Na dzisiejszej trasie papieskiej pielgrzymki znajduje się opactwo Montserrat, założone w 1025 roku i położone około pięćdziesięciu kilometrów od Barcelony. Czczony jest tam XII-wieczny wizerunek Matki Bożej z Montserrat, patronki Katalonii. „Synem” tego opactwa jest benedyktyński mnich ojciec Manuel Nin Güell, który właśnie tam w 1956 roku rozpoczął swoje życie zakonne i spędził w tym opactwie wiele lat swego benedyktyńskiego życia. W 2016 roku został mianowany biskupem i obecnie posługuje we Włoszech, często powracając do swego „źródła”.
W rozmowie z włoskim dziennikiem „Avvenire” podkreśla, że opactwo Montserrat jest jednym z najbardziej żywych i płodnych źródeł życia chrześcijańskiego i kultu maryjnego na Półwyspie Iberyjskim. „W klasztorze uczymy się rozbrajać nasze serca. Jednocześnie jest to miejsce, gdzie w centrum życia duchowego i wspólnotowego stawia się tę magnifica humanitas, którą Syn Boży przyjął i odkupił” – podkreśla bp Manuel Nin Güell.
„Avvenire”: Leon XIV odwiedzi opactwo Matki Bożej w Montserrat: najpierw odbędzie się modlitwa różańcowa, a następnie papież zje obiad ze wspólnotą benedyktynów. Czym jest to opactwo dla dzisiejszej Hiszpanii i Europy?
Bp Manuel Nin Güell: Obecność papieża w Montserrat będzie naznaczona dwoma aspektami bardzo ważnymi dla wspólnoty monastycznej: przyjęciem gościa w modlitwie i przy braterskim stole. A więc ludzkie i chrześcijańskie przyjęcie, jakie mnisi okazują pielgrzymom, z tą wielką humanitas, o którą prosił św. Benedykt w swojej Regule. Dla dzisiejszej Hiszpanii i Europy Montserrat stanowi miejsce humanitas i Ewangelii, jakim powinny być klasztory i Kościoły chrześcijańskie w dzisiejszym świecie. Życie monastyczne jest miejscem, gdzie nie tylko chrześcijanin, ale każdy człowiek jest przyjmowany takim, jakim jest i z tym wszystkim, czym żyje. Dzisiaj klasztory są przestrzeniami, gdzie w centrum życia duchowego i wspólnotowego stawia się tę magnifica humanitas, którą Syn Boży przyjął i odkupił.
Wizyta w Montserrat odbywa się między odwiedzinami w zakładzie karnym w Barcelonie i liturgią w Sagrada Família, gdzie zostanie zainaugurowana Wieża Jezusa Chrystusa…
Tak, będzie to dzień prawdziwie ewangeliczny, wpisany w wielki łuk, który rozciąga się od miłosierdzia i słowa pocieszenia skierowanego do tych, którzy cierpią, którzy przebywają w więzieniach, poprzez modlitwę w miejscu „na wysokości” – miejscu ciszy i gościnności, jakim jest nasz klasztor – aż po uwielbienie Pana Jezusa Chrystusa, wyrażone poprzez piękno liturgii i miejsca, w którym jest ona sprawowana. Liturgia w więzieniu, liturgia w ciszy u boku Matki Bożej, aż po liturgię w tym pięknym miejscu, które wznosi się ku niebu Barcelony i prowadzi nas w górę na spotkanie z Chrystusem.
W Montserrat, po nocy spędzonej na „czuwaniu z bronią”, Ignacy Loyola złożył miecz i sztylet na ołtarzu Matki Bożej, podarował swoje szaty ubogiemu i ubrał się w strój pielgrzyma. W jaki sposób chrześcijanie mogą pomóc dzisiejszemu światu złożyć broń i wybrać drogę „rozbrojonego i rozbrajającego” pokoju?
Montserrat jest miejscem pielgrzymek i miejscem wielu nawróceń, anonimowych, w ciszy, zawsze w prawdzie. Przykład Ignacego jest bardzo ważny dla nas wszystkich, chrześcijan, którzy jesteśmy pielgrzymami poszukującymi sensu życia, poszukującymi Boga. W Montserrat złożył on broń materialną. Dzisiaj my, chrześcijanie i cała ludzkość jesteśmy wezwani oczywiście do złożenia broni wojennej, ale także tej broni, tak ostrej, jak miecze, jaką są słowa, które ranią, które powodują podziały i nienawiść między ludźmi i narodami. I to właśnie z klasztorów powinno dziś płynąć słowo pokoju, aby ludzkość mogła nauczyć się rozbrajać nie tylko słowa, ale także postawy, aby żyć kulturą spotkania, która chroni każdą osobę ludzką. Lata spędzone w Montserrat były dla mnie wielkim darem, potem lata posługi w Grecji i we Włoszech. Starałem się zawsze uczyć używania słów i gestów, które tworzą pokój i głęboką wspólnotę między ludźmi i narodami. Myślę również o niewidzialnej, ale bardzo silnej więzi, która łączy solidną i niezachwianą benedyktyńską skałę Montserrat z opactwem św. Nila w Grottaferrata, gdzie obecnie posługuję. Dwa tysiącletnie klasztory, jeden o tradycji łacińskiej, a drugi o tradycji bizantyjskiej, które stanowią „dwa płuca” Kościołów chrześcijańskich i oferują się jako miejsca pokoju oraz prawdziwie ludzkiej i chrześcijańskiej gościnności.
Dlaczego warto odwiedzić Montserrat?
Montserrat warto odwiedzić, a raczej pozwolić, by to Montserrat nas odwiedziło: wspinając się pośród tych skał, pozwolić się dotknąć spokojnym, pełnym miłości spojrzeniu Matki Bożej, która w tym miejscu „w górze” obdarza nas swoim Synem, prowadzi nas do Chrystusa. Dla mnie Montserrat było i nadal jest miejscem, w którym nauczyłem się żyć i oddychać jako chrześcijanin, mnich, kapłan i biskup. Miejscem, w którym nauczyłem się również poznawać, szanować, a przede wszystkim kochać chrześcijański Wschód.
