Dyrek Krzysztof SJ, Wspólnota zakonna środowiskiem kształtowania dojrzałej osobowości

Krzysztof Dyrek SJ Kraków

WSPÓLNOTA ZAKONNA ŚRODOWISKIEM KSZTAŁTOWANIA DOJRZAŁEJ OSOBOWOŚCI

Wprowadzenie.

Temat tej konferencji zawiera w sobie właściwie- dwa tematy: wspólnotę zakonną i dojrzałą osobowość.

Oba tematy są bardzo obszerne i nie sposób zająć się nimi wyczerpująco w czasie tych kilkudziesięciu minut, które mamy do naszej dyspozycji. Dlatego też musiałem dokonać pewnego koniecznego wyboru, skutkiem którego jest to, że w tym co będę do Was mówił, chciałbym się bardziej skoncentrować na problemie dojrzałości osobowej, a później, w sposób już bardziej ogólny, ukażę jak się ma ten problem do życia i do formacji we wspólnocie i przez wspólnotę zakonną.

Problem dojrzałości osobowej jest dość trudnym i nie jest rzeczą łatwa dać odpowiedź wyczerpującą na pytanie – co oznacza osobowość dojrzała, co oznacza, że ktoś jest osobą dojrzałą.

Oprócz tego inaczej osobowość dojrzała jest rozumiana z punktu widzenia religijnego a jeszcze inaczej z punktu widzenia psychologicznego.

Czymś innym jest osobowość dojrzała dla osoby wierzącej, a czymś innym dla osoby niewierzącej.

Także różne szkoły psychologiczne dają różne definicje osobowości dojrzałej .

W tym co do Was chcę powiedzieć, pragnę opisać pewne cechy osobowości dojrzałej i niedojrzałej, z punktu widzenia religijnego i psychologicznego, łącząc a nie rozdzielając oba aspekty, i ukazując ich wzajemne uzależnienie i wpływ.

Będę się bardziej koncentrować na dojrzałości osobowej, ukazując jak ona może warunkować dojrzałość religijną, zakonną.

Zacznę od opisu dwóch postaw niedojrzałości, a później będę mówił o cechach osobowości dojrzałej.

Druga część będzie mówiła o relacji między wspólnotą, w której osoba żyje, i jej wpływie, pozytywnym lub negatywnym, na kształtowanie osobowości.

  1. Cechy i formy osobowości dojrzałych i niedojrzałych.
  2. Cechy osobowości niedojrzałych. ( typ „ buntownika” i „konformisty”).

Chciałbym rozpocząć od opisu dwóch postaw „buntownika” i „konformisty”, jako przykładów osobowości niedojrzałych.

Są to dwa różne rodzaje postaw i zachowań, które jednakowoż łączy jeden wspólny mianownik – osobiste problemy i konflikty wewnętrzne, świadome i podświadome, których osoby nie rozwiązały.

Konflikty te wpływają na osobę i warunkują ją w jej życiu ideałami i w realizacji wartości, którymi powinna żyć.

Wszystko to stwarza w osobie wiele napięć, stresów, frustracji, niezadowolenia osobistego i rzutuje także na jej relację z Bogiem i z innymi ludźmi.

Spójrzmy najpierw na pierwszy rodzaj osób:

– „buntownik” – nazwa może dość dziwna, ale myślę, że bardzo trafna by oddać to o co chodzi w takiej postawie.

Wspomniałem już powyżej, że źródło konfliktu tych osób znajduje się w nich samych. Jednakowoż osoby te nie zdają sobie z tego sprawy lub też negują swe problemy, albo po prostu próbują od nich uciec, w taki czy inny sposób.

Dla tych osób pewne normy i reguły lub zasady życia wspólnego, ciążą i są wielką przeszkodą, bo nie pozwalają im na gratyfikację własnych potrzeb i przeszkadzają im w realizacji własnych pragnień, których częstokroć nie można pogodzić z wartościami i ideałami życia chrześcijańskiego.

Dlatego też osoby te krytykują bardzo przełożonych, normy, współbraci czy współsiostry i wszystko to co, w najmniejszej nawet mierze, ogranicza ich „wolność”.

Postawa zewnętrzna tych osób pełna jest agresji w stosunku do wszystkich i do wszystkiego. Widzą one problemy we wszystkich i we wszystkim, tylko nie w sobie. To jest właśnie podstawowy błąd tych osób.

Zobaczmy teraz niektóre cechy drugiego rodzaju osób:

– „konformista” – osoba taka zewnętrznie stara się być bardzo ułożona i nie wyraża na zewnątrz tego co czuje wewnątrz.

