Chrystusowcy: Relacja z pogrzebu śp. ks. Benedykta Grzymkowskiego

Zamieszczamy obszerną relację z uroczystości pogrzebowych i wspomnienie o zmarłym 13 lutego naszym współbracie  śp. ks. Benedykcie Grzymkowskim autorstwa ks. dra Zdzisława Malczewskiego – obecnego rektora PMK w Brazylii.

Zdjęcia z uroczystości tutaj.

Nagłe odejście i uroczystości pogrzebowe
śp. ks. Benedykta Grzymkowskiego TChr –
kapłana humanisty i arystokraty ducha

Ks. mgr Benedykt Grzymkowski TChr zmarł 13 lutego br. w Środę Popielcową. Jeszcze przed południem w naszym kościele parafialnym sprawował Mszę św. z rytem posypania głów wiernych popiołem. Dokonując pewnej retrospektywy zauważam wyraźne działanie Bożej łaski. W ostatnich latach w Środę Popielcową ks. Benedykt sprawował wieczorną Mszę św. Tydzień wcześniej zaproponowałem Mu, aby On sprawował Mszę św.  o godz. 10,oo, a ja miałbym celebrować o godz. 19,oo. W ostatnich trzech tygodniach można było dostrzec u śp. ks. Benedykta pewne zmęczenie organizmu, utratę apetytu (w dni karnawałowe nie chciał jeść obiadów, ani kolacji, tłumacząc, że nie odczuwa głodu). Od kilku miesięcy pobierał leki, aby zmniejszyć działalność objawiającej się choroby Parkinsona. Z kolei lekarstwa odebrały Mu praktycznie poczucie smaku.

We wspomnianą Środę Popielcową ks. Benedykt po Mszy św. przyszedł jeszcze do mnie do biura i podczas – jak zawsze braterskiej i serdecznej – ponad godzinnej rozmowy uskarżał się na słabości, jakie odczuwał podczas sprawowanej Mszy św. Snuliśmy plany, jak i kiedy zorganizować uroczystości 60-lecia Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii oraz o wspólnych perspektywach wydawniczych. W rozmowie wspomniał, że podczas sprawowanej Eucharystii musiał nawet poprosić szafarza nadzwyczajnego Komunii św., aby Mu podał kubek wody, gdyż odczuwał suchość gardła. Pod koniec rozmowy, zaproponowałem ks. Benedyktowi, abyśmy coś zjedli w jadalni. Odpowiedział, że nie odczuwa głodu, ale będąc zmęczonym uda się do swojego pokoju, aby trochę odpocząć. Kierując się do windy, upadł przy jej drzwiach. To był już Jego drugi upadek przy mnie w tym tygodniu (Później, już po pogrzebie, wspominała mi nasza kucharka, że kilka dni wcześniej ks. Benedykt spadł z fotela w swoim biurze, ale ją prosił, aby mi o tym nie mówiła). Poprosiłem, aby odpoczął chwilę. Pytałem czy nie wezwać pogotowia, albo czy nie zawiadomić Jego kardiologa? Powiedział, że nie, bo to tylko chwilowe osłabienie. Później pomogłem Mu wstać, wszedł do windy i udał się do swego pokoju. Zszedłem do jadalni, aby coś zjeść i poszedłem na trzecie piętro, aby zobaczyć, jak się czuje ks. Benedykt. Spał spokojnie na swoim łóżku. Udałem się na krótką sjestę.

Po niej, postanowiłem odwiedzić Współbrata. Ku mojemu zaskoczeniu łóżko było puste. Kiedy spojrzałem w kierunku łazienki, ks. Benedykt leżał na posadzce. Niestety już  nie  żył. Udzieliłem Mu rozgrzeszenia i namaszczenia. Zadzwoniłem do ks. prowincjała, że ks. Benedykt zakończył swoją ziemską pielgrzymkę. Po pewnym czasie ks. Kazimierz – przełożony prowincjalny przyjechał na plebanię z ks. ekonomem Kazimierzem. Dla spełnienia pewnych formalności wezwaliśmy jeszcze karetkę pogotowia miejskiego. Niestety, panowie ze służby zdrowia już nic nie mogli pomóc. Ks. prowincjał pozostał na plebanii, do której zaczęli przybywać najbardziej związani z parafią i ks. Benedyktem nasi wierni, a ja z ks. ekonomem Kazimierzem udaliśmy się załatwiać wszelkie formalności związane ze stwierdzeniem zgonu oraz przygotowywać wszystko co jest związane z pogrzebem.

