ANNA OD ŚW. BARTŁOMIEJA: 400. ROCZNICA
Z okazji 400. rocznicy śmierci błogosławionej Anny od św. Bartłomieja (1626–2026)
Miguel Márquez OCD
Przełożony Generalny Zakonu Karmelitów Bosych do całego Zakonu: braci, mniszek oraz świeckich karmelitów
Drodzy Bracia i Siostry,
W niedzielę, 7 czerwca 2026 roku, w wielu krajach przypada uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Tego dnia Kościół wspomni, że cztery wieki temu, w Antwerpii, błogosławiona Anna od św. Bartłomieja oddała swego ducha Trójcy Przenajświętszej, prosząc wcześniej, aby „umrzeć bez wydawania najmniejszego dźwięku”. Czterysta lat później to samo pragnienie pozostania w ukryciu – tak charakterystyczne dla jej prostoty – nie przeszkodziło jej nadal promieniować światłem w całym Karmelu i w całym Kościele. Wręcz przeciwnie: to właśnie ta cicha pokora czyni ją tak wymownym świadkiem dla naszych czasów.
Zdecydowałem się skierować do Was ten list nie tylko dlatego, że wymaga tego mój urząd, lecz przede wszystkim z głęboką nadzieją, że ten jubileusz stanie się dla Zakonu prawdziwą łaską. W ostatnich miesiącach miałem okazję czytać prace i słuchać osób, które poświęciły swoje życie badaniu naszej Błogosławionej. Wśród nich chciałbym podzielić się z Wami dwoma głosami, które uznałem za szczególnie przenikliwe i wzajemnie się uzupełniające. Z jednej strony jest mój współbrat, ojciec Julen Urkiza, którego badania historyczne od dziesięcioleci rzucają światło na dzieje Zakonu i postać Anny z naukową rzetelnością oraz duchowym oddaniem. Z drugiej strony młoda historyczka Mercedes Jáuregui, która kilka tygodni temu napisała do mnie obszerny list. W jej słowach odnalazłem nie tylko erudycję, lecz także coś jeszcze cenniejszego: nowe, świeże i pełne głębokiej życzliwości spojrzenie na naszą Błogosławioną. To właśnie jej zawdzięczam niektóre z najpiękniejszych intuicji, którymi pragnę się teraz z Wami podzielić.
Pamięć wymagająca odnowienia
Na przestrzeni wieków błogosławiona Anna od św. Bartłomieja podzieliła los wielu wielkich postaci: bywała czasem wykorzystywana bardziej jako pole sporów niż jako punkt spotkania. We współczesnej historiografii Zakonu interpretacje jej osoby wahały się między dwoma skrajnościami. Jedni przedstawiali ją jako wyłączną spadkobierczynię i jedyną interpretatorkę charyzmatu terezjańskiego, najbardziej prawowitą strażniczkę ducha naszej Założycielki. Inni natomiast, reagując na takie podejście, sprowadzali ją do roli drugoplanowej lub oceniali niemal wyłącznie przez pryzmat jej stanowiska w sporach konstytucyjnych końca XVI i początku XVII wieku.
Obie te postawy, każda na swój sposób, wyrządziły krzywdę jej pamięci. Pierwsza dlatego, że stworzyła sztywny obraz Anny, czyniąc z niej sztandarową postać jednej ze stron sporu. Druga zaś dlatego, że przesłoniła bogactwo jej świadectwa, zubożając tym samym charyzmatyczne dziedzictwo całego Zakonu.
Jest jednak coś jeszcze poważniejszego: obraz, który dotarł do wielu z nas – obraz Anny od św. Bartłomieja kojarzonej z duchowością ascetyczną i tradycyjną, z posłuszeństwem rozumianym jako zwykłe podporządkowanie oraz z nieugiętą obroną jedności struktur – jest jedynie częściową interpretacją. Nie jest fałszywy, ale jest niepełny. A to, co przedstawia się w sposób niepełny, ostatecznie zniekształca prawdę.