Szczególnie chodzi tu o złość i agresję

Wyrażenie bowiem tego wszystkiego na zewnątrz łączyłoby się ze stworzeniem sobie pewnych wrogów wokół siebie, to zaś oznacza stracenie oparcia, życzliwości innych, a tego właśnie osoba potrzebuje i to bardzo.

Dlatego też osoba ta nie krytykuje, nie buntuje się, ale raczej wszystko to co jej grupa, wspólnota, poszczególne osoby ofiarują, ona to w sposób bierny, pasywny, bezkrytyczny akceptuje i w jakiś sposób identyfikuje się z tym co się jej proponuje.

W zamian za to przełożeni, wspólnota dają osobie to czego jej brak, to czego potrzebuje – pochwały, uznanie, życzliwość, miłość, akceptacja, a więc to wszystko czego osoba potrzebuje i czego pragnie.

I taka osoba w jakiś sposób oszukała siebie i innych, ale tylko oszukała, bo jej problemy i konflikty wewnętrzne ciągle trwają, istnieją i częstokroć właśnie one są podstawową siłą działania, i motywacji, a nie ideały i wartości, którymi żyć powinna.

Jak mówiłem wcześniej, dwa rodzaje różnych postaw, ale jednakowoż podstawa w obydwu sytuacjach jest ta sama. Są to dwie strony tego samego medalu – wewnętrzne konflikty, podświadome motywacje.

Oba typy osób używają w sposób podświadomy, wspólnotę, inne osoby, nie po to by realizować ideały, ale po to by się bronić przed swymi problemami i by gratyfikować swe potrzeby.

Jeśli teraz wspólnota, w której osoba żyje, lub też poszczególne osoby, nie akceptują jej sposobu zachowań, działań, to reakcje tych osób są bardzo podobne.

Przede wszystkim osoby te zaczynają narzekaj krytykować (konformista trochę w inny sposób, ale w sumie robi to samo), obwiniając innych za stan i sytuację w jakiej wspólnota się znajduje, a w rzeczywistości, w jakiej ona sama się znajduje.

Relacje z innymi zaczynają być nacechowane agresją, egoizmem, sztywnością, dominacją.

Osoby te mówią wiele o dialogu, o wzajemnym zrozumieniu, a w rzeczywistości same nie są zdolne do słuchania i do rozmawiania.

Dzieje się tak dlatego, że straciły rację bycia zadowolonym: własna gratyfikacja. Wspólnota i poszczególne osoby nie gratyfikują więcej ich potrzeb, a więc są złe, trzeba je zatem krytykować, Jeśli zaś wspólnota spełnia pragnienia osób i zaspakaja ich potrzeby, to wtedy reakcje i zachowania osób są trochę różne.

Oba typy osób, w takich wspólnotach, będą się czuły dobrze, ale oczywiście tylko na swój sposób i co oczywiście nie oznacza, że także inni będą się z nimi czuli dobrze i że ich „czucie się dobrze” będzie służyło Bogu i Jego wartościom.

Zarówno „buntownik” jak i „konformista” wiją sobie w jakiś sposób swoje własne gniazdka, z których trudno będzie ich ruszyć.

I tak na przykład „konformista” przywiąże się do pracy, do wspólnoty, w której żyje i nie będzie łatwo chciał jej opuścić.

Każda zmiana wspólnoty i we wspólnocie, będzie go dużo kosztować. Jednakowoż obecność jego w niej będzie mało skuteczna, gdyż będzie mu brakować inicjatywy i przedsiębiorczości.

Każde wyjście do innych, każda nowa odpowiedzialność są pewnego rodzaju zagrożeniem dla jego osoby, dla jego „świętego spokoju”, którego tak bardzo potrzebuje. W podobny sposób będzie odbierał nowe inicjatywy innych.

Często będzie robił to co musi, to do czego się przyzwyczaił i może to robić dobrze czy bardzo dobrze, ale z pewną rutyną, strachem i nic więcej nie można od nich oczekiwać, na nic nowego ich nie stać, boją się każdej nowości.

„Buntownik” także się czuje dobrze we wspólnocie, która go gratyfikuje, która spełnia jego oczekiwania i pragnienia.

Jednakowoż tak jak „konformista” w takiej wspólnocie był raczej pasywny, statyczny, tak „buntownik”, przeciwnie, rusza się dużo i działa dużo, ale oczywiście na swój sposób, robiąc tylko to co się jemu podoba i to w czym się czuje dobrze.

Jest on w ciągłym ruchu, ale właściwie nic nie osiąga. Wykonuje ważne i dość dziwne zajęcia, robiąc właściwie raczej swoje rzeczy i właśnie im poświęca dużo czasu.

Napięcie, którego też doznają na skutek różnych problemów zewnętrznych lub wewnętrznych, nie paraliżują ich, ani też nie wzbudza w nich agresji, przeciwnie potrafią je zaakceptować, uznać i przezwyciężyć.

U takich osób istnieje integracja między ich wewnętrznymi potrzebami i konfliktami, świadomymi lub nieświadomymi i wartościami przez nich wyznawanymi.

Wszystko w nich jest podporządkowane celowi ich życia i wartościom, dla których żyją. Dla swych wartości i ideałów potrafią wszystko znieść i im potrafią wszystko podporządkować.

Osoby te nazwałbym „pielgrzymami”, to znaczy pielgrzym rozumiany w sensie bardzo pozytywnym, czyli jako osoba, która jest świadoma celu swej pielgrzymki i swej podróży i wytrwale ku niemu dąży, nie zważając na trudności.

Nie szukają one wygody, łatwych dróg czy ułatwień. Nie boją się problemów, trudności, ale im stawiają odważnie czoła.

Nie liczy się dla nich to, że nieraz się nie wyśpią, nie dojedzą, że się namęczą, utrudzą. To wszystko nie jest dla nich ważne.

Dla nich liczy się tylko ich „święte miejsce”, do którego zmierzają z wielkim zapałem i miłością.

Zobaczmy teraz może w sposób bardziej szczegółowy jakie cechy charakteryzują „pielgrzyma”, czyli osobę zintegrowaną, osobę prawdziwie dojrzałą.

– zdolność do stawiania czoła rzeczywistości – oznacza to, że osoba akceptuje siebie i innych takimi jakimi są.

Jej osobista pewność i ufność we własne siły i możliwości, pomagają jej w dojrzałym podejściu do’ rzeczywistości.

Nie ucieka przed problemami, które niesie ze sobą życie, uciekając w pasywność, lenistwo, obojętność, chorobę, zmęczenie lub też w nadmiar prac czy obowiązków, ile raczej umie stawić im czoła, nie bojąc się konfrontacji i trudności.

Nie projektuje też swych problemów na przełożonych, podwładnych ich otoczenie. Przeciwnie, umie zaakceptować swe braki, słabości, ale też potrafi widzieć pozytywne strony swego i innych postępowania.

Osoba tale umie rozdzielić między osobami i ich postawami i ideałami, widząc na ile i w jakiej mierze nimi żyją lub nie.

Cechuje ją raczej konfrontacja z rzeczywistością, niż ucieczka przed nią. Problemy są po to by je rozwiązywać, by z nimi walczyć, by im stawiać czoła, a nie po to by im ulegać i poddawać się. Rzeczywistość jest taka jaka jest, ważne jest by chcieć ją zmieniać i ulepszać.

– akceptacja i integracja wewnętrznych potrzeb i problemów z wartościami i postawami powołaniowymi.

To co osoba czuje i doświadcza niekoniecznie musi być złe. Dużo tu będzie zależeć od tego co osoba uczyni z tym wszystkim, widzieliśmy na przykładzie „buntownika” i „konformisty”, że niektóre osoby nie umieją, nie wiedzą co uczynić z tym co doświadczają i czują wewnętrznie.

Inaczej ma się sprawa z „pielgrzymami”.

Można na przykład wewnątrz siebie odczuwać agresję w stosunku do osób, otoczenia czy siebie samego i to jeszcze nie jest czymś złym. Ważne jest teraz co się później uczyni z tym co się czuje.

Taka bowiem agresja – może być wykorzystywana przeciw innym, by ich atakować, oskarżać, krytykować ( tak robią właśnie „buntownicy”), albo też agresja ta może paraliżować, utrudniać życie i relacje z innymi („konformista”). Jednakowoż w obydwu przypadkach agresja nie została zintegrowana z całością osoby.

„Pielgrzym” zaś umie ją zintegrować jako część swej osoby i umie wykorzystać ją dla budowania wspólnoty, dla odkrywania prawdy itp.. To samo może być z innymi potrzebami, których osoba doświadcza i które przeżywa: potrzeba uczucia, dominacji, nieufności w swoje siły i możliwości, potrzeba seksualna.

To co tu się liczy i to co tu jest ważne, to przede wszystkim dojrzałe zintegrowanie własnych potrzeb i konfliktów z wartościami wyznawanymi.

To właśnie potrafią czynić „pielgrzymi”.

– „pielgrzymi” nie poświęcają pryncypiów dla swych własnych celów.

Ideały, zasady moralne, reguły, konstytucje są po to „by nimi żyć, by je zachowywać i realizować i by do nich dostosowywać swe życie, pragnienia a nie odwrotnie.