Kto już załatwiał takie formalności w Brazylii to, wie ile potrzeba cierpliwości i czasu na spełnienie wszystkich wymagań rozwiniętej biurokracji. Kiedy ks. Kazimierz załatwiał formalności w Centrum Żałoby, udałem się do centrum Kurytyby, gdzie ma jeden ze swoich gabinetów kardiolog dr André de Fonseca, który opiekował się ks. Benedyktem od ponad 20 lat. Wspomniałem lekarzowi przy okazji, że przed 10 laty, kiedy zaopiekował się w 2003 r. śp. ks. Gerardem Pilichem TChr (zmarł 23 lipca 2003 r. w domu prowincjalnym w Kurytybie) po Jego powrocie z Polski, kiedy mi mówił, że wcześniej gwarantował ks. Benedyktowi 10 lat opieki. Wówczas zapytałem i co teraz? Wskazał na niebo i powiedział, że dalsze Jego życie zależy od Pana! Jak z tego wynika ks. Benedykt „sercowiec” żył na Boży „kredyt” i przy dobrej opiece lekarza specjalisty 20 lat… Załatwianie formalności niestety przeciągały się. Będąc po raz kolejny w gabinecie lekarza, zauważyłem, że nie zdążę, aby wrócić do parafii i sprawować Mszę św. o godz. 19,oo. Zadzwoniłem do ks. prowincjała, aby odprawił Eucharystię, a ja będę sprawował później, jak już pozałatwiamy wszystkie wymagania biurokracji.

Powróciłem do domu tuż przed 20,oo. Udałem się do kościoła, akuratnie trwało dziękczynienie po Komunii św. Zapytałem ks. prowincjała czy wyraża zgodę na dwudniowe uroczystości pogrzebowe i podałem Mu ogólny plan. Mając zgodę przełożonego, tuż przed błogosławieństwem poinformowałem zebranych w świątyni wiernych o programie uroczystości pogrzebowych śp. ks. Benedykta dodając, że  jeszcze tego samego dnia o godz. 21,oo będę sprawował pierwszą Mszę św. za Zmarłego. Bezpośrednio po Mszy św. bardzo dużo osób przychodziło, aby nam złożyć wyrazy współczucia po śmierci naszego Współbrata. Najbardziej wzruszyła mnie młodzież płacząca, jak po stracie kogoś najbliższego. Dla wielu tych młodych parafian studiujących ks. Benedykt był stałym spowiednikiem. Moje zaskoczenie i wzruszenie spotęgowały się jeszcze bardziej, kiedy zauważyłem, że po Mszy św. przybywało coraz więcej ludzi przed plebanię i do kościoła, bowiem wiadomość o śmierci ks. Benedykta rozeszła się bardzo szybko po naszej dzielnicy.

Z ks. ekonomem Kazimierzem poprosiliśmy, aby zakład pogrzebowy zabrał ciało Zmarłego o godz. 20,30. Spodziewaliśmy się, że wierni uczestniczący we Mszy św. sprawowanej przez ks. prowincjała powrócą do swoich domów. Wówczas bez „ulicznych ciekawskich” będzie można zabrać ciało do zakładu pogrzebowego. Pomyliliśmy się w naszych planach. Po Mszy św. wielu wiernych pozostało przed plebanią, a do tej grupy docierali kolejni wierni. Do pokoju zmarłego pozwoliliśmy wejść tylko najbardziej zaangażowanym w parafii naszym wiernym. Przed zabraniem ciała śp. ks. Benedykta przez pracowników zakładu pogrzebowego odmówiliśmy za Zmarłego dziesiątkę różańca rozważając Zmartwychwstanie Pana! Kiedy zeszliśmy do garażu plebanii, tłum wiernych wypełniał to pomieszczenie, jak też teren przed plebanią i na chodniku naszej ulicy! Ze łzami i wzruszeniem wszyscy obecni śpiewaliśmy brazylijską pieśń mówiącą, że z Maryją Matką będę w Niebie…. W tym czasie ciało Zmarłego kapłana zostało ułożone w samochodzie zakładu pogrzebowego…. Po pewnym czasie udałem się do świątyni, aby sprawować zapowiedzianą wcześniej Mszę św. za śp. ks. Benedykta, z którym było mi dane żyć pod jednym dachem i współpracować w parafii przez ostatnie 7 lat. Zaś przeżywałem wzruszenie i zarazem zaskoczenie, gdy po dojściu do ołtarza zauważyłem, że świątynia była prawie wypełniona skupionymi i zapłakanymi wiernymi…

Podczas wspólnych lat przeżytych z ks. Benedyktem w parafii cieszyłem się bardzo, jak widziałem tyle przejawów życzliwości, dobroci i miłości, jakie nasi parafialnie okazywali ks. Benedyktowi! Jednak tuż po Jego odejściu do Domu Ojca wszystkie wspomniane uczucia wiernych spotęgowały się jeszcze bardziej.. Jak nie dziękować Dobremu Bogu za te przejawy? Kiedy w świecie szerzy się „kultura śmierci” i starsze osoby wydają się dla młodszych, czy dla wielu polityków niepotrzebnym ciężarem i obciążeniem budżetu rodziny, państwa, tu w kurytybskie dzielnicy dzieci, młodzież, starsi okazywali tyle miłości starszemu, przygarbionemu przez chorobę i wiek kapłanowi-misjonarzowi!!! Podczas tej Mszy św., a i w kolejne dni uświadomiłem sobie, że pomimo różnicy wieku, jaka istniała miedzy nami, wraz ze śmiercią ks. Benedykta utraciłem tu na ziemi Wielkiego Przyjaciela… Przypomniałem sobie z okresu młodości jedną z najpiękniejszych piosenek Seweryna Krajewskiego z Czerwonych Gitar „Stracić Kogoś”…. Trudno było sprawować tę Eucharystię i nie byłem w stanie przeprowadzić chociaż krótkiej refleksji po odczytaniu Ewangelii… Po Mszy św. ile serca doznałem od parafian, naszych Polonusów!

Nastąpiły po sobie swoiste – dla mnie, parafian… – „puste dni” po śmierci Współbrata-kapłana, jeszcze przed złożeniem Jego Ciała do grobu…. W celu umożliwienia uczestnictwa w obrzędach pogrzebowych naszym Współbraciom posługującym w parafiach rozproszonym w południowym regionie Brazylii, jak też większej liczbie wiernych parafii św. Jana Chrzciciela, opóźniliśmy pogrzeb o kilka dni.

Ciało Zmarłego śp. ks. Benedykta zostało przywiezione w poniedziałek 19 lutego br. o godz. 17,oo do kościoła parafialnego. Parafianie zaczęli gromadzić się na modlitwie przy trumnie zmarłego ks. Benedykta. W prezbiterium ustawiliśmy paschał i poniżej niego na specjalnej poduszce umieszczony został krzyż komandorski Orderu „Polonia Restituta”, jaki śp. ks. Benedykt otrzymał 7 maja 1996 r. w Ambasadzie Polski w Brasílii.

Do naszej świątyni przybył arcybiskup metropolita Moacyr José Vitti, CSS, aby pomodlić się przy trumnie Zmarłego oraz wyrazić słowa współczucia wobec naszego Zgromadzenia zakonnego oraz parafii. Przybyli również ks. prowincjał Kazimierz Długosz i ks. ekonom Kazimierz Przegendza TChr. Do kościoła przybywało coraz więcej wiernych, pragnących pomodlić się za Zmarłego. Oprócz naszych parafian można było dostrzec również osoby przybyłe z parafii Balsa Nova, odległej od Kurytyby o 60 km, oraz sąsiedniej parafii św. Piotra i św. Pawła. W tych dwóch parafiach śp. Ks. Benedykt pełnił wieloletnią posługę duszpasterską.

Około godz. 19,oo Ks. prowincjał rozpoczął modlitwy za Zmarłego Współbrata. Odczytywał także nadesłane słowa łączności przez polskich hierarchów oraz innych osób. Ks. Kazimierz ekonom w tym czasie służył wiernym pragnącym skorzystać z sakramentu pojednania. Chrystusowcy zebrali się wokół trumny tuż przed Mszą św., aby odśpiewać po polsku piękne, wzruszające modlitwy za Zmarłego. Ze względu na dzień pracy i studiów, Msza św. została ogłoszona na godz. 20,oo. Pomimo ulewnego deszczu – przy wypełnionym przez wiernych kościele zaczęliśmy sprawować Mszę św. koncelebrowaną pod przewodnictwem arcybiskupa Pedra Fedalto – metropolity seniora archidiecezji kurytybskiej. Wraz z bardzo życzliwym naszemu Zgromadzeniu zakonnemu 86-letnim arcybiskupem koncelebrowało 8 chrystusowców. Podczas sprawowanej Mszy św. ks. wiceprowincjał Alceu Zembruski TChr i proboszcz sąsiedniej parafii św. Piotra i św. Pawła służył wiernym w konfesjonale. Warto w tym miejscu odnotować następujący fakt. To właśnie arcybiskup Pedro Fedalto wyraził – na prośbę ówczesnego przełożonego generalnego śp. ks. dr Czesława Kamińskiego TChr – zgodę na utworzenie pierwszej Prowincji Towarzystwa Chrystusowego w Ameryce Południowej z siedzibą w Kurytybie, kiedy wiceprowincjałem był właśnie śp. ks. mgr Benedykt Grzymkowski TChr.

Podczas homilii Hierarcha wiele ciepłych słów poświęcił Zmarłemu, jak też wspominając swój pobyt w Polsce w początkach lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Kilkakrotnie powtarzał „Polonia semper fidelis”. Przed błogosławieństwem, jako proboszcz parafii, podziękowałem arcybiskupowi Fedalto za Jego przyjaźń okazywaną Zmarłemu, naszemu Zgromadzeniu, tutejszej Polonii. Wyraziłem również podziękowanie ks. prowincjałowi za zgodę, aby była odprawiana właśnie w tym dniu i o tej godzinie Msza św. Dzięki temu parafianie, którzy w ciągu dnia pracują czy młodzież studiująca mogli uczestniczyć w Eucharystii i modlić się za swego Zmarłego duszpasterza. Podziękowałem im za tyle przejawów ich serca, delikatności, solidarności okazywanych za życia śp. ks. Benedyktowi, ale i po Jego śmierci. Podczas sprawowanej Eucharystii panował nastrój podniosłej powagi, skupienia, rozmodlenia oraz pobożnego śpiewu. Po Mszy św. wierni, kapłani czuwaliśmy przy Ciele Zmarłego Kapłana do godz. 23,oo.

Następnego dnia, we wtorek 20 lutego br., już od godz. 7,oo rano wierni zaczęli wypełniać świątynię modląc się w skupieniu przy trumnie Zmarłego, gorliwego Kapłana. O godz. 9,oo rozpoczęliśmy sprawowanie uroczystej Mszy św. pogrzebowej, której przewodniczył biskup Rafael Biernaski, biskup pomocniczy archidiecezji kurytybskiej. Z biskupem koncelebrowało 28 kapłanów (2 kapłanów diecezjalnych, 2 misjonarzy-wincentynów i 24 chrystusowców). Wśród wiernych wypełniających świątynię można było dostrzec: p. Marka Makowskiego – konsula generalnego RP ze swoją małżonką Anną, konsula RP Jacka Szczeniowskiego, inż. Rizia Wachowicza – prezesa „Braspolu”, inż. Andrzeja Hamerskiego – członka Rady Konsultacyjnej Polonii Świata przy marszałku Senatu RP przybyłego z żoną Wandą z Nova Prata oraz Sydneia Ordakowskiego z Porto Alegre – wszyscy troje przybyli kilkaset kilometrów z odległego stanu Rio Grande do Sul, wielu przedstawicieli kurytybskiej Polonii z prof. Mariano Kawką – z którym Zmarły był zaprzyjaźniony, a razem współpracujemy przy wydawaniu czasopisma „Polonicus”, a wcześniej „Projeções”, Danutą Lisicki de Abreu – długoletnią koordynatorką polskiego parku im. Jana Pawła II.

Po Ewangelii J.E. biskup Biernaski poprosił ks. prowincjała, aby przedstawił wiernym życiorys śp. ks. Benedykta. Następnie Hierarcha w ciepłych słowach mówił o Zmarłych, jak też wskazywał nam na wiarę w Zmartwychwstanie. Przed błogosławieństwem zabrał głos ks. prowincjał, aby podziękować biskupowi Biernaskiemu za obecność, modlitwy i przewodniczenie Mszy św., jak również wszystkim obecnym za ich udział we wspólnej Mszy św.

