Home WiadomościZ kraju Pobudka o 5.15, cisza i modlitwa. Jak wygląda życie za klauzurą?

Pobudka o 5.15, cisza i modlitwa. Jak wygląda życie za klauzurą?

Redakcja

Budzik dzwoni o 5.15. Zamiast telefonu – modlitwa. Zamiast porannego pośpiechu – cisza. Za murami karmelu w Gnieźnie dzień od dziesięcioleci płynie tym samym rytmem. Siostra Miriam i siostra Agnieszka w rozmowie z Karoliną Binek opowiadają, dlaczego świadomie wybrały życie, które wielu ludzi do dziś uważa za niezrozumiałe.

Poranek w karmelu zaczyna się wtedy, gdy większość miasta jeszcze śpi. Za wysokim murem i klauzurową furtą rozlega się dźwięk budzika. Jest 5.15. Kilkanaście kobiet wstaje, ubiera habit i kieruje swoje pierwsze kroki do kaplicy. Nie ma pośpiechu, choć dzień jest dokładnie zaplanowany. Nie ma też telefonów sprawdzanych zaraz po przebudzeniu ani przeglądania wiadomości, jak to w dzisiejszych czasach ma w zwyczaju wielu z nas. Jest cisza.

Dla wielu ludzi taki sposób życia wydaje się niezrozumiały. Dlaczego młode kobiety rezygnują z kariery, podróży, własnej rodziny? Co sprawia, że wybierają życie za klauzurą? I czy rzeczywiście jest to ucieczka od świata?

W karmelu w Gnieźnie spotykam dwie siostry. Jedna z nich to siostra Miriam, a druga Agnieszka. Obie opowiadają o drodze, która doprowadziła je za klasztorne mury. Ich historie są różne, ale prowadzą do tego samego miejsca, do przekonania, że prawdziwe życie nie zawsze znajduje się tam, gdzie jest najwięcej ruchu i hałasu.

„To nie ja wybrałam karmel”

Na samym początku postanowiłam zapytać siostry, dlaczego zdecydowały się wybrać akurat to zgromadzenie.

– Dzisiaj powiedziałabym raczej, że to nie ja wybrałam karmel, tylko że Pan Bóg wybrał go dla mnie – odpowiada po chwili siostra Agnieszka. – Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy czasu, widzę wiele różnych wydarzeń, które prowadziły mnie właśnie tutaj. Nie było jednego wielkiego olśnienia. Raczej seria spotkań i doświadczeń, przez które Pan Bóg stopniowo pokazywał mi drogę. Studiowałam w Sosnowcu. I wtedy zaczęłam bardziej świadomie zastanawiać się nad swoim powołaniem. Duże znaczenie miała dla mnie lektura „Dziejów duszy” świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Myślę, że wiele osób zna tę książkę, ale dla mnie ona była czymś więcej niż duchową lekturą. Spotkałam w niej człowieka, który pokazał mi, że można żyć całkowicie dla Boga i jednocześnie być bardzo blisko ludzi. Później trafiłam też na dzienniki i listy świętej Teresy z Andów. To młoda karmelitanka z Chile. Jej historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

>>> Ks. Jacek Markowski (kapelan): przez 20 lat modliłem się za każdego piłkarza z osobna [ROZMOWA]

Czytając o obu świętych, siostra zaczęła odkrywać duchowość karmelu.

– One pokazały mi rzeczywistość modlitwy jako czegoś bardzo konkretnego. Nie jako dodatku do życia, ale jako centrum. Zobaczyłam też, że pragnienia, które noszę w sercu, mogłyby realizować się właśnie tutaj.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

W tamtym czasie coraz mocniej moja rozmówczyni przeżywała spotkania z ludźmi.

– Widziałam wielu studentów, spotykałam ludzi na ulicach. Widziałam cierpienie, samotność, ludzi bezdomnych, ludzi chorych. Było we mnie ogromne pragnienie, żeby coś dla nich zrobić. Jednocześnie miałam świadomość własnej bezradności. Nie potrafiłam zmienić świata. Nie umiałam rozwiązać wszystkich problemów, które widziałam.

To właśnie wtedy zaczęła odkrywać znaczenie modlitwy.

– Miałam poczucie, że Jezus pokazuje mi coś bardzo ważnego. Że modlitwa nie jest mniej skuteczna od działania. Że można uczestniczyć w Jego dziele właśnie przez modlitwę. Coraz mocniej poruszała mnie myśl, że oprócz ludzkich problemów istnieje jeszcze rzeczywistość zbawienia, wieczności, spotkania człowieka z Bogiem. I że można oddać całe życie za tę sprawę. Oczywiście nie widzimy owoców modlitwy. Nie możemy ich zmierzyć ani policzyć. Ale wierzymy, że one istnieją. Przykład świętej Teresy z Lisieux jest dla mnie bardzo wymowny. Nigdy nie wyjechała na misje, nie odwiedziła żadnego kraju misyjnego, a została patronką misji. To pokazuje, że Bóg działa inaczej, niż często sobie wyobrażamy – podsumowuje historię swojego powołania siostra Agnieszka.

