Do budowania pokoju poprzez edukację, naukę i kulturę oraz ochronę niezbywalnej godności każdej osoby wezwał Ojciec Święty społeczność międzynarodową przemawiając w Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Edukacji, Nauki i Kultury (UNESCO) w Paryżu. Przestrzegł przed dehumanizacją związaną m.in. z bezkrytycznym rozwojem technologii, wskazując, że sztuczna inteligencja nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie o sens ludzkiego życia.
Panie Dyrektorze Generalny,
Panie Przewodniczący Konferencji Generalnej,
Panie Przewodniczący Rady Wykonawczej,
Ekscelencje,
Panie i Panowie!
Cieszę się, że mogę dziś być pośród tego Zgromadzenia Narodów, gdzie spotykają się języki i kultury, aby współpracować na rzecz wspólnego dzieła obejmującego całą rodzinę ludzką: „przyczynić się do utrzymania pokoju i bezpieczeństwa przez pogłębianie – za pomocą wychowania, nauki i kultury – współpracy narodów dla zapewnienia ogólnego poszanowania sprawiedliwości, praworządności oraz praw człowieka i podstawowych swobód” (Akt Konstytucyjny UNESCO, art. I, ust. 1)[1]. Wspólne budowanie sprawiedliwego świata stanowi bowiem sam fundament współpracy międzynarodowej. Nasze doświadczenia, zdolności i kompetencje mają służyć tworzeniu przestrzeni otwartej dla wszystkich i owocnej dla każdego, aby wszystkie narody mogły wzrastać w pokoju.
Jako świadek pokoju serdecznie pozdrawiam Państwa, przedstawicieli państw członkowskich i obserwatorów, organizacji międzynarodowych, środowisk akademickich oraz społeczeństwa obywatelskiego. Dziękuję Panu Khaledowi El-Enany’emu, Dyrektorowi Generalnemu tej Organizacji, za serdeczne zaproszenie [oraz za skierowane do nas słowa]. Jako pasterz przekazuję wam słowo Kościoła, który „przybiera postać słowa orędzia i dialogu”, zwracając się do wszystkich narodów oraz do kobiet i mężczyzn dobrej woli (por. Św. Paweł VI, Enc. Ecclesiam suam, 67)[2].
Dążenie do wspólnego budowania sprawiedliwego świata odpowiada misji, którą na przestrzeni dziejów nauczyliśmy się wspólnie podejmować. W tym względzie UNESCO jest zarazem celem i narzędziem pozwalającym nam dzisiaj, z jeszcze większym zaangażowaniem, kontynuować to zadanie w różnych obszarach naszej działalności. W 2027 r. będziemy obchodzić 75. rocznicę obecności Stolicy Apostolskiej przy UNESCO. Obecność ta wypływa z przekonania, że przyszłość zależy przede wszystkim od poszanowania i wspierania niezbywalnej godności każdego człowieka, stworzonego na obraz Boga. Dlatego postrzegamy tę Organizację jako uprzywilejowanego partnera dialogu w służbie dobru wspólnemu, które jest „społecznym kształtem godności”, przysługującej nam wszystkim od samego początku i w jednakowej mierze (por. Enc. Magnifica humanitas, 59). Od 1952 r. Misja Stałego Obserwatora Stolicy Apostolskiej, kierując się tą perspektywą, rozeznaje i wspiera inicjatywy UNESCO, wnosząc swój wkład w dialog między narodami, aby służyć autentycznemu rozwojowi człowieka, który jest nim rzeczywiście tylko wówczas, gdy zmierza do „rozwoju każdego człowieka i całego człowieka” (Św. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 14)[3].
Przemawiając do tego Zgromadzenia, mój czcigodny Poprzednik, św. Jan Paweł II, przypomniał, że „genus humanum arte et ratione vivit” – „rodzaj ludzki żyje sztuką i rozumem”. Skoro bowiem „człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze”[4], słowo to oznacza sposób istnienia, poprzez który człowiek nadaje sens wszystkiemu, co czyni. Czterdzieści sześć lat później, ponawiając wobec was zobowiązanie Stolicy Apostolskiej do współpracy, zachęcam, abyście postrzegali UNESCO nie tylko jako znamienitą organizację międzynarodową, lecz także jako miejsce, w którym ludzkość podejmuje refleksję nad samą sobą, nad swoją historią i swoją przyszłością. Nie sposób bowiem wspierać edukacji, nauki i kultury, nie wspierając zarazem życia kobiet i mężczyzn, którzy są ich głównymi podmiotami.
W dziedzinę edukacji Kościół katolicki wnosi wielowiekowe doświadczenie: od stuleci jego wspólnoty zakładają szkoły i uniwersytety, uczą czytać i pisać oraz są obecne nawet w miejscach najuboższych i najbardziej oddalonych. Poprzez Globalny Pakt Wychowawczy mój Poprzednik Franciszek pragnął włączyć to doświadczenie w szersze przymierze wychowawcze, otwarte na wkład wszystkich. Jednak tym, co pragnę Państwu przekazać, nie są przede wszystkim konkretne dzieła, lecz przekonanie, z którego one wyrastają. Żadne wychowanie nie jest pełne, jeśli nie podejmuje pytania o sens. W tym samym przemówieniu przypominał o tym św. Jan Paweł II: wychowywać oznacza pomagać człowiekowi bardziej „być”, a nie tylko więcej „mieć”, uznając w nim również ową transcendencję osoby, która należy do pełni jego człowieczeństwa (por. tamże, 10-11)[5].
Podczas naszego zgromadzenia warto zatem zgłębić fundamentalne pytanie, które z całą mocą domaga się dziś naszej odpowiedzi: co to znaczy być człowiekiem? Każda kultura podejmuje to pytanie, leżące u podstaw wszelkiej wiedzy, każdej dziedziny sztuki i każdej religii. Także w XXI w. nie możemy bowiem przyjmować za oczywiste, że wiemy, kim jest osoba ludzka i co znaczy żyć po ludzku. Rzeczywiście, każde pokolenie jest wezwane, by na nowo zmierzyć się z tym pytaniem, zwłaszcza w obliczu tragedii, które, niestety, również dziś mają miejsce.
Przede wszystkim człowiek jest kimś poczętym i zrodzonym. Być człowiekiem oznacza więc przede wszystkim być dzieckiem. Nikt z nas tego nie wybrał. Nikt nie zdecydował, z kogo, kiedy ani gdzie się urodzi. Ta oczywista prawda ukazuje coś, co ma wymiar nie tylko biologiczny, lecz także etyczny: jako dzieci wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Od samego początku nasze człowieczeństwo jest darem i próbą, obietnicą i odpowiedzialnością. Narodziny każdego człowieka ustanawiają pierwotną więź, komunię życia, która w rodzinie ma swoje źródło, a zarazem pierwsze środowisko wychowawcze.
Po drugie, wszyscy rodzimy się nadzy i potrzebujący. Od urodzenia jesteśmy ubodzy: potrzebujemy chleba i słów, troski i miłości, a więc wszystkiego, co karmi ciało i ducha. Dobrze o tym wiemy, a jednak wchodząc w dorosłość, narażamy się na to, że o tym zapomnimy. To właśnie najbardziej potrzebujący ponoszą najdotkliwsze konsekwencje tego zapomnienia, ilekroć ich człowieczeństwo zostaje zdradzone lub odrzucone, wykorzystane lub oszukane. Zapomnienie o okolicznościach naszych narodzin zaciemnia samo rozumienie ludzkiego życia, ponieważ odrywa je od historii wspólnej nam wszystkim. Życie przestaje być wówczas pojmowane jako dar, a staje się towarem. Nie postrzega się go już jako wezwania do troski i odpowiedzialności, lecz jako towar, który można eksploatować. Rzeczywiście, ta tragiczna alternatywa przypomina nam zarazem, że być człowiekiem oznacza być z natury wolnym. Ponieważ wszyscy byliśmy dziećmi, nasza wolność rodzi się z odpowiedzi na wolność tego, kto jako pierwszy zwraca się ku nam – czy to gestem czułości, czy odrzucenia, pełnego miłości przyjęcia, czy też zaniedbania i okrucieństwa.