Jak trafnie napisała do mnie Mercedes, „ten utrwalony obraz nie jest Anną od św. Bartłomieja, lecz jedynie częściową interpretacją opartą na niektórych jej cechach, pozostawiającą w cieniu inne – te właśnie, które paradoksalnie pozostają w harmonii z bardziej współczesną wrażliwością”. Dlatego ten jubileusz stawia przed nami pilne zadanie: pozwolić, aby Błogosławiona przemówiła do nas poprzez swoje pisma i całe swoje życie,
a nie poprzez projekcje, które na nią nałożyliśmy. Nie chodzi o wymyślenie nowej Anny, lecz o ponowne odkrycie tej prawdziwej.
Jedność, która naprawdę się liczy: jedność miłości, a nie jednolitości
Ojciec Julen słusznie podkreślał, że Anna od św. Bartłomieja z wielką pasją broniła jedności Karmelu Terezjańskiego. Jest to kwestia bardzo ważna. W czasach podziałów – takich jak lata konfliktów konstytucyjnych między 1585 a 1592 rokiem, a później także we Flandrii – Anna opowiadała się za spójnością struktur, posłuszeństwem wspólnym regułom i wiernością hierarchii. Czyniła to nie z wygody, lecz z głębokiej miłości do dziedzictwa otrzymanego od Teresy.
Tutaj jednak potrzebne jest doprecyzowanie, które uważam za kluczowe. Jedność, której broniła Anna, nie była jednością narzuconą z góry, będącą owocem chłodnej jednolitości. Była to jedność tkana z miłości, z miłosierdzia i braterskiej miłości przeżywanej na co dzień. Jak sama pisała, a ojciec Urkiza obszernie udokumentował, jej obrona jedności wypływała z doświadczenia mistycznego: z żywej obecności Chrystusa, który mieszkał
w jej wnętrzu i którego dostrzegała w Teresie oraz w każdej siostrze.
Anna nie broniła jedności dlatego, że była kobietą ślepego posłuszeństwa, lecz dlatego, że głęboko kochała to, co – jak wierzyła – jedność chroniła: charyzmat, braterską wspólnotę i otrzymane dziedzictwo. To właśnie rozróżnienie zmienia wszystko.
A to, drodzy Bracia i Siostry, jest zadziwiająco aktualne również w naszych czasach. Na zewnątrz, w kulturze, która uczyniła jednostkę jedynym horyzontem sensu i utraciła zdolność budowania wspólnoty bez zacierania różnic, propozycja Anny – jedność tkana
z miłości, a nie z jednolitości – jest bardziej wywrotowa i bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej.
Także wewnątrz Zakonu, który nadal nosi rany nie do końca zagojone, jej postać może stać się miejscem spotkania, a nie polem walki. Anna była kobietą pogranicza i charyzmatycznego rozwoju. Przeżyła wojny oraz trudne napięcia, nie pozwalając jednak złamać swojego ducha. Udało jej się to dlatego, że wszędzie, gdzie przyszło jej żyć i działać, pielęgnowała braterską miłość.
Delikatność i wrażliwość: zapomniane spoiwo jej świętości
Istnieje pewien aspekt życia Anny od św. Bartłomieja, który rzadko pojawia się w biografiach czy popularnych opracowaniach, a jednak ma znaczenie fundamentalne. Chodzi o jej delikatność i wrażliwość. Nie mam tu na myśli jedynie cechy charakteru czy usposobienia, lecz czegoś znacznie głębszego: nici, która podtrzymuje i nadaje spójność wszystkim pozostałym wymiarom jej życia. Bez delikatności i wrażliwości jej obrona jedności mogłaby stać się narzuconą jednolitością, a jej służba jedynie funkcjonalnym działaniem lub – co gorsza – zwykłym podporządkowaniem. Anna była osobą niezwykle wrażliwą, zarówno w życiu duchowym, jak i w relacjach z innymi. Wystarczy sięgnąć do jej pism, aby dostrzec, z jaką uwagą i subtelnością mówi o swoich współsiostrach, jak dobrze rozumiała ludzką psychikę oraz jak trafnie potrafiła zachować równowagę między wymaganiem
a miłością w formacji nowicjuszek.
