Wywiad z Matką Yvonne Reungoat – Przełożoną Generalną Salezjanek

Z okazji 140-lecia istnienia Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki (CMW) – ANS skierował do Przełożonej Generalnej, Matki Yvonne Reungoat, kilka pytań związanych z kierowanym przez nią instytutem zakonnym, uważanym przez Ks. Bosko za “żywy pomnik”, powstały ku czci Maryi Wspomożycielki, a także – jej zaangażowaniem jako przełożonej.

Niedawno Matka zakończyła czas Weryfikacji, jak przedstawia się oblicze i stan Instytutu CMW? Jakie wyzwania niesie przyszłość?

Na obecną chwilę muszą odbyć się jeszcze dwie serie Konferencji międzyinspektorialnych, które muszą dokonać weryfikacji KG XXII, uwzględniając dokonania i refleksję poszczególnych inspektorii. Myślę jednak, że mogę powiedzieć – także na podstawie wiedzy zdobytej w czasie wizyt – że Instytut ma się dobrze. We wszystkich współsiostrach żywe jest pragnienie i zaangażowanie na rzecz ponownego ożywienia charyzmatu. Odczuwa się potrzebę nadania większej głębi duchowej własnemu życiu i wzmocnienia misji prorockiej, zasadzającej się na jej korzeniach mistycznych.

Dostrzega się także wymóg postawienia na ewangeliczną jakość relacji wspólnot CMW jako Wspólnot wychowawczych. Wyłania się droga, jaka została zrealizowana wspólnie ze świeckimi nie tylko na poziomie współpracy, ale także – współodpowiedzialności w misji wychowawczej. Utrwaliło się przekonanie co do większego zaangażowania na rzecz ubogich w świecie, który progresywnie ubożeje; dostrzega się potrzebę powołania wspólnot autentycznie powołaniowych, w których młodzi poczują się naprawdę przyjęci i wysłuchani i gdzie będą mogli dostrzec piękno i dynamizm charyzmatu. Podsumowując: droga Instytutu plasuje się pomiędzy “już” a “nie jeszcze”. Uważam jednak, że największym wyzwaniem, które warunkuje wszystkie inne, jest nadzieja.

Instytut CMW obchodzi 140 lat istnienia. Jak zmieniła się jego tożsamość i posłannictwo?

140 lat istnienia Instytutu jest dla całej Rodziny Salezjańskiej znaczącym wydarzeniem. Dla nas, Córek Maryi Wspomożycielki, obchody te są wyrazem wierności Bogu i naszej odpowiedzi na Jego miłość, stanowiąc motyw radości i wdzięczności. Zamiar Ks. Bosko, aby także dziewczętom stworzyć taką samą możliwość, jaką oferował swoim chłopcom, znalazł swój konkretny wyraz w odpowiedzi niektórych dziewcząt ze Stworzyszenia Niepokalanej w Mornese, które przystały na jego propozycję ofiarowania się Panu jako zakonnice żyjące duchowością salezjańską.

Z tego małego ośrodka w Mornese, jak z nasienia uprawianego w ziemi dobrej i żyznej, wziął początki nasz Instytut: było to 5 sierpnia 1872 roku. Tożsamość CMW była oczywista od samego początku: kobiety konsekrowane dla misji ewangelizacyjnej poprzez wychowanie, z silną tożsamością maryjną. Ks. Bosko w pełni o tym świadczył, a Maria Mazzarello pozostawała w całkowitej harmonii z jego programem życia i jego metodą wychowania: Systemem prewencyjnym. Instytut rozwinął się w zadziwiający sposób i rozprzestrzenił, obejmując dzisiaj 94 krajów świata i licząc około 14000 członkiń, które żyją i działają na pięciu kontynentach.

