Siostra Gaudia Skass ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia łączy życie zakonne z nieustannym byciem w drodze i głoszeniem charyzmatu Bożego Miłosierdzia. W rozmowie z okazji Festiwalu Życia w Kokotku otwarcie opowiada o swoich lękach, wewnętrznych zmaganiach i głębokim zaufaniu Jezusowi, który – jak podkreśla – „wszystko ogarnia”. Siostra dzieli się też cennymi wskazówkami, jak autentycznie mówić o Bogu młodym ludziom oraz dlaczego temat nieufności jest jednym z najważniejszych w życiu duchowym.
Karol Porwich: Jak można pogodzić życie zakonne z aktywnym głoszeniem charyzmatu Bożego Miłosierdzia z życiem w drodze?
S. Gaudia Skass: Tylko Pan Jezus wie jak to ogarnąć, naprawdę czasem mam wrażenie, że pędzę w jakimś pociągu, który ma szalone tempo, ale On to jakoś ogarnia. Także cały czas trzyma się Jego mocno i jakoś to wszystko leci do przodu – dodam nawet więcej niż jakoś. Ja jestem po prostu w tym bardzo szczęśliwa i pomimo, że ciągle wpadam w jakieś swoje małości, najbardziej widoczne w różnych lękach, którym ulegam, to On mi potem pokazuje: „Dziewczyno, Ja to naprawdę wszystko ogarniam, to wszystko wyprowadzam”. I to wszystko ma jakiś szalony sens. Ja to odkrywam stopniowo, więc coraz więcej pokoju jest w moim życiu i sercu.
A jak w tym wszystkim odbiera siostra przystanek Festiwal Życia w Kokotku?
Przystanek Kokotek jest dla mnie bardzo szczęśliwy. Jestem tutaj drugi raz i poprzednio prowadziłam warsztaty. Teraz głosiłam konferencję ze sceny i bardzo się cieszę, że został mi powierzony temat nieufności, bo to jest w ogóle fundamentalny temat dla życia. My się rodzimy wszyscy z raną nieufności. Żeby ta rana ciągle nie kierowała nami i żebyśmy ciągle nie ulegali jakimś dziwnym poranionym mechanizmom – bo tak to działa w życiu i znamy to dobrze z psychologii i tak samo wygląda to w naszym życiu duchowym, to trzeba nam ją zrozumieć. Wiedzieć skąd się wzięła i jak te mechanizmy w nas się ciągle odtwarzają, które budują między nami a Bogiem przepaść. Zaczynamy wówczas po prostu nie wierzyć w to, że Bóg nas kocha i wtedy wszystko się sypie.
Żeby mówić o Bogu młodym ludziom trzeba umieć właściwie z nimi rozmawiać. Jak robić to najlepiej?
Dorosły powinien być przede wszystkim szczery i szczerze mówić. Na pewno nie cudować, nie szukać jakichś słów, których używa młodzież, które nie są moje, bo to są jakieś dziwne zabiegi, a oni od razu to wyczują. Mówić jak najprościej, z serca, z własnego doświadczenia i tylko o tym, w co samemu się wierzy. Wówczas to zawsze do nich trafia. Nawet jeżeli jest między nami różnica pokoleń – bo jest olbrzymia, to zawszę mówię po prostu o swoich doświadczeniach, które mam nadzieję, są również ich doświadczeniami. Jestem tylko „kawałek” dalej z nimi, trochę starsza i trochę już przeszłam, dlatego ufam w ich otwartość na to, że chcą posłuchać tego czym chce się z nimi podzielić człowiek, który żyje dwa razy dłużej, i któremu zależy na nich, żeby nie wpadli w te same pułapki co ja wpadłam.
