Andrzej Bobola jest trudnym patronem, a jednak do ludzi bardzo przemawiają jego wierność i wytrwałość. Wiele osób doświadcza też łask za jego wstawiennictwem – mówi jezuita o. Paweł Bucki, kustosz sanktuarium i proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Warszawie. 16 maja wypada wspomnienie świętego Andrzeja Boboli, patrona Polski. Główne obchody odbędą się w sobotę o godz. 18 w Narodowym Sanktuarium Św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Mszy św. będzie przewodniczył metropolita warszawski abp Adrian Galbas, a kazanie wygłosi przełożony generalny Towarzystwa Jezusowego o. Arturo Sosa.
Publikujemy wywiad z o. Pawłem Buckim SJ:
Joanna Operacz (KAI) – Nie bał się Ojciec zostać proboszczem parafii świętego Andrzeja Boboli? Ten święty słynie z tego, że potrafił dość natarczywie upominać się o swój kult – na przykład ukazywał się różnym księżom, ostatnio w latach 80. XX wieku.
Paweł Bucki SJ: – Nie, nie bałem się Andrzeja Boboli [śmiech]. Jest on dla mnie bardzo ważnym świętym, mocno związanym z moim powołaniem. Tym, co budziło i nadal budzi mój respekt, jest parafia. To duża parafia w centrum Warszawy, w której spotyka się wiele grup i działa wiele duszpasterstw. Krzyżują się tutaj różne wrażliwości, różne sposoby patrzenia na świat, różne potrzeby ludzi. Trzeba to wszystko skoordynować.
Andrzej Bobola to teraz jeden z najpopularniejszych polskich świętych w Polsce. Czy widać to w jego sanktuarium w Warszawie?
– Z popularnością świętych jest tak, że trudno ją zmierzyć. Czy liczyć kościoły i parafie pod ich wezwaniem, a może wydawane książki na ich temat? Natomiast jeśli popatrzymy na pobożność ludzi, to na pewno zauważymy coraz większą obecność świętego Andrzeja Boboli.
Nasz kościół odwiedza rocznie kilkadziesiąt grup i wiele osób indywidualnych. Po tablicach rejestracyjnych widać, że przyjeżdżają z całej Polski i nie tylko. Także mieszkańcy Warszawy przychodzą tu na osobistą modlitwę. Mamy też coraz więcej próśb o relikwie.
Jak uzasadniają swoje prośby ci, którzy proszą o relikwie? Dlaczego chcą się modlić za wstawiennictwem akurat tego świętego?
– Rodzaje uzasadnień są dwa. Pierwsze są bardziej ogólne: Andrzej Bobola to ważny święty, od 2002 roku patron Polski. Drugie, bardziej szczegółowe, nawiązują konkretnie do tej postaci: historii jego życia albo na przykład faktu, że ten męczennik jest patronem ewangelizacji w trudnych czasach. Trwa teraz wojna na Ukrainie, więc niektórzy zwracają uwagę na to, że święty Andrzej apostołował na wschodzie dawnej Polski, a jego relikwie były przetrzymywane w Moskwie.
Dajemy relikwie parafiom, w których już trwa modlitwa za wstawiennictwem świętego Andrzeja Boboli.
Widać tu jeszcze jeden fenomen: postać świętego Andrzeja Boboli popularyzuje wielu świeckich, na przykład wspólnoty mężczyzn.
– Tak, wokół świętego Andrzeja Boboli zaangażowanych jest wielu ludzi. Większość z nich działa indywidualnie, na ogół niezależnie od siebie. Przy naszym sanktuarium istnieje Stowarzyszenie Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli, które organizuje spotkania formacyjne i wykłady, ale też na przykład opiekuje się relikwiami trzeciego stopnia i prowadzi muzeum św. Andrzeja Boboli.
Mogłoby się wydawać, że święty, który żył w XVI/XVII wieku i nie był nikim znanym, nie będzie szczególnie bliski dzisiejszym ludziom, prawda?
– W racjonalnych czy naturalnych kategoriach to jest rzeczywiście nietypowe. Andrzej Bobola jest trudnym patronem. Niełatwo o nim mówić nie tylko z powodu odległości czasowej, która nas dzieli. Zostawił po sobie niewiele zapisków, został okrutnie zamordowany. A jednak do ludzi bardzo przemawia jego wierność i wytrwałość. Żył w trudnym momencie historii – jak nie wojna, to rokosz, jak nie rokosz, to epidemia – i pomagał ludziom doświadczonym trudnościami. Dzisiaj też pomaga.
Andrzej Bobola „robił swoje”. Jego praca to były zwykłe zadania księdza i zakonnika: był on prefektem, nauczycielem, misjonarzem ludowym, kaznodzieją, opiekunem Sodalicji Mariańskiej (czyli – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – grup parafialnych) itp. Każdy z nas, niezależnie, jaką ma sytuację życiową, zawód czy powołanie, może poczuć z nim wspólnotę.
Niedawno odpisywałem pewnemu panu z Japonii, który napisał do nas piękną polszczyzną, że jest pielęgniarzem i że Andrzej Bobola go inspiruje, bo opiekował się chorymi podczas zarazy. Poprosił o informacje o nim i obrazki z relikwiami trzeciego stopnia.
Czy dostajecie wiele takich listów z zagranicy?
– Sporo. Te z ostatnich tygodni, które pamiętam, przyszły na przykład z Hiszpanii, Portugalii, Filipin, Stanów Zjednoczonych, Brazylii.
W internecie można znaleźć wiele świadectw cudów i innych łask wymodlonych za wstawiennictwem świętego Andrzeja Boboli. Wiele osób zostawia też swoje prośby na kartkach w sanktuarium i na stronie internetowej. Czy te świadectwa są zbierane?
– Tak, zbieramy spisane świadectwa. Kilka razy zdarzyło mi się też wysłuchać takich historii i je spisać. To są piękne opowieści – bardzo różnorodne i dotyczące różnych spraw, które ludzie powierzają temu świętemu. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie.
Pewien pan z powodu splotu niefortunnych okoliczności musiał być operowany niemal bez znieczulenia. Zwrócił się do świętego Andrzeja: „Ty zniosłeś straszne cierpienia. Pomóż mi też je znieść!”. I rzeczywiście ból został od niego jakby odsunięty. Było to zadziwiające i dla niego, i dla zespołu medycznego.
Niedawno trafiła do nas historia, która dotyczy wydarzeń sprzed lat. Starsza pani w czasie choroby poprosiła wnuczkę, żeby modliła się z nią do św. Andrzeja, „tego od cudów”. Wnuczka nie wiedziała, o kogo chodzi. Dopiero kiedy babcia wyzdrowiała, opowiedziała, jak w czasie powrotu relikwii św. Andrzeja Boboli do Polski w 1938 r. jako kilkunastoletnia dziewczynka uczestniczyła w jednym z wydarzeń zorganizowanych z tej okazji. Podczas procesji znalazła się blisko trumny z relikwiami i zobaczyła, że ludzie pocierają o trumnę różne przedmioty, np. chusteczki i medaliki (tak powstają relikwie trzeciego stopnia). Ona akurat nie miała przy sobie nic takiego, więc podniosła płatki róż sypane podczas procesji, potarła je o trumnę i zabrała. Kiedy wróciła do domu, do rodzinnego miasta, dowiedziała się, że jej brat poważnie zachorował. Lekarz nie dawał mu szans na przeżycie. Ta pani położyła płatki kwiatów na klatce piersiowej chorego, cała rodzina zebrała się przy nim i modliła się za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli, i brat wrócił do zdrowia.
W sanktuarium przy ulicy Rakowieckiej można zobaczyć szczątki świętego Andrzeja Boboli w szklanej trumnie. Zachowanie zwłok od rozkładu to także jest fakt, który nie ma racjonalnego uzasadnienia. W jakim stanie są te szczątki dzisiaj?
– Ciało świętego Andrzeja Boboli po odnalezieniu 45 lat po śmierci i jeszcze długo później było nietknięte rozkładem. Dzisiaj już tego powiedzieć nie można – zwłoki są zmumifikowane. Ale szczątki świętego Andrzeja są integralne, czyli zachowane w całości, co jest niezwykłe, zważywszy na fakt, że święty został zamordowany trzy i pół wieku temu. Stan zachowania ciała był zresztą powodem wielkiego zdziwienia członków komisji bolszewickiej, którzy w latach 20. XX wieku w kościele w Połocku wyrzucili je z trumny na kamienną posadzkę. Byli przekonani, że się rozpadną, a nic takiego się nie stało.
Moi współbracia jezuici, którzy uczestniczyli w ostatnim otwarciu trumny w 1988 i 2013 roku, mówią, że relikwie są w dobrym stanie.
Czy powie Ojciec coś więcej o swojej przyjaźni z Andrzejem Bobolą?
– Z Towarzystwem Jezusowym i świętym Andrzejem zetknąłem się po raz pierwszy jako harcerz przy okazji Duszochwatów, czyli rekolekcji organizowanych przez jezuitów na obozach harcerskich na przełomie XX i XXI wieku. Zastanawiam się teraz, skąd się wzięła ta nazwa. Może stąd, że Bobola w poszukiwaniu ludzi, którzy byli mniej lub bardziej wierzący, dużo chodził po leśnych ostępach i bagnach i docierał w różne niedostępne miejsca – całkiem jak harcerze? Kiedy zacząłem bliżej poznawać zakon, Andrzej Bobola był dla mnie zawsze ważnym punktem odniesienia i patronem.
Dzisiaj mówimy o Andrzeju Boboli jako orędowniku jedności: z innymi chrześcijanami i jedności w narodzie. Myśli Ojciec, że to dobry święty do tej roli?
– Niektórzy mówią, że nie. Robi się z niego czasem kogoś w rodzaju wojownika. Myślę, że ten rys wojowniczy jest związany z objawieniami dominikaninowi o. Alojzemu Korzeniewskiemu na początku XIX wieku w Wilnie, kiedy Andrzej Bobola zapowiedział wielką wojnę i odzyskanie przez Polskę niepodległości. Żartujemy sobie z ojcami dominikanami, że jezuita, który ukazał się dominikaninowi, to najlepszy patron jedności [śmiech].
Dzisiaj dominikanin o. Andrzej Bielat uważa, że święty Andrzej bardzo zaznaczył się w polskiej kulturze przez postać Andrzeja Kmicica z „Potopu”, który ponoć jest ukrytym Bobolą. Pierwowzór Sienkiewiczowskiego bohatera nazywał się Samuel Kmicic. Żył w tym samym czasie co Bobola i pochodził z okolic, na których on pracował. Musiał zetknąć się z Bobolą, który często przemierzał tamte tereny i był dobrze znany okolicznej szlachcie. W powieści dostał imię Andrzej, co ponoć było aluzją do Boboli, dobrze zrozumiałą dla czytelników, a niezrozumiałą dla carskiej cenzury. Kmicic z „Potopu” ma sympatyczny, ale niełatwy charakter, nad którym udaje mu się zapanować długą, wytrwałą pracą. To samo pisali o świętym Andrzeju Boboli jego przełożeni. Ponoć najpełniejsza analogia to opis męczeństwa Kmicica, złapanego przez Szwedów pod Jasną Górą. Nie zakończyło się ono śmiercią, ale bohater Sienkiewicza też zostaje powieszony na haku i przypalany ogniem. Myślę, że ta teoria jest bardzo prawdopodobna, bo po beatyfikacji w 1853 roku Bobola był w Polsce znaną postacią.
Święty Andrzej jest dobrym kandydatem na patrona jedności, bo oddał za nią życie – tak jak patronami jedności są na przykład męczennicy z czasów reformacji. Posługiwał wśród unitów, a Unia Brzeska zakładała jedność przy zachowaniu różnorodności obrządków. Kiedy jego ciało zostało odnalezione na początku XVIII wieku, modlili się przy nim i rzymscy katolicy, i unici, i prawosławni. Dzisiaj też w naszym sanktuarium swoje spotkania i liturgie mają katolicy obrządków wschodnich: grekokatolicy, katolicy języka arabskiego i obrządku syro-malabarskiego z Indii.
Święty Andrzej Bobola szedł do różnych ludzi, nie pytając ich o wyznanie, i głosił im Ewangelię. Szukał każdego człowieka – najpierw człowieka! Jak zauważył jeden z naszych współbraci, ten święty w swoich relikwiach poszedł nawet do wojujących ateistów w Moskwie. Pokazał, że coś im się wymyka, że materializm nie obejmuje całej rzeczywistości.
W 1938 r. przy okazji powrotu integralnych relikwii Andrzeja Boboli do Polski odbyła się wielka peregrynacja relikwii po Polsce. Może warto by było dzisiaj również zorganizować coś podobnego, zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze wschodu?
– W Polsce odbywa się wiele wydarzeń, w których Andrzej Bobola uczestniczy w swoich relikwiach cząstkowych. Na przykład w Warszawie regularnie organizowane są procesje różańcowe. Najbliższa, zaplanowana na 16 maja, przejdzie od sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście do sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej.