Następnie p. Konsul generalny wypowiedział ciepłe słowa pod adresem śp. ks. Benedykta zaangażowanego sercem w pracy polonijnej. Z kolei, jako rektor PMK, podziękowałem ks. biskupowi Biernaskiemu za Jego przyjaźń wobec nas, pp. Konsulom, przedstawicielom Polonii z Riziem Wachowiczem i delegacją z Rio Grande do Sul na czele. Nie mogło brakować podziękowania dla wiernych z naszej parafii, jak też z sąsiednich parafii i z Balsa Nova. Szczególne podziękowanie skierowałem ku Zmarłemu za Jego służbę Polonii brazylijskiej, zaangażowanie w posługę duszpasterską w parafii, Jego przyjaźń i życzliwość. Przeprosiłem śp. ks. Benedykta za częste moje żarty – a jak sam mi powiedział w rozmowie w Środę Popielcową – On ich nie rozumiał, gdyż wszystko brał na poważnie.

Bezpośrednio po Mszy św. chrystusowcy wraz biskupem i innymi kapłanami otoczyliśmy trumnę, aby odśpiewać po polsku modlitwę pożegnalną. Po zakończonych modlitwach ciało śp. ks. Benedykta zostało przewiezione, przy eskorcie 4 policjantów na motorach  (ponad 50 km od Kurytyby), na cmentarz parafialny w Bateias, gdzie  nasza prowincja zakonna ma kaplicę, w której podziemiach spoczywa już 4 kapłanów-misjonarzy (śp. księża: Ludwik Gazda, Bolesław Liana, Gerard Pilich, Paweł Piotrowski). Oprócz wiernych parafii św. Jana Chrzciciela, w której przez ostatnie 7 lat duszpasterzował śp. ks. Benedykt, w ceremoniach pogrzebowych uczestniczyli także przedstawiciele parafii św. Piotra i św. Pawła w Kurytybie i Dobrego Pana Jezusa w Balsa Nova.

Na cmentarzu ks. prowincjał Kazimierz Długosz TChr poprowadził modlitwy nad grobem. Na zakończenie odśpiewaliśmy po polsku „Witaj Królowo”. Trumna z ciałem śp. ks. Benedykta została złożona w podziemiach kaplicy, gdzie wraz z innymi Współbraćmi będzie oczekiwać na Zmartwychwstanie!

Jako stary emigrant – misjonarz, wyznam z całą szczerością, że uczestniczyłem w wielu pogrzebach Zmarłych Kapłanów tutaj na czerwonej ziemi brazylijskiej. Jednak tylu łez płynących po twarzach dzieci, młodzieży, dorosłych, księży od chwili śmierci, aż do złożenia ciała śp. ks. Benedykta w grobie, to nie widziałem. Były to łzy miłości, przywiązania, smutku po śmierci kogoś, kogo tutejsi Polonusi, a nade wszystko Brazylijczycy parafianie prawdziwie, szczerze ukochali! Ile zostało przysłanych listów kondolencyjnych – począwszy od Czcigodnego Ks. Generała przebywającego w USA, od wielu Hierarchów Kościoła w Polsce, chrystusowców z innych krajów – wpisów naszych parafian zarejestrowanych w społecznościowym portalu internetowym Facebook, księdze pamięci wyłożonej w kościele, przy których lekturze nie jest człowiek w stanie opanować płynących łez wzruszenia. Ile miłości i przywiązana płynie z zapisanych tekstów do Osoby śp. ks. Benedykta! Niech Dobry Bóg będzie błogosławiony za te wszystkie przejawy przyjaźni, wdzięczności wyrażanych wobec naszego Współbrata, śp. ks. Benedykta!

Ks. Benedykt był prawdziwie kochany, podziwiany przez Brazylijczyków i Polonię brazylijską! Jak Pan Bóg pozwoli to, w niedalekiej przyszłości postaram się jeszcze bardziej przybliżyć konkretne dowody ukazujące z jakim przywiązaniem, miłością, szacunkiem, podziwem był traktowany nasz Współbrat tu w Ziemi Krzyża Świętego, gdzie służył Bogu i ludziom przez 47 lat!

Wyznaję ze szczerości mego serca, że straciłem tu na ziemi oddanego, serdecznego  Przyjaciela, z którym przeżyliśmy tyle wspaniałych, wspólnych lat misyjnych, ale mam pewność, że w Niebie przed Bogiem Ojcem przebywa mój Orędownik wspierający swoim wstawiennictwem!!!

Wieczny odpoczynek, racz dać Panie ks. Benedyktowi – utrudzonemu pracownikowi w Winnicy Pańskiej przez 7 lat w Ojczyźnie i 47 lat w tropikalnej Brazylii!!

Ks. Zdzisław Malczewski SChr
rektor PMK w Brazylii