeli odpowiedź była twierdząca, zastosujemy drugie kryterium: nie nabywać niczego, co niej jest rzeczą zwykłą i powszechną dla 2/3 spośród okolicznej ludności. Rozumiem, że są to normy niezupełne, ale są również normami przedmiotowymi. Chcę wyjaśnić, że kryteria te są ważne dla wspólnoty: apostolskie dzieło nie zawsze znajdzie tu zastosowanie.

  1. Uwaga na podarunki, które podnoszą poziom życia. Kiedy mówię podarunki, dary, myślę również o okolicznościach stypendiach itd. To, że jakaś rzecz kosztuje mało albo nic, nigdy nie może być wystarczającym argumentem do przyjęcia, jeśli nie jest zgodne z duchem ubóstwa. Ryzyko zgorszenia bliźniego jest tu naprawdę wielkie.
  2. Prosty i odpowiedzialny styl życia.

Coraz więcej jest ludzi na świecie, którzy podnoszą głos przeciw rozrzutności, niedbalstwu, nieodpowiedzialnemu wykorzystaniu zasobów. Cieszymy się z tej dążności i chcemy w niej partycypować, chociaż nie może to być ostateczną racją naszego ubóstwa zakonnego.

  1. Prawdziwe uczestnictwo w ubóstwie społecznym. Trzeba znać sytuację społeczną miejsca, gdzie się żyje: nędza, bezrobocie, naturalne katastrofy, ograniczenia… Czuć się solidami i współuczestniczący. To wszystko jest o wiele łatwiejsze do realizacji we wspólnotach znajdujących się wśród ubogich. Chociaż jednak jakaś wspólnota nie ma tej możności pracowania wśród ubogich, to jednak, jeśli zamierza działać w Imię Jezusa i tak jak Jezus, nie może nie poczuć się skutecznie zjednoczoną z ubogimi na świecie.
  2. Żadna wspólnota lokalna nie może utrzymywać rezerwowych funduszy. Powtarzam to, chodzi tu o wspólnotę, nie zaś o dzieła.. Można powiedzieć, że jest to dyskusyjny temat, ale duch ubóstwa wchodzi tu w grę. Idąc tak dalej, byłyby w jednej prowincji wspólnoty bogate i biedne. Lepiej, aby posiadała prowincja, aby ona dysponowała i dzieliła te dobra wspólne.

 

  1. Ubóstwo zbiorowe /kolektywne/.

Czy jest to inny punkt widzenia?

Niektóre cytaty znanych autorów posłużą nam do zogniskowania tego problemu i ukażą nam, że nie jest to tak prosty problem.

Yves Congar przedstawia problem w szerszym kontekście: Społeczne ciało, jako takie, związane jest z potrzebami utrzymania i trwania egzystencji Niezwykle trudno jest, a czasem nawet niemożliwe zachować wezwanie ewangeliczne do ubóstwa, do ofiary z siebie samego, do nie opierania się w przypadku prześladowania, do pokory, do pokuty. Grupa kolektywna, /zbiorowa / jako taka, zwłaszcza gdy nie jest mała i jednorodna, z trudnością może praktykować osobiste cnoty i nauczanie z Kazania na Górze[4].

Ten sposób rozumowania może się wydawać zbyt pesymistyczny lub realistyczny, w zależności od punktu widzenia. Stosując tę samą zasadę do Kościoła – który jest właśnie Ludem Bożym, czy wspólnotą wiernych – i relatywnie do ubóstwa, tenże autor kończy na innym miejscu, stwierdzając, że:

Kościół jako taki nie może pozostać na marginesie wymagań ewangelicznego zachowania się, tak jak wymaga się tego od każdego prawdziwego ucznia[5].

