Wilhelm Wrona OFM
LITURGIA I ĆWICZENIA POBOŻNOŚCI W ŻYCIU ZAKONNYM WEDŁUG SOBORU WATYKAŃSKIEGO II
Kraków, 31 maja 1967 r.
Pojęcie liturgii obecnie kojarzy się nam ze zmianami i adaptacjami, które dziś stosujemy, aby samą liturgię czyli jej wewnętrzną treść łatwiej i doskonalej przeżywać. O to więc wewnętrzne bogactwo liturgii głównie nam chodzi, a nie tylko o zewnętrzne zmiany. Jednak i bez nich trudno nam nieraz dojrzeć ową bogatą treść i dlatego słusznie ich dokonujemy. Wobec tego mogłoby się zdawać, że referat o powyższym tytule chyba bardziej się nadaje do wygłoszenia dla przełożonych instytutów zakonnych, dla wychowawców młodzieży zakonnej, a mniej należałoby go adresować do rekolekcjonistów dla osób zakonnych, którzy nie przeprowadzają i zasadniczo nie mogą przeprowadzaćstałych zmian w porządku dziennym klasztoru, usuwać tego, co jest przestarzałe w praktykach pobożnych klasztoru i zastępować to nowymi doskonalszymi formami.
Niewątpliwie prelekcja ta bardziej odnosić się mogła do przełożonych, niż do rekolekcjonistów. Jednak zagadnienie omawiane przydać się może także rekolekcjonistom. Nie dokonują oni wprawdzie bezpośrednio wewnętrznych zmian, ale sam Kościół nas przestrzega, że nie tyle chodzi o zmianę dotychczasowych form życia zakonnego w różnych dziedzinach /a wiec i w dziedzinie modlitwy/, ile raczej idzie o zmianę wewnętrznego nastawienia, o przyjazne niejako podejście do postulatów soborowych, także w dziedzinie liturgii i ćwiczeń pobożnych. O tym zaś może i powinien mówić rekolekcjonista, wiele też może zdziałać w tym kierunku, by wytworzyć klimat soborowy, a przez to łatwiej będą się mogły udać zmiany także zewnętrzne, które trzeba będzie wprowadzić, jeśli okażą się pożyteczne a zwłaszcza konieczne.
Pośrednio więc rekolekcjonista może wpłynąć również na zaistnienie, a – co ważniejsze – na spokojną i owocnąewolucję zewnętrznych form pobożności liturgicznej i innej. Ponadto może być pytany o radę i wskazówki w tej dziedzinie przez przełożonych czy przez poszczególne osoby zakonne. Dobrze będzie, jeśli wtedy nie będzie musiał dawać odpowiedzi ogólnych czy zdawkowych, lecz okaże się, jeśli już nie doskonałym, to przynajmniej dobrym znawcą także w tej dziedzinie, jeśli będzie na ten temat mówił z gorącym i serdecznym, ale nie sztucznym przekonaniem, jeśli też równocześnie potrafi w tej materii przeprowadzić coś praktycznie i naocznie, np. gdy odprawia nabożeństwa dla domu zakonnego w czasie rekolekcji, o ile będzie mu wolno to uczynić. Mówimy, że o ile wolno mu będzie tego dokonać, bo zasadniczo nie ingeruje on w kierunku zaistnienia stałych zmian zewnętrznych, w czasie zaś rekolekcji te zmiany można wprowadzić – jednak wtedy, gdy natrafi się na zrozumienie u przełożonych i u całej rodziny zakonnej, gdy to nie wywoła silnej krytyki z powodu „naruszenia” normalnego biegu dnia życia zakonnego. Roztropność więc będzie potrzebna, umiar, miłość i inne cnoty. W kleryckich zakonach będzie tu miał mniej do powiedzenia sam rekolekcjonista, bo przełożeni o te rzeczy sami powinni zadbać, w zakonach laickich i u Sióstr, które mają kapelanów, czasem rekolekcjonista zastępuje kapelana, odprawia więc nabożeństwa, a wtedy może je poprowadzić z pewnymi udoskonaleniami, które można usprawiedliwić jako podjęte z tytułu rekolekcji, najbardziej zaś chodzi o to, by rekolekcjonista nie dawał wskazań przeciwnych wytycznym Soboru i rozporządzeniom posoborowym, ani też nie pomijał milczeniem tych spraw jako mało ważnych, by poświęcił zagadnieniu liturgii i ćwiczeń pobożnych jedną czy więcej konferencji. Był bowiem czas, kiedy to pomijano, kiedy niektórzy rekolekcjoniści nigdy nie głosili konferencji rekolekcyjnych, np. o brewiarzu, o liturgicznym udziale we Mszy. Teraz zaczyna być lepiej pod tym względem, ale jeszcze wiele jest do zrobienia.
Oto wstępne uwagi, mające usprawiedliwić wybór takiego tematu o liturgii i ćwiczeniach pobożności w życiu zakonnym przez organizatorów tych obecnych Dni Skupienia.
Przystępując do omawiania tego tematu o liturgii i ćwiczeniach pobożności w życiu zakonnym według Soboru, ustalamy najpierw o czym będziemy mówić. Najpierw o samej liturgii w jej różnych przejawach, potem o wspólnych ćwiczeniach pobożności, następnie kilka uwag o ćwiczeniach wynikających z osobistej pobożności danego zakonnika czy zakonnicy, a na koniec o wzajemnym ustosunkowaniu się tych trzech rodzajów modlitw.
LITURGIA W ŻYCIU ZAKONNYM WEDŁUG SOBORU
Już Pius X stwierdził w motu proprio o muzyce kościelnej, że liturgia jest pierwszym i niezastąpionym źródłem życia prawdziwie chrześcijańskiego. Jest więc pierwszym, ale nie jedynym źródłem. Są więc także inne źródła, lecz liturgia jest niezastąpiona, tamte można niekiedy zastępować czym innym. Soborowa zaś Konstytucja o liturgii nie waha siępouczyć, że liturgia jest szczytem, do którego zmierza cała działalność Kościoła i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc. Lecz życie duchowe – dodaje Konstytucja – nie ogranicza się do udziału w samej tylko liturgii.
Jakąkolwiek definicję liturgii się przyjmie, należałoby pamiętać o tym, że liturgia jest dialogiem szeroko pojętym między niebem a ziemią. Nie tylko my mówimy do Boga i Świętych, ale i Oni mówią do nas. Jest to nadto nie tylko dialog słowa, ale i dialog czynu: niebo coś czyni dla nas w liturgii, a my też dla Boga coś czynimy, a nawet dla bliźnich spełniamy święte czynności. Liturgia to święty dramat, to Boża i nadprzyrodzona akcja, w której wszyscy ochrzczeni zwłaszcza biorący udział w liturgii są aktorami. Nie ma samych tylko widzów, chyba że nieochrzczony przyjdzie przypatrzeć się liturgii, choć i do niego wtedy łaska Boża zapewne mocniej puka. Gdy sobie uświadomimy ten dramatyczny charakter liturgii, wtedy łatwiej ją zrozumiemy – występuje w niej więc nie tylko słowo, ale i działanie. Słowo zaś jak w dramacie nie jest kierowane tylko jednostronnie, a więc nie tylko my mówimy do Boga, Matki Bożej i Świętych, ale i oni mówią do nas, my sobie wzajemnie o nich też mówimy /przykłady: Gaudens gaudebo in Domino, czy całe Magnificat = te słowa mówi Matka Boża do nas, Ave, Maria – my do Niej, Amavit eum Dominus – my sobie wzajemnie mówimy o Świętym, Regem Confessorum Dominum – pierwszy raz niebo nas wzywa, drugi raz my niebo/.
Klasztor jako instytucja z natury religijna powinien być idealnym miejscem wzorowej liturgii. Tak powinno być, ale nie zawsze tak jest. Jesteśmy dziećmi swojego wieku i trudno nam się przestawić, bośmy ze świata przyszli. Niekiedy nawet ludzie świeccy nas przewyższają znajomością liturgii i głębiej ją przeżywają /zjazd liturgiczny na Górze św. Anny przed kilkunastu laty, gdy sami świeccy pouczali duchownych o życiu liturgicznym/. Ale nie potrzebujemy załamywać rąk, bo coś robimy, a niejednokrotnie dużo. Przeszkody usuwamy. Nie bądźmy sami przeszkodą. Czasem Siostry narzekają na kapłanów, czasem znów kapłan na siostry, że nie mają wyczucia liturgicznego. W takiej sytuacji rekolekcjonista natrafi na opory, jednak nie ma potrzeby się zniechęcać. Jeśli nie dziś, to jutro natchnione słowo rekolekcjonisty poparte wyproszoną łaską Bożą zrodzi zbawienny czyn.
Przystąpmy do krótkiego – raczej schematycznego – omówienia czterech różnych form liturgii: mszy, sakramentów, sakramentaliów i officium divinum.
Najwznioślejszą jej formą to Msza św., gdzie mamy do czynienia z liturgią słowa i liturgią czynu i to czynu ofiarnego.
W nauce rekolekcyjnej o Mszy św. trzeba wytłumaczyć istotę Mszy św., lecz mimo że jest to tajemnica niepojęta, trzeba to uczynić w sposób przystępny, bo nieraz tu się wikłamy. Mówimy, że Chrystus ponawia tu Ofiarę Kalwaryjską, jednak nie cierpi. Na czym więc ta Ofiara polega? Tego nie dopowiadamy. Na tym polega, że choć Chrystus nie cierpi, to wyraża Ojcu i nam swą gotowość do cierpienia za nas, gdyby to było potrzebne, możemy powiedzieć z ambony np. tak; „Serce Zbawiciela naszego – obecne pod postaciami eucharystycznymi – mówi w czasie konsekracji do Ojca: Ojcze mój niebieski, jeśli potrzeba, dziś także jestem gotów cierpieć za moich braci – ludzi”, a Ojciec niebieski odpowiada; „Synu mój, nie potrzeba byś cierpiał, wystarczy Twa gotowość”. Chrystus tu jest Abrahamem gotowym do złożenia ofiary. Ale i my mamy być tym Abrahamem, czy Izaakiem, i powinniśmy odpowiedzieć: „Ojcze, niebieski i ja jestem dziś gotów na wszystko z miłości dla Ciebie i bliźnich moich”.
Na życie więc patrzeć mamy pod kątem realizmu Kalwarii. Jednak trzeba to uzupełnić optymizmem Zmartwychwstania … Gdzie jest miejsce szczególne we Mszy św. tchnące nutą Zmartwychwstania? Komunia św.: „Kto pożywa Ciała mego … we mnie mieszka … a ja go wskrzeszę …”, zwłaszcza Komunia wiernych pod dwoma postaciami …, jak więc potrzebna jest Komunia we Mszy, jak słuszne życzenie, by komunikować z darów konsekrowanych na tej właśnie Mszy w miarę możności, jak czasem słuszną jest rzeczą udzielanie Komunii pod dwoma postaciami /a te możności zachodzą łatwiej w życiu zakonnym, np. przy profesji zakonnej/.
Chrystus umiera mistycznie we Mszy nie tylko za każdego z nas, ale i za nas wszystkich razem, dla każdego też z nas i dla wszystkich zmartwychwstaje, bośmy wszyscy Jego braćmi i dziećmi Jego Ojca Niebieskiego. Z tego wynika, że wszyscy powinniśmy się czuć bliscy sobie. Jeśli trudno przekonać czasem katolików świeckich a nawet katolików w habitach do potrzeby wspólnego udziału, to między innymi wynika to z tego, że nie ma wśród nas nawet w zakonie pełnej i prawdziwej miłości bliźniego, lub że źle pojmujemy Mszę jako Ofiarę jednostek luźno ze sobą związanych. I dlatego trzeba uświadamiać, że jesteśmy sobie bardzo bliscy mimo tego co nas dzieli; wiek, usposobienie itd. Ks. Fedorowicz, który postawił swą parafię tak wysoko pod względem życia liturgicznego, nie wahał się twierdzić, że np. jakaś pani elegancko ubrana recytująca teksty mszalne a zarazem z pewnym lekceważeniem patrząca na inna kobietęgorzej ubraną nie bierze właściwego udziału we Mszy, natomiast ktoś poczuwający się do wewnętrznej spójni z innymi na Mszy lepszy bierze w niej udział, choćby tych tekstów wspólnie nie odmawiał. To też Instrukcja o liturgicznym wychowaniu alumnów podkreśla, że liturgia jest znakomitym ćwiczeniem się w nadprzyrodzonej miłości /art. 3/.
To stwierdzenie o potrzebie wspólnego mistycznego umierania i zmartwychwstania we Mszy pomoże katolikom świeckim i w klasztorach na lepszy udział we Mszy w duchu Soboru.
Ale najświętsze rzeczy nam powszednieją, przed czym jednak musimy się bronić. Czy Kościół daje nam na to sposób? Tak. Liturgiczne teksty mszalne są stałe i zmienne. Te stałe należy rozumieć i przeżywać w świetle tekstów zmiennych. Teksty zaś zmienne dominują w liturgii słowa. Trzeba więc te teksty wykorzystać odpowiednio wyciągając z nich nie tylko moralne, ascetyczne i dogmatyczne wskazówki, ale i nawiązując przez nie do Ofiary liturgicznej. Gdy np. lekcja z ostatniej niedzieli mówiła nam o miłości bliźniego, to stwierdzimy, że już podczas Mszy praktykujemy miłość bliźniego, gdy wspólnie chętnie się modlimy i współ ofiarujemy, a potem ducha Mszy rozciągać możemy łatwiej na cały dzień i całe życie. Oprócz więc zwykłych nauk rekolekcyjnych powinna być też homilia liturgiczna, lub może ona zastąpić jedną z nauk.
Stwierdźmy to bodaj jednym czy drugim cytatem z Konstytucji o liturgii. Czytamy więc tam, że Kościół bardzo siętroszczy o to, aby wierni podczas Mszy „ofiarując niepokalaną hostię nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim, uczyli się samych siebie składać w ofierze i … doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie ze sobą” /art. 48/. Liturgia słowa i liturgia eucharystyczna tak ściśle wiążą się z sobą, że stanowią jeden akt kultu /art. 56/.
A oto cytaty z Instrukcji liturgicznej: Tekstów zmiennych /Proprium/ śpiewanych lub recytowanych przez chór albo lud celebrans nie odmawia prywatnie /art. 48/ – więc wszyscy są aktorami Bożego misterium Mszy św.
Wyjaśniając w homilii liturgicznej jakiś tekst z Ordinarium lub Proprium Mszy danego dnia należy uwzględnićcelebrowane misterium i szczególne potrzeby słuchaczy /art. 54/. W słowach „uwzględnić celebrowane misterium” mamy potwierdzenie tej prawdy, że teksty liturgiczne należy odnosić także do samej Ofiary mszalnej. Przez uwzględnienie zaś szczególnych potrzeb słuchaczy zaradza się nie tylko ich potrzebom duchowym, ale pogłębia się teżwewnętrzną ich bliskość między sobą.
Inną formą liturgii – jak Msza również Bożego ustanowienia – to sakramenty święte, z tym, że sama eucharystia spełnia rolę nie tylko Ofiary, lecz i sakramentu.
W sakramentach Boże działanie jest pierwsze, nasza postawa to właśnie postawa recepcyjna – przyjęcie łaski nam ofiarowanej. Ta jednak recepcyjna i jakby bierna postawa jest czy raczej powinna być naprawdę czynna. Tu społeczność liturgiczna nie składa ofiary, lecz wybrane tylko jej członki – najlepiej na oczach całej społeczności – przyswajają sobie specjalne skutki Ofiary Kalwaryjskiej w różnych – szczególnie ważnych – momentach i okresach życia. Cóż to za momenty i chwile? Zachodzą one w naszym porządku naturalnym i nadnaturalnym. Są one czymśswoistym i wyodrębniają się od siebie i uwzględniają specjalne potrzeby człowieka a zarazem Boże względem niego zamiary, życzenia i powinności.
