Kiedy odchodziła, przy jej łóżku były siostry. Duchowe córki patrzyły, jak ich Matka, wyniszczona cierpieniem, umiera z modlitwą na ustach i uśmiechem na twarzy. Osiemdziesiąt lat później do domu przy ul. Matki Teresy Kierocińskiej przyszli ci, którzy znają jej historię, i ci, którzy dopiero ją odkrywają.
W niedzielę 12 lipca w domu macierzystym Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu odbyły się uroczystości w 80. rocznicę narodzin dla nieba Czcigodnej Sługi Bożej Teresy od św. Józefa Kierocińskiej. Centralnym punktem była Eucharystia, której przewodniczył o. prof. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, relator Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.
Nie mówił o niej jak o postaci zamkniętej w starej kronice. Mówił jak o ziarnie.
– Ona wydała w swoim życiu plon stokrotny – podkreślił.
A potem nazwał ją „ożywczą rosą” dla zgromadzenia.
– Rozkwitło ono jak lilia, jak topola rozpuściło korzenie i rozwinęło się jak latorośl. Tam, gdzie przeszła, wzbudzała urodzaje – mówił.
To chyba najtrafniejszy obraz jej życia. Nie hałasowała. Nie budowała siebie. Przechodziła przez ludzkie biedy cicho, a po jej przejściu coś zaczynało rosnąć.

Odeszła przed dziesiątą
O. Praśkiewicz przypomniał ostatnie godziny Matki Teresy. Był 12 lipca 1946 roku. W domu macierzystym trwało czuwanie.
– Jeszcze przed dziesiątą odchodziła do wieczności. Z modlitwą na ustach i z uśmiechem na twarzy, jakkolwiek bardzo cierpiąca z powodu zapalenia otrzewnej, otoczona swoimi duchowymi córkami – mówił.
W tej śmierci nie było teatralnego finału. Była wierność. Taka sama jak przez całe życie.
– Potwierdzała ostatnim tchnieniem swego doczesnego życia przynależność do Chrystusa, jedynego Oblubieńca swego serca – zaznaczył kaznodzieja.
Można powiedzieć, że całe jej życie mieściło się w jednym słowie: „tak”. Najpierw wypowiedzianym powołaniu. Potem ubogim, sierotom, chorym, prześladowanym. Wreszcie śmierci, która nie była końcem, ale ostatnim oddaniem się Bogu.

Sosnowiec w żałobie
Trzy dni później miasto ją odprowadzało.
Nie tylko siostry. Nie tylko duchowni. Szli mieszkańcy Sosnowca, ludzie, którzy widzieli jej dobro, korzystali z jej pomocy albo po prostu wiedzieli, że odchodzi ktoś, kto należał do tego miasta w sposób szczególny.
Nad trumną bp Stanisław Czajka wypowiedział słowa, które po osiemdziesięciu latach brzmią jak proroctwo:
– Matka Teresa winna być w rzędzie kandydatek do beatyfikacji.
I dalej:
– Dzieło jej będzie trwało, bo było budowane cierpieniem i ofiarną miłością. Służyła wiernie Bogu i ludziom, przeto nagroda jej wielka być musi przed Bogiem.

Dzieło trwa.
Nie dlatego, że ktoś dobrze zabezpieczył archiwum. Trwa, bo zostało zasiane w ludziach.
Świat nie potrzebuje kolejnej teorii
W homilii mocno wybrzmiało, że Matka Teresa jest potrzebna nie tylko jako bohaterka lokalnej historii.
– Dzisiejszy człowiek, tak bardzo zagubiony, poszukuje autentycznych punktów odniesienia, poszukuje świadków Chrystusa i Jego Ewangelii i tylko świadkom jest zdolny uwierzyć – mówił o. Praśkiewicz.
To zdanie ma w sobie ciężar. Bo świat rzeczywiście nie cierpi dziś na brak słów. Cierpi na brak ludzi, których życie nie przeczy temu, co mówią.
Matka Teresa nie pisała wielkich manifestów. Otwierała drzwi.
– Poprzez swoje rozmodlone i ofiarne życie, poprzez swoje posługiwanie wobec dzieci, sierot, chorych, strapionych, Żydów i partyzantów pozwalała im zobaczyć Chrystusa – podkreślił kaznodzieja.
Nie tłumaczyła Chrystusa. Pokazywała Go.
I dlatego – jak mówił – jej świadectwa nie wolno zostawić tylko siostrom.
– Trzeba o tym głośno mówić, trzeba to rozgłaszać, trzeba o tym pisać, trzeba to publikować.

Czekanie na cud
Kościół uznał już heroiczność cnót Matki Teresy. W 2013 roku papież Franciszek zatwierdził stosowny dekret i od tego czasu przysługuje jej tytuł Czcigodnej Sługi Bożej.
Do beatyfikacji potrzebny jest jednak cud.
– Jesteśmy tu po to, aby prosić dobrego Boga o łaskę beatyfikacji, łaskę wyniesienia Matki Teresy do chwały ołtarzy – mówił o. Praśkiewicz.
Wyjaśnił również, że cud jest dla Kościoła czymś więcej niż niezwykłym wydarzeniem.
– Dopiero cud, którego może dokonać tylko nieomylny Bóg, jest tą ostateczną pieczęcią pozwalającą nam stwierdzić, że dana osoba żyła święcie – zaznaczył.
W Sosnowcu modlitwa o tę pieczęć trwa.

Nie tylko wspomnienie
Rocznicowe spotkanie rozpoczęła prelekcja s. Konrady Dubel CSCIJ, postulator procesu beatyfikacyjnego, poświęcona relacjom Matki Teresy z osobami świeckimi.
Ważnym momentem była także prezentacja nowej książki o Matce Teresie Kierocińskiej. Publikację przedstawiła matka Wiktoria, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.
Nie była to jedynie prezentacja kolejnego tytułu. Raczej próba ocalenia głosu kobiety, która umiała znaleźć człowieka tam, gdzie inni widzieli tylko problem. Książka przypomina jej drogę, duchowość, miłosierdzie i odwagę. Pokazuje, że Matka Teresa nie należy wyłącznie do przeszłości.
Osiemdziesiąt lat temu przy jej łóżku czuwały duchowe córki. Dziś przyszli różni ludzie.I może właśnie w tym najpełniej widać, że ziarno rzeczywiście padło na żyzną ziemię.

tekst: Dominika Bem