Wiara przestała być teorią

Siostra Miriam mówi o swoim powołaniu inaczej. Nie odwołuje się do książek ani duchowości. Bo duży wpływ na jej życie miało spotkanie z Jezusem.

– Wszystko rozpoczęło się od bardzo osobistego doświadczenia Jezusa. Do pewnego momentu wiara była dla mnie czymś ważnym, ale jednak trochę zewnętrznym. Potem wydarzyło się coś, co sprawiło, że stała się żywa. Odkryłam, że Jezus naprawdę jest. Że słyszy mnie, kiedy się modlę. Że jest blisko mnie, kiedy cierpię albo kiedy jestem samotna.

To doświadczenie zmieniło jej sposób patrzenia na świat.

– Nagle zaczęłam odczuwać ogromne pragnienie modlitwy. Dobrze czułam się podczas Eucharystii. Coraz częściej modliłam się za kapłanów. Miałam świadomość, że głoszenie Ewangelii nie zależy tylko od ludzkich talentów. Człowiek może mówić najpiękniej na świecie, ale jeśli Duch Święty nie dotknie serca słuchacza, nic się nie wydarzy. Dlatego modliłam się o Ducha Świętego dla tych, którzy głoszą słowo Boże.

Później moja rozmówczyni przeczytała „Dzieje duszy” świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Po skończeniu tej lektury zaczęło w niej narastać poczucie, że ktoś nazwał to, co było w niej już dużo wcześniej. To właśnie wtedy przyszła karmelitanka postanowiła, że też chce tak kochać Jezusa i że odda Mu życie.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Do dziś siostra Miriam pamięta pierwsze miesiące w klasztorze.

– To było bardzo ciekawe doświadczenie. Wiele osób myśli, że kiedy wstępuje się do zakonu, wchodzi się do zupełnie nowego świata. A ja miałam odwrotne wrażenie. Czułam, jakbym odkrywała coś, co od dawna było we mnie. Jakby karmel był już zasadzony w moim sercu, tylko teraz mógł zacząć rosnąć. Co ciekawe – paradoksalnie właśnie tutaj odkryłam wolność. Ludzie czasem patrzą na klauzurę jak na ograniczenie. A ja mam doświadczenie odwrotne. Tutaj uczę się kochać, przebaczać, budować relacje, żyć Ewangelią. I właśnie to daje mi ogromną wolność.

Między Bogiem a ludźmi

Życie za klauzurą nie przypomina nieustannych rekolekcji w milczeniu, chociaż z doświadczenia wiem, że wielu osobom właśnie tak się wydaje.

– Czasami ludzie wyobrażają sobie, że przez cały dzień siedzimy w kaplicy – śmieje się siostra Agnieszka. – I są zdziwieni, że – jak w każdym domu – trzeba ugotować obiad albo zrobić zakupy.

Plan dnia w gnieźnieńskim karmelu jest bardzo konkretny. Pobudka o 5.15, później godzina modlitwy, liturgia godzin, Eucharystia, śniadanie i praca.

– Nasze życie składa się właściwie z trzech rzeczy: modlitwy, pracy i wspólnoty. Te trzy elementy nieustannie się przeplatają – wyjaśnia siostra Miriam.

Praca odbywa się zazwyczaj w milczeniu. Siostry nie rozmawiają wtedy właściwie wcale ze sobą. Starają się wykonywać swoje obowiązki w dużym skupieniu. Dopiero po nich przychodzi czas na obiad i na rekreację. A po tych elementach dnia znów pora na pracę, czytanie duchowe, nieszpory, kolację, kolejną rekreację i kompletę.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Po godzinie 20 rozpoczyna się tzw. wielkie milczenie.

– To czas szczególny. Staramy się już wtedy nie rozmawiać. Chcemy dać sobie przestrzeń na słuchanie Boga. Oczywiście czasem trzeba przekazać coś ważnego, ale wtedy najczęściej zostawiamy sobie kartki – opowiada karmelitanka.

Siostra Miriam dodaje, że taki rytm wymaga pewnej dyscypliny. Nie jest łato czasami zostawić pracę w połowie, bo zaraz zaczyna się modlitwa. Ale właśnie to uczy zaufania. Uczy, że Pan Bóg naprawdę jest pierwszy. Że jeśli odda mu się swój czas, to On zatroszczy się o resztę.

A jaką pracę najczęściej wykonują karmelitanki z Gniezna?

– Ktoś musi ugotować obiad. Ktoś posprzątać. Ktoś zadbać o ogród. Tak wygląda nasze życie. Prowadzimy też pracownię haftu. Szyjemy szaty liturgiczne. Wykonujemy różne rzeczy potrzebne Kościołowi. Robimy też różańce. To część naszego utrzymania. To jest życie bardzo podobne do Nazaretu. Ukryte. Proste. Zwyczajne. Właśnie w tej zwyczajności próbujemy spotykać Boga.

Wspólnota bez masek

Jednym z największych zaskoczeń dla osób z zewnątrz może być to, jak dużo siostry mówią o relacjach.