Lecz problem, a raczej rozwiązanie nie jest proste. Oto jak O. Liege widzi te sprawy:

Należy rozproszyć wszelkie niewłaściwe rozumowanie. Nie powinniśmy być prostoduszni /naiwni/: nie chodzi o to, aby Kościół pragnął powracać do katakumb, ani aby rozważał jako idealny stan prześladowań sprowadzający go do milczenia. Trzeba pozostawić Bożej Opatrzności zadanie kierowania nim kiedy okaże się koniecznością oczyszczenie go, aby osiągnął ten stan ubóstwa.

Kościół potrzebuje środków, łącznie ze środkami finansowymi i technicznymi, aby mógł prowadzić swoją misję i by głosić Ewangelię. Możemy być pewni, że Duch Święty nie pozostawi go pozbawionym tych środków materialnych, jeśli sam Kościół przyjmie drogę większego ubóstwa z coraz większym przekonaniem[6].

W tym wszystkim kluczowym, słowem wydaje się być słowo „misja”. Kościół, a wraz z nim nasze instytuty zakonne, mają do spełnienia pewną misję: być sakramentem Chrystusa oraz przedłużać Jego obecność wcieloną w świecie, aby ofiarować mu zbawienie.

Sobór Wat. II, tak jak całe nauczanie Kościoła po nim następujące, położyły nacisk na kolektywny akcent i społeczny ubóstwa, podkreślając np. znaczenie świadectwa, dzielenia się, miłości preferencyjnej na rzecz ubogich. Ale cała ta dyskusja dotycząca kolektywnego ubóstwa jest trudna i relatywnie nowa, przede wszystkim w naszym świecie poddanym technice i praktycznemu materializmowi. W każdym razie chcę zaryzykować, zaznaczając niektóre aspekty. Nie ma czasu na to, aby tutaj je rozwinąć, odsyłam więc do komentarza w książce.

Uważać się i skutecznie być pokornymi zarządcami.

Obciążeni tym zadaniem, jesteśmy reprezentantami Chrystusa, nie zaś głównymi dyrektorami jakiejś instytucji. Mamy więc odtwarzać postawę Chrystusa: prostota, szczerość, serdeczność, skromność i wrażliwość wobec wszystkich. Wszystko to zgodnie z wielką tradycją patrystyczną: kto posiada, niech będzie zarządcą dla ubogich.

To, co posiadamy, powinno objawić to, czym jesteśmy i chcemy być.

Jakiś bank ukazuje swoje bogactwo; władza publiczna – swoją moc; luksusowy hotel – wygodę… Przeciwnie natomiast dobra zakonników mają wyrażać poczucie służby, otwartości, prostoty.

Aby środki były stosowne i proporcjonalne do celów.

Myślę, że w tym miejscu, dotykamy palcem bolesnej rany, jednego z większych, zła współczesnej społeczności. Obok środków, które czynią bardziej ludzką pracę i ułatwiają jej skuteczność, są jednak środki zbyteczne i niepotrzebne, zbędne relacje, nagrania, które nigdy nie będą wykorzystane, podróże i spotkania bez treści dokładnie sprecyzowanej, reklamy, aby ukryć słabości, przyjęcia i obiady dla interesu. Marnowanie czasu i pieniędzy. Dla przykładu: kiedy kraje bogate przyznają pomoc biednym na drodze rozwoju, można by zapytać, ile pieniędzy dociera do odbiorcy, a ile zatrzymuje się w trybach niepotrzebnej biurokracji. W tym punkcie Kościół przedstawia korzystniejszą sytuację w porównaniu z organizacjami świeckimi, gdyż zainteresowane osoby w tej działalności pracują bezinteresownie. Ale trzeba uważać, trzeba czuwać!

Kierownictwo innego typu.

Kryterium to jest jakby wnioskiem poprzedniego. W naszych sprawach mamy pokazać, że to, co posiadamy, jest zwyczajnym, prostym narzędziem, środkiem, nie zaś celem. Że są to środki, poprzez które służąc bliźnim – chwalimy Boga. Mamy „starać się ukazać”; istotnie bowiem mało osób wierzy, że mogą być ludzie bezinteresowni.