Jeśli nieraz potrzeba wybrać pomiędzy wartościami a własnymi potrzebami czy przyjemnościami, to „pielgrzymi” wybierze zawsze wartości i one będą dla niego zawsze na pierwszym miejscu.

Jednakowoż postawa „pielgrzyma” nie ma w sobie nic ze sztywności, upartości, zamknięcia, ale raczej jest nacechowana otwartością, szacunkiem i wyrozumieniem dla innych i dla sytuacji, w której żyją. Postawa taka wypływa z dojrzałości wewnętrznej osoby i z pewności osobistej, które sprawiają, że osoba nie musi się bronić przed sobą i przed innymi. Dlatego wartości są dla niej czymś nadrzędnym i osoba umie też przyjąć je i przeżyć w sposób wolny, nie czując się do niczego zmuszona i nie zmuszając innych. Elastyczność i kreatywność, to dwie podstawowe cechy pielgrzyma” , w zastosowaniu i życiu wartościami.

Taka postawa, w której wartości i ideały zajmują naczelne miejsce, przynosi „pielgrzymowi” pewne problemy z otoczeniem, bo nie wszyscy akceptują jego sposób działania.

Jednakowoż osoba taka potrafi rozróżnić między tym co jest ważne i tym co jest mniej ważne i umie rozeznać kiedy trzeba się przeciwstawić innym w sposób zdecydowany, uderzając nieraz także ręką o stół, jeśli tego wymaga sprawa. Umieją jednak także przejść spokojnie, milcząco, z uśmiechem obok pewnych postaw czy zachowań, jeśli tego wymaga dobro sprawy.

To co tu jest ważne to właśnie to – „pielgrzym” nigdy nie poświęca wartości jako takich, po to by ocalić „święty spokój”.

Postawa taka jest sztuką i wymaga od osoby dużej dojrzałości osobistej i religijnej.

„Buntownik”, „konformista” mówili, krytykowali lub milczeli, ale czynili to dlatego, że się czuli zagrożeni i dlatego musieli atakować, by się bronić.

„Pielgrzym” czuje się pewnym siebie i nie potrzebuje się bronić przed niczym i przed nikim. Przyjmuje pewne postawy, zachowania jako wyraz miłości do Boga, innych i siebie samego.

– miłość do innych jest bezinteresowna, nieegoistyczna.

„Pielgrzym” nie potrzebuje innych ludzi dla własnej pewności czy gratyfikacji, bo sam, o własnych siłach, może żyć i działać bardzo dobrze.

Kocha innych ze względu na Chrystusa, nie szukając nic w zamian za to.

Kocha innych ze względu na to kim są i nie ze względu na to co oni posiadają lub co od nich otrzymuje.

Osoba taka umie także dawać innym i jest w tym bardzo hojna, szczera, nikomu niczego nie żałując, ani sił, ani zdrowia czy czasu.

Daje nie oczekując nic w zamian za to, ani świadomie, ani podświadomie. Jej służba dla innych jest nacechowana jedynie szukaniem Boga i dobra innych, a nie siebie samej.

Chociaż otrzymywanie nie jest dla „pielgrzyma” czymś pierwszym i najważniejszym, to jednakowoż umie także otrzymywać od innych, nie obawiając się, że popadnie w zależności od nich, że straci swą wolność.

Osoba taka jest zatem wolna w dawaniu i otrzymywaniu i nie odczuwa w sobie potrzeby bycia potrzebnym, która to potrzeba może niejednokrotnie ograniczać wolność służenia innym i wolność kochania ich w sposób prawdziwy, autentyczny i bezinteresowny.

– podstawowa ufność w stosunku do innych – jest ona konsekwencją ufności do siebie samego.

Akceptacja siebie i osobista pewność pozwalają „pielgrzymowi” akceptować innych takimi jakimi są, bez potrzeby i chęci zmieniania ich za wszelką cenę.

Kontakt takiej osoby z innymi jest nacechowany wielką ufnością i otwartością bez potrzeby czucia się zagrożonym przez innych.

Nie musi innych kontrolować i nie musi się ich obawiać, chociaż nie jest naiwna i, jeśli potrzeba, to umie pewne rzeczy przypomnieć i powiedzieć.

„Pielgrzym” jest przekonany, że także inni chcą dobrze i że zdają sobie sprawę z pewnych spraw i problemów i dlatego umie uszanować punkt widzenia innych, choćby był bardzo odmienny.

Widzi innych jako swych współpracowników, a nie jako rywali czy też przeciwników.

