Memoriał św. Piotra Fabra SJ

Zamieszczamy fragment Memoriału św. Piotra Fabra SJ.

Jezus Maria
Następuje memoriale
niektórych szlachetnych pragnień
i świętych myśli

Czcigodnego Ojca Magistra Piotra Fabera

Wysławiaj duszo moja Pana i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. On wybawił twoje życie od śmierci i ukoronował cię miłosierdziem i zmiłowaniem. On zaspokoił dobrami twoje pragnienie, po tym jak okazał tobie łaskawe przebaczenie. On przebacza tobie codziennie wszystkie twoje nieprawości i leczy wszystkie twoje słabości, dając nadzieje dobrą, poprzez którą, podobnie do orła, odnawia twoją młodość.

Wyznawaj zawsze, moja duszo, i nigdy nie chciej zapomnieć wielu dobrodziejstw, którymi Pan nasz Jezus Chrystus obdarzył cię, i w każdym pojedynczym momencie obdarza, przez wstawiennictwo błogosławionej Matki Swojej, Pani Naszej, i wszystkich świętych mężów i niewiast niebieskich i wszystkich, tak żywych, jak i umarłych, którzy modlą się za ciebie w Kościele Katolickim.

Uwielbiaj, moja duszo, Ojca niebieskiego, oddając mu zawsze cześć, służąc jemu z całych twoich sił i całym poznaniem twoim i wolą. On w swojej błogosławionej miłości miłosiernie wspomaga cię i umacnia.

Uwielbiaj Zbawiciela twojego, Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwą drogą, prawdą i życiem. On wyłącznie swoją łaską uczy cię i oświeca.

Uwielbiaj osobę twojego Wsławiciela, Ducha świętego Pocieszyciela, który swoimi łaskawymi darami usposabia ciało i duszę i ducha twojego, aby stały się czyste, prawe i we wszystkim dobre.

W roku 1542, w oktawę Ciała Chrystusa Naszego Pana, miałem pewne godne uwagi pragnienie czynienia odtąd tego, co aż tego momentu omijałem z czystego zaniedbania i lenistwa, mianowicie, spisania (dla wsparcia pamięci) pewnych spraw duchowych z tych, które Pan mi dał, czy to pomocnych dla modlitwy czy dla kontemplowania, czy dla rozważania, albo też zewnętrznych czynów czy to dla innej jakieś korzyści duchowej.

Zanim jednak zacznę mówić o rzeczach odnoszących się do przyszłości, wydaje mi się, że warto zauważyć pewne rzeczy z mojego przeszłego życia, aż do tej godziny, tak jakby wydarzało się to teraz, i przypomnieć sobie jak czułem się w tamtych czasach, czy to z wyraźnie odczuwanym dziękczynieniem, czy to skruchą, albo współczuciem, czy też innym duchowym poruszeniem Ducha świętego, albo ostrzeżeniem otrzymanym od mojego dobrego Anioła.

1. Pierwszym dobrodziejstwo, które zauważyłem z dziękczynieniem było to, że Pan Nasz wprowadził mnie na świat w roku 1506, w dniach Wielkanocnych (dokładnie 13 kwietnia 1506 – przypomina tłum.), następnie to, że zostałem obdarzony łaską chrztu oraz byłem wychowany przez dobrych, katolickich i pobożnych rodziców. Chociaż byli rolnikami, wystarczająco byli zamożni, aby pomóc mi zaopatrzyć się w konieczne środki dla zbawienia mojej duszy, zgodnie z tym, do czego zostałem stworzony (por. Ćwiczenia duchowe 23 – przyp. tłum.).

2. Wychowali mnie w bojaźni Bożej tak, że już w dzieciństwie zacząłem żyć według sumienia. Gdzieś w wieku około siedmiu lat wyczułem kilka razy (co jest znakiem niezwykłej łaski uprzedzającej) szczególne poruszenia do wielkiej pobożności. Od tego czasu, sam Pan i Małżonek moje duszy, chciał posiadać moją duszę. Och, żebym tylko wtedy wiedział, żebym był wtedy na tyle mądry, aby wprowadzić Go i naśladować i nigdy od Niego się nie oddzielić.

3. W wieku około 10 lat odczułem pragnienie uczenia się. Jako że byłem synem rolników, rodzice przeznaczyli mnie do życia w świecie. Jednak nie byłem w stanie znaleźć spokoju i płakałem z powodu pragnienia szkoły. Tak więc byli moi rodzice przymuszeni, przeciw swoim intencjom, posłać mnie na nauki. Zobaczywszy zaś duży owoc i znaczny postęp w mojej nauce, tak w rozumieniu, jak i w uczeniu się na pamięć, nie mogli mi już zabronić, abym dalej kontynuował studia. Bowiem Pan dozwolił, że do niczego innego nie byłem mniej skłonny, niż do świeckiego zawodu. Studiowałem zaś pod magistrem Petro Velliardi, który nie tylko katolicką, ale i świętą naukę wykładał, a gorliwa świętość jego życia była tak wyraźna, że wszystkich poetów i pisarzy, których wyjaśniał, ukazywał jako przenikniętych Ewangelią. Wszystko bowiem stosował dla zbudowania młodych w świętej i czystej bojaźni Bożej. Miejsce gdzie został pogrzebany, o nazwie Roche, jest oddalone o trzy mile od miejscowości gdzie się urodziłem, Villareto w Grand Bornand, w diecezji Genewskiej, która wtedy jeszcze prawie cała była katolicka.

4. Poprzez naukę i przykład życia tego magistra my wszyscy jego uczniowie budowaliśmy się w bojaźni Bożej. I tak, kiedy miałem około dwunastu lat pewne poruszenie Ducha świętego zainspirowało mnie do ofiarowania się na służbę Bogu. Ogromnie radosny, pewnego dnia, będąc na pastwisku (był bowiem czas ferii i pomagałem jako pasterz), wtedy więc, jak mówię, miałem wielkie pragnienie czystości i obiecałem Panu wieczystą czystość. O miłosierdzie Boga, które idziesz ze mną, i któreś zechciało mnie odtąd zawładnąć! Dlaczegóż nie poznałem Ciebie dobrze, o Duchu święty? Czemuż już od tamtego czasu nie umiałem oddzielić się o wszystkiego, aby szukać Ciebie i chodzić do Twojej szkoły, skoro zaprosiłeś mnie i poprzedziłeś takimi błogosławieństwami? Mimo wszystko pochwyciłeś mnie, i naznaczyłeś nieścieralną pieczęcią twojej bojaźni. A jeśli dopuściłbyś do zabrania mi tych – podobnie jak innych darmo danych darów – stałbym się jak Sodoma i Gomora.

5. Dziewięć lat chodziłem do tej szkoły, wzrastając w latach i wiedzy, lecz nie przez cały ten czas w cnocie mądrości i czystości moich oczu. Jest w tym wszystkim wystarczająco dużo, za co, jak rozpoznaję, winienem być wdzięczny. Ale też rozpoznaję z bólem i skruchą serca moje grzechy, które codziennie popełniałem (w jakiś sposób one ciągle powstawały i wzrastały we mnie) przeciw mojemu Bogu. I o wiele więcej popełniłbym, gdyby nie dobroć Boża, która pozwoliła, aby w duszy mojej (w bojaźni Jego) były pewne nieuporządkowane pragnienia wiedzy i poznawania. Przez ten właśnie pęd do wiedzy wyprowadził mnie Pan z ojczyzny, gdzie w przyszłości nie mógłbym całkowicie i tak jak należy Jemu służyć. Bądź błogosławiony mój Panie po wieczność za tą wtedy udzieloną mi łaskę. Przez nią zechciałeś wyprowadzić mnie z ciała, i z mojej skażonej natury, która jest przeciwna duchowi i tak mało skora do postępu w poznawaniu i miłowaniu Twojego Majestatu i tylu bliźnich.

6. W roku 1525, a więc w wieku 19 lat, opuściwszy ojczyznę, przybyłem do Paryża. Przypomnij sobie, moja duszo, duchowy kolec, którym Pan twoje sumienie do swojej bojaźni pobudzał, to znaczy skrupuły i wyrzuty sumienia, którymi zły duch zaczął cię dręczyć. Gdybyś była wtedy mądra, szukałabyś Stworzyciela twojego. Ale być może bez nich Ignacy nie mógłby cię przeniknąć, ani nie szukałabyś jego pomocy, jak to się potem stało.

7. W roku 1529, czyli w wieku 23 lat, 10 stycznia nadano mi stopień bakałarza sztuk wyzwolonych, a po Wielkanocy, licencjat pod magistrem Janem Penna, który teraz jest doktorem medycyny. Niechaj mi dobroć Boża udzieli wdzięcznej pamięci, bym potrafił rozpoznać przeróżne Jego dobrodziejstwa, tak cielesne, jak i duchowe, które przez te trzy i pół roku na różne sposoby mi udzielał, dając mi mianowicie tak dobrego nauczyciela i takiego dobrego towarzysza, jakiego znalazłem na stancji. Mówię tutaj o magistrze Franciszku Ksawerym, który jest członkiem Towarzystwa Jezusa Chrystusa.

8. Tego samego roku przybył Ignacy, aby studiować w tym samym kolegium św. Barbary i mieszkać razem z nami w tym samym pokoju. Chciał on rozpocząć kurs sztuk wyzwolonych na św. Remigiusza (1 październik 1530 – przyp. tłum). Miał ten kurs prowadzić ów doktor, o którym wyżej wspomniałem. Niech będzie błogosławiona na wieczność Boża Opatrzność, która tak postanowiła dla mojego dobra i zbawienia. Gdy bowiem przez nią zostało urządzone, że udzielałem temu świętemu mężowi lekcji, zacząłem naśladować najpierw jego zewnętrze postępowanie, następnie również to wewnętrzne. Jako że z nim razem mieszkaliśmy w tym samym pokoju, jedliśmy przy tym samym stole, razem trzymaliśmy pieniądze, stał się on dla mnie nauczycielem w rzeczach duchowych, pomagając mi wzrastać w poznawaniu Bożej woli i siebie samego. Z czasem doszliśmy do jedności pragnień, woli i do mocnego postanowienia, aby wybrać ten sposób życia, w którym teraz żyjemy, kimkolwiek jesteśmy, albo kiedyś w tym Towarzystwie, którego członkiem nie jestem godnym być.

Tłumaczenie: o. Jacek Poznański SJ,


Przekład roboczy z języka łacińskiego (w którym najprawdopodobniej Piotr Faber spisał swoje Memoriale) za wydaniem krytycznym w: Narrationes Scripta ante annum 1557, Volumen I, Fontes Narrativi de S. Ignatio de Loyola et de Societatis Iesu initiis, Tomus I, Monumenta Ignatiana, Series quarta: Scripta de S. Ignatio, Monumenta Historica Societatis Iesu, volumen 66: Altera editio ex integro refecta, novo ordine disposita et aucta, Ediderunt: Dionysius Fernandez Zapico, S.I., et Candidus de Dalmases S.I., cooperante Petro Leturia S.I., Romae, apud Monumenta Historica Soc. Iesu 1943.

Za: jezuici.pl