Wierzę, że w wielu sprawach nie powinnyśmy się bać, iż musimy iść pod prąd. Podręczniki ekonomii nie są dogmatami wiary i nie możemy na wszelki sposób akceptować jakąkolwiek rzecz tak na ślepo. Naszym doradcom musimy dać poznać Ewangelię, jej nauczanie, ducha ubóstwa i jego następstwa dla zakonników i wspólnot, świetnym administratorom i zarządcom przybliżyć mamy i zapoznać ich ze społecznym nauczaniem Kościoła. Musimy unikać uczestnictwa, nawet nieświadomego, w tym wszystkim, co jest źródłem niesprawiedliwości lub jej owocem.

Większa kolektywna ufność w Bożą Opatrzność.

Trzeba żyć ufnością w Opatrzność również na poziomie kolektywu. Nie wyklucza to roztropności. Jeżeli nasze wspólnoty i dzieła mają naprawdę jako cel Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a więc mamy prawo ufać, że wszystko inne będzie nam dodane. Ufność ta będzie tym większa, im bardziej apostolskie jest dzieło, ci dla których ono jest podejmowane, są najbardziej ubogimi, a nasze oderwanie większe. Dlatego właśnie utrzymuję, że nie powinniśmy zabiegać nigdy o dary dla nas samych, na nasze osobiste potrzeby i naszych wspólnot; to nasza praca sama je przewidzi, a jeśli dojdziemy do tego, że to nie wystarcza, zrezygnujemy z tego, co jest mniej konieczne lub mniej pilne, tak jak to robią ubodzy, biedni. Prosić dla dzieł – tak! Dla nas – nie!

Pokorna hojność w dzieleniu się.

Każdy instytut, każda jego prowincja, powinna okresowo dokonać przeglądu stanu swoich dóbr – gotowa do pozbycia się tego, co jest przeszkodą w wolności apostolskiej. Jeśli konieczne są jakieś zapasy, rezerwy, winny się one ograniczyć do bardzo wąskich konieczności. Reszta powinna być rozdana. Powinno się również udzielać z tego, co jest konieczne. Każda prowincja powinna dysponować przedmiotami i dobrami, które skierowane mają być dla dzieł i dla ubogich. Winny one być owocem ogołocenia oraz pochodzące z darów.

Zostało powiedziane „pokorna hojność”… W istocie nie mą tu żadnej hojności z naszej strony. Nikogo nie uważamy za hojnego, kiedy neutralizuje bombę odkrytą w swoim domu, a bogactwa są właśnie taką bombą o opóźnionym wybuchu.

Pierwszeństwo dzieł wśród ubogich.

W tym momencie historii wydaje mi się, że w momencie stworzenia nowej wspólnoty lub zaakceptowania nowych dzieł, trzeba dać pierwszeństwo sektorom mniej popieranym. A mianowicie priorytet dzieł, które bezpośrednio odnoszą się do ubogich, biednych, które implikują konkretne dzielenie się z nimi. Jest to okazja, aby rzeczywiście żyć Opatrznością Bożą!

 

  1. Dzisiejsze powołanie a formacja w duchu ubóstwa.

Zanim zakończę moją prelekcję, pozwólcie, że poddam pod refleksję ostatni punkt, który bardzo mnie niepokoi, a mianowicie formacja do ubóstwa, zwłaszcza w instytutach prowadzących życie czynne.

Powiedziałem już, że problem ten nie przedstawia się dzisiaj w sposób jednoznaczny. Trzeba go umieścić przynajmniej w dwóch typach odmiennych sytuacji. W naszych rozwiniętych krajach jak mamy kształtować młodych, którym nic nie brakuje, aby praktykowali ubóstwo? W ubogich krajach natomiast jak wychowywać do ducha ubóstwa, kiedy dla młodych składających profesję zakonną, prawie automatycznie, równoznaczne jest to z wyższym poziomem życia? Podniesiony poziom życia, nawet gdy stara się zachować prosty tryb życia, bowiem sam fakt otrzymania formacji oraz możliwość studiowania, już zmienia cokolwiek. Ktoś powiedział mi: „Afrykanin, który odbył lot samolotem, nie jest już tym samym”. Twierdzenie takie jest trochę przesadzone, ale dobrze ilustruje problem.

Nie mam żadnej recepty. Zadowolę się wyjawieniem wam tego, co wydaje mi się podstawą do wyciągnięcia wniosków.

Ponowić doświadczenie Apostołów.

Jest rzeczą ewidentną, że spotkanie osobiste z Chrystusem, to radykalne rozwiązanie. Tak, ewidentne, ale nie przychodzi to samo. Bardziej niż studiowania Chrystologii, młodzi potrzebują zatopienia się w Ewangelię oraz modlitwę, aby spotkać Pana, który żyje. Muszą doświadczyć tego, co przeżyli i powiedzieli Apostołowie: „Znaleźliśmy Mesjasza!”.

Aby naśladować Chrystusa, Apostołowie rzucają się w nowe doświadczenia, które oznaczały całkowitą przemianę poprzedniego życia. Było to doświadczenie ubóstwa: dla Pana pozostawili rodziny, ich dobra, ich zawody. Są to trzy konkretne sektory oderwania się: rodzina /ojciec, matka, bracia, dla niektórych – żona/; dobra /łodzie i sieci/; zajęcia /rybacy i poborcy podatków/.

Te trzy typy oderwania się umieściły Apostołów w stanie absolutnej dyspozycyjności.

„Sprzedaj wszystko, co masz. Rozdaj ubogim. Potem przyjdź i naśladuj mnie”.

Zgodnie z tymi kluczowymi słowami Pana, jeśli się chce naśladować Go z pewną perspektywą wytrwania, musi się doświadczyć oderwania. Jeżeli nie, nie można będzie długo naśladować Chrystusa. Przelotny entuzjazm, wzbudzony przez wołanie Mistrza, szybko zostanie zagłuszony przez smutek i tęsknotę za dobrami, które nigdy tak naprawdę nie zostały „sprzedane i rozdane ubogim”. One nieustannie przygnębiają ciężarem serce. To doświadczenie Judasza.

Utrzymuję, że ci, którzy chcą naśladować Pana w życiu zakonnym, muszą uczynić w swoim życiu eksperyment Apostołów nie teoretycznie, ale praktycznie. Ale w jaki sposób?

Niektóre linie działania.

Znaczenie początkowego zerwania /złamania/. Przede wszystkim w momencie wstąpienia do nowicjatu albo podczas trwania nowicjatu powinno się wymagać od kandydatów pewnego oderwania się. Dojść następnie do uczuciowego oderwania się od rodziny, przyjaciół i żyć tymi stosunkami z pewną surowością. Zawiera to niemało trudności, w niektórych krajach, zwłaszcza w Afryce. Następnie zrealizować pewne oderwania się od rzeczy, do których było się przywiązanymi /radio tranzystorowe?/, dając je biednym /lub dając równowagę pieniędzy/. Okazać dyspozycyjność wobec dzieł i apostolstwa instytutu aż do rezygnacji, gdy jest to konieczne z tego, do czego było się przygotowanym.

Pomoc w rozróżnianiu motywacji głębokich i ich oczyszczanie. Pomagać kandydatom w odkrywaniu motywacji socjologicznych, jakie mogły im ułatwić wybór drogi powołania: wygodniejszy styl życia, możliwości studiowania, prześladowania ze strony władz… Nawet motywacje pomagania biednym powinny zostać oczyszczone i zwiększona powinna być czujność. Można bowiem z wyboru osobistego ubóstwa i pracy na rzecz ubogich uczynić dla siebie bogactwo. Również, św. Franciszek doświadczył tego u swoich uczniów. Jedyną motywacją, która może przekształcić wszystkie inne, jest: naśladować ubóstwem ubogiego Chrystusa.