– relacje z innymi (przełożonymi, podwładnym i czy rówieśnikami) nacechowane są pewnego rodzaju wolnością, zakonną dojrzałością.

W relacjach tych „pielgrzym” nie jest zależny lub niezależny, ile raczej chodzi tu o coś pośredniego między tymi dwoma postawami.

Nie ukazuje on niezdolności do podjęcia decyzji bez pomocy innych, ani też nie podejmuje ich w całkowitej niezależności od innych, nie licząc się z nikim i z niczym.

Rzecz ma się inaczej, a mianowicie umie on podejmować pewne decyzje i inicjatywy z uwzględnieniem własnych możliwości i możliwości innych osób oraz uwzględniając sytuację, w której się znajduje.

Myślę, że jest przyjemną rzeczą mieć takich przełożonych czy takich podwładnych. Osoby takiej same będąc wolnymi i dojrzałymi, pozwalają także innym czuć się wolnymi i traktują ich dojrzale.

W takiej sytuacji nikt się nie czuje do niczego zmuszonym, nakłanianym, ile raczej każdy czuje się uszanowanym w swej wolności, decyzji i inności.

To co ktoś czyni czy podejmuje robi to, bo jest o tym przekonanym, bo powinien to czynić, a nie dlatego, że się boi, bo tak wypada, bo musi, bo nie ma innego wyjścia .

– stabilność – jako jeszcze jeden element dojrzałości „pielgrzymów”. Chodzi tu o pewną stałość postaw, zachowań, przekonań i tych wszystkich cech, o których była mowa powyżej.

Osoba taka nie zmienia łatwo swych przekonań, postaw, w zależności od wiatrów, z której strony zawieją. Nie jest ona trzciną kołyszącą się na wietrze. Przeciwnie, jest pewna siebie i tego co czyni, czym żyje.

Stabilność, zdecydowanie wcale nie oznacza, że osoba taka jest zamknięta na wszystkich i na wszystko. Wręcz przeciwnie, oznacza to, ze ona reflektuje nad sobą i nad swym postępowaniem i jest otwarta na wszelkie sugestie ze strony innych. Dalej, oznacza to także, że umie przyznać się do swych błędów i słabości i umie przyznać rację innym, jeśli widzi, że ją mają i umie pewne uwagi przyjąć, zaakceptować i z nich się poprawić.

Osoba taka ciągle się odnawia w swym życiu wewnętrznym i w swych postawach, dostosowując je do zmieniających się sytuacji, okoliczności. Stabilność zatem nie oznacza skostnienia, ale raczej stałość, która ciągle się odnawia, odradza i ożywia.

– internalizacja wartości i ideałów, jako ostatnia już cecha, charakterystyka „pielgrzyma”.

Chodzi tu o to, że „pielgrzym” przyjmuje pewne ideały nie dlatego, że w zamian za to może otrzymać coś czego potrzebuje albo też dlatego, że może uniknąć pewnych przykrych konsekwencji.

Nie przyjmuje ich też tylko ze względu na osobę, która mu je przedstawia. Racją podstawową przyjmowania wartości jest przekonanie o ich słuszności i wielkości i dla nich jest gotów znieść pewne trudy i cierpienia, ofiary.

„Pielgrzym” akceptuje pewne ideały ze względu na to czym są, ze względu na ich wewnętrzną wartość i pozwala się im przemieniać zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie, tak że później może powiedzieć za św. Pawłem: „ Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

O swoje ideały, które w pełni zinternalizował, potrafi walczyć i potrafi ich bronić i potrafi także innych do nich przekonać.

Dla takiej osoby nic nie jest ważniejsze, nic się bardziej w życiu nie liczy niż życie według tego czego Bóg od niej wymaga i wszystko w jej życiu jest podporządkowane temu właśnie celowi.

To byłyby pewne postawy, cechy osobowości dojrzałej, które wydają mi się być konieczne do uwzględnienia w formacji zakonnej; czy seminaryjnej.

To co tu powiedziałem na pewno nie wyczerpuje całego tematu, ale elementy, które wyliczyłem i przedstawiłem wydają mi się być istotnymi i dlatego też poświęciłem im tyle miejsca.

Wydaje mi się, że z tego wszystkiego widać dość jasno, że dojrzałość osobowa, psychologiczna lub jej brak warunkuje i wpływa na dojrzałość religijną i zakonną i na sposób realizowania wartości. Dojrzałość osobowa i zakonna są ze sobą ściśle powiązane i trudno mówić o istnieniu jednej, jeśli nie istnieje druga.

Zobaczmy teraz może jak dojrzałość osobista lub jej brak, ma się do życia we wspólnocie zakonnej lub seminaryjnej.

