Miłość zawsze ryzykuje

Andyjska szopka z Peru

Drodzy Współbracia w życiu konsekrowanym!

Urodziliśmy się i żyjemy w takim, a nie innym świecie. Niemniej, wiemy dobrze, że to Bóg uznał, iż będzie to odpowiedni dla nas i czas, i miejsce. Wybraliśmy, spośród wielu, styl życia na wzór Jezusa.

Chociaż, wiemy, że to On nas wcześniej wypatrzył.

Chcemy upodabniać się do Niego w myśleniu, uczuciach, codziennych wyborach. Chcemy pełnić Jego wolę. Z zapałem i przekonaniem szukamy dzisiejszych śladów Jego obecności. Następnie o tym wszystkim mówi- my, a jeśli trzeba głośniej i dobitniej, to świadczymy z całą mocą, że On nie jest doktryną – która może jedynie zachwycać, której można się jakoś wyuczyć, o której można dyskutować i ujmować ją zależnie od potrzeb. Jezus Chrystus jest Kimś, kto żył na tej ziemi. Jest Osobą, której nie sposób nie kochać, gdy się Ją już bliżej pozna.

To jest sens naszego życia.

Skoro jednak chcemy dzielić los Jezusa, prócz mocnych i intymnych doświadczeń wielu spotkań, najprawdopodobniej doznamy też rozcza- rowań. Miłość to także ryzyko, które trzeba podjąć, poczuć, przeżyć. Po latach kroczenia drogą powołania niejednokrotnie zderzamy się z oceną, iż nasze życie jest bezowocne i nieatrakcyjne. Że wiele działań ewangelizacyjnych mogłoby się toczyć inaczej, lepiej, efektywniej. Doświadczamy, że na darmo idzie szereg poświęceń, a moja wierność pozostaje niezauważona, choć chciałbym by była znakiem i pomocą dla pogubionych. Że ludzie nie dostrzegają i nie cenią ani świadectwa, ani mojej służby czy ofiary – a widzieć chcą jedynie wygodne życie.

Cóż, wówczas przyjmujemy w całej krasie los Jezusa.

On – rodząc się wśród nas – zaryzykował odrzucenie, niezrozumienie. To jest Jego styl – odwaga kochania wszystkich: tych, którzy uwierzą i tych obojętnych, a nawet tych nastawionych wrogo. Jezus po to zamieszkał pośród nas, chodził naszymi drogami, by nam dać przykład życia w nowy sposób, wypełnionego miłością, która przekracza ludzkie kalkulacje opłacalności i sensu. Miłosierna miłość to hojność, szczodrość, a może i rozrzutność. To sztuka czekania, cierpliwość, bezinteresowność, to nieliczenie się z niepowodzeniem czy bezskutecznością.

Bóg zaryzykował.

Rodząc się pośród ludzi stał się bliski na wyciągnięcie rąk – tych złożonych w geście czci i tych zaciśniętych. Tajemnica narodzenia Bożego Syna sięga do wymiaru wiary, który wykracza poza czyste myślenie. To po ludzku „szaleństwo” – Bóg aż tak bliski.

Bliskość nie jest łatwa.

Wiemy to aż nazbyt dobrze. Znamy ciężar ludzkich słów, które trudno usunąć z pamięci, jak drzazgi. Znamy smak życia we wspólnocie, które wiąże się z ryzykiem, że otwarcie się, szczerość i ufność mogą się wiązać z poranieniem. Ale podjęcie tego ryzyka jest jedyną ratunkiem, by nie skostnieć, uciec w sfrustrowane, podwójne życie. Człowiek człowiekowi piekłem – wyraził przekonanie wielu Sartre. A jednak Bóg, znając człowieka, zaryzykował. Bliskość może ranić, może i leczyć! To doświadcze- nie też znamy. Obok nas tylu jest ludzi potrzebnych i ważnych. Od nich to czerpiemy garściami inspiracje, motywacje. Oni są nam wsparciem, często nawet o tym nie wiedząc.

Święta Bożego Narodzenia, są okazją uświadomienia sobie, że może nie najważniejsze są sprawy, które podejmujemy, wyzwania, zadania… Że ważniejsi są ludzie, z którymi się codziennie spotykamy. Miłość miłosierna niech się więc otwiera nam oczy. Taka, która nie kalkuluje, nie skupia się na analizie strat i zysków. Nie lęka się zranień i niepowodzeń. Miłość niech wreszcie przestanie być słowem, a stanie się Ciałem.

Ta, zrodzona w nas i naszych relacjach obecność Boga jest nam dzisiaj bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Bez niej świat staje się coraz bardziej pusty i nieludzki. Od nas zależy czy piekła jest więcej czy mniej między ludźmi.

Życzę wiary w Boga prawdziwego, Boga z miłosiernym sercem. Boga obecnego. Boga, który zamieszkał wśród nas, współczującego i bliskiego. Życzę wiary przekonanej, że człowiek może mieć serce podobne do Bożego serca – mądre, odważne, hojne – po prostu miłosierne

o. Janusz Sok, CSsR Przewodniczący KWPZM