Pewna inicjatywa ascezy jest tu bardzo ważna i konieczna, aby dobrze zakorzenić przekonania i przede wszystkim, aby stworzyć przyzwyczajenie rzeczywistego ubóstwa. Wśród młodych /bogatych krajów/ istnieje rażący kontrast pomiędzy pięknymi dyskursami o dzieleniu się, a praktycznym egoizmem życia codziennego. Ten brak spójności wypływa z mechanicznych schematów naszego świata.

Pomiędzy pragnieniem a, jego zadowoleniem nie ma czasu na realizację. Wystarczy nacisnąć guzik. Przemienione na moc ducha, oznacza to: jeżeli posiada się ideę szlachetności, jest oczywiste, iż jest się hojnym; jeżeli krzyczy się o sprawiedliwości, jest się sprawiedliwym… My wiemy, że nie jest to prawdą. Potrzeba ciągle czasu i wysiłku, aby stworzyć pewne postawy. Jest więc całe wychowanie do zrealizowania, asceza do zaproponowania.

Często mówi się o „doświadczeniach”, jakie uczynić powinno się podczas formacji, aby kandydat miał kontakty z życiem ludzi biednych. Myślę, że można by stosować tego rodzaju praktyką tam, gdzie ubóstwo nie przedstawia zwykłych form: szpitale, domy starców, szkoły dla niepełnosprawnych wszelkiego rodzaju. To pozwala przeprowadzić pewną refleksję. Przeżyć miesiąc w jednej dzielnicy może być prawdziwym złudzeniem, doświadczeniem bardzo pozyskującym, zbyt krótkim, aby ogarnąć całą surowość.

Doświadczenie pracy, przede wszystkim ręcznej pracy, pracy niewygodnej i niewdzięcznej, musi stanowić część formacji ubóstwa. Jest to tradycja życia zakonnego, która nie przestaje być ważna również dzisiaj. Może dziś bardziej niż kiedy indziej.

Społeczne nauczanie Kościoła, które powinno wejść do początkowej formacji.

Pozwoli ona usytuować nasze ubóstwo osobiste i wspólnotowe uczniów Chrystusa w kontekście szerszym. Pomoże też zrozumieć, że „naśladowanie ubogiego Chrystusa” może być zaczynem sprawiedliwości, pokoju i miłości w świecie dzisiejszym.

Proponuję częste przeprowadzanie „testu wielkich magazynów”. Wejść do jednego z tych sanktuariów konsumpcyjnego społeczeństwa, gdzie znajduje się wszystko; pokręcić się wolno po różnych działach, obserwując znajdujące się tam przedmioty, aby wzbudzić pragnienie. Dostrzec wtedy myślą – i to bardzo szczerze te rzeczy, które chciałoby się mieć. Wychodząc, zrobić bilans: ile rzeczy pozostaje w torbie moich marzeń? Wiele… mało? I wyciągnąć z tego wnioski.

Ogólnie na początku, formacji wytworzy się pewna surowość. Czasem myślimy, że w materii formacji wszystko jest usprawiedliwione; jakikolwiek byłby wydatek: podróże, dalekie przemieszczania, częste sesje naukowe, wymiany międzynarodowe, kosztowne praktyki… Niektóre z tych rzeczy mogą być kiedyś później konieczne z motywów apostolskich. Ale na początku, kiedy duch ubóstwa nie jest jeszcze dobrze zakorzeniony, czyż nie jest zaprzeczeniem mówić o ubóstwie do młodych, a potem przedstawiać im formację, jaką jedynie rodziny bardzo dobrze sytuowane mogą przeprowadzić?” Jest to materia do właściwego rozróżniania rzeczy w każdej chwili i w każdym czasie.

I oto doszliśmy do finału. Trochę zbyt długie to było, ale i tak mam wrażenie, że nie powiedziałem wszystkiego, że należało powiedzieć jeszcze wiele rzeczy. A może to wszystko można streścić w jednym zdaniu?

Święty Jan Chryzostom pytał:

Czy miłość rodzi ubóstwo, czy też ubóstwo rodzi miłość?

Ja wierzę – odpowiadał sobie samemu, że:

To miłość rodzi ubóstwo i czyni je bardziej surowym.

Takiej miłości Bożej i miłości, bliźniego życzę dzisiaj wszystkim naszym Instytutom.

Dziękuję…

 

/Referat wygłoszony na zebraniu Unii Przełożonych Generalnych /USG/ w Ariccia, w maju 1989 r. Tłumaczenie z jęz. włoskiego/.

[1] Jose Maria Salaverri – LA NOSTRA, POVERTA RELIGIOSA. Riflessioni per una valutazione, a. 20 anni dal Concilio Circolare Nr 10 ai religiosi Marianisti, 25 marzo 1985.

Okólnik ten, poszerzony i uzupełniony, został wydrukowany i wydany w formie książki, z przedmową Kard. Pironio:

Italia: Jose Maria Salaverri – POVERTA RELIGIOSA OGGI, Edizione PIEMME – Casale Monferrato – 1988.

Spagna: Jose Maria Salaverri – LA PROBREZA RELIGIOSA HOY Publicaciones Claretianas – Madrid – 1988.

[2] Perfectae-Caritatis, nr. 13:

  „Dobrowolne ubóstwo., obrane dla naśladowania Chrystusa, którego jest ono znakiem, dziś zwłaszcza bardzo cenionym, zakonnicy powinni pilnie praktykować, a w miarę potrzeby nawet w nowych formach je wyrażać. Dzięki niemu uczestniczy się w ubóstwie Chrystusa, który będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić” /por. 2 Kor 8,9; Mt 8,20/.

  Gdy .chodzi o ubóstwo zakonne, nie wystarczy być uzależnionym od przełożonych, w używaniu dóbr, ale trzeba, żeby zakonnicy iw „rzeczywistości” i w duchu bayli ubodzy, mający skarby w niebie /por. Mt. 6,20/.

  Niech wszyscy, każdy pełniąc swój obowiązek, uważają się za podległych powszechnemu prawu pracy, i zdobywając w ten sposób środki konieczne, do swego utrzymania i do prowadzenia swoich dzieł, niech odrzucą wszelką nadmierną troskę, a powierzą się Opatrzności Ojca Niebieskiego /por. Mt 6,25/.

  Zgromadzenia zakonne mogą przez swe konstytucje pozwolić, by członkowie zrzekli się majątku rodzinnego już nabytego lub mogącego im przypaść w udziale.

Same instytuty, biorąc pod uwagę warunki miejscowe, niech się starają dawać jak gdyby zbiorowe świadectwo ubóstwa i chętnie z własnego majątku udzielają na inne potrzeby Kościoła i na utrzymanie ubogich, których wszyscy zakonnicy powinni miłować w duchu Chrystusowym /por. Mt 19,21; 25, 34-46; Jk 2,15-16; 1 J 3,17/.

  Prowincje i domy instytutów powinny jedne drugim użyczać swoich dóbr doczesnych tak, aby te, które są lepiej zaopatrzone, pomagały tym, które cierpią niedostatek. Chociaż instytuty; zgodnie ze swoimi regułami, mają prawo posiadania tego wszystkiego, co jest niezbędne do ich utrzymania i do prowadzenia dzieł, to jednak niech unikają wszelkiego pozoru zbytku, nieumiarkowanego zysku i gromadzenia majątku.

[3] Cfr KPK n. 602-608 itd.

[4] Yves Congar: Eglise Catholigue et France Moderne – Paris – Hachette 1978, s. 25.

[5] Eglise et pauvrete. Coli Unam Sanctam, n. 57 – Paris Cerf 1965. Opera Collettiva: Yves Congar: L-application a L-Eglise canne telle des exigences evangeliques concernant la pauvrete. Les conditions et les motifs, s. 155.

[6] Tamże – P. Liege: La pauvrete, compagne de la mission, s. 166.