Chodzi najpierw o większe okresy w naszym życiu: dziecięctwa, któremu odpowiada chrzest; młodzieńczości – bierzmowanie; dojrzałości – kapłaństwo, małżeństwo, profesja zakonna; dojrzałości wyższego rzędu – episkopat, czy długie lata życia kapłańskiego, małżeńskiego, zakonnej profesji; podeszłego wieku – sakrament namaszczenia olejem św.
Czy o tych rzeczach, czy o takich tematach nie należałoby mówić także do osób zakonnych? – Oczywiście nie musimy wyrzekać się tradycyjnych tematów: cel człowieka, grzech ciężki, powszedni, spowiedź, śluby zakonne, kult Serca Jezusa i Matki Najświętszej – ale można je wzbogacić nowymi tematami czy myślami.
Przystąpmy więc do uwag – ale z powodu nadmiaru materiału omawianego tylko krótkich – do chrztu św. Wszak Sobór stwierdza, że profesja zakonna bazuje na konsekracji chrztu i pełniej ją rozwija tak, że można mówić o odrębnej konsekracji osoby zakonnej. Chrzczony przecież obiecuje żyć według Ewangelii, a zakonnik pełniej to przyrzeka, bo włącza tu także życie według rad ewangelicznych. Odnowienie zatem obietnic chrztu św. winno odbijać się w naszym życiu zakonnym głębszym echem niż może ma to miejsce dotychczas. Aby jednak do tego przekonał rekolekcjonista swych słuchaczy duchownych, nie wystarczy, gdy tę sprawę wyłoży od strony dogmatycznej, niech to uczyni także od strony własnego serca i przekonania, a zarazem od strony Serca Bożego. Można powiedzieć, że Dobry Pasterz od wieków upatrzył sobie nas jako chcących żyć pełnią ewangelii. Gdy nas chrzczono, może tylko rodzice i to nie wszyscy myśleli o tym, że ktoś z nas będzie może potem w zakonie, ale Zbawiciel nasz z miłością szczególną ogarniał nas jużwtedy, gdy rodzice chrzestni – w imieniu przyszłego zakonnika wypowiadali: – odrzekam się złego ducha i wszelkich spraw jego i wszelkiej pychy jego. A teraz jak się ma sprawa z tą pycha, czy raczej z jej przeciwieństwem pokorą w naszym życiu zakonnym … Takie więc czy inne zastosowanie może się tu nasunąć rekolekcjoniście.
Specjalne trudności przeżywa człowiek w okresie młodzieńczości. Dojrzewanie powoduje wiele u niego zmian fizycznych i psychicznych. – Bóg pragnie tu pomóc człowiekowi między innymi przez sakrament bierzmowania. Jeśli o chrzcie dosyć się mówi obecnie, to o bierzmowaniu jeszcze dosyć głucho, a szczególnie głucho w zakonach. Uważamy tę rzecz za przebrzmiałą – przyjęliśmy już dawno ten sakrament. Wolno go przyjąć raz w życiu, więc to nie usposabia może do pamięci o nim. Być może, że nie przyszła jeszcze na to pora, bo trudno wszystko naraz silnie akcentować, gdy po Soborze „wybuchła bomba liturgii”. Ale już czytamy rozprawy i spory, jaki jest czas właściwy na przyjęcie bierzmowania. Jednak chrzest też tylko raz przyjmujemy a przecież przyzwyczajamy się do niego już częściej myśląpowracać. Bierzmowanie mniej doceniamy, bo wiemy, że to sakrament niekonieczny do zbawienia, a nie martwimy sięo to, jaki ma związek z doskonałością, zapominamy o tym, że według św. Tomasza, któremu chyba trudno odmówić tu racji, bierzmowanie więcej daje łaski niż chrzest, tak jak młodzieniec więcej ma w sobie życia niż dziecko. Mimo że raz przyjęliśmy bierzmowanie, to jednak i do niego można odnieść słowa Pisma św. mówiące o kapłaństwie też raz przyjmowanym: „Resuscites in te gratiam, quae data est tibi cum impositione manuum”.
Dotąd nie wejdzie w zwyczaj u wszystkich wiernych odnawianie obietnic uczynionych na bierzmowaniu, to jużprzedtem należałoby w zakonach to zapoczątkować, np. wspólnie w święto Zesłania Ducha św., a każdy z osobna w rocznicę przyjęcia bierzmowania. Myśmy bowiem powinni wyprzedzać innych wiernych, a nie powoli ciągnąc za nimi, ale i teraz nie wszędzie trzeba to od razu stosować, wpierw może będzie należało wytwarzać odpowiednią atmosferętemu sprzyjającą, wytwarzać przekonania przygotowujące grunt do przyszłej realizacji.
Sobór radzi udzielać tego sakramentu podczas Mszy św., bo ona jest centrum wszystkiego. Znajdujemy tu potwierdzenie tego zdania, że przez sakramentu /w tym wypadku przez bierzmowanie/ przyswajamy sobie specjalne skutki Ofiary Kalwaryjskiej uobecnianej na ołtarzu.
Czy naprawdę stan zakonny ma tak wiele wspólnego z tym sakramentem? Bierzmowanie ma pomóc nam w zwalczaniu specjalnych trudności życia, nie wyłączając męczeństwa? A czyż wiele osób nie męczy się w zakonach? Żyć według nie litery ślubów, lecz według ich ducha, nie ulec rutynie zakonnej – w dobie posoborowej ulegle być posłusznym, uprawiać dialog z przełożonymi, ale taki dialog, który by niebo zachwycał a nie obrażał, to dla wielu – jeśli nie dla wszystkich – wymaga bohaterstwa i specjalnej pomocy łaski. Oprócz zaś codziennej pomocy płynącej z Eucharystii możemy apelować o pomoc otrzymaną przy bierzmowaniu.
Dojrzałość nadprzyrodzoną swego rodzaju otrzymujemy przez obfitość i różnorodność łaski otrzymanej przy sakramencie kapłaństwa względnie małżeństwa, czy nawet w pewnym stopniu już rzez przyjęcie diakonatu. /Mówi siędziś o tym, by bracia zakonni mogli być diakonami/.
Święcenia przyjmuje się w związku ze Mszą św. Co do małżeństwa znów – to kościół zaleca z podanych powyżej powodów. O tych dwu sakramentach trudno tu szerzej mówić, by nie przedłużać ram referatu. W sakramencie małżeństwa Chrystus w osobie mężczyzny poślubia Kościół w osobie niewiasty. Przez czystość ślubowaną czy przyrzeczoną Chrystus bezpośrednio /nie w czyjejś osobie/ poślubia sobie duszę zakonną, w niej poślubia sobie teżKościół cały. Albo powiedzmy to od strony osoby zakonnej: owa dusza ślubująca czystość w zakonie czy na świecie, zaślubiona bywa z Chrystusem, a poprzez Chrystusa z Kościołem. Gdy mówimy do zakonnic, więcej podkreślajmy łączność z Chrystusem, gdy mówimy do zakonników, więcej akcentować możemy łączność z Kościołem/, czy większąłaskę otrzymuje składający ślub czystości niż przyjmujący sakrament małżeństwa? Zapewne tak, podobnie jak więcej łaski daje chrzest krwi, niż chrzest z wody, mimo że pierwszy nie jest sakramentem.
Wielka to godność, a z niej płyną inne konsekwencje; wypada, by dusza tak ściśle przez czystość złączona z Chrystusem podzielała także jego ubóstwo i posłuszeństwo. Stąd dekret soborowy „Perfectae caritatis” na pierwszym miejscu omawia ślub czystości, a po nim dwa inne.
W zakonach stosuje się niekiedy wspólne odnowienia profesji, stosują to poszczególne dusze zakonne częściej. Jeśli to czynią z gotowością potwierdzenia tego czynem, mogą znów liczyć na pomoc Bożą, by ich życie odświeżało Bożą rolęKościoła. Konstytucja o liturgii domaga się, by obrzęd profesji był jednolity, umiarkowany i dostojny.
Jeśli odnawia się obietnice Chrztu, jeśli się nawraca myślą do przyjętego po dobrym przygotowaniu bierzmowania, do otrzymanych po długim oczekiwaniu święceń kapłańskich czy do złożonych zakonnych ślubów, to trzeba zawsze przygotowywać się na przyjście Pana – zgodnie z charakterem eschatologicznym Kościoła. Przyjdzie czas, kiedy będzie nam dane wyjść Panu na przeciw staczając przedtem jeszcze boje życiowe związane z chorobą czy z naszym starzeniem się, o ile tej starości w ogóle doczekamy. Napotkamy wtedy na inne trudności, znów Boża Opatrznośćwychodzi nam wtedy na przeciw, dodając nam specjalnych sił w namaszczeniu chorych. Jeżeli inne sakramenty niejako postcypujemy, to ten sakrament niejako antycypujemy, zwłaszcza w okresie liturgicznej jesieni czy adwentu. Żyjmy wtedy biblijnym „Maran Atha”, będąc świadomi, że Boski nasz Zbawiciel i Jego Matka wyczekują tej chwili, kiedy spoczniemy w ich objęciach. W czasie zaś rekolekcji głoszonych do osób zwłaszcza zakonnych mówmy o śmierci sposobem nie tylko tradycyjnym, ale i tym nowym pozytywnym sposobem.
Oprócz sakramentów mamy wiele sakramentaliów i specjalnych modlitw Kościoła na określone czy nieokreślone chwile życia. W czasie rekolekcji można by omówić jakieś jedno sakramentale, np. przypomnieć obrzęd obłóczyn zakonnych. Może to dać okazję do poruszenia w tej nauce rekolekcyjnej kwestii obecnie tak dyskutowanej – ubioru zakonnego. Z modlitw Kościoła wspomnijmy tu tylko o obrzędzie pogrzebowym, który – według Konstytucji o liturgii – powinien jaśniej wyrażać paschalny charakter śmierci chrześcijanina. W ten też sposób można by na jakiejś nauce rekolekcyjnej zinterpretować obrzęd pogrzebu w całości lub w części, zamiast lub obok konferencji o śmierci. W Polsce bowiem nasz obecny rytuał już jest dostosowany w pewnej mierze do wymogów odnowionej liturgii . Nie wolno nam jednak komentować liturgii w sposób nudny, ospały, bez przekonania. Wtedy lepiej wygłaszać zwykłe nauki rekolekcyjne, choćby wyłącznie sposobem tradycyjnym, lub w te nauki tradycyjne wplećmy niektóre nowe myśli liturgiczne.
Życie jednak nasze składa się nie tylko z większych, lecz i z mniejszych okresów. Takimi okresami to rok zwykły i rok kościelny, kwartał, miesiąc, tydzień, dzień i część dnia. Trudno będzie mówić w czasie rekolekcji o roku liturgicznym w całości, ale można będzie podkreślić bieżący jego okres.