Sekret tkwi w dynamizmie Ducha, który nadał naszej Rodzinie zakonnej wymiar misyjny i uniwersalne oblicze. Tożsamość pogłębiła się na przestrzeni lat, a posłannictwo wychowawcze obejmuje dzisiaj także nowe granice, nowe areopagi, gdzie można spotkać ludzi młodych i rozbudzić w nich pytanie o sens życia, wychowując ich do bycia dobrymi chrześcijanami i uczciwymi obywatelami, jak tego chciał Ks. Bosko. Ten program został w pełni przyjęty przez CMW już od samego początku i teraz coraz bardziej łączy się z promocją ich fundamentalnych praw i zaangażowaniem na rzecz ich ewangelizacji.

Jakie są oczekiwania i wyzwania związane ze współczesną młodzieżą? Czy można jeszcze spojrzeć na młodzież pod względem geograficznym, czy też globalizacja ujednoliciła wszystko?

Oczywiście istnieją specyficzne wyzwania związane z młodzieżą, które zależą od kontekstów społeczno-kulturowych. W sytuacji większego ubóstwa gospodarczego lub zubożenia młodzi są bardziej zmotywowani do zaangażowania na rzecz podniesienia swojego statusu społecznego i wiedzą, jak wykorzystać możliwości, które są im oferowane. Ci z krajów określanych jako bogate są mniej zmotywowani, a ich czas dojrzewania ludzkiego jest znacznie dłuższy. Ale są to tylko uogólnienia.

Globalizacja po trochu ujednoliciła potrzeby i dołączyła do nich inne, sprawiając, że istnieje znacznie więcej aspektów, które łączą współczesną młodzież na poziomie światowym, niż tych, które je różnią. Zostały zglobalizowane języki, konsumpcja, oczekiwania co do realizacji, wiadomości medialne i nowe technologie. Nie odnoszę się tutaj do wyzwań związanych z globalizacją jedynie w ich negatywnym wymiarze – sekularyzacja, relatywizm, konsumizm – ale także w ich pozytywnym znaczeniu. Na przykład, została zglobalizowana solidarność, rozwinął się wolontariat, zaistniała nowa wrażliwość w odniesieniu do praw człowieka i godności każdej osoby. Główne potrzeby młodzieży pozostały te same co zawsze: kochać i być kochanym, poszukiwać sensu życia i szczęścia, angażować się na rzecz wspólnego dobra, czynić świat domem, w którym mogą zamieszkać wszyscy.

Dzisiaj młodzi chcą zaznaczyć swoją obecność: nie tylko dając słyszeć swój głos oburzenia, ale także oddając do dyspozycji swoje możliwości, jako młodzi zaangażowani. Myślę, że przygotowujemy się do przeżycia nowego okresu, jednak pod warunkiem, że będziemy umieć ich wysłuchać i towarzyszyć im w ich wzrastaniu ludzkim i chrześcijańskim. Nie istnieje jedynie zakodowany język młodzieżowy, ale także fakt prostoty, konkretności, darmowości i daru. Istnieje pytanie o sens, często milczące, które musi być ukazane w świetle dziennym i istnieje ukryta potrzeba młodych, którzy chcą, by im towarzyszyli dorośli, którzy coś znaczą w tym świecie, który staje się coraz bardziej wielokulturowy, wieloreligijny, a który nie posiada punktów odniesienia. Dla nas wyzwaniem jest towarzyszenie im, aby umieli otworzyć się na innych i na Boga, aż po wyraźne głoszenie Jezusa.

Słowo “kryzys” charakteryzuje różne środowiska, od gospodarczego począwszy, na społecznym skończywszy, od wartości zaczynając, a na rzeczywistości młodzieżowej kończąc. Jakie nadzieje niosą Córki Maryi Wspomożycielki?

Nadzieje, jakie możemy ofiarować, zależą od tych, które ożywiają nasze życie. Pierwszym znakiem nadziei dla młodzieży jest znaleźć dorosłych, którzy będą umieć żywić nadzieję. Kryzys, występujący przede wszystkim na Zachodzie, jest kryzysem gospodarczym i społecznym, a także – wartości, kultury i wychowania. Nagląca potrzeba wychowania musi być interpretowana jako nagląca potrzeba ojców i matek, domu i rodziny oraz formacji. Wychowywać w społeczeństwie, które czyni bardzo często relatywizm swoim “credo” i które uspakaja nowe pokolenia uczuciowymi gratyfikacjami oraz wychwala kulturę tego, co ulotne, może utrudnić to nasze zadanie i powstrzymać nasz zapał. Jakkolwiek, jestem przekonana, że możemy przynieść młodym nadzieję tylko wtedy, gdy przezwyciężymy kryzys autorytetu, który dotyczy wielu dorosłych, odżegnujących się często od swojej odpowiedzialności.

Jeżeli, jako Córki Maryi Wspomożycielki, będziemy świadczyć o pięknie i radości naszego powołania, będzie znacznie łatwiej zbudować wielką sieć komunii i dialogu z tymi wszystkimi, którym leży na sercu wychowanie młodzieży i z samymi ludźmi młodymi. W imieniu wszystkich Córek Maryi Wspomożycielki wyrażam pragnienie, aby wiele młodych kobiet mogło odkryć wezwanie do pójścia za Jezusem w naszym Instytucie. Pole potrzeb wychowawczych jest ogromne. Z kryzysu, w tym kryzysu powołaniowego, można wyjść, jeżeli będzie się w stanie przekazać młodym pokoleniom charyzmat salezjański, pozwalając im go rozwinąć i ubogacić. Po 140 latach od naszego powstania dostrzegam wielki i otwarty horyzont, na którym nasza Rodzina zakonna może dalej kreślić stronice radosnej wierności, także z udziałem młodych kobiet, które nie boją się zaangażować na rzecz pójścia za Jezusem.

Czy może nam Matka krótko opowiedzieć historię swojego powołania?

Miałam w rodzinie wujka, który był salezjaninem misjonarzem w Kanadzie i otrzymywaliśmy regularnie Biuletyn Salezjański. Potem moi rodzice dowiedzieli się o istnieniu szkoły Córek Maryi Wspomożycielki w mieście Dinan w Bretanii (Francja), gdzie mogłam podjąć naukę. Byłam pod wrażeniem rodzinnego klimatu, jaki panował we wspólnocie. Pewnego dnia zapytała mnie dyrektorka: „Czy myślałaś kiedyś o życiu zakonnym?”. To bezpośrednie pytanie pobudziło we mnie pragnienie zostania zakonnicą, które żywiłam jeszcze przed poznaniem sióstr, a które pozostawiłam bez odpowiedzi. Muszę przyznać, że dyrektorka z Dinan stała się prawdziwą towarzyszką i że klimat wychowawczy panujący we wspólnocie, stanowił wsparcie na mojej drodze. CMW wiedziały, jak nas zaangażować; przydzielały nam małe pola odpowiedzialności, stosownie do naszych możliwości, wychowując nas do służby na rzecz drugich. To towarzyszenie pomogło mi dojrzeć w mojej odpowiedzi powołaniowej. Poczułam się pochwycona przez Boga, ale być może bez tej odpowiedzi nie stałabym się Córką Maryi Wspomożycielki.

Bycie misjonarką w Afryce ubogaciło moje powołanie, które później miało zaskakujące zwroty: zostałam wybrana Radczynią-Wizytatorką, Wikarią generalną i w końcu – Przełożoną Generalną. Twierdziłam od samego początku, że ta misja całkowicie mnie przerasta i że mogę ją wypełnić tylko z pomocą Pana i Maryi Wspomożycielki.

Bycie dziewiątą Następczynią Matki Mazzarello jest zadaniem, które może być realizowane tylko z pomocą łaski Bożej i z zawierzeniem Maryi Wspomożycielce; Tej, która uczyniła wszystko także w moim życiu. Jestem przekonana, że Pan żąda od nas jedynie otwartości, by mógł działać w nas w wolności i czynić nas narzędziami swojej uprzedzającej miłości.

Za: www.salezjanie.pl