Kardynał Crescenzio Sepe
HOMILIA ARCYBISKUPA NEAPOLU WYGŁOSZONA PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ MATKI MARII JÓZEFY OD JEZUSA UKRZYŻOWANEGO CATANEA
Neapol, Katedra Santa Maria Assunta, 01 czerwca 2008 r.
Święta zakonnica z Ponti Rossi
Nasza radość jest szczególnie wielka, ponieważ w tej naszej katedrze sprawujemy obrzęd beatyfikacji s. Marii Józefy od Jezusa Ukrzyżowanego, karmelitanki bosej, Błogosławionej całkowicie związanej z Neapolem.
Józefa Catanea urodziła się pod koniec XIX wieku w Neapolu, który nie był już stolicą królestwa, w rodzinie szlacheckiej, markizów Grimaldi. „Pinella” — jak nazywali ją najbliżsi — wzrastała, zarówno pod względem materialnym (lubiła bakłażany w occie), jak i duchowym, karmiona ową „neapolitańskością”, która ukształtowała zastęp świętych i błogosławionych, dzięki którym także dzisiaj nasza ziemia należy do najbogatszych i najbardziej przykładnych w winnicy Pańskiej.
Od dzieciństwa okazywała szczególne umiłowanie ubogich i najbardziej potrzebujących, przeznaczając dla nich pieniądze na zabawki i swoje śniadanie oraz opiekując się dwiema starszymi kobietami, które pozostały same.
Przykładne świadectwo babci i matki stało się dla niej szkołą, w której nauczyła się poznawać Jezusa i kochać Go coraz bardziej. „Co stanie się z moją duszą?” — pytała. „Dokąd pójdę, mój Boże?”. Jezus wskazał jej drogę: Karmel, który miał właśnie powstać przy „Ponti Rossi”, nazwanych tak od pozostałości rzymskiego akweduktu.
Matce i krewnym, którzy usiłowali przeszkodzić jej w podjęciu tej decyzji, mówiła jasno: „Pan tego chce”. „Nie mogę już dłużej kazać czekać Temu, który mnie wzywa”. Wojna, która w tamtych latach wstrząsała Europą, oraz epidemia „hiszpanki”, która rozprzestrzeniła się w Neapolu, ułatwiły Józefie wstąpienie do klasztoru i pozostanie w nim.
Tutaj od razu znalazła się w szkole cierpienia, w której szybko i dobrze nauczyła się przyjmować wolę Bożą, kochać Chrystusa w cierpieniu, modlić się i uśmiechać: „Ofiaruję się Tobie jako żertwa za Twoich kapłanów”.
Dotknięta ciężką postacią gruźlicy kręgosłupa, która doprowadziła ją do całkowitego paraliżu, została uzdrowiona za wstawiennictwem św. Franciszka Ksawerego, który ukazał się jej we śnie i którego relikwię ramienia przyniesiono do jej celi.
Po cudownym uzdrowieniu natychmiast skierowano ją do pełnienia apostolstwa w rozmównicy klasztornej. Wolałaby żyć w odosobnieniu, lecz była posłuszna kard. Ascalesiemu, który polecił jej przyjmować kapłanów, seminarzystów, a także ludzi ze wszystkich warstw społecznych. W ten sposób „Ponti Rossi” stały się miejscem, do którego podążali neapolitańczycy, aby udać się do Karmelu i otrzymać od s. Józefy pomoc, radę, pociechę i nadzieję. To właśnie z rozmównicy s. Józefa rozlewała światło Chrystusa w duszach. Sława „małej siostry” przekroczyła granice miasta, a ludzie przybywali coraz liczniej, również z daleka, nawet z obu Ameryk.
W rzeczywistości życie klauzurowe s. Józefy, jak napisałem w przesłaniu skierowanym do diecezji z okazji tej beatyfikacji, nie było ograniczeniem ani zamknięciem, lecz opatrznościową sposobnością i możliwością wlania w serca naszego ludu światła nadziei.
Źródłem tego owocnego apostolstwa było pełne i doskonałe zjednoczenie naszej Błogosławionej z Chrystusem Ukrzyżowanym, Umiłowanym, który napełniał ją miłością i pozwalał jej radować się nawet pośród cierpienia.
Pisała: „Jezus oszalał z miłości do mnie, a ja płaczę, ponieważ jeszcze nie oszalałam z miłości do Niego… Choć całą sobą jestem zwrócona ku Niemu, nie chcę uchylać się od apostolstwa, które powierzył mi Pan; chcę mu się oddawać z miłością i wielkodusznością”. Im głębsza była jej miłość do Chrystusa, tym bardziej próby i cierpienia naznaczały jej drogę ascetyczną.
Śmierć matki, a następnie ojca, sprawiła jej — jak sama pisała — „największy ból” w życiu. „Moje życie — stwierdzała — jest samym cierpieniem, pozbawionym radości. Moje radości wydobywam z bólu, z łez, z nieustannej agonii, którą noszę w sercu”.
Tymczasem nowe cierpienia fizyczne, takie jak zapalenie płuc i ataki serca, wyniszczały jej już osłabione ciało. Prawdziwą próbą było jednak długie i bolesne oczekiwanie na uznanie Karmelu Świętych Teresy i Józefa przy Ponti Rossi. Wspierana i zachęcana przez kard. Ascalesiego udała się do Watykanu, gdzie została przyjęta przez papieża Piusa XI oraz kardynałów Kurii. Ostatecznie Papież zatwierdził dom jako Karmel II Zakonu, z klauzurą papieską, poddając go jurysdykcji arcybiskupa Neapolu.
Uroczystość, której ze względu na okoliczności przewodniczył kard. Ascalesi, była wzruszająca. Wraz z jedenastoma innymi „oblubienicami” Józefa Catanea przywdziała brązowy habit i biały płaszcz i stała się „s. Marią Józefą od Jezusa Ukrzyżowanego”.
Pewna kobieta z ludu, obecna podczas uroczystości, zawołała do niej w dialekcie neapolitańskim: “Suor Giuseppì, ve vulesse vasà sti mmane…cchesti mmane, cchesti car- ne, cchesti carne sante, io me’ mangiarria de vase” (Siostro Józefino, chciałabym ucałować te ręce… te ręce, to ciało, to święte ciało — zjadłabym je pocałunkami).
W rzeczywistości przez wszystkie lata, które pozostały jej do przeżycia, sama będzie „zjadana”, wyniszczana dla innych, którym będzie przekazywać całą swoją miłość do Chrystusa, swego Oblubieńca. I tak dla wszystkich — od królowej Marii José Sabaudzkiej po licznych kapłanów i wiernych — Józefa stawała się hostią, przez którą rozdawane były łaski Pana, nieustannie odwołując się do „Niebieskiej Mamy”. „Maryjo, przyoblecz mnie w świętość” — modliła się. „Moja Niepokalana Mamo, spraw, abym jaśniała w życiu mojego Boskiego Oblubieńca i stała się hostią Boga, hostią nieba”.
Szczególne umiłowanie okazywała s. Józefa kapłanom, zwłaszcza tym, którzy przeżywali trudności: dla wszystkich była Matką, która przyjmowała, udzielała rad, a czasami uzdrawiała.
Tymczasem wydarzenia wojenne, bombardowania, ubóstwo oraz materialna i duchowa nędza tak wielu ludzi zmuszały s. Józefę do nadludzkich wysiłków, podczas gdy do wcześniejszych chorób dołączały kolejne.
W tym czasie, wbrew swojej woli, została wybrana przeoryszą klasztoru. Kard. Ascalesi nakazał jej przyjąć ten urząd. Przyjęła go i powtarzała: „Jestem potężna w mojej bezsilności”. Kochała swoją wspólnotę i poświęcała się dla niej, oddając ją pod opiekę Maryi: „Przeoryszą — mówiła — jest Matka Boża”.
Wśród tak wielu cierpień, znoszonych w imię Chrystusa, siostra śmierć zbliżała się coraz bardziej i 14 marca 1948 roku, w Niedzielę Męki Pańskiej, w wieku 54 lat, jej dusza ostatecznie zjednoczyła się z Boskim Oblubieńcem. Kard. Ascalesi, który przybył do Karmelu, aby udzielić jej ostatniego błogosławieństwa, pozwolił jej odejść: „Jeśli Bóg cię chce — powiedział — idź, moja córko, daję ci wolność: czyń wolę Bożą”.
Także w śmierci Pan okazał swoje szczególne umiłowanie wiernej Oblubienicy.
Pogrzeb odłożono, ponieważ mimo gangreny ciało wyglądało jak żywe: było giętkie i zachowywało naturalną barwę. Wydawało się, że śpi. Oglądały je znane osobistości oraz niektórzy profesorowie Uniwersytetu Neapolitańskiego, którzy uznali to zjawisko za „niewytłumaczalne”.
Być może jednak prawdziwym cudem jest nieustanna pielgrzymka wiernych wszystkich stanów i ze wszystkich stron, którzy nadal przybywają, przyjmowani przez duchowe córki Matki Józefy. Z delikatnością, radością i miłością starają się one przyjmować, pocieszać i wspierać wszystkich przychodzących do klasztoru, zachowując ducha i typowo neapolitański styl Matki.
Prośmy Błogosławioną Marię Józefę od Jezusa Ukrzyżowanego, aby nadal wstawiała się za swoim Karmelem, za biskupem i diecezją Neapolu, za Ojcem Świętym i za całym Kościołem. Niech będzie dla wszystkich „ogniwem łączącym” Chrystusa z cierpiącą ludzkością, na wzór Maryi, dobrej Matki ludu neapolitańskiego.
Crescenzio kard. Sepe
Arcybiskup Metropolita Neapolu
Tłumaczenie OKM
Za: www.chiesadinapoli.it
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi
