Dzieci pytają ją o to, czy w niebie będą słyszeć i czy Pan Bóg zna język migowy. A siostra Bonita – nazaretanka pracująca z nimi od lat – nie ma wątpliwości, że tak. W rozmowie z Karoliną Binek opowiada o kulturze Głuchych, ich języku oraz o tym, jak przekazywać im Ewangelię.
Karolina Binek: To Siostra wybrała pracę z osobami niesłyszącymi czy też można powiedzieć, że to praca wybrała Siostrę?
Siostra Bonita, nazaretanka: – Można powiedzieć, że to osoby niesłyszące zaprosiły mnie do swojego świata. Wszystko zaczęło się jeszcze w liceum dla dorosłych, do którego uczęszczałam, będąc już w zakonie. W mojej klasie uczyła się dziewczyna niesłysząca. Pewnego dnia powiedziała do mnie: „Naucz się języka migowego. Nie mamy sióstr ani księży, którzy mogliby z nami rozmawiać w naszym języku”. Pamiętam, że próbowałam znaleźć jakiś argument, żeby się od tego wymówić. Powiedziałam, że jestem leworęczna i wydawało mi się, że w języku migowym będzie to przeszkodą. Ona tylko się uśmiechnęła i odpowiedziała, że nie ma to najmniejszego znaczenia. Dla osób niesłyszących nie liczy się to, którą ręką migam, ale czy chcę się z nimi porozumieć. Nie rozpoczęłam jednak nauki od razu. Najpierw bardzo dużo obserwowałam. Ta koleżanka zapraszała mnie do swojego domu. Spotykało się tam wiele osób niesłyszących. Przedstawiała mnie wszystkim i żartowała, że skoro mają okazję spotkać siostrę zakonną, to powinni wykorzystać ten moment i zadawać pytania. Siedziałam wtedy obok nich i właściwie nic nie rozumiałam. Patrzyłam tylko na ich migane rozmowy. Widziałam, jak bardzo żywo ze sobą dyskutują, jak dużo się śmieją i jak pięknie potrafią wyrażać emocje. To było moje pierwsze spotkanie z kulturą Głuchych. Dopiero później zdecydowałam się na naukę języka migowego. Chciałam najpierw przekonać się, czy rzeczywiście odnajdę się w tym świecie i czy będę potrafiła być dla tych ludzi pomocą.
Nauka języka migowego okazała się trudniejsza niż Siostra przypuszczała?
– Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że samo nauczenie się znaków jest dopiero początkiem. Oczywiście trzeba poznać alfabet palcowy, podstawowe znaki i zasady budowania wypowiedzi, ale bardzo szybko odkryłam, że język migowy to coś znacznie więcej. Największym wyzwaniem jest zrozumienie drugiego człowieka. Każda osoba niesłysząca miga trochę inaczej. Każda ma własne tempo, charakterystyczne ruchy, własną mimikę i sposób budowania wypowiedzi. To trochę tak jak w języku polskim: każdy z nas mówi przecież inaczej. Dlatego samo ukończenie kursu nie oznacza jeszcze, że człowiek będzie swobodnie rozmawiał z osobami niesłyszącymi. Potrzeba czasu, wielu spotkań i zwyczajnego osłuchania się, a właściwie „opatrzenia się” z ich językiem. Ja zaczynałam od nauki Systemu Językowo-Migowego. Później ukończyłam również kursy Polskiego Języka Migowego i z czasem zaczęłam coraz lepiej rozumieć różnice między tymi dwoma sposobami komunikacji.
Mogłoby się wydawać, że przecież język migowy jest jeden i w dodatku, że polskie słowa czy też gramatyka ma w nim swoje odzwierciedlenie. Tymczasem to nieprawda.
– System Językowo-Migowy został stworzony głównie po to, aby łatwiej przekazywać język polski osobom niesłyszącym. Zachowuje jego gramatykę i kolejność wyrazów. Natomiast Polski Język Migowy jest naturalnym językiem społeczności Głuchych. Ma własną gramatykę, własny szyk zdań i własny sposób opisywania rzeczywistości. Najłatwiej pokazać to na prostym przykładzie. Po polsku powiemy: „Jak masz na imię?”. Natomiast osobę posługującą się Polskim Językiem Migowym zapytamy: „Ty imię jak?”. Dla osoby słyszącej może to brzmieć nienaturalnie, ale właśnie tak funkcjonuje ten język. To pokazuje, że Polski Język Migowy nie jest zbiorem gestów odpowiadających polskim słowom. To zupełnie odrębny język.

Obserwując, jak Siostra miga, widzę, że w języku migowym ważna jest także mimika.
– Bardzo ważna. Ludzie najczęściej patrzą tylko na ręce. Tymczasem ręce przekazują jedynie część informacji. Ogromne znaczenie ma mimika, spojrzenie, ruch głowy, ułożenie ciała i sposób wykonywania znaku. Można wykonać ten sam znak, ale dzięki odpowiedniej mimice zmieni się jego znaczenie. Twarz przekazuje emocje, pytania, zdziwienie, przeczenie czy radość. Dlatego osoby oglądające tłumaczy języka migowego w telewizji często mówią, że tłumacz „bardzo się rusza” albo „robi dziwne miny”. To nie są żadne dodatki, a część języka. Równie ważny jest ruch ust. Wiele osób niesłyszących korzysta z odczytywania mowy z ust, ale trzeba pamiętać, że nie wszyscy potrafią robić to w takim samym stopniu. To kolejny mit, z którym bardzo często się spotykam.
>>> Jaka jest przyszłość Kościoła? „Dopóki młodzi chcą się modlić, dopóty jest nadzieja” [ROZMOWA]
Właśnie, wiele osób zakłada, że skoro ktoś nie słyszy, to bez problemu odczyta wszystko z ruchu warg.
– A to nieprawda. Szacuje się, że naprawdę skutecznie potrafi to robić zaledwie około 30% osób niesłyszących. Poza tym odczytywanie z ust jest niezwykle męczące. Wymaga ogromnej koncentracji. W dodatku wiele głosek wygląda na ustach identycznie, chociażby „k” i „g”. Dlatego osoby słyszące nie powinny zakładać, że wystarczy mówić trochę wyraźniej. Najlepiej po prostu zapytać drugą osobę, jaki sposób komunikacji jest dla niej najwygodniejszy.
Jeśli urodzi się dziecko słyszące, zaczyna mówić pierwsze słowa około pierwszego roku życia, później układa proste zdania itd. A jak i kiedy dzieci głuche zaczynają uczyć się języka migowego?
– To zależy przede wszystkim od środowiska, w którym dorastają. Jeżeli dziecko rodzi się w rodzinie osób niesłyszących, język migowy jest dla niego językiem naturalnym. Bardzo wcześnie zaczyna wykonywać pierwsze znaki, czasem nawet kiedy ma dziesięć miesięcy. Inaczej wygląda sytuacja dzieci niesłyszących wychowywanych przez rodziców słyszących. Rodzice bardzo często koncentrują się przede wszystkim na rehabilitacji słuchu i nauce mowy. Chcą, aby dziecko jak najlepiej funkcjonowało w świecie osób słyszących. To zrozumiałe, ale jednocześnie zdarza się, że język migowy pojawia się dopiero po kilku latach, kiedy dziecko trafia do szkoły albo poznaje inne osoby niesłyszące. Dla wielu z nich jest to wtedy pierwsze doświadczenie kontaktu z własnym naturalnym językiem.

Język migowy jest również częścią pewnej kultury?
– Zdecydowanie tak. To nie jest tylko sposób przekazywania informacji, ale również określony sposób patrzenia na świat i budowania relacji. Mam znajomą, która jest osobą niesłyszącą i wychowuje słyszącego syna. Od najmłodszych lat uczyła go bardzo prostych zasad. Chłopiec wiedział, że kiedy chce coś powiedzieć mamie, nie powinien wołać jej z drugiego pokoju. Zamiast tego podchodził, delikatnie dotykał jej ramienia i dopiero wtedy rozpoczynał rozmowę. To dla niego było całkowicie naturalne, że mama podczas rozmowy musi na niego patrzeć. Takich drobnych zasad jest znacznie więcej. Osoby niesłyszące bardzo często zwracają uwagę na światło, ustawienie krzeseł podczas spotkań czy możliwość swobodnego widzenia twarzy rozmówcy. Dla osoby słyszącej są to drobiazgi. Dla osoby Głuchej to warunek dobrej komunikacji. Im dłużej pracuję z osobami Głuchymi, tym bardziej przekonuję się, że język migowy jest nie tylko narzędziem porozumiewania się. To sposób budowania relacji i całego świata wartości.
Jak wyglądają relacje między osobami Głuchymi a słyszącymi? Zdarza się, że rodzą się między nimi przyjaźnie, a może nawet miłość?
– Z mojego doświadczenia wynika, że osoby niesłyszące bardzo cenią swoje środowisko. Czują się w nim bezpiecznie, bo nie muszą obawiać się, że ktoś ich nie zrozumie. To sprawia, że właśnie tam rodzi się wiele przyjaźni. Oczywiście otwierają się także na osoby słyszące, jednak często towarzyszy im lęk przed niezrozumieniem. Z kolei osoby słyszące również boją się zrobić pierwszy krok, bo wydaje im się, że nie będą potrafiły się porozumieć. Tak naprawdę obawy są po obu stronach. Kiedy jednak uda się je przełamać, okazuje się, że można zbudować naprawdę piękne relacje. Dzisiaj bardzo pomagają w tym nowe technologie: telefony, komunikatory czy możliwość napisania wiadomości. To sprawia, że bariery komunikacyjne są coraz mniejsze. Znam pary, w których jedna osoba słyszy, a druga nie, i ta słysząca zaczęła uczyć się języka migowego. Bo miłość wykracza poza wszelkie granice.
Zdarza się, że młodzi ludzie pytają Siostrę o miłość?
– Tak i czasami prowadzi to do bardzo zabawnych sytuacji. Pamiętam jedną z pierwszych katechez w technikum, ponad dwadzieścia lat temu. Tematem spotkania była miłość. Powiedziałam uczniom, że właśnie na ten temat będziemy rozmawiać. Wtedy jeden z chłopców wstał i powiedział: „Ja ci pokażę, co to jest miłość”, po czym zaczął się rozbierać. Byłam kompletnie zaskoczona i w pierwszej chwili nie wiedziałam, jak zareagować. Pomyślałam tylko: „Panie Jezu, pomóż mi”. W końcu odpowiedziałam spokojnie, że to nie jest miłość, tylko seks. Chłopak popatrzył na mnie i powiedział: „Tak, powiedziałaś prawdę. To teraz będziemy cię słuchać”. Wtedy zrozumiałam, jak ogromne znaczenie ma precyzyjne tłumaczenie pojęć. Dla mnie słowo „miłość” było czymś oczywistym, a dla nich oznaczało coś zupełnie innego. To była cenna lekcja także dla mnie jako katechetki.
Przez lata pracy z osobami niesłyszącymi wydarzyło się pewnie wiele sytuacji, które Siostra do dziś wspomina z uśmiechem. Któraś z nich, oprócz tej dotyczącej miłości, szczególnie zapadła Siostrze w pamięć?
– Takich historii jest naprawdę bardzo dużo. Na początku mojej pracy często przekonywałam się, jak niewiele jeszcze rozumiem z codziennego języka migowego. Pamiętam chłopca, który przyszedł do mnie i zamigał znak, którego nie znałam. Byłam przekonana, że chodzi o Kraków, a on po prostu prosił o papier do toalety. Innym razem uczniowie zapraszali mnie na zawody siatkarskie, ale nie zrozumiałam ich zaproszenia. Żeby wybrnąć z sytuacji, odpowiedziałam, że nie mogę, bo mam bardzo ważną katechezę. Dopiero później starszy uczeń wyjaśnił mi, o co naprawdę chodziło. Była też sytuacja, kiedy powiedziałam podczas katechezy, że „serce płacze”. Jedna z uczennic od razu podniosła rękę i stwierdziła: „Proszę siostry, płaczą oczy, serce nie”. Wtedy musiałam wytłumaczyć, że to przenośnia. To właśnie takie momenty pokazywały mi, jak bardzo trzeba uważać na język i jak wiele metafor dla osób niesłyszących nie jest oczywistych. Dzięki nim sama nauczyłam się zupełnie inaczej przekazywać treści wiary.

Dzieci pytają czasami, dlaczego nie słyszą albo czy w niebie będą słyszeć?
– Takie pytania pojawiają się bardzo często. Dzieci pytają przede wszystkim, czy kiedyś będą słyszeć. Zawsze odpowiadam, że w niebie tak, bo dla Pana Boga nie ma żadnych barier. Jest jeszcze jedno pytanie, które bardzo lubię. Dzieci pytają: „Czy Pan Bóg umie migać?”. Odpowiadam wtedy z pełnym przekonaniem, że moim zdaniem tak. Skoro Pan Bóg stworzył każdego człowieka i zna każdego z nas najlepiej, to oczywiście zna również język migowy. Ta odpowiedź bardzo przemawia do dzieci. Pokazuje im, że Pan Bóg naprawdę potrafi rozmawiać z każdym człowiekiem w jego własnym języku i że nikt nie jest dla Niego wykluczony.
Rozmawiamy dużo o Siostry pracy. A jak to się stało, że trafiła Siostra do Wrocławia i do duszpasterstwa osób niesłyszących?
– Pierwszym miejscem, z którym jestem najmocniej związana, jest Olecko. Zawsze powtarzam, że właśnie tam zostawiłam kawałek swojego serca. To tam ponad dwadzieścia lat temu rozpoczęłam pracę z osobami niesłyszącymi. Mogłam każdego dnia rozwijać swój język migowy, a jednocześnie uczyłam się patrzeć na świat ich oczami. Nie poprzestałam jednak na tym, czego nauczyłam się w pracy. Co roku wyjeżdżałam na kolejne warsztaty i kursy, żeby coraz lepiej poznawać Polski Język Migowy. Potem nadszedł czas na zmianę miejsca mojej posługi. W roku 2012 przeprowadziłam się do Wrocławia i tu rozpoczęłam posługę w Duszpasterstwie Niesłyszących i Niewidomych oraz pracę w Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym Nr 12 dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Jak to się stało? Kiedy okazało się, że nasza placówka w Olecku będzie zamykana, otrzymałam zgodę na kontynuowanie pracy z niesłyszącymi tam, gdzie znajduje się jedna ze wspólnot naszego zgromadzenia. W tym czasie zadzwonił do mnie ksiądz Tomasz Filinowicz, który w tym czasie zaczynał we Wrocławiu pracę duszpasterską z niesłyszącymi. Ja potrzebowałam nowego miejsca, on pomocy w budowaniu duszpasterstwa niesłyszących. I tak to się zaczęło. Dziś pracuję jako katechetka w ośrodku, uczę dzieci od przedszkola do ósmej klasy szkoły podstawowej, a jednocześnie angażuję się w duszpasterstwo osób niesłyszących.
W jaki sposób przekazuje się wiarę osobom niesłyszącym?
– Od początku wiedzieliśmy, że samo tłumaczenie słów nie wystarczy. Dlatego od lat prowadzimy koło biblijne, podczas którego wspólnie czytamy Pismo Święte i staramy się tłumaczyć jego znaczenie. Wiele fragmentów Biblii zawiera metafory czy obrazy, które dla osoby słyszącej są czymś naturalnym, natomiast osoba Głucha potrzebuje ich głębszego wyjaśnienia. Od kilku lat ksiądz Tomasz organizuje również ogólnopolską konferencję poświęconą Słowu Bożemu pt. „Oto Słowo Boże”, która jest tłumaczona na język migowy. Powstają także kolejne tłumaczenia tekstów liturgicznych. Pierwsze czytania zostały opracowane w Polskim Języku Migowym, psalmy i drugie czytania w Systemie Językowo-Migowym. Wszystkie materiały są dostępne również z napisami. Od dwóch lat trwają także prace nad tłumaczeniem Ewangelii na Polski Język Migowy. To ogromne przedsięwzięcie i bardzo potrzebne, bo widzimy, że osoby niesłyszące chcą coraz lepiej poznawać Słowo Boże i coraz głębiej je rozumieć.

Jak wyglądają msze święte dla osób niesłyszących? Ksiądz miga?
– Ksiądz Tomasz sam posługuje się językiem migowym, dlatego wszystkie części kapłańskie miga samodzielnie. Pozostałe elementy liturgii tłumaczone są przez wyznaczone osoby. Moim zadaniem jest między innymi przygotowywanie grafiku tłumaczy na niedzielne msze święte. Podczas liturgii wykorzystywana jest również prezentacja z tekstami modlitw i czytań. Dzięki temu osoby niesłyszące mogą jednocześnie obserwować tłumacza i śledzić tekst na ekranie. Jeśli ktoś nie zrozumie któregoś znaku, może od razu sprawdzić odpowiednie słowo. Staramy się wykorzystać wszystkie możliwe kanały komunikacyjne, aby osoby niesłyszące mogły świadomie uczestniczyć w Eucharystii. Na nasze msze przychodzą również osoby słyszące: rodzice, dzieci, dziadkowie czy inni członkowie rodzin osób niesłyszących. Choć liturgia przygotowana jest przede wszystkim z myślą o osobach Głuchych, wszyscy mogą w niej uczestniczyć.
Jak przebiega życie duszpasterstwa poza niedzielną Eucharystią?
– Bardzo zależy nam na tym, żeby nie spotykać się wyłącznie podczas mszy świętej. Po każdej niedzielnej Eucharystii zapraszamy na kawę i herbatę. To czas zwyczajnych rozmów, wspólnego bycia i budowania relacji. W ciągu miesiąca organizujemy również różne spotkania tematyczne. W pierwszy piątek miesiąca jest adoracja, modlitwa różańcowa i msza święta. Drugi piątek przeznaczamy na gry planszowe i karciane. Trzeci piątek to koło biblijne, natomiast czwarty poświęcamy spotkaniom wolontariuszy i planowaniu kolejnych działań. Chcemy, aby duszpasterstwo było prawdziwą wspólnotą, a nie jedynie miejscem niedzielnych spotkań. Dlatego też mamy środowe msze święte – w tygodniu, pielgrzymki, np. coroczna do Częstochowy, nabożeństwa drogi krzyżowej, rekolekcje adwentowe i wielkopostne…
>>> Do ślubu pojechała z domu sióstr. „To tutaj ubierała suknię ślubną” [ROZMOWA]
Zdarza się, że inne siostry zakonne, księża albo osoby świeckie chcą uczyć się języka migowego, gdy widzą, jak Siostra się tym zajmuje?
– Tak i bardzo mnie to cieszy. Coraz częściej spotykam osoby, które odkrywają, że chciałyby nauczyć się języka migowego, żeby lepiej komunikować się z osobami niesłyszącymi. Miałam okazję prowadzić warsztaty języka migowego między innymi podczas Salwatoriańskich Dni Młodych. To było bardzo ciekawe doświadczenie, bo uczestnicy nie przyszli po to, żeby w krótkim czasie nauczyć się całego języka. Chcieli przede wszystkim zrozumieć świat osób niesłyszących, poznać podstawowe znaki i przekonać się, jak wygląda komunikacja bez dźwięków. Widziałam, że wiele osób było tym naprawdę zainteresowanych i po zakończeniu warsztatów mówili, że chcieliby uczyć się dalej. A kiedy podczas ostatniej mszy świętej wymigaliśmy psalm, kolejne osoby podeszły do mnie, by powiedzieć, że w przyszłym roku zamierzają dołączyć do warsztatów. Myślę, że właśnie od takich spotkań wszystko się zaczyna. Nie od perfekcyjnej znajomości języka, ale od otwartości na drugiego człowieka i chęci nawiązania z nim relacji. Coraz częściej spotykam także siostry zakonne, księży czy osoby świeckie, które pytają, gdzie można nauczyć się języka migowego. To pokazuje, że świadomość potrzeb osób niesłyszących powoli rośnie.

Jakie są dziś największe marzenia i plany Siostry związane z pracą z osobami niesłyszącymi?
– Chciałabym przede wszystkim, żeby osoby niesłyszące miały coraz łatwiejszy dostęp do Kościoła i do Słowa Bożego w swoim własnym języku. Bardzo zależy mi na kontynuowaniu prac nad tłumaczeniem Ewangelii na Polski Język Migowy, bo widzę, jak wiele to zmienia w życiu osób Głuchych. Marzy mi się również, żeby przybywało ludzi gotowych na naukę języka migowego i zaangażowanie w duszpasterstwo. Im więcej będzie osób potrafiących komunikować się z niesłyszącymi, tym mniej będzie barier i poczucia wykluczenia. Widzę też ogromny potencjał w młodych ludziach. Coraz więcej z nich chce poznawać Pismo Święte, uczestniczyć w spotkaniach biblijnych i rozwijać swoją wiarę. Mam nadzieję, że to środowisko będzie się nadal rozwijało, a osoby niesłyszące będą mogły czuć, że Kościół jest naprawdę ich domem i że jest w nim miejsce dla każdego, niezależnie od sposobu komunikowania się.
Za: misyjne.pl