 

  1. Wspólnota zakonna a dojrzałość osobowa jej członków.

Przedstawiłem Wam dotąd różne postawy, zachowania pewnych osób i mówiłem Wam, że postawa „buntownika”, „konformisty” jest niedogrzała, a postawa „pielgrzyma” jest dojrzała, zintegrowana.

I myślę, że nie muszę Was zbytnio przekonywać co do tego, że w naszych wspólnotach żyją osoby tego właśnie rodzaju.

Pragnieniem każdego z nas jest aby było w nich jak najwięcej ludzi pokroju „pielgrzyma”, a jak najmniej pokroju „buntownika” i „konformisty”.

Zanim zacznę mówić Wam jak się ma sprawa między dojrzałością osobową i wspólnotą, chciałbym najpierw przypomnieć kilka rzeczy. Myślę, że takie stawianie sprawy – wspólnota i kształtowanie osobowości, nie jest zbyt trafne i można mieć do niego wiele zastrzeżeń. Można bowiem się pytać na ile wspólnota, jako taka, formuje prawdziwie osobowości. Czy to co osoba spotyka we wspólnocie naprawdę zawsze pomaga jej w jej własnym kształtowaniu się i formowaniu?

Wspólnota formuje lub deformuje osobowości?

Dalej, można się też pytać czy we formacji, dobrze ustawionej, kształtuje się, formuje się osoby we wspólnocie, przez wspólnotę lub też indywidualnie? Jaką właściwie rolę spełnia wspólnota w formowaniu osób?

Oprócz tego można się też zapytać dlaczego pewne wspólnoty pomagają pewnym osobom rozwijać się a inne nie?

Dlaczego też ta sama wspólnota pozwala pewnym osobom rozwinąć się, a innym nie?

I w końcu na ile we wspólnocie jest ważna osobowość, czyli na ile pewne osobowości ulegają wpływom, pozytywnym lub negatywnym, grupy, wspólnoty, a inne nie?

I rzecz najważniejsza, którą chciałbym z naciskiem podkreślić, to ta, że wychowanie we wspólnocie, przez wspólnotę, grupowe, nigdy nie może zastąpić formacji indywidualnej, osobistej.

Grupa, wspólnota, może nieraz pomagać w formacji osobistej, indywidualnej, ale nigdy nie może jej zastępować.

Osobisty kontakt między formowanym i formującym w żadnym wypadku nie może być niczym zastąpiony.

Wychowanie przez wspólnotę może być czymś pomocniczym, ale nigdy czymś nadrzędnym.

Nawiązując teraz do tego co było powiedziane poprzednio, trzeba przyznać, że jeśli młoda osoba, będąca na etapie formacji, znajdzie się we wspólnocie, w której większość osób będzie typu „buntownika” lub „konformisty”, to najprawdopodobniej najpierw będzie się wiele gorszyła tym co widzi.

Później jednak albo stanie się jak osoby ze wspólnoty, albo też odizoluje się od takiej wspólnoty, bądź też (ale tu potrzeba osobowości silnej i dojrzałej) nie da się wchłonąć przez grupę i będzie żyła ideałami i wartościami, choć nie będzie jej to łatwo przychodziło i może powoli zacznie przetwarzać wspólnotę.

Podobnie będzie się miała sprawa z osobą będącą na etapie formacji, jeśli ona znajdzie się we wspólnocie, w której przeważającą część będą stanowili „pielgrzymi”. Zatem także i w takiej wspólnocie, albo zaakceptuje pewne wartości szczerze i prawdziwie, albo też będzie żyła na marginesie takiej wspólnoty.

Jednakowoż myślę, że wspólnoty zakonne są pewnego rodzaju „mieszankami”, to znaczy jest w nich trochę „buntowników”, trochę „konformistów” i trochę „pielgrzymów”.

Dlatego też młoda osoba, osoba formowana, znajdując się w takiej wspólnocie, na początku będzie trochę zakłopotana, nie bardzo będzie wiedziała po której stronie stanąć, opowiedzieć się.

Będzie otrzymywać różne wyzwania, zaproszenia, świadome lub podświadome ze wszystkich stron. Także jej predyspozycje osobiste, psychologiczne, będą ją skłaniać ku jednej lub ku drugiej stronie.

Z czasem osoba taka wejdzie w grupę lub będzie wchłonięta przez taką czy inną grupę i stanie się biernym lub czynnym członkiem. Samotność bowiem w grupie jest rzeczą trudną do uniesienia.

To co w tym „wejściu we wspólnotę” jest najważniejsze jest to, by młoda osoba zidentyfikowała się z „pielgrzymami”, czyli z ludźmi, którzy żyją ideałami i wartościami.

Wiemy jednak, że tak nie zawsze bywa, a przecież szkoda.

Pomimo tych wszystkich zastrzeżeń, wydaje mi się, że można, przynajmniej w części , nakreślić pewne rysy i charakterystyki, którymi powinny się odznaczać wspólnoty, które pomagałyby, a nie utrudniały młodym ludziom w identyfikacji z wartościami powołania i w przyjmowaniu postaw „pielgrzyma”. Oto niektóre z nich.

– wspólnota, która planuje, programuje, chodzi tu o to aby wspólnota nie była bierna, statyczna, skoncentrowana tylko na swej przeszłości, choćby nawet najwspanialszej, ale raczej by była nastawiona na teraźniejszość i na przyszłość, chcąc także i w nich stawiać czoła problemom, które niesie dzisiejszy świat.

Chodzi tu o to, aby wspólnota widziała problemy dzisiejszych ludzi i własne możliwości i aby szukała nowych sposobów przekazu ewangelii.

Taka wspólnota powinna posiadać ciągle żywą kreatywność i w niej powinni uczestniczyć zarówno przełożeni jak i podwładni.

Ważne by w to co się planuje, podejmuje i robi, byli w jakiś sposób zaangażowani wszyscy i aby wszyscy czuli się odpowiedzialni za dzieła wykonywane.

Wspólnota, która planuje rok, miesiąc, tydzień pracy i odpoczynku, w której każdy wie co i jak powinien robić by lepiej służyć Bogu i bliźnim – o coś takiego właśnie chodzi.

– wspólnota, która rozeznaje – w ostatnich czasach rozeznawanie wspólnotowe i indywidualne staje się coraz bardziej znane.

Rozeznawanie wspólnotowe oznacza, że wspólnota, na czele ze swym przełożonym, szuka woli Bożej, szuka tego czego Pan Bóg od niej wymaga, w zmieniających się warunkach życiowych.

Jednakowoż nie można mówić o rozeznawaniu wspólnotowym jeśli nie istnieje rozeznawanie osobiste, indywidualne każdego członka wspólnoty. Najpierw każdy musi sam umieć rozeznać, by później być zdolnym do rozeznawania wspólnie.

Rozeznawanie zakłada także modlitwę wspólną i osobistą, jako najlepszy i najwłaściwszy sposób szukania tego ca Pan Bóg pragnie.

Wspólnota, która rozeznaje, to wspólnota, która także modli się i szuka wspólnie i indywidualnie.

– wspólnota, która dojrzewa uczuciowo- dojrzałość osobista jest miarą dojrzałości wspólnoty. Na ile poszczególne osoby we wspólnocie będą dojrzałe religijnie i osobowo, na tyle wspólnota jak taka będzie dojrzała.

Wspólnota powinna być w jakiejś mierze oparciem dla osób, które w niej się znajdują. Ważne tu jest aby osoby czuły się zaakceptowane takimi jakimi są, z całą ich innością, i aby czuły oparcie ludzi żyjących we wspólnocie, w momentach trudnych i ciężkich.

I chyba to wszystko może sprawić, że wspólnota będzie miejscem, do którego osoby wracają z radością, w którym się czują dobrze i którego pod byle jakim pretekstem nie będą chciały opuszczać.

Inni, jako przyjaciele w Panu, a nie koledzy i koleżanki, z którymi żyje się obok, a z którymi nic lub bardzo mało nas łączy.

Aby to wszystko, przynajmniej w jakiejś mirze było możliwe, od każdego z członków takiej wspólnoty wymagana jest dojrzałość osobista, o której była mowa wcześniej.

– wspólnota w ciągłej formacji – nie chodzi tu tylko o ciągłą formację duchową lub intelektualną, ile raczej o formację całościową.

Chodzi tu najpierw o to by formować osoby do umiejętności wzajemnego dzielenia się. Mam tu na myśli wzajemne dzielenie się tym kimś się jest lub tym co się posiada, ale także dzielenie się własnym doświadczeniem i przeżyciami, planami i projektami.

Dalej ważną rzeczą też jest formacja ku odpowiedzialności za dobro wspólnoty, dobro prac i dzieł prowadzonych przez wspólnotę.

To co robimy jest w jakimś stopniu naszą wspólną sprawą, za którą musimy czuć się odpowiedzialni, na której każdemu musi zależeć. Wiele inicjatyw, projektów zatraca się, bo osoby nie czują się za nie współodpowiedzialne.