– Ludzie czasami wyobrażają sobie życie zakonne jako samotność. Tymczasem my żyjemy bardzo blisko siebie. Nasza wspólnota nie może być zbyt duża. Chodzi o to, żebyśmy znały się nawzajem. Żebyśmy mogły sobie towarzyszyć i mieć ze sobą relacje. – zaznacza siostra Miriam.

Są wspólne rekreacje, spacery, świętowanie uroczystości. Czasami siostry grają w gry planszowe i oglądają razem filmy.

– We wspólnocie człowiek nie może długo udawać kogoś, kim nie jest – mówi Miriam. Maski wcześniej czy później spadają. I to jest bardzo dobre – przyznaje siostra Agnieszka.Nie można po prostu wyjść i zmienić środowiska. Nie można uciec. Jeśli pojawia się konflikt albo trudność, trzeba się z tym zmierzyć. Trzeba rozmawiać, przebaczać, uczyć się miłości.

„Moje życie stało się bardziej prawdziwe”

– Odkąd wstąpiłam do zakonu, moje życie stało się bardziej prawdziwe. Kiedyś zastanawiałam się nad tym podczas spotkania z młodzieżą. Pomyślałam wtedy, że największą zmianą jest właśnie prawdziwość. Ludzie czasem wyobrażają sobie klasztor jako miejsce oderwane od rzeczywistości. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Tutaj człowiek spotyka się ze sobą bardzo głęboko. Spotyka swoje słabości, swoje ograniczenia, swoje pragnienia. Nie ma gdzie przed nimi uciec – podkreśla siostra Agnieszka.

Siostra Miriam dzieli się podobnym doświadczeniem.

fot. arch. karmelitanek w Gnieźnie

– Dla mnie największym darem było poznanie prawdy o sobie. Odkrycie własnej historii. Ran, które nosiłam, lęków i pragnień. Ale to wszystko jest bardzo długim procesem, podczas którego właśnie tutaj mogłam zobaczyć, że Pan Bóg nie tylko pokazuje prawdę, ale też leczy.

Moja rozmówczyni przyznaje, że dzisiaj ma w sobie też większe poczucie wewnętrznej wolności niż kiedyś. Potrafi budować trwalsze i głębsze relacje, rozmawiać o trudnych rzeczach i przyjmować siebie taką, jaką jest.

Czy karmel jest ucieczką?

Nie zliczę, ile razu słyszałam, że do karmelu zapewne idzie się po to, by uciec świata. Nie mogłam więc nie zapytać o sióstr, czy same spotykają się z tym stereotypem. Obie reagują na to z uśmiechem.

– Najpierw trzeba ustalić, czym jest świat – odpowiada Miriam. – Bo jeśli świat rozumiemy jako rzeczywistość zewnętrzną, to rzeczywiście nie uczestniczymy w niej tak jak większość ludzi. Ale jeśli świat jest także w człowieku, to my przychodzimy tutaj z całym swoim światem i z problemami. Ich nie rozwiązuje cisza. Ona sprawia, że zaczyna się je słyszeć.

Słysząc te słowa siostry Miriam, druga karmelitanka przywołuje obraz pustyni.

– Kiedyś usłyszałam historię człowieka, który marzył o pustyni. Wydawało mu się, że będzie tam absolutna cisza. Pojechał tam i przez chwilę było pięknie. Ale potem odkrył, że pustynia żyje. Słychać wiatr, przesuwający się piasek, różne odgłosy. I pomyślałam wtedy, że tak samo jest z naszym wnętrzem. W środku dzieje się bardzo dużo. Naprawdę bardzo dużo.

Za murami, ale nie poza światem

Jednym z dowodów na to, że karmel to nie ucieczka od świata jest fakt, że klasztorna kaplica jest otwarta przez cały dzień. Przychodzą do niej ludzie z Gniezna. Czasem tylko na chwilę, a czasem na dłuższą modlitwę.

– Wiele osób mówi, że tutaj łatwiej się modlić – opowiada jedna z sióstr. – Myślę, że to dlatego, że kiedy ktoś wchodzi do miejsca modlitwy, od razu wchodzi w pewien klimat ciszy.

Przy klasztorze są również pokoje gościnne. Można przyjechać na dzień skupienia albo prywatne rekolekcje i zatrzymać się na chwilę.

Choć siostry żyją za klauzurą, nie są całkowicie odcięte od świata. Czytają prasę, śledzą wydarzenia w Kościele, przyjmują prośby o modlitwę.

– Chcemy wiedzieć, czym żyją ludzie. Modlimy się za konkretne osoby i konkretne sprawy. Ale jesteśmy Karmelem Świętej Rodziny – przypomina siostra Miriam. – Dlatego rodziny są nam szczególnie bliskie. Modlimy się za małżeństwa, za dzieci, za rodziców. Modlimy się też za papieża, biskupów i kapłanów. Chcemy wspierać tych, którzy głoszą Ewangelię.

Słuchając historii obu sióstr oraz ich wypowiedzi na temat karmelu, trudno stwierdzić, że cisza oznacza pustkę. Wręcz przeciwnie – to właśnie w niej życie staje się bardziej prawdziwe.

Za: misyjne.pl

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda