Salezjanie: 70 lat temu rozpoczęły się prace nad “Borgo Ragazzi Don Bosco”

Marzec 1947: ruszają prace związane z remontem i dostosowaniem tego, co nazywało się “Forte Prenestino”, by przekształcić je potem w “Borgo Ragazzi Don Bosco”, jedno z symbolicznych dzieł salezjanów w Rzymie; widoczny wyraz troski o młodych najbardziej potrzebujących, co jest cechą charakterystyczną dzieła salezjańskiego. 

W tamtym czasie sytuacja dzieci i młodzieży w Rzymie była przerażająca. Po zakończeniu II wojny światowej tysiące osieroconych dzieci i opuszczonych wałęsało się po ulicach, starając się jakoś przeżyć dzień. Od ich najbardziej poniżających zajęć, jakie wykonywali, mogli bardzo łatwo przejść do czynów bezprawnych i niemoralnych. Nazywano ich “sciuscia”, z j. angielskiego, czyli “pucybutami”.

W 1945 r. papież Pius XII poprosił salezjanów, by zajęli się nimi. I salezjanie zaczęli ich poszukiwać, zdobywać ich zaufanie i proponować im schronienie. Napływali z ulic Marsala, Varese do Mandrione … Ale myślano o wyłącznym miejscu dla nich. W 1946 r. żołnierze angielscy przebywający w Rzymie przesłali tort dla tych dzieci z napisem “dla dzieci Księdza Bosko”. I w ten sposób została zostąpiona poprzednia, pejoratywna nazwa: nie nazywali się już “sciuscia”, ale “dziećmi Księdza Bosko” (Ragazzi di Don Bosco).

Także w tym samym roku salezjanie natknęli się na rząd magazynów, które pozostały z dawnego Forte Prenestino. “Tutaj będzie dom naszych dzieci” – stwierdzili.

Po roku oczekiwania na wszelkie potrzebne pozwolenia, rozpoczęły się prace. Oto relacja z ich rozpoczęcia, której autorem jest ks. Cadmo Biavati, pierwszy dyrektor dzieła:

“W dniu 20 marca w końcu oficjalnie ruszyły prace. Dzieci przybywały masowo. Słychać było krzyki, hałas, śmiechy, panowała wielka radość. Ci młodzi, już doskonale wiedzący, co to ból, który upokarza, i miłość, która wyzwala, usadawiają się w każdym dostępnym miejscu; towarzyszą im klerycy i księża. To wszystko jest dla nich nową rzeczywistością, o której marzyli od wielu miesięcy […]. Po południu przybyli przedstawiciele władz. Na twarzach dzieci odczytuję od razu niewymowne oznaki szacunku i miłości. Potem jeden z kapłanów prosi Boga, by pobłogosławił temu dziełu. 

A potem 70 tysięcy ludzi młodych przeszło przez te podwórka, a salezjanie muszą dalej pracować, aby znaleźć i spotkać nowych “sciuscia”, albo lepiej – nowe “dzieci Księdza Bosko”.  Pozostanie jednak pierwotny charakter tego dzieła, które będą pchać do przodu salezjanie i wspólnota wychowawcza, która jest bardzo zmotywowana, i –  stała obecność Opatrzności.  

Za: www.infoans.org