Kwartał jest uwypuklony w liturgii przez Suche Dni. Natomiast miesiąc więcej do głosu przychodzi w pobożności prywatnej, tydzień uwydatnia się zarówno w pobożności liturgicznej jak i prywatnej.
Jak powinna wyglądać niedziela w klasztorze? Niektórzy z początku nie widzą różnicy w zakonie między niedzielą a dniem powszednim. Jeśli zaś zakonnicy już biorą lub będą brać odtąd wspólny udział z wiernymi nie tylko we Mszy św., ale i w uroczystych laudesach czy nieszporach, jeśli atmosfera Dnia Pańskiego odbije się w jakiś sposób także na klasztorze, to różnicę tę dostrzeżemy i wykorzystamy dla Boga, duszy naszej i naszych bliźnich.
Dzień cały uświęcamy przez udział w Eucharystii, o czym już była mowa.
Części zaś dnia uświęca nam Oficjum brewiarzowe. Piękny to hymn chwały naszej dla Boga, wymagający jeszcze lepszego uporządkowania i upiększenia, a zwłaszcza wymaga umiłowania go przez nas. Ciągle mamy skłonnośćpodchodzenia do niego z punktu zwłaszcza obowiązku, z aspektu prawnego – a takie nań spojrzenie powoduje to, że mało z niego korzystamy i nie pozwalamy mu spełnić jego przeznaczenia tj. uświęcenia ważniejszych części dnia. Tych ważniejszych części dotąd liczy się więcej, bo aż 7 /bez prymy/, w przyszłości będzie ich prawdopodobnie mniej. Chodzi o to, by w miarę możności brewiarz odmawiać we właściwej porze /Konst. lit. art. 88/ – a więc: Matutinum, które wolno antycypować, rano Laudes, w południe /seksta/ i wieczorem /Nieszpory i kompleta/.
Jak odmawiać brewiarz – to osobne zagadnienie – tu pominięte z braku czasu. Ponieważ z natury swej – przynajmniej w dotychczasowej formie – nastawiony on jest na wspólne odmawianie, dlatego powinno się go odmawiać raczej wspólnie niż indywidualnie – oczywiście jeśli wspólnie to wzorowo, inaczej lepiej nie wprowadzać takiego odmawiania wspólnego. Konstytucja liturgiczna zachęca, by i świeccy odmawiali brewiarz czy to na zebraniach z kapłanami, czy na swoich czy nawet indywidualnie /art. 25/.
Nawet zachęca Kościół do odmawiania „małych oficjów”, ale ułożonych na wzór brewiarza i prawnie zatwierdzonych. Są i one przejawem publicznej modlitwy Kościoła /Konst. Liturg. art. 98/. Takie oficja już istnieją w Kościele zastępując powoli dotychczasowe officjum parvum de Beata, które choć piękne, jest jednak mało urozmaicone i mało związane z rokiem kościelnym. Ale w normach wykonawczych do Perfectae caritatis mówi się, że raczej odmawiać siępowinno officium Dei, choćby w części, niż nawet zatwierdzone officium parvum.
Oto takie uwagi nasuwają się w związku z soborowymi i posoborowymi dokumentami o Liturgii. Bierze w niej udział cały Kościół nie tylko żyjący na ziemi, ale i ten w niebie i w czyśćcu, więc całe Świętych Obcowanie, całe Ciało Mistyczne. Co znaczy całe Ciało Mistyczne? To znaczy, że w liturgii występują nawet ci, których na ziemi jeszcze nie ma, a są już w myśli Bożej. Liturgia wiąże najbardziej odległą przeszłość z najbardziej daleką przyszłością.
WSPÓLNE ĆWICZENIA POBOŻNOŚCI W ŻYCIU ZAKONNYM WEDŁUG SOBORU WATYKAŃSKIEGO II
Ale oprócz liturgii mamy inne wspólne ćwiczenia pobożne. Jeśli liturgia jest głosem całego Świętych Obcowania, to kto przychodzi do głosu we wspólnych, lecz nieliturgicznych nabożeństwach kościelnych, zakonnych czy klasztornych? Jeśli wolno tu wyrazić prywatny pogląd autora referatu, to są one lub przynajmniej mogłyby być albo powinny byćuznane za wyraz całej tej społeczności, w imieniu której są odmawiane. Gdy więc odmawia się jakieś modlitwy czy odprawia jakieś nabożeństwa na polecenia władzy diecezjalnej, to się to czyni w imieniu całej diecezji. Gdy się modli wspólnie zwykła rodzina odmawiając wspólnie np. różaniec czy kolędując, czyni ona to w imieniu całej rodziny, choćby nie cała rodzina faktycznie to czyniła. Gdy się wspólnie modli rodzina klasztorna, choćby nie w komplecie, czyni to w imieniu całego klasztoru. W każdym razie do każdej wspólnej modlitwy nie tylko liturgicznej odnoszą sięsłowa Chrystusa: „Gdzie jest dwu lub trzech zgromadzonych w imię moje, tam ja jestem w pośrodku nich”.