Trzeba też formować ku pluralizmowi – słowo ostatnio bardzo modne, zwłaszcza w Polsce. Jeśli chcemy by inni się czuli współodpowiedzialni za to co się dzieje i robi we wspólnocie, trzeba umieć zgodzić się na różność innych osób i nie chcieć wszystkich podciągnąć pod jedną linię za wszelką cenę.

Umiejętność uszanowania inności czyjejś postawy, zachowania czy myślenia jest podstawą pluralizmu.

Ktoś pracuje tak czy inaczej, ktoś inny ma taki sposób zachowania lub inny, i to co się tu liczy jest umiejętność akceptacji inności, bo każdy tego samego wymaga od innych.

Każdy jest inny i ma prawo takim być. Inny nie znaczy gorszy lub lepszy, ale po prostu różny. Na to trzeba umieć się zgodzić.

– wspólnota żyjąca Bogiem – chociaż charakterystykę tę wyliczam jako ostatnią, to jednakowoż uważam ją za pierwszą i podstawową.

Wspólnota zakonna nie jest wspólnotą krwi, więzów przyjaźni, czy grupą osób żyjących pod jednym dachem, jedzących ten sam chleb.

U podstaw takiej wspólnoty leży coś całkiem innego.

Jej właściwością jest przede wszystkim jedność we wierze i szukanie Boga i doświadczanie Jego miłości w życiu.

Ważne jest aby Pan Bóg i Jego wartości, ideały były zawsze najważniejsze w życiu całej wspólnoty i każdego z jej członków osobno.

Całe działanie wspólnoty i wszystko to co się w niej przeżywa i podejmuje powinno być nastawione na te właśnie wartości i nic nie powinno ich przesłonić.

To byłyby tylko niektóre z możliwych cech, którymi powinny się odznaczać wspólnoty zakonne, które mają pomagać w formowaniu dojrzałych osobowości.

Jeśli w takiej wspólnocie znajdzie się osoba formowana, to takie środowisko powinno się jej udzielać. To znaczy, takie środowisko powinno ją zachęcić do refleksji nad sobą i nad swym postępowaniem, ukazując ewentualne możliwości zmiany, bądź też umacniając ją w jej postępowaniu lub pragnieniach.

 

Zakończenie.

Tak oto próbowałem nakreślić pewne ogólne cechy i charakterystyki osobowości dojrzałych i niedojrzałych, ukazując także niektóre rysy, którymi powinny odznaczać się wspólnoty zakonne, by pomóc w kształtowaniu dojrzałych osobowości.

Wspólnota jednak zawsze składa się z pojedynczych osób i dużo będzie zależało od każdej osoby indywidualnie i od jej dyspozycji indywidualnych.

Wspólnota, której charakterystyki przedstawiłem powyżej, chociaż nie jest idealna, to, jednakowoż może faworyzować i umożliwiać kształtowanie się postawy „pielgrzyma” i o to właśnie chodzi. Oczywiście, że jeśli w takiej wspólnocie znajdą się osoby z ich własnymi konfliktami i problemami nie rozwiązanymi, to najprawdopodobniej będą one bardziej skłonne do formowania postawy „buntownika” lub „konformisty” niż „pielgrzyma”.

Zatem można chyba powiedzieć, że dużo może zależeć od poszczególnej wspólnoty, ale także wiele zależy od poszczególnych osób i od ich predyspozycji osobistych i od ich decyzji.

Nie wszystko zależy od wspólnoty i nie wszystko zależy od osoby.

Trzeba w formacji uwzględnić oba czynniki.

Istnieje jednak pewne sprzężenie zwrotne pomiędzy „wspólnotami prawdziwymi”, o których mowa była powyżej, a postawą „pielgrzyma”.

A mianowicie, „pielgrzymi” formują „Wspólnoty prawdziwe” i na odwrót, „wspólnoty prawdziwe” formują „pielgrzymów”.

To samo stwierdzenie może być prawdziwe odnośnie „buntowników”, „konformistów” i „wspólnot nieprawdziwych”, to znaczy, że także między nimi istnieje pewna wzajemna zależność.

Czyli „wspólnoty nieprawdziwe” formują „buntowników” i „konformistów, i na odwrót, „buntownicy” i „konformiści” formują „wspólnoty nieprawdziwe.

 

BIBLIOGRAFIA

  1. M. Rulla SJ – „Depth psychology and vocation”, Rome, Gregorian University Press, 1971.
  2. M. Rulla SJ – „Antropologia della vocazione cristiana – le basi interdisciplinari”, t. 1, Piemme, 1985.
  3. L. Arrondo – „Nuevo plantamiento de la comunidad religiosa”, w „Revista de espiritualidad” 47 (1988), ss. 603-630.