Serce modli się po polsku (WYWIAD)

Marta Molińska-Glura: Czy mógłby nam Ojciec opowiedzieć o początkach Kapelanii Polskiej w Madrycie?

Mirosław Baran SVD: Pierwszym, który zajmował się Polakami w Madrycie, był ksiądz prałat Marian Walorek, który pochodził z Poznania. Został przysłany po II Wojnie Światowej, przez jednego z biskupów z Polski, żeby objąć opieką studentów tzw. bloku wschodniego. Sprawował swoją funkcję aż do 1988 roku. Poświęcał swój czas nie tylko młodzieży, ale też grupie złożonej z arystokratycznych rodzin Potockich, Zamojskich itp. To była ta pierwsza fala. Następne emigracje to lata 60-70 oraz czas, gdy Hiszpania przeżywała „najazd” Polaków, czyli koniec lat 70-tych, a potem 90-tych. Przyjeżdżali tu z dwóch powodów. Jedni chcieli się wydostać z kraju komunistycznego, okupowanego przez Sowietów, inni po prostu szukali pracy. Po śmierci o. Mariana, Kapelanią zajmował się misjonarz, jeśli się nie mylę, ze Zgromadzenia Świętej Rodziny. Potem na krótko pojawił się o. Adam Pirożek SVD, werbista z Boliwii. W 1996 roku otrzymujemy nominację od biskupa jako Kapelania Polskiej Wspólnoty Katolickiej. W Madrycie jest siedem Kapelanii: filipińska, polska, ukraińska, rumuńska obojgu obrządków, chińska i afrykańska. Z tych siedmiu, aż w czterech posługują werbiści. Przede mną pracowali tutaj również o. Eugeniusz Jaworowski SVD i o. Krzysztof Mazurek SVD. Ja przybyłem w 2013 roku.

MMG: A stan obecny?

MB: Nasza sytuacja zmienia się diametralnie, gdy 2004 roku, Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Wtedy nikt nie potrzebuje już pozwolenia na pobyt i pracę. Obecnie grupa naszych rodaków, która tu kiedyś przyjechała, po prostu się zestarzała i część z nich wraca do kraju. Nie czujemy już takiego napływu ludzi z zewnątrz. Oto przykład. W 2007 roku w Kapelanii, którą obsługiwali werbiści, ochrzczono 70 dzieci, a w 2017 już tylko 11. Jest tak, że są rodziny, które wracają do kraju, bo ojczyzna bardzo dobrze się rozwija i prosperuje. Są też takie, które się zintegrowały. Kapelanie służą też do integracji z Kościołem lokalnym.

MMG: Czy Kapelania posługuje w dwóch miejscach w Madrycie?

MB: Są to kościoły na Pacifico i Aluche. Te dwa miejsca wyznaczone są przez biskupa, natomiast Mszy polskich jest więcej. Na Aluche możemy doświadczyć młodego i dynamicznego Kościoła, 400-450 osób uczestniczy w niedzielę we Mszy Świętej, są też dzieci pierwszokomunijne. Na Pacifico sytuacja jest inna, mamy 60-70 osób, to niewielka grupa.

MMG: Parafianie mówili mi, że potrzebują kontaktu z polskim środowiskiem. Czy to tak zawsze jest?

MB: Jest taka kwestia, że na różnych spotkaniach z biskupami i innymi organizacjami, nam ciągle mówią o integracji. Natomiast Polacy mówią, że oni się integrują przez 6 dni w tygodniu, bo ich dzieci chodzą do hiszpańskich szkół, a oni pracują w hiszpańskich firmach. Ale szukają też tego miejsca, żeby modlić się, rozmawiać i być po polsku. Trochę inaczej jest już z młodym pokoleniem. Rodzice muszą włożyć bardzo duży wysiłek, żeby dzieci mówiły po polsku.

MMG: Poza pracą duszpasterską Kapelania zaspokaja też inne potrzeby parafian?

MB: Dla tej grupy emigrantów z lat 70 i 90-tych robione było wszystko. Załatwiane dokumenty, organizowane kursy języka hiszpańskiego, poszukiwanie pracy, szkół dla dzieci, kontaktowanie z Czerwonym Krzyżem. Polacy przychodzili z różnymi sprawami, szukać noclegu, jedzenia, wszystkiego. W tej chwili jest już zupełnie inaczej. Ja to widzę bardzo wyraźnie. Kapelania jest też platformą dla różnych stowarzyszeń, działających w Madrycie i Hiszpanii, które tutaj mogą robić dobre rzeczy. Jest, dla przykładu, pani Agata z mężem Pawłem ze Stowarzyszenia Krakus, jest stowarzyszenie Nasz Dom, Dom Polski, Orzeł Biały. Jest ponad 30 różnego rodzaju organizacji. Od dwóch lat mamy też świetną panią ambasador, panią Marzenę Adamczyk, która rewelacyjnie promuje nasz kraj.

MMG: Czy w pracę duszpasterską w Kapelanii angażują się też współbracia werbiści?

MB: Ależ oczywiście. Prawie wszystkie rekolekcje prowadzą współbracia. Jesteśmy po rekolekcjach o. Zdzisława Grada SVD. Były tak mocne i silne, że wielu je do dziś wspomina. Był o. Łukasz Herkt SVD z Brazylii, o. Jakub Błaszczyszyn SVD, o. Mirosław Piątkowski SVD i wielu innych.

MMG: Wiem, też od parafian, że większość aktywności w Kapelanii oparta jest o wolontariat.

MB: Przede wszystkim. Nikt nikomu za nic nie płaci. Co dostajemy, czym się dzielimy, co możemy przekazać, pochodzi z ofiar naszych ludzi, którzy są bardzo ofiarni, pomimo różnych kryzysów, jakie nami miotają. Hiszpania przeżywała i przeżywa nadal głęboki kryzys. Teraz jest trochę lepiej, ale wielu ludzi straciło pracę. Innym problemem jest bardzo trudne życie w momencie, gdy wielu Polaków kończy swoją pracę zawodową i przechodzi na emerytury. Pojawia się realny problem z więzią z dziećmi, które pozostały w Polsce. Te relacje najczęściej są prawie zerowe. To jest głęboki problem uczuciowy i psychiczny. Rodziny, które przyjechały tutaj całe są całe, ale jest też bardzo wiele poranionych, rozdzielonych rodzin. To wypływa w trakcie naszej pracy, chyba bardziej niż kiedykolwiek.

MMG: A jak Hiszpanie postrzegają Polskę?

MB: My czasami nie potrafimy dobrze sprzedać i mówić o naszych atutach. Polska, przez wszystkich którzy odwiedzają nasz kraj, jest postrzegana bardzo pozytywnie. Większość tych, z którymi ja mam kontakt, którzy byli w Polce, jest zdziwiona, że my tu jesteśmy. Patrząc na nasze domy, nasze wsie, miasteczka, na te ogródki wypielęgnowane… Tutaj w Hiszpanii, te miejsca w których pracujemy, przyjmują nas z ogromnym sercem. Pracujemy w dużej zgodzie z lokalnymi strukturami Kościoła.

MMG: Bardzo gorąco dziękuję za rozmowę i oczywiście tak gorące przyjęcie nas w Kapelanii.

MB: Ja również dziękuję i zapraszam częściej.

Za: werbsci.pl.