Czy jednak dusze nawet zakonne zdają sobie sprawę z tej obecności Pana na wspólnej modlitwie? /przykład z powalanym komunikantem/. Powinni im w tym pomóc także rekolekcjoniści. Ponadto należy znać wskazania Kościoła. Instrukcja o liturgii /art. 17/ podaje: Praktyki pobożne, ustalone zwyczajami albo prawami danego miejsca lub instytutu mają być w należytym poszanowaniu. Trzeba jednak uważać, aby zwłaszcza wtedy, gdy się wspólnie odbywają, odpowiadały liturgii św. stosownie do art. 13 Konstytucji i aby uwzględniały okresy roku liturgicznego”. W cytowanym zaś artykule 13 Konstytucji czytamy, że te nabożeństwa należy tak uporządkować, aby zgadzały się z liturgią, z niej poniekąd wypływały i do niej wiernych prowadziły, ponieważ ona ze swej natury znacznie je przewyższa. Również dekret „Perfectae caritatis” /art. 3/ poleca w tym kierunku poddać rewizji konstytucje, zwyczajniki i modlitewniki zakonne.
W normach wykonawczych do Perfectae caritatis /art. 21/ czytamy wskazówkę, by zamiast licznych modlitw ustnych zostawić więcej miejsca na modlitwę myślną, by tak bardziej owocnie uczestniczyć w liturgii.
W „Optatam totius” /de institutione sacerdotali, art. 8/ znajdujemy pouczenie, że należy popierać ćwiczenia pobożne przez Kościół zalecone, ale zawsze trzeba się starać, by formacja duchowa nie ograniczała się do nich ani teżby one były obliczone wyłącznie na dogadzanie uczuciowej sferze alumnów.
A więc zbierzmy te uwagi:
Jakieś wspólne ćwiczenia pobożne nieliturgiczne są potrzebne. Wszak rodzice chcą czasem rozmawiać nie tylko ze wszystkimi dziećmi, ale czasem także z niektórymi osobno /np. raz ze starszymi, a innym razem z młodszymi/, a czasem z jednym tylko dzieckiem, w ten sposób już naprzód uzasadniamy potrzeby modlitwy indywidualnej, w której Bóg pragnie się kontaktować z nami w inny sposób niż w modlitwie liturgicznej. Zresztą należycie przeżyta liturgia powinna znaleźć sobie upust także poza sobą samą, inaczej można słusznie powątpiewać w autentyzm przeżycia.
Powinny one jednak odpowiadać liturgii, nie kłócić się z nią, być jej pięknym rozwinięciem, przeżywaniem jej roku. Tak np. gdy w niektórych domach zakonnych stale przez cały rok odmawia się tę samą litanię, można wprowadzićzamiast niej inną litanię bardziej dostosowaną do okresu lub święta kościelnego. Lecz nie trzeba tych zmian czynić, o ile się nie ma uprawnień, od razu, lecz po zatwierdzeniu nowego modlitewnika zakonnego. Przygotowując taki modlitewnik do zatwierdzenia, trzeba będzie niekiedy ułożyć modlitwy, przeniknięte duchem liturgii, a zarazem do serca przemawiające. Np. w wielu domach zakonnych stosuje się południową wspólną adorację. Odmawia się wtedy Adoro Te devote. Ale często odmawia się także modlitwy, które trudno podciągnąć pod termin „adoracja”.
W naszej bernardyńskiej prowincji zakonnej od kilku lat wprowadziliśmy taką modlitwę: Panie, Jezu Chryste, utajony w Najświętszym Sakramencie. Tu ukrywa się nie tylko Twoje Najświętsze Bóstwo, ale i chwalebne Człowieczeństwo. Uwielbiamy Cię tu między nami obecnego i przebywającego. Ty sam zapewniasz nas, że rozkoszą Twoją jest przebywać między synami ludzkimi. Spraw, by i naszą radością było przebywanie przy ołtarzach Twoich, byśmy żyli duchem Twej Ofiary Krzyżowej, która dziś odtwarzana była na ołtarzach. Niech i przez resztę dnia dzisiejszego serca nasze pozostaną miłym Tobie tabernakulum, a ponieważ nie tylko Ty w nas, ale i my w Tobie przebywamy, spraw zatem, byśmy i w tej drugiej połowie dnia byli świadomi naszej głębokiej łączności z Tobą, byśmy nie żyli sobie, lecz byś Ty, Królu serc naszych, żył w nas i przez nas działał skutecznie i święcie. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen”.
Niekiedy nasza władza może zatwierdzić modlitwy do tymczasowego użytku. Otóż czasem można się tym zadowolić i może to być lepsze niż stałe zatwierdzenie, bo można później z większą swobodą zmieniać te modlitwy.
Zmian tych należy dokonywać uwzględniając dzisiejsze możliwości fizyczne i psychiczne członków danego zakonu, jak również stosownie do charakteru tego zgromadzenia zakonnego /Perfectae caritatis, art. 3/.
Nie trzeba zaś dodawać, że rekolekcjonista ma głosić konferencje i dawać pouczenia w konfesjonale w duchu nie swojego zakonu, lecz danego, do którego przybył z rekolekcjami, o ile jest to inny zakon. Dlatego winien poznaćregułę, konstytucję, zwyczajniki i modlitwy danego zakonu.
Ponieważ liturgia znacznie przewyższa modlitwy nieliturgiczne wspólne czy prywatne, gdzie jest ona stosowana w szczupłym zakresie a dużo jest innych modlitw, można część tych modlitw zastąpić wspólną modlitwą liturgiczną np. można znacznie skrócić poranne czy wieczorne modlitwy, a za to odmówić laudesy czy nieszpory. Pamiętać jednak trzeba, że sama mechaniczna zmiana tu nie wiele da, a nawet może czasem zaszkodzić. Te rzeczy trzeba odpowiednio przygotować, wytwarzając odpowiednią atmosferę modlitwy liturgicznej.
