Siostra Anuarita Ewa Tutka jest dyrektorem Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego w Puławach i wiceprezesem Fundacji Benedyktyński Zakątek wspierającej niepełnosprawne dzieci. Za towarzyszenie i oddanie swojego serca osobom z niepełnosprawnością i ich rodzinom otrzymała nagrodę z rąk Prezydenta RP Andrzeja Dudy. W rozmowie z Portalem Radia Maryja podzieliła się swoją drogą i doświadczeniem pracy z wyjątkowymi ludźmi.
Motywacje i początek drogi
Portal Radia Maryja: Jak to się stało, że Siostra chciała pracować, opiekować się osobami z niepełnosprawnością? To przypadek, czy jasno wytyczony cel?
S. Anuarita Ewa Tutka: W życiu nie ma przypadków. Przynajmniej w moim życiu nie ma przypadków. Głęboko wierzę w to, że Boża Opatrzność czuwa i prowadzi mnie drogami do Pana Boga.

Zawsze chciałam pracować z dziećmi i młodzieżą, bo to oni najbardziej potrzebują naszego wsparcia – przede wszystkim opieki i towarzyszenia. Dlatego też będąc jeszcze w liceum myślałam o wyborze takiego kierunku studiów, który mógłby mi to umożliwić. Wybrałam więc pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pamiętam, że w tamtej chwili towarzyszyła mi jeszcze jedna myśl, by poświęcić swoje życia Panu Bogu i dzięki działaniu Ducha Świętego – jestem tego pewna, bo gorąco się o to modliłam – w 1990 roku wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek. Już na początku przełożona generalna pozwoliła mi na kontynuację studiów. Było to dla mnie jasne wskazanie, że Pan Bóg troszczy się o mnie i chce, żebym w pełni realizowała swoje powołanie. Po skończeniu studiów trafiłam do Specjalnego Ośrodka Wychowawczego im. S. Klary Staszczak OSB w Puławach. Tam właśnie pracowałam z dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną, ale była tam również młodzież oraz dzieci zaniedbane przez swoich rodziców. Później były inne placówki zakonne, szkoły specjalne. Jednak już od dziesięciu lat realizuję swoje powołanie w Benedyktyńskim Zakątku w Puławach, gdzie na co dzień towarzyszę rodzinom osób z niepełnosprawnościami. Jestem dyrektorem Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego, ale od zawsze moim marzeniem było powstanie fundacji, która spinałaby wszystkie inne potrzeby dzieci, młodzieży, ale też rodzin osób z niepełnosprawnościami. Tak powstała Fundacja Benedyktyński Zakątek. Realizujemy również od kilku lat program – wprawdzie jeszcze pilotażowy – rehabilitacji „25 plus” finansowany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).


DZIAŁALNOŚĆ OŚRODKA I FUNDACJI
Otaczamy opieką dzieci od mniej więcej trzeciego roku życia, gdzie w ośrodku rewalidacyjno-wychowawczym mają roczne przygotowanie przedszkolne, później szkołę podstawową, następnie szkołę przysposabiającą do pracy i program rehabilitacji „25 plus”. W tym miejscu nie tylko realizują obowiązek szkolny, ale również uczą się samoobsługi, podstawowych umiejętności, które będą im potrzebne w życiu. Kładziemy również bardzo duży nacisk na uspołecznianie. W ten sposób realizuje i spełnia się moje marzenie. Jestem najbardziej szczęśliwa, gdy moje dzieci – te mniejsze i te większe – są szczęśliwe, gdy odnajduję uśmiech i radość na ich twarzach, ale też na twarzach ich rodziców, rodzeństwa, dziadków, gdy można chociaż w małym stopniu im pomóc. Od zawsze moim marzeniem było, jest i na pewno będzie, żeby Benedyktyński Zakątek był dla wszystkich drugim domem, bo tutaj spędzają (poza swoim domem rodzinnym) najwięcej czasu. Tutaj mają swoje różne treningi, terapie i tutaj przede wszystkim z „aniołami dobroci” są bliżej nieba i bliżej Pana Boga.
WARTOŚCI I NAUKA PŁYNĄCA Z RELACJI Z OSOBAMI Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI
Czego Siostra nauczyła się przez te lata od osób z niepełnosprawnościami?
Nauczyłam się bardzo dużo. Przede wszystkim nauczyłam się otwartości. Osoby z niepełnosprawnością są prostolinijne. Jeżeli kogoś lubią, to po prostu go lubią, ale jeżeli kogoś nie lubią, to na pewno przez swoje zachowanie albo obojętność to wyrażą. Są także bardzo wrażliwe. Jeżeli cokolwiek komuś się dzieje, ktoś płacze – szczególnie osoba, która jest dla nich bardzo ważna – potrafią zwyczajnie przyjść, przytulić. Myślę, że oni nie mają w sobie tego biegu, który jest tak bardzo charakterystyczny dla dzisiejszego świata. Osoby z niepełnosprawnością uczą nas cierpliwości, zatrzymania się, dostrzeżenia tego, co dookoła, dostrzeżenia najmniejszych rzeczy. Dla nich nie jest najważniejszy iloraz inteligencji, ale najważniejszy jest człowiek, najważniejsza jest osoba. Uczą nas patrzenia na siebie bardziej podmiotowo, na to kim jesteś, że jesteś dzieckiem Boga, że jesteś kimś bardzo ważnym, o kogo trzeba zabiegać, kogo trzeba kochać, kto ma swoje miejsce w tym świecie. Oni nie patrzą przez pryzmat tego, co masz, jakiś interes, sukces, osiągnięcia, bo to wszystko jest przemijające. Tak naprawdę ważne jest to, kim byłeś dla drugiego człowieka, jaki byłeś dla niego, a nie to, co robiłeś, co udało ci się osiągnąć. Pracując z nimi właśnie tego możemy się nauczyć, bo przecież na końcu naszego życia będziemy ostatecznie sądzeni z miłości.

Często w rozmowach o osobach z niepełnosprawnością mówi się o brakach i to w różnym kontekście, a ja mam podobne odczucia jak Siostra, że te osoby są pełne – mają znacznie więcej w sobie wrażliwości, uważności, radości. Czy to jednak my, ludzie „zdrowi”, mamy niepełnosprawne serca?
Tak, to my, ludzie „zdrowi” często mamy niepełnosprawne serca. Od wielu lat obserwuje osoby z niepełnosprawnością czy osoby z wieloma niepełnosprawnościami i widzę ich ogromną wrażliwość, otwartość, życzliwość. One potrafią okazać swoją serdeczność, miłość, przywiązanie. One nas nie osądzają, nie krytykują, nie obmawiają. Są to osoby, które patrzą na nas z wielką serdecznością. Jedna z moich nauczycielek opowiadała mi, że kiedyś podczas lekcji bardzo mocno bolała ją głowa i to do tego stopnia, że popłynęły jej łzy i wtedy podszedł do niej uczeń-Bartuś i powiedział: „Jak ja bardzo Cię kocham. Coś się stało?” Ktoś inny wcale by tego nie zauważył.

Nauczyciele często mówią mi z bólem, że niektóre szkoły można nazwać specjalnymi – czy te tu u nas, czy te masowe. W ogóle samo słowo „specjalne” wydaje mi się, że już dawno powinno być zmienione. Myślę, że język polski ma tak bogaty zasób słów, że szkoły „specjalne” powinny być zastąpione całkowicie innym słowem, bo co tak naprawdę oznacza „specjalny”? Może bardziej pasowałoby określenie szkoły specjalistyczne, dlatego że dzieci z niepełnosprawnością wymagają szczególnych warunków do pracy, do swojego funkcjonowania, do swojego życia. Jednak patrząc z innej strony na tzw. „zdrowych”, na nas, to my też potrzebujemy szczególnych warunków do swojego funkcjonowania, swojego życia. Być może ktoś, kto kiedyś ustanowił coś takiego jak norma – że coś jest powyżej albo poniżej – jest właśnie nienormalne. Dla mnie jest to po prostu coś, co się mieści całkowicie w innych skalach.
TALENTY I ZAUFANIE OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI
Kiedyś rozmawiałam z osobą, która prowadzi warsztaty terapii zajęciowej i powiedziała mi, że osoby niepełnosprawne mają ogromne talenty, które nigdy by się nie ujawniły, gdyby nie zaproponowano im działań artystycznych. Czy Siostra ma podobne spostrzeżenia?
Powiem szczerze, że nadal jestem pod wrażeniem talentów dzieci, młodzieży, która jest pod opieką w naszym ośrodku. Czasami były one ukryte, ale poprzez proponowanie im różnych aktywności, nagle ich predyspozycje się ujawniały i zarówno opiekunowie, jak i same dzieci oraz młodzież widziały, jakie nowe talenty posiadają, z jaką precyzją i zaangażowaniem mogą pracować. Potrafią żmudnie i z niezwykłą cierpliwością np. wyklejać obrazy diamencikami. Starsza młodzież wspaniale radzi sobie tworząc piękne działa z drewna na zajęciach stolarskich. To jest naprawdę ciekawe, jak najpierw wycinają odpowiedni kształt z drewna, później z zaangażowaniem go polerują, by na końcu z dużą dokładnością nałożyć odpowiednią farbę. Ogromnie ważna w tym procesie twórczym jest odpowiednia osoba, która czuwa nad tą pracą. Odpowiedni opiekun potrafi zarazić ich swoją pasją, który nie da im odczuć, że umie lepiej czy więcej potrafi, ale zmobilizuje do pracy, podpowiada czy zwyczajnie towarzyszy. Mamy u siebie dziewczynkę, która odkryła w sobie talent muzyczny. Ostatnio zaprosiła nas na koncert, ale wcześniej przyszła do mnie tak bardzo poważna i zapytała: „Siostro, czy mogę zagrać? Odpowiedziałam jej, że oczywiście, może zagrać, ale zapytałam: Wiktorio, ale na czym ty chcesz grać? Ona powiedziała, że chciałaby zagrać na organach, które znajdują się w kaplicy. Zgodziłam się i poprosiłam jeszcze inną siostrę, żeby jej towarzyszyła. Wiktoria w tym czasie zaprosiła spore grono swoich kolegów i koleżanek z opiekunami. Oczywiście odbył się wspaniały koncert. Niesamowite w tej historii jest to, że Wiktoria przygotowywała się do niego na takich domowych organkach, a nie na instrumencie w kaplicy, pomimo tego, bez pomocy siostry organistki sama świetnie sobie poradziła. Nasi podopieczni mają wiele talentów i tych teatralnych, ale również rękodzielniczych. Niektórzy kochają zajęcia ogrodnicze, z cierpliwością obserwują, jak powoli wzrastają rośliny, pamiętając o tym, że trzeba je podlewać wyrywać chwasty i przede wszystkim bardzo mocno dbać o nie, żeby później cieszyć się widokiem pięknych kwiatów. Pan Bóg każdego darzy talentami, które pomagają wzrastać duchowo nam, ale i innym. To taka pomoc w osiągnięciu świętości.


O POTRZEBACH I GODNOŚCI OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ
5 maja obchodziliśmy Dzień Godności Osoby z Niepełnosprawnością Intelektualną oraz Europejski Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych. W związku z tym chciałabym zapytać o to, czym dla Siostry jest godność właśnie w kontekście osób z niepełnosprawnością?
Przede wszystkim godność to jest najwyższa wartość człowieka, która – jak widzimy – nie jest zależna od zdrowia, rozumu czy jakichś użyteczności. Tutaj nie bada się, kto ma jaki iloraz inteligencji, ale godność to jest dar od Boga. Godności nie da się kupić, ale też nie można jej stracić i dar, którego nikt nie może nam odebrać. Każdy ma prawo do godności. W mojej pracy z osobami niepełnosprawnymi jako siostry zakonnej godność jest świętością, przed którą – tak bardzo symbolicznie możemy powiedzieć – ściąga się buty służąc drugiemu człowiekowi jak Chrystusowi. Dlaczego ta godność jest najważniejsza? Przede wszystkim dlatego, że w drugim człowieku powinniśmy widzieć nie kolejny przypadek medyczny czy kolejną niepełnosprawność intelektualną, ale człowieka, który chce być wysłuchany. Nawet jeżeli sam nie mówi w sposób werbalny, to poszukać jakiegoś kodu komunikacyjnego, aby stworzyć możliwość rozmowy. Ważna jest też nasza obecność, okazanie szacunku, cierpliwości, serdeczności, po prostu okazanie godności. W swojej pracy staram się, żeby to, co robię nie określać jako pracę, ale towarzyszenie osobom z niepełnosprawnością, traktowanie ich jako pełnoprawnych członków rodziny. Takim osobom należy się pełnoprawna obecność w społeczeństwie i zrobienie wszystkiego, aby mogły w miarę normalnie funkcjonować w rodzinie, szkole. Stworzyć takie warunki, aby w sposób pełnosprawny taki człowiek mógł uczyć się i nabywać nowe umiejętności, kompetencje, żeby mógł czuć się lepiej, a ostatecznie, żeby był po prostu szczęśliwy.
Dziękuję za rozmowę
Zachęcamy do zajrzenia na stronę prowadzoną przez s. Anuaritę .
Można także wesprzeć działalność Benedyktyńskiego Zakątka więcej na stronie.
Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl
Za: Radio Maryja