Była delikatna także w słowach – długo rozważała, co powiedzieć i w jaki sposób to wyrazić. Kiedy powierzano jej opiekę nad chorą siostrą, oddawała się tej posłudze tak, jakby ta osoba była całym jej światem, samym Chrystusem. Dbała o czystość jej posłania, czuwała przy niej przez całą noc, jeśli było to konieczne, i uprzedzała jej potrzeby. Niekiedy wystarczało krótkie spojrzenie i uśmiech. Innym razem trzeba było towarzyszyć siostrze w ciemnościach cierpienia. Jedno i drugie czyniła z tą samą delikatnością.
Jej obszerna korespondencja jest być może miejscem, w którym ta wrażliwość ujawnia się najpełniej. Sposób, w jaki zwracała się do swoich sióstr i duchowych córek, ton, jaki dobierała zależnie od adresata, troska o konkretne szczegóły dotyczące każdej osoby, pamięć o jej sprawach i sytuacji – wszystko to świadczy o kimś, kto rozumiał komunikację jako akt troski i opieki.
Mercedes przypomniała mi coś, czego żadne z nas nigdy nie zapomni. Była obecna, gdy zadzwoniłem do chorej siostry, Marii Ángeles, dochodzącej do zdrowia w szpitalu
w Sewilli. W jej ostatnich chwilach skierowałem do niej zaledwie kilka słów pocieszenia. Niejednokrotnie przesyłałem już błogosławieństwo braciom i siostrom stojącym u progu odejścia z tego świata. Mercedes powiedziała mi, że ten gest wywarł na niej głębokie wrażenie jako „wielki gest braterstwa, miłosierdzia i miłości”, po czym dodała: „To właśnie ta troskliwość, którą Teresa uznawała za najprawdziwszy znak miłości i którą św. Jan od Krzyża praktykował przez całe swoje życie”. Czytając te słowa, uświadomiłem sobie, że Mercedes nie tylko mi dziękowała, ale równocześnie stawiała przede mną zwierciadło Anny: delikatność uczynioną częścią codziennego życia.
Anna od św. Bartłomieja była rewolucjonistką wrażliwości, delikatności i czułości. Tak, rewolucjonistką. Ponieważ świat popycha nas w przeciwnym kierunku: każe postrzegać wrażliwość jako słabość, uważać ją za źródło podatności na zranienie i zmusza do zachowywania dystansu, aby przetrwać. Tymczasem Anna uczyniła ze swojej czułości źródło siły. Szła pod prąd zarówno swojej epoki, jak i naszej. Dzisiaj jesteśmy coraz bardziej „połączeni”, a jednocześnie coraz mniej wrażliwi na drugiego człowieka. Być może powinniśmy na nowo stać się radykalni w naszej wrażliwości, chroniąc się przed innymi nie murem chłodu, lecz murem miłości. Niech pierwszą rzeczą, jaką ludzie w nas zobaczą, będą otwarte ramiona.
Służba i prostota: siła tego, co małe
Powołanie Anny do służby jest najbardziej znanym aspektem jej życia, ale zarazem tym, który najłatwiej bywa błędnie rozumiany. Wiemy, że nie była to służba płynąca z rezygnacji czy biernego pogodzenia się z losem. Anna złożyła profesję jako siostra konwerska, zajmując najbardziej niewidoczne i najcichsze miejsce we wspólnocie, a jednak była niezwykle ceniona przez swoje przełożone. Maria od św. Hieronima, mistrzyni nowicjatu, potrafiła dostrzec w niej coś, czego nie zawsze łatwo dopatrzyć się w osobie pełniącej skromną posługę: wyjątkowo bogate życie wewnętrzne.
To, co w Annie jest naprawdę niezwykłe, polega na tym, że nigdy nie porzuciła tej postawy służby, nawet wtedy, gdy przyjęła czarny welon i ostatecznie została przełożoną oraz fundatorką nowych klasztorów. Anna pełniła zarówno najniższy, jak i najwyższy urząd we wspólnocie, a w obu przypadkach czyniła to z tym samym duchem służby. To, bracia i siostry, jest ewangeliczna wolność. To właśnie Teresa nazywała „chodzeniem
w prawdzie”.
W czasach, gdy nawet w życiu konsekrowanym istnieje pokusa mierzenia wartości człowieka przez pryzmat widoczności i prestiżu – stanowisk, publikacji, projektów czy inicjatyw kulturalnych – Anna ucieleśnia głęboko terezjański i chrystologiczny sposób życia: budowanie Królestwa Bożego z najniższego miejsca, bez potrzeby bycia zauważonym. Jej życie stanowi korektę dla wszelkich form duchowego klerykalizmu.
Warto jednak dodać coś, o czym często się zapomina. Anna bynajmniej nie była kobietą niewykształconą. Najnowsze badania wskazują, że jej pisma i poezja odzwierciedlają wyrafinowaną i świadomie dobraną znajomość pewnych dziedzin wiedzy, zwłaszcza tekstów Ojców Kościoła.
Często powtarzana w tradycyjnej hagiografii informacja, że bardzo późno nauczyła się pisać, jest prawdziwa jedynie częściowo. Obraz niepiśmiennej siostry konwerski, która uczy się pisać niemal dzięki cudownej interwencji, jest raczej hagiograficznym motywem niż historycznie udokumentowaną rzeczywistością. Anna świadomie wybierała prostotę jako sposób wyrażania siebie, ponieważ rozumiała, że jest ona językiem najbliższym Ewangelii. Nie ukrywała swojej wiedzy wyłącznie pod wpływem nacisków epoki, lecz dlatego, że pojęła głęboką prawdę: wiedza oddana na służbę własnemu ego staje się trucizną, natomiast wiedza oddana na służbę miłości staje się miłosierdziem.
Żywa obecność Chrystusa: serce jej duchowości
Ojciec Julen przypomniał nam, opierając się na bogatej dokumentacji źródłowej, coś, co stanowi centralny punkt życia Anny od św. Bartłomieja: jej doświadczenie żywej obecności Chrystusa. To właśnie jest rdzeniem jej życia duchowego – a właściwie całego jej życia.
Już od dzieciństwa Jezus objawiał jej swoją obecność i napełniał ją radością. Jej pragnieniem było, aby On spoglądał na nią i nigdy nie odwracał od niej swojego wzroku.
A gdy przebywała u boku Teresy, największą satysfakcję dawało jej właśnie doświadczenie tej żywej obecności Chrystusa, którą odczuwała, patrząc na Założycielkę. Dlatego też w godzinie śmierci Teresy troszczyła się o to, w jaki sposób będzie mogła nadal doświadczać obecności żyjącego Chrystusa.
Warto podkreślić, że Anna nie tylko żyje „w” obecności Boga, lecz żyje samą „obecnością” Boga. Przeżywa Chrystusa jako Emmanuela – Boga-z-nami, którego objawił nam Nowy Testament. Ta obecność nie jest czymś statycznym, lecz dynamicznym, komunikującym się i głęboko egzystencjalnym. Jest darmowym darem łaski, ale jednocześnie rzeczywistością, której Anna wiernie strzeże.
I właśnie z tej obecności wypływa wszystko inne. Z niej rodzi się jej pragnienie zbawienia dusz, jej gorliwość o Kościół oraz jej tęsknota za tym, aby wszyscy poznali Boga.
Z niej wypływa także zdolność do cierpienia z miłości. Jak pisała w swoich wierszach: „Miłość szuka krzyża, aby spełnić swe pragnienia, które są mocne i szczere i spragnione krzyża”. Dla Anny krzyż nie był celem samym w sobie, lecz najwyższym wyrazem miłości. Na krzyżu Chrystus złożył swój pocałunek Kościołowi, swojej Oblubienicy. W oblubieńczej komnacie krzyża zawarł z duszami swoje krwawe zaślubiny.
Ta chrystocentryczna duchowość, przeżywana przez Annę z taką intensywnością, wywarła również znaczący wpływ na osoby z jej otoczenia. Wystarczy wspomnieć Pierre’a de Bérulle, przyszłego kardynała. Jego korespondencja z Anną miała istotny wpływ na jego życie duchowe, jego nauczanie, powstanie Oratorium Jezusa oraz – pośrednio – na katolicką odnowę Francji w XVII wieku. Jak zauważył Jean Dagens, Anna „zasługuje na miejsce w historii katolickiej odnowy Francji, którego historycy jeszcze jej nie przyznali”. Ten jubileusz może być również okazją dla całego Zakonu do ponownego odkrycia historycznego znaczenia tej kobiety, która ze swojej pozornej małości potrafiła przemieniać świat wokół siebie.
Praktyczne wskazania na jubileusz
Pozwólcie, że na zakończenie tego listu, idąc za sugestiami, które dotarły do mnie
z taką inteligencją i życzliwością, zaproponuję kilka praktycznych pomysłów, jak owocnie przeżyć ten jubileusz.
Po pierwsze, zwróćmy uwagę na obrazy, których używamy. Przez długi czas niemal wyłącznie prezentowano portrety Anny z jej późniejszych lat życia. Są one piękne i pełne ciepła, ale zostały związane z tradycyjną narracją, która utrwaliła obraz być może nazbyt sztywny. Zakon posiada jednak także inne, równie piękne wizerunki – ten przechowywany w Segowii, gdzie Anna ukazana jest jako młoda kobieta o pełniejszej twarzy, a także ryciny przedstawiające ją jako wiejską dziewczynę lub uczennicę Teresy. Mogą one pomóc nam odkryć inne aspekty jej osobowości.
Po drugie, podkreślajmy jej przyjaźnie i więzi, a nie tylko konflikty czy spory, z którymi była kojarzona. Anna utrzymywała wspaniałe relacje z Teresą de Cepeda (Teresitą), Marią od św. Hieronima, swoimi nowicjuszkami w Pontoise, Tours i Antwerpii, z Anną od Wniebowstąpienia, ojcem Gracjanem, Tomaszem od Jezusa oraz infantką Izabelą Klarą Eugenią. Jej sposób bycia był niezwykle serdeczny i pogodny, co przyciągało ludzi i pozwalało tworzyć bardzo silne więzi przyjaźni.
Po trzecie, dokonajmy starannego wyboru tekstów z jej pism. Nie ograniczajmy się jedynie do najczęściej cytowanych zdań o posłuszeństwie i pokorze – ważnych, lecz już mocno związanych z dość sztywnym obrazem jej osoby. Sięgajmy także po te fragmenty, które ukazują jej bardziej ludzkie i bliskie oblicze, jej czułość oraz głębię uczuć. Krótkie, bezpośrednie myśli, które można umieścić na kartce okolicznościowej czy grafice w mediach społecznościowych i które przemówią do współczesnego człowieka bez potrzeby szerokiego komentarza.
Po czwarte, przestańmy przedstawiać Annę wyłącznie jako „towarzyszkę i pielęgniarkę” św. Teresy. To prawda i stanowi ważny element jej życia, ale po śmierci Świętej przeżyła ona jeszcze bardzo wiele. Jej głębia duchowa miała własny, niepowtarzalny charakter. Reprezentowała twórczy rozwój charyzmatu, a nie jedynie odbicie Teresy. Dopiero zaczynamy to dostrzegać.
Po piąte, zachęcam wszystkich – braci, siostry i świeckich – do aktywnego zaangażowania się w upowszechnianie wiedzy o jej postaci. Zarówno praca ręczna, jak i działania w przestrzeni cyfrowej – przygotowywanie plakatów, materiałów do mediów społecznościowych czy organizowanie małych grup studium – stwarzają okazję do „zasiewania” obecności Anny w różnych środowiskach, nawet tych najmniejszych. Nie lekceważmy siły powierzenia wielkiego zadania różnorodnej grupie ludzi, ponieważ każdy z nich może stać się narzędziem osobistego oddziaływania we własnej wspólnocie.
Na koniec pragnę powiedzieć, że Stowarzyszenie Przyjaciół Anny od św. Bartłomieja od dziesięcioleci wykonuje godną najwyższego uznania pracę, podtrzymując pamięć o niej w czasach, gdy inni ją zaniedbywali. W imieniu całego Zakonu składam jego członkom najgłębsze podziękowania.
Wszyscy razem powinniśmy na nowo rozpalić bogatą pamięć o Annie od św. Bartłomieja, podobnie jak czynimy to w odniesieniu do Anny od Jezusa i innych ważnych postaci z początków naszej historii oraz kolejnych epok jej rozwoju. Ten jubileusz jest doskonałą okazją, aby nadal pielęgnować dziedzictwo terezjańskie i poprzez nasze życie nadawać mu autentyczność, pogłębiając żywy ogień, który płonie do dziś i który niegdyś zachwycił zarówno Teresę, jak i Annę od św. Bartłomieja.
Zakończenie
Kończę, droga Rodzino Karmelu Terezjańskiego, osobistym wyznaniem. Kiedy Mercedes napisała do mnie ten list, przywołał on w mojej pamięci twarz Marii Ángeles, naszej siostry z Karmelu w Sewilli. Czasami siostra potrzebuje jedynie tego, aby ktoś się przy niej zatrzymał, spojrzał na nią z czułością, uważnie jej wysłuchał i przypomniał jej, że nie jest sama. Jak powiedział nam Papież podczas spotkania z przełożonymi generalnymi w Auli Synodalnej 26 listopada 2025 roku, niezbędna jest obecność, długie i cierpliwe słuchanie oraz głęboka wymiana myśli i uczuć; powrót do tego, co istotne, do płonącego serca Boga, aby więzi między nami mogły zostać przemienione w święte relacje, w kanały łaski; odkrywanie i przekazywanie mistyki wspólnego życia.
Anna od św. Bartłomieja czyniła to przez całe swoje życie. Służyła, towarzyszyła, troszczyła się o innych, pisała listy, czuwała przy chorych, przewidywała ich potrzeby, patrzyła na ludzi z czułością, upominała z delikatnością, broniła jedności, nie narzucając jej, i kochała Chrystusa w każdej siostrze. Nie była doskonała. Miała swoje konflikty, wątpliwości i noce ciemności. Nigdy jednak nie przestała kochać. Dlatego jest święta. Dlatego jest błogosławiona. Dlatego pozostaje dla nas postacią żywą i aktualną.
Niech ten jubileusz, który obchodzimy w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, pomoże nam na nowo ją odkryć. Niech jej świadectwo stawia nam wymagania. Niech jej łagodność uczy nas, jak odnosić się do naszych braci i sióstr. Niech jej jedność zrodzona z miłości uzdrawia rany, które wciąż nosimy. A jej doświadczenie żywej obecności Chrystusa niech przypomina nam, że – jak sama mawiała – odwrócić się od obecności Boga jest jak wyjąć rybę z wody: to właśnie ona jest naszym żywiołem, naszym życiem.
Święta Teresa uczyła nas, że Bóg przechadza się pośród garnków i patelni. Anna od św. Bartłomieja pokazuje nam, że właśnie pośród nich można przeżywać najwyższą mistykę. Obyśmy, cztery wieki później, potrafili uczyć się od niej tej prawdy.
W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa proszę was, abyście pielęgnowali i rozwijali komunię, wdzięczność oraz jedność, które przekazała nam Anna od św. Bartłomieja, w duchu naszej Matki, Teresy od Jezusa, oraz naszego Ojca i Brata, Jana od Krzyża.
Z Antwerpii, z radością i wdzięcznością, przesyłam wszystkim moje błogosławieństwo i braterską serdeczność.
Antwerpia (Belgia), 7 czerwca 2026 r.
Miguel Márquez OCD
Przełożony Generalny Zakonu Karmelitów Bosych
Za: www.karmel.pl