Jeśli rekolekcjonista zauważy, że dotychczasowe konstytucje czy modlitewniki zakonu znacznie odbiegają od wytycznych soborowych, nie będzie tego publicznie krytykował, lecz zaleci ich przestrzeganie dopóki nie ukażą sięnowe konstytucje i zwyczajniki.
Spośród różnych wspólnych ćwiczeń pobożności pierwszeństwo można dać zbliżonym do liturgii, np. zamiast wieczornych modlitw można urządzić nabożeństwo Słowa Bożego w czasie rekolekcji i zakończyć je błogosławieństwem Najświętszego Sakramentu. Zwróćmy tu uwagę na nową formę nieszporów dla ludu odprawianych, a przewidzianych przez II Instrukcję Liturgiczną.
INDYWIDUALNE ĆWICZENIA POBOŻNOŚCI
Czy i o nich mówi sobór Watykański II? Owszem. W Konstytucji o liturgii tak czytamy: „Chrześcijanin powinien także w ukryciu modlić się do Ojca … a nawet powinien modlić się nieustannie.
Ma on tu pewną wewnętrzną swobodę, może iść tu za swymi osobistymi, byle zdrowymi upodobaniami. Choć nie musi się trzymać wytycznych liturgicznych, jednak jeśli naprawdę ukocha liturgię, ona jakby spontanicznie będzie kształtowała także jego prywatną indywidualną pobożność.
Zresztą i sama Instrukcja Liturgiczna tego się spodziewa, gdy zaleca, by praktyki pobożne odpowiadały liturgii zwłaszcza wtedy, kiedy odbywają się wspólnie. Wyrażenie „zwłaszcza” wskazuje na to, że i w praktykach pobożności indywidualnych jakaś zgodność z liturgią jest pożądana. Nie pisze Konstytucja o liturgii, jak się to będzie ujawniać, ale spróbujmy to określić w przybliżeniu.
Będzie to nie tylko modlitwa w znaczeniu prośby o dary doczesne, lecz zwłaszcza o dary duchowe, nie tylko dla siebie, lecz i dla innych. A przede wszystkim będzie to modlitwa dziękczynna, pochwalna i zadość czynna za siebie i innych, bo tak jest w liturgii. Będzie się obracała nie tylko koło ulubionych Świętych, lecz nieraz wzniesie się do samego Boga Ojca przez Chrystusa, do całej Trójcy św., z którą będzie żyć na sposób jakby rodzinny, jak tego sobie życzy jeden z dokumentów soborowych /Trójca święta – to trzej nasi Niebiescy Rodzice/ i do wszystkich niebian, jako swego Rodzeństwa.
Już wyżej była mowa, że będzie pamiętać o rocznicy chrztu, bierzmowania, profesji itd.
Szczera ta modlitwa z początku będzie szukała różnorodnych przejawów. Z czasem nie z lenistwa, lecz z powodu ugruntowania się w niej działania Bożego, będzie się skłaniała do pewnego uproszczenia, do tzw. modlitwy prostoty. Modlitwa ustna będzie ustępować na korzyść myślnej, która nie będzie się ograniczać do określonej godziny rozmyślania, lecz w jakiś sposób będzie promieniować na cały dzień, zwłaszcza gdy dusza zasmakuje w kontemplacji wlanej czy nabytej.
Czy taka modlitwa prywatna jest konieczna? Bezwzględnie. Nawet byłoby nie dobrze, gdyby wszystko się wspólnie odbywało, bo gdy ustaną wspólne praktyki z jakiegoś racji, ustają też i prywatne /a więc akcentować potrzebęosobistego czytania duchownego, osobistej adoracji, niezależnie od wspólnej adoracji klasztoru itp./. Przykład smutny: Niektórzy Wychowankowie zakładów wychowawczych na wakacjach nie modlą się wcale ani nie chodzą nawet w niedzielę do kościoła, choć w zakładzie codziennie przystępowali do Komunii św.
WZAJEMNE USTOSUNKOWANIE SIĘ MODLITWY LITURGICZNEJ, WSPÓLNEJ NIELITURGICZNEJ I PRYWATNEJ.
Jedna do drugiej i trzeciej winna prowadzić, w nich się rozwijać. Co do godności pierwsza jest modlitwa liturgiczna, druga – wspólna nieliturgiczna, trzecia – indywidualna. W jakim stopniu trzeba każdą z nich praktykować, zależy to od wyrobienia duszy i od charakteru zakonu. Wszystkie zaś one wtedy zdają egzamin – gdy wzmacniają w nas perfectam caritatem nie tylko Boga, lecz i bliźnich, nie wyłączając nieprzyjaciół, których nie wystarczy nie nienawidzić, lecz nadto pozytywnie ich trzeba miłować, aby potwierdzić życiem codziennie przy ołtarzu uobecnianą Ofiarę Chrystusa, który oddał swe życie za tych, co Go swymi grzechami krzyżowali i nadal krzyżują. Jednak krzyż ma zawsze drugi odpowiednik – w Zmartwychwstaniu.
Takie i tym podobne uwagi o liturgii i ćwiczeniach pobożności oraz wiele innych można by przekazać osobom zakonnym podczas rekolekcji, dążąc do tego, by one były lub stać się mogły rzeczywistym skarbem kościoła i własnego narodu.
