Kardynał Angelo Amato SDB
HOMILIA PREFEKTA KONGREGACJI SPRAW KANONIZACYJNYCH, WYGŁOSZONA PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ MARII IRIGOYEN ECHEGARAY
Madryt, Catedral de la Almudena, 29 października 2011 r.
Eminencjo,
Ekscelencje,
Przedstawiciele władz cywilnych i wojskowych,
Kapłani,
Siostry Służebnice Maryi Posługujące Chorym,
Osoby konsekrowane,
Drodzy wierni!
1. Nie przebrzmiało jeszcze radosne echo Światowych Dni Młodzieży, które przyniosły tak wiele radości Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI i całemu Kościołowi, a szczególnie Kościołowi w Hiszpanii, a już Madryt ponownie przeżywa uroczystą celebrację wiary, podczas której w Błogosławionej Marii Katarzynie Kościół rozpoznaje heroiczną głosicielkę Ewangelii Chrystusa. Podobnie jak młodzi pielgrzymi, którzy przybyli do Hiszpanii z całego świata, również nasza Błogosławiona była zakorzeniona i zbudowana na Chrystusie, mocna w wierze. Z tą różnicą, że dla niej nie był to już program, który dopiero należało urzeczywistnić, lecz rzeczywistość przeżywana w każdej chwili jej życia.
Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje w sposób bardzo konkretny rysy jej heroicznej miłości. Podobnie jak prorok Izajasz, również Błogosławiona Maria Katarzyna mogła słusznie powiedzieć: «Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych», aby «pocieszać wszystkich zasmuconych, <by rozweselić płaczących na Syjonie>, aby im wieniec dać zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast przygnębienia na duchu» (Iz 61,1-3).
Wierna charyzmatowi Służebnic Maryi Posługujących Chorym, nasza Błogosławiona stała się, na wzór Jezusa, dobrym Samarytaninem (por. Łk 10,30-37) dla wszystkich potrzebujących, dotkniętych chorobą, ubóstwem i samotnością. Dostrzegając w nich cierpiące oblicze Odkupiciela (por. Flp 3,8-14), była dla nich matką miłosierdzia i pocieszenia, służąc z pokorą i gotowością do ofiary. Jej serdeczna i pełna życzliwości obecność dawała chorym poczucie, że są przyjęci i otoczeni troską, a na jej ustach nieustannie gościł pogodny, promienny uśmiech. Szybko stała się więc osobą „popularną” wśród chorych — popularnością prawdziwą, która nigdy nie przemija, ponieważ ma swoje korzenie w miłości wyrażającej się w służbie i całkowitym oddaniu.
2. Warto przyjrzeć się bliżej tej niezwykłej siostrze, pochodzącej z Nawarry, ziemi ludzi pracowitych, otwartych, szlachetnych, miłujących wolność, odpowiedzialnych i twórczych; ziemi, która wydała również wielkich świętych, takich jak św. Franciszek Ksawery i św. Wincenta Maria López y Vicuña. Maria Katarzyna, niestrudzona w zasiewaniu szlachetnych uczuć, przyszła na świat wraz ze swoim bratem bliźniakiem w Pampelunie 25 listopada 1848 roku, w rodzinie należącej do wyższych warstw społeczeństwa Nawarry jako szóste z siedmiorga dzieci. Szlachetności pochodzenia towarzyszyła szlachetność cnót. W rodzinie wychowywano ją poprzez dobry przykład, zrozumienie, miłość i głęboką wiarę — najcenniejsze dary służące harmonijnemu rozwojowi młodego człowieka.
Już jako mała dziewczynka była głęboko związana z Eucharystią. Pewnego dnia, podczas konnej przejażdżki w górach, spadła z konia i skręciła nogę. Po powrocie do domu poprosiła opiekunkę, aby nikomu o tym nie mówiła, ponieważ nie chciała następnego dnia opuścić Mszy świętej. O czwartej rano, po uczestnictwie we Mszy świętej i przyjęciu Komunii, wróciła do domu z bolącą nogą, która zmusiła ją następnie do spędzenia kilku dni w łóżku.
Nauka, praca, modlitwa i rodzinna harmonia — tak upływały dni dziewczynki, która wzrastała zdrowa i odpowiedzialna. Była uczennicą kolegium dominikanek w Pampelunie, gdzie z wielkim pożytkiem rozwijała swoje zdolności intelektualne. Ze względu na przykładne życie chrześcijańskie została wybrana przewodniczącą Córek Maryi w Pampelunie. Nie traktowała tej funkcji jako godności honorowej. W wolnym czasie odwiedzała i pielęgnowała chorych w szpitalu w Pampelunie oraz szyła ubrania dla najuboższych.
Po śmierci rodziców nasza Błogosławiona, mając zaledwie 22 lata, stała się dla swojej rodziny jak matka. Przez dziesięć lat troszczyła się o najbliższych, czyniąc to z dobrocią i mądrością, a przede wszystkim z wielką cierpliwością i pracowitością. Wszystko to było opatrznościowym przygotowaniem do jej przyszłej posługi. Młoda kobieta coraz poważniej myślała bowiem o spełnieniu swego pragnienia poświęcenia się Panu. Nie wiedziała jednak jeszcze, w którym zgromadzeniu ma realizować swoje powołanie. Miała już trzydzieści lat, nadszedł więc czas podjęcia decyzji.
3. Znakiem Opatrzności okazało się przybycie do Pampeluny 4 października 1878 roku pięciu Służebnic Maryi wraz z ich Założycielką, Matką Marią Soledad Torres Acosta, kanonizowaną w 1970 roku przez Pawła VI. Siostry natychmiast rozpoczęły opiekę nad chorymi i ubogimi, zyskując podziw, życzliwość i wsparcie mieszkańców dzięki duchowi ubóstwa i ofiary, pokorze, prostocie oraz gotowości do służby. Maria Katarzyna zrozumiała, że właśnie do takiego życia czuje się powołana. Zostanie Służebnicą Maryi.
W wieku 33 lat, po otoczeniu z miłością opieką swego brata Pedra Alejandrina aż do jego śmierci, mogła wreszcie spełnić swoje pragnienie, zamieniając rodzinny, zamożny dom na ubogi dom Służebnic Maryi. Było to 31 grudnia 1881 roku. Wraz z nowym rokiem rozpoczynało się dla niej nowe życie — życie postulantki. Chociaż nie była przyzwyczajona do ciężkiej pracy, z wielkodusznością i prostotą zaczęła wykonywać najzwyklejsze obowiązki: prała, sprzątała i podejmowała najbardziej pokorne i męczące posługi przy chorych. Czyniła to z radością, szczęśliwa, że może wraz z Jezusem uczestniczyć w cierpieniach krzyża.
Tutaj, w Madrycie, w domu macierzystym Służebnic Maryi, 12 maja 1882 roku odbyły się jej obłóczyny. Maria Katarzyna wybrała bardzo wymowne imię zakonne: siostra Maria od Zaślubin, pragnąc być wierną oblubienicą niepokalanego Baranka. 15 lipca 1889 roku złożyła profesję wieczystą.
Jako Służebnica Maryi Posługująca Chorym nasza Błogosławiona wyrzekła się swojej pozycji społecznej, zrezygnowała z dóbr materialnych i poświęciła całe swoje życie opiece nad cierpiącymi. Postanowiła służyć ludziom cierpiącym i pomagać im odnajdywać w cierpieniu drogę do Boga.
4. Pan obdarzył ją do tej misji niezbędnymi darami naturalnymi: dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz harmonijnym, spokojnym i pogodnym usposobieniem. Jej bratanek, Pedro Hualde, pozostawił o niej piękne świadectwo: «Najbardziej charakterystyczną cechą mojej ciotki była dobroć; zawsze była pogodna i gotowa przyjąć każdego z taką samą radością». Jej serce było wrażliwe i czułe. Życzliwość i łagodność wnosiły harmonię do wspólnoty, a serca chorych otwierały na ufność i nadzieję.
Była również prosta i pokorna, zawsze wybierała ostatnie miejsce. Nie wynosiła się nad innych ani nie gardziła bliźnimi i nie krytykowała ich z powodu ograniczeń czy słabości. Jej pokora promieniowała świętością we wspólnocie. Siostra Maria od Zaślubin unikała pochwał, świadoma, że wszystkie dary natury i łaski otrzymała od Boga. Z wdzięcznością i w milczeniu przyjmowała uwagi sióstr i przełożonych. Z radością pielęgnowała chorych, podejmując przy nich nawet najbardziej najtrudniejsze czynności. Kiedy zaczynano ją chwalić, natychmiast opuszczała dom.
Jej pokora oczyszczała wspólnotę z szemrań i pesymizmu. Niezwykła była jej zdolność przyjmowania drugiego człowieka oraz zgodnego życia z siostrami i chorymi. Heroiczny był jej duch ofiary. Umiała pracować, cierpieć i współpracować. Umiała również być posłuszna. Wiemy, że posłuszeństwo jest charakterystyczną cechą życia konsekrowanego. Posłuszeństwo osób konsekrowanych stanowi ponadto szczególną wartość ich życia chrześcijańskiego oraz swoisty sposób przeżywania wolności i miłości ofiarnej. Nie brakowało jej także poczucia humoru. Pewnego dnia jeden z kuzynów powiedział jej, że nie została przełożoną, ponieważ nie jest wystarczająco inteligentna. Nasza Błogosławiona odpowiedziała z uśmiechem: «Widać, że dobrze mnie znasz!».
Całe to bogactwo dobra czerpała z pełnego uczestnictwa w sakramentach oraz z przykładnej pobożności skierowanej ku Chrystusowi ukrzyżowanemu i eucharystycznemu, Odkupicielowi świata. Nabożeństwo Drogi Krzyżowej nie było dla niej jedynie praktyką pobożności, lecz prawdziwą drogą doskonalenia się i uświęcenia, która pozwalała jej z miłością podejmować trudy i wymagania życia w Instytucie Służebnic Maryi, którego misja domaga się nieustannej ofiary. Nie została Służebnicą Maryi po to, aby jej było dobrze, lecz aby czynić dobro.
Z pobożnością eucharystyczną łączyła żarliwe nabożeństwo do Maryi, Matki Bożej Uzdrowienia, którą poufale nazywała „swoją ukochaną Matką”. Była prawdziwie Służebnicą Maryi, posługującą chorym z ową macierzyńską czułością, tak właściwą Maryi, wobec potrzebujących dzieci.
Wobec swoich chorych, tak wielu „cierpiących Chrystusów”, stosowała terapię łagodności, czułości i troskliwej służby. Współodczuwała cierpienie innych. Pewnego dnia zapytała chorą: «Bardzo cierpisz, Magdaleno?». «Tak, siostro». «Gdybym tylko mogła cierpieć za ciebie» — powiedziała cicho nasza Błogosławiona. Jak ewangeliczny Szymon z Cyreny starała się pomagać chorym nieść ich krzyż, a jak Weronika ocierała ich spocone, zniekształcone bólem twarze. Nie liczyło się dla niej, że będzie musiała pracować więcej; najważniejsze było przyniesienie ulgi cierpiącym.
5. Po ponad dwudziestu latach posługi chorym posłuszeństwo powierzyło jej inne zadanie: zbieranie jałmużny poza Instytutem. Siostra Maria od Zaślubin z całą pokorą i ze wszystkich sił podjęła się wyciągania ręki z prośbą o pomoc, choć dotąd przywykła raczej dawać niż otrzymywać. Była to praca męcząca i upokarzająca, lecz wykonywała ją z prostotą i oddaniem. Siostra Flora Anasagasti wspomina: «Zadanie zbierania jałmużny lub składek było zawsze ciężkie, a szczególnie w tamtych czasach, ponieważ przez siedem czy osiem godzin bez przerwy chodziło się ulicami Madrytu, wchodziło i schodziło po schodach, w upale i zimnie, w słońcu i deszczu. Bardzo troszczyła się o towarzyszącą jej siostrę i pilnowała, aby napiła się wody lub coś zjadła, podczas gdy sama prawie nigdy tego nie robiła».
Pewnego dnia towarzyszyła jej bardzo młoda siostra. Ktoś na ulicy zawołał do niej: «Ty brzydka starucho, skąd ukradłaś tę dziewczynę?». Nasza Błogosławiona odpowiedziała z humorem: «To nie ja ją ukradłam. To Bóg ją porwał». Gdy otrzymywała jałmużnę, bez względu na to, czy była duża, czy mała, zawsze okazywała wdzięczność, ponieważ we wszystkim dostrzegała działanie Bożej Opatrzności. Niczego nie odrzucała, nawet darów najdrobniejszych i pozornie bezużytecznych: wszystko było dla niej darem Boga.
Po powrocie do domu i przekazaniu przełożonym tego, co udało się zebrać, podejmowała najcięższe prace: szorowała podłogi, sprzątała korytarze, chodziła po wodę do publicznej studni znajdującej się na madryckim placu Chamberí. Niekiedy wracała do wspólnoty późno. Aby nikomu nie sprawiać kłopotu, jadła wtedy w kuchni to, co pozostało po posiłku innych sióstr. Jej subtelne poczucie humoru nie opuściło jej nawet w ostatnich dniach życia. W przeddzień śmierci czuwały przy niej dwie niedoświadczone nowicjuszki. W pewnej chwili jedna z nich zbliżyła się do jej twarzy, sądząc, że już umarła. Nasza Błogosławiona otworzyła jednak oczy i powiedziała z uśmiechem: «Jeszcze nie umarłam».
6. Jej spokojna i święta śmierć 10 października 1918 roku była przejściem do prawdziwego życia, do Jezusa, jej Oblubieńca. Jej przykład jest dla wszystkich cenną zachętą, a szczególnie dla jej sióstr, aby nadal prowadziły w świecie swoje dobroczynne dzieło pocieszania chorych i niesienia im pomocy.
Sto sześćdziesiąt lat po założeniu Instytutu Służebnice Maryi, obecne dzisiaj w wielu częściach świata, znajdują zarówno w swojej Założycielce, św. Marii Soledad Torres Acosta, jak i w tej heroicznej siostrze, dzisiaj ogłoszonej błogosławioną, dwa wyraziste przykłady wierności Ewangelii oraz miłości do chorych i ubogich znajdujących się w potrzebie.
Z pewnością dzieli nas od nich wiele lat, lecz ubodzy i chorzy nadal są pośród nas, a dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebują troski, wielkodusznej opieki oraz ludzkiej i duchowej bliskości.
W swoim Liście Apostolskim Ojciec Święty Benedykt XVI ukazuje Marię Katarzynę jako siostrę zakonną przez modlitwę głęboko zjednoczoną z Chrystusem, «łagodną i pokorną sercem, niestrudzenie posługującą chorym i ich rodzinom». Kościół otacza chwałą tę swoją córkę, ponieważ ukazała światu pełne dobroci oblicze Jezusa oraz macierzyńską czułość Maryi. Jej oblubieńcza świętość promieniowała na wszystkich miłością i radością, ukazując, że życie konsekrowane, nawet wśród trudów i cierpień, może być nieustannym świętem zaślubin z Jezusem, Oblubieńcem.
Tłumaczenie OKM
Za: www.causesanti.va
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi
