Nie ma rozpoznawalności takiej jak św. Jacek, z którym bywa kojarzony, ani też biograficznego rozmachu św. Stanisława. A jednak bł. Czesław Odrowąż jest jednym z tych patronów, których kult w Polsce jest szczególny. Jest wręcz duchowym obrońcą jednego z największych polskich miast – Wrocławia.
Według tradycji Czesław urodził się około 1180 roku w Kamieniu Opolskim. Miał należeć do możnego rodu Odrowążów i być krewnym św. Jacka. Wiele szczegółów jego biografii jest nieznanych, wiadomo jednak, że należał do pierwszego pokolenia dominikanów na ziemiach polskich. Według dominikańskiej tradycji habit miał przyjąć w Rzymie z rąk samego św. Dominika, a później został pierwszym przeorem klasztoru przy Kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. To właśnie tam do dziś znajduje się centrum jego kultu.

Najbardziej znana opowieść o bł. Czesławie prowadzi nas do 1241 roku, czasu najazdu mongolskiego. Po klęsce pod Legnicą lęk przed wojskami tatarskimi objął także Wrocław. Miasto zostało opuszczone i spalone ze względów obronnych, a mieszkańcy szukali schronienia w zamku. Wtedy właśnie Czesław miał modlić się za oblężone miasto, za co Wrocławianie są mu wdzięczni do dziś.
Wydarzenia opisywane przez kronikarza Długosza
Jan Długosz w „Rocznikach Królestwa Polskiego” przekazał opowieść, według której modlitwa Czesława miała ocalić Wrocław. Gdy dominikanin trwał na modlitwie, nad jego głową miał ukazać się ognisty słup, który oświetlił okolice miasta. Zjawisko wywołało przerażenie wśród oblegających. Mongołowie odstąpili od zamku:
„Tatarzy zaś, zastawszy miasto spalone i ogołocone zarówno z ludzi, jak z jakiegokolwiek majątku, oblegają zamek wrocławski. Lecz gdy przez kilka dni przeciągali oblężenie, nie usiłując zdobyć [zamku], brat Czesław z zakonu kaznodziejskiego, z pochodzenia Polak, pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha we Wrocławiu /…/, modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolice i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia uciekli raczej niż odeszli” (Jan Długosz: Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego. T. Ks. VII. Warszawa: 1961-1985, s. 18-20 i 2O).
Patron miasta
Czesław zmarł 15 lipca 1242 roku i został pochowany w Kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. Jego kult rozwijał się najpierw lokalnie, wokół dominikańskiego klasztoru i grobu. Oficjalne zatwierdzenie przyszło dopiero w XVIII wieku. W 1713 roku papież Klemens XI zatwierdził kult bł. Czesława dla zakonu dominikanów i archidiecezji wrocławskiej, a w 1753 roku Klemens XIII rozszerzył go na wszystkie polskie diecezje. W polskim kalendarzu liturgicznym wspomnienie bł. Czesława przypada 20 lipca.

Wrocław o swoim błogosławionym pamiętał szczególnie. Po II wojnie światowej, wraz z powrotem polskich dominikanów do miasta, kult Czesława nabrał nowej formy. W 1963 roku, na prośbę abp. Bolesława Kominka, papież Paweł VI ogłosił bł. Czesława patronem Wrocławia.
„Na świętego Czesława najlepsza jest zabawa”
Kult bł. Czesława nie ogranicza się jednak wyłącznie do Wrocławia. Jego imię odnajdziemy w polskich kościołach, wspólnotach dominikańskich, modlitwach i lokalnych patronatach. Ciekawe ślady tej pamięci prowadzą także do Poznania. Na Wildzie znajduje się ulica… Świętego Czesława, a on przecież kanonizowany w Kościele nigdy nie został.
W czasach zaborów ulica nosiła nazwę Capriviego, a w 1920 roku błędnie nadano jej nazwę Świętego Czesława. Podczas II wojny światowej funkcjonowała jako Gudrunstrasse, natomiast po wojnie przywrócono polską nazwę Czesława, bez określenia „świętego”. Błąd powtórzono po 1990 roku, gdy Rada Miasta Poznania przywróciła nazwę Świętego Czesława. Poznańskie powiedzenie: „Na świętego Czesława najlepsza jest zabawa” nie dotyczy wspomnienia liturgicznego, a właśnie wiąże się z ulicą.

W ikonografii bł. Czesław przedstawiany jest z krzyżem misyjnym, kielichem, otwartą Ewangelią, laską pielgrzyma, lilią, monstrancją, puszką z komunikantami lub różańcem. Szczególnie charakterystyczny jest jednak motyw ognia: ognistej kuli, słupa światła, znaku z nieba. Warto zobaczyć w tym dominikaninie pierwszych pokoleń człowieka modlitwy i słowa, którego można przyzywać jako patrona sytuacji granicznych – miasta w strachu, ludzi zamkniętych w twierdzy lub może wspólnoty, która nie ma już prostych rozwiązań.
Za: misyjne.pl