Po trzecie, zachowywać żywą pamięć o naszym wspólnym człowieczeństwie oznacza uznawać jego wielkość – a więc jego ogromny potencjał – nawet jeśli zło i niesprawiedliwość na wiele sposobów tę wielkość umniejszają. Osoby zaangażowane w edukację, naukę i kulturę są tym bardziej wezwane do troski o każdego człowieka, aby mogło zajaśnieć piękno naszej wolności. Piękno to ma swoje imię: to sprawiedliwość. Tak, wolność jest piękna, gdy jest ukierunkowana na dobro i prawdę; zostaje oszpecona, gdy przeradza się w samowolę, przemoc lub żądzę władzy. Być człowiekiem oznacza zatem ponosić odpowiedzialność wobec historii – człowiek jest istotą, która wzrasta, uczy się i pracuje, posługując się zarówno rękami, jak i umysłem. Swoją pracą może uprawiać ziemię albo ją oszpecać, tworzyć dzieła sztuki albo je niszczyć. W tym szczególnym momencie dziejów musimy uznać, że najstraszliwszym spośród „dzieł człowieka” jest wojna, ponieważ w niej sama nauka zostaje oddana na służbę nieludzkiej woli niszczenia i zabijania.
W tym kontekście warto przypomnieć słowa otwierające Preambułę Aktu Konstytucyjnego UNESCO, które również dzisiaj zachowują uderzającą aktualność, czego mogliśmy doświadczyć przy Murze Pokoju…: „Ponieważ wojny biorą początek w umysłach ludzi, więc i obrona pokoju w umysłach ludzi musi być zbudowana” (Akt Konstytucyjny UNESCO, Preambuła, 1945)[6]. Słowa te napisano bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, najbardziej wyniszczającej tragedii minionego stulecia. Ludzkość zrozumiała wówczas, że postęp naukowy, jeśli zostanie oderwany od mądrości, może stać się narzędziem zniszczenia; że kultura podporządkowana ideologii może przerodzić się w fałsz i propagandę; a edukacja, gdy porzuca prawdę, może stać się narzędziem manipulowania sumieniami. Państwa założycielskie UNESCO rozumiały, że traktaty są konieczne, lecz same w sobie nie wystarczą. Potrzebują kultury pokoju i wspólnego zaangażowania na jego rzecz, które zapewnią im trwałość. Pokoju nie można zbudować wyłącznie na traktatach ani na kompromisach między przeciwstawnymi siłami. Pokój jest prawdziwy, gdy wypływa z cnoty sprawiedliwości, a nie jedynie z umowy, oraz z prawej woli, a nie z chwiejnej równowagi interesów. Tylko bowiem prawa wola potrafi rozpoznać w drugim człowieku brata lub siostrę, osobę taką jak my.
Osiemdziesiąt lat później słowa Aktu Konstytucyjnego, który dał początek waszej Organizacji, nie straciły nic ze swojej mocy. Widzimy jednak również, jak poważnie tej wspólnej zasadzie zagrażają przejawy barbarzyństwa, które podsycają rywalizację i konflikty. Spośród wyzwań, przed którymi stoją dziś nauka i edukacja, pragnę zwrócić szczególną uwagę na te, które wiążą się z rozległą dziedziną technologii. Nasze wysiłki w tym zakresie powinny zmierzać do tego, aby nowe technologie pozostawały w służbie osoby ludzkiej, zamiast stawać się kolejnym narzędziem dominacji i niesprawiedliwości.
Na przestrzeni wieków wiele zadań wykonywanych niegdyś przez człowieka powierzono maszynom, których możliwości i zakres zastosowań nieustannie się poszerzały. W ostatnim czasie niektórym sztucznym systemom nadano nawet nazwę właściwej człowiekowi zdolności myślenia, czyli inteligencji. Jednocześnie jednak nasze idee i relacje mogą ubożeć wskutek postępującej dehumanizacji. Paradoks ten staje się coraz bardziej widoczny: podczas gdy systemom obliczeniowym przypisujemy „inteligencję”, z trudem uznajemy niezbywalną godność osób ludzkich, których życie ocenia się według kryterium wydajności, a gdy uznaje się je za nieproduktywne, zostaje ono odrzucone i usunięte na margines.
Ta bolesna rzeczywistość skłania nas do refleksji zarówno nad kruchością ludzkiej natury, jak i nad ogromną godnością każdej osoby ludzkiej – godnością, która nie ulega umniejszeniu nawet w okolicznościach największej bezbronności, aż po samą śmierć. Tak, człowiek jest kimś, kto się rodzi, ale także kimś, kto umiera. Naszej godności nie odbierają ani choroba, ani cierpienie; nie zależy ona również od naszych zdolności. Przeciwnie, domaga się ona pełnej miłości troski o człowieka na każdym etapie jego życia.
Dla wiary chrześcijańskiej tajemnica człowieka znajduje najpełniejsze światło w Chrystusie, który „właśnie w objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i odsłania przed nim jego najwyższe powołanie” (Sobór Watykański II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 22). W Jego świetle każda osoba jawi się nam jako stworzenie chciane i miłowane przez Boga. Światło to pomaga nam również głębiej pojąć znaczenie naszego wspólnego ludzkiego doświadczenia.
Panie i Panowie, jako ludzie nauki jesteście nieustannie wezwani do współpracy w imię naszej wspólnej historii, aby z różnorodności perspektyw wyłaniała się wspólna wizja, a z niej rodziła się harmonia działania. Harmonia ta znajduje wyraz w działalności UNESCO, gdy nadaje ono symfoniczny głos najwznioślejszym dążeniom do dobra i troski o ludzkość. Tam, gdzie panuje harmonia, różne głosy współbrzmią ze sobą, a reprezentowane przez was narody jednoczą się w zgodzie.
W związku z tym chciałbym odwołać się do dwóch obrazów zaczerpniętych z Biblii, tego wielkiego skarbca kultury ludzkości. Są nimi: wieża Babel i plac Pięćdziesiątnicy. Przywołuję je jako obrazy jedności rodziny ludzkiej, która także dzisiaj jest nieustannie wezwana do rozeznawania właściwego kierunku oraz sensu dziejów, w których uczestniczy. Te biblijne opowieści ukazują dwie różne formy życia społecznego, skłaniając nas do refleksji nad okolicznościami naszych czasów.
Wieża Babel przedstawia jedność narzuconą poprzez panowanie (por. Rdz 11, 4). Jednocześnie budowla ta ukazuje, że im bardziej władza dąży do ucisku, tym bardziej sama się osłabia, odsłaniając swoje nieludzkie oblicze. Widzimy to w cierpieniu i niesprawiedliwości powodowanych przez despotyzm, a także w różnych formach wyzysku, które ranią zarówno społeczeństwo, jak i środowisko naturalne. Jak uczy historia, wiele imperiów upajało się własną potęgą, zanim zostało przez nią pochłoniętych i runęło niczym wieża. Skutkiem tej pychy – najpierw wyniesionej, a następnie poniżonej – jest rozproszenie. Roszczenie sobie prawa do zajęcia miejsca Boga i poddania narodów jednemu jarzmu prowadzi do pomieszania języków i wzajemnego niezrozumienia. Zamiast dosięgnąć nieba, jak zamierzano, wieża Babel upada, pociągając za sobą dwojakie negatywne następstwa. Tak jak narzucona przez nią jedność była wymuszona, tak różnorodność, która pojawia się po jej upadku, staje się źródłem konfliktów. Dzisiaj pokusa wieży Babel powraca w globalizacji pozbawionej braterstwa, w grabieżczych formach neokolonializmu, w narzucaniu ideologii oraz we wszystkich tych „kontaktach bez więzi”, które sprowadzają ludzkie życie do wymiany handlowej (por. Międzynarodowa Komisja Teologiczna, Quo vadis, humanitas?, 42). Również nauka, gdy zostaje sprowadzona do techniki sprawowania władzy, przestaje służyć wyniesieniu osoby ludzkiej, a zaczyna grozić degradacją owoców ludzkiej pracy.
Dzisiaj dysponujemy w szczególności środkami, które pozwalają błyskawicznie łączyć ludzi i kontynenty; jednocześnie jednak jesteśmy świadkami nowych form osamotnienia, ubóstwa materialnego i duchowego oraz opuszczenia. Komunikacja stała się znacznie szybsza, lecz niekoniecznie bardziej prawdziwa; informacji jest pod dostatkiem, ale ich obfitość nie jest równoznaczna z mądrością. Bez wspólnego fundamentu etycznego liczne kanały komunikacji mogą prowadzić do mnożenia fałszywych informacji i rozpowszechniania słów pozbawionych znaczenia, utrudniając w ten sposób dialog, zamiast mu sprzyjać.
Sztuczna inteligencja potęguje ten problem: choć systemy te potrafią korelować dane, nie są w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące sensu ludzkiego życia, który zakorzeniony jest w przeżywanym doświadczeniu. Istota ludzka zaś nie może żyć pozbawiona sensu. Sens jest tlenem dla umysłu. Dlatego wyzwania związane z komunikacją, które są zawsze także wyzwaniami wychowawczymi, sprawiają, że poszukiwanie prawdy staje się kwestią sprawiedliwości społecznej i równości dziejowej. Z tego względu wychowanie w tej dziedzinie ma zasadnicze znaczenie. Z uznaniem odnoszę się zatem do inicjatywy UNESCO realizowanej w ramach programu edukacji medialnej i informacyjnej (Media and Information Literacy, MIL), który promuje odpowiedzialne korzystanie z mediów i narzędzi cyfrowych.
Rzeczywiście, bez prawdy język zostaje podporządkowany logice przemocy i arbitralnej woli możnych. W imię zysku wyklucza się wówczas innych, a w imię wolności zabija niewinnych. Zamiast szanować prawo, sprawujący władzę powołują się na nie wtedy, gdy służy ich interesom, i lekceważą je, gdy ich ogranicza, traktując nawet samą sprawiedliwość jak towar, który można kupić i sprzedać. Jeśli uświadomimy sobie, że wypaczenie prawa zaczyna się od zepsucia serca, możemy dostrzec, że każda dziedzina nauki, uprawiana bez odniesienia do etyki, naraża się na utratę właściwego sobie sensu, a tym samym przestaje służyć ludzkiej godności i ją odzwierciedlać.
W związku z tym zachęcam całą wspólnotę międzynarodową, aby szczególną troskę poświęciła ochronie dzieci i młodzieży. W epoce cyfrowej ich bezbronność nigdy nie może stawać się okazją do wykorzystywania. Niech technologie te wspierają ich rozwój, wychowanie i relacje, chroniąc ich wolność myślenia i rozeznawania oraz zawsze pozostając w służbie godności osoby ludzkiej.
Zepsucie kultury, o którym mówimy, znajduje swoje odkupienie na placu Pięćdziesiątnicy. Tam orędzie pokoju zostaje przyjęte przez wszystkie ludy jako dobra nowina. Orędzie to głosi zmartwychwstanie Jezusa, a więc zwycięstwo życia nad śmiercią i zbawienie, które daje światu nadzieję. W dniu Pięćdziesiątnicy plac staje się miejscem, gdzie świętuje się pokój, który uzdrawia każdą krzywdę wyrządzoną osobie ludzkiej. Każdy słyszy to orędzie „w swoim własnym języku ojczystym”, a komunia w żaden sposób nie usuwa różnorodności (por. Dz 2, 8). Przeciwnie, pozwala jej rozkwitać w harmonii głosów i twarzy. W głoszeniu pokoju bogactwo kultur staje się nośnikiem prawdy powszechnej. Nauczanie biblijne wskazuje nam zatem drogę do osiągnięcia tego, czego wszyscy pragniemy: „jedności, która nie zaciera różnic, lecz docenia wartość osobistej historii każdego człowieka oraz społecznej i religijnej kultury każdego narodu” (Homilia podczas Mszy św. z okazji rozpoczęcia posługi Piotrowej, 18 maja 2025)[7]. To nie dominacja wieży Babel, lecz pokój Pięćdziesiątnicy umożliwia taką komunię między wszystkimi narodami. Każda kultura osiąga zatem szczyt swojej mądrości, gdy dąży do pokoju i dobra wszystkich, dając świadectwo autentycznemu znaczeniu naszego człowieczeństwa.
Ci, którzy zajmują się edukacją i wychowaniem, wiedzą, że tylko prawda czyni nas wolnymi. Ci, którzy nauczają i ci, którzy prowadzą badania, wiedzą, że błąd zniewala nas, pogrążając w niewiedzy i przesądach. Ilekroć napotykamy przeszkody w naszej misji, pamiętajmy, że istnieje jedna ziemia dla wszystkich i jedna wspólna ludzka natura. Nie można zrozumieć człowieka, rozdzielając to, co stanowi jedność: ciało i duszę, życie osobiste i relacje, więź z innymi ludźmi i ze środowiskiem. Wszystko to składa się na jedność naszego istnienia. Dlatego uprawiać ziemię oznacza również pielęgnować człowieczeństwo tych, którzy ją zamieszkują. Do tego zadania powołane są edukacja i nauka. Nieprzypadkowo bowiem każda kultura, jak wskazuje sama etymologia tego słowa, jest aktem uprawy. Ponawiam zatem apel moich Poprzedników o wspólną troskę o człowieka i stworzenie: Papież Benedykt XVI mówił o potrzebie ekologii osoby ludzkiej, natomiast Papież Franciszek rozwinął perspektywę ekologii integralnej (por. Benedykt XVI, Przemówienie w Bundestagu, 22 września 2011; Franciszek, Enc. Laudato si’, 137-162).
Probierzem, który pozwala ocenić nasze zaangażowanie, jest troska, jaką otaczamy najmniejszych i ubogich: dzieci w łonach matek oraz dzieci znajdujące się na różnych obszarach działań wojennych, osoby z niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną, osoby starsze, migrantów i uchodźców oraz wszystkich tych, których ludzka pycha wyklucza jako nieproduktywnych. To właśnie oni są prawdziwym sprawdzianem naszych deklaracji o poszanowaniu godności człowieka, a ich ochrona i wspieranie obejmują również całe stworzenie. Przeciwieństwem takiej postawy jest dążenie do wyzysku i grabieży, do wydobywania jak najwięcej z każdej żywej istoty, do konsumowania bez troski o zachowanie i niszczenia bez pielęgnowania. Obecny kryzys ekologiczny jest zatem kryzysem antropologicznym; co więcej, Kościół jest przekonany, że każda kultura nosi w sobie mądrość, która dojrzewa w ekosystemie ludów. Tak, środowiskiem życia człowieka jest społeczeństwo – nie jest ono jedynie środowiskiem fizycznym, takim jak dla zwierząt pustynia czy ocean, lecz przestrzenią moralną i relacyjną. Tam, gdzie panuje pokój społeczny, narody rozkwitają w sprawiedliwości.
To właśnie tutaj misje edukacyjna i naukowa UNESCO znajdują swoją najpełniejszą syntezę: w cierpliwym dziele budowania pokoju. Wobec licznych i złożonych wyzwań naszych czasów świat spogląda na instytucje międzynarodowe z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony są one wezwane do podejmowania wyzwań, którym żadne państwo nie jest w stanie sprostać samodzielnie. Z drugiej zaś strony te same instytucje przeżywają kryzys skuteczności, zwłaszcza gdy dialog postrzegany jest raczej jako hamulec działania niż jako narzędzie służące pokojowi, bardziej jako forma hipokryzji niż jako sposobność do wspólnego poszukiwania dobra. Wobec tych niebezpiecznych tendencji trzeba pielęgnować cnotę równie rzadką, jak bardzo pożądaną: jest nią zaufanie. Zaufanie, że różnice nie muszą stanowić zagrożenia; zaufanie, że szczery dialog może zrodzić dobro większe niż to, które każdy mógłby osiągnąć sam. Stolica Apostolska pragnie wnosić to zaufanie do UNESCO, podobnie jak do innych organizacji międzynarodowych, świadoma, że każdy lud posiada bogactwo, którym może się dzielić we wspólnym dążeniu do autentycznego postępu, jaki zagwarantować może jedynie pokój. Nie chodzi o głoszenie naiwnego optymizmu, który ignoruje trudności, lecz o wytrwałość w nadziei, że dobro jest zawsze możliwe. Każde rodzące się dziecko niesie nadzieję. Każdy mężczyzna i każda kobieta, którzy poświęcają swoje życie poszukiwaniu prawdy, dokonują aktu nadziei. Niech zatem UNESCO daje świadectwo tej nadziei, wspierając porozumienie między narodami poprzez dialog ich kultur. Wierzymy bowiem, że edukacja i wychowanie są narzędziem pozwalającym przezwyciężać wzajemne lęki, a nauka może służyć życiu każdego człowieka, zasiewając już dziś ziarna przyszłych dobrych plonów. Zaufanie to umacnia naszą nadzieję w miłości, czyli w służbie dla dobra bliźniego – jeśli wszyscy konsekwentnie poświęcimy się służbie naszemu wspaniałemu człowieczeństwu, pokój będzie mógł wreszcie rozkwitnąć.
Gdy więc współpracujemy w tym dziele, tradycje religijne odgrywają niezastąpioną i niezbędną rolę w kulturze, religie zaś wyrażają nasze pytania o początek i kres życia, pomagając odkrywać pierwotny i ostateczny sens istnienia, który znajduje odzwierciedlenie w codziennych wyborach. Kiedy bowiem mężczyźni i kobiety dobrej woli kierują swoje działania ku Bogu, pluralizm kultur nie rozprasza się w zamęcie wieży Babel. Przeciwnie, ludzkość jednoczy się we wspólnym poszukiwaniu sensu i zmierza ku przeznaczeniu, którym nie jest śmierć. Nie podążamy ku nicości. Dlatego dusza ludzka, pozostając w relacji z Bogiem, jeszcze wyraźniej odczuwa wezwanie do budowania pokoju poprzez przymierze między narodami, które uznają się za dzieci jednego Ojca oraz za braci i siostry.
Pragnę zatem, aby nasze spotkanie umocniło zaangażowanie każdego z nas w niestrudzone działanie na rzecz tego, by świadomość przynależności do jednej rodziny ludzkiej stawała się coraz żywsza, bardziej czynna i bardziej sprawiedliwa. W związku z tym pragnę wyrazić szczerą wdzięczność wszystkim pracownikom UNESCO, którzy z kompetencją i oddaniem wypełniają tę niezwykle szlachetną misję: misję budowania pokoju poprzez pielęgnowanie wszystkich dziedzin nauki i sztuki ludzkości.
Kieruję te słowa do was wszystkich, do ludów, które reprezentujecie, a w sposób szczególny do ludzi młodych. To właśnie nowe pokolenia najbaczniej przyglądają się naszym działaniom. Wspierając ich dążenia do sprawiedliwości, z wdzięcznością i szacunkiem przyzywam dla was wszystkich oraz dla waszych narodów obfitości błogosławieństwa Boga, wszechmogącego i miłosiernego Stwórcy.
Dziękuję!
[1] Konwencja dotycząca utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych dla Wychowania, Nauki i Kultury, podpisana w Londynie, dnia 16 listopada 1945 r., Dz.U. 1947 n. 46 poz. 242, s. 679.
[2] JAN XXIII, PAWEŁ VI, JAN PAWEŁ II, Encykliki, Warszawa 1981, n. 65 [w wyd. polskim].
[3] Dokumenty nauki społecznej Kościoła, cz. I, red. M. Radwan, L. Dyczewski, A. Stanowski, Rzym-Lublin 1987, s. 397.
[4] ŚW. JAN PAWEŁ II, W imię przyszłości kultury. Przemówienie w siedzibie UNESCO (2 czerwca 1980), n. 6: TENŻE, Nauczanie papieskie, t. III, 1, przyg. do druku E. Weron, A. Jaroch, Poznań-Warszawa 1985, s. 728. Por. ŚW. TOMASZ Z AKWINU, In Aristotelis Posteriora Analytica, 1.
[5] ŚW. JAN PAWEŁ II, W imię przyszłości kultury. Przemówienie w siedzibie UNESCO (2 czerwca 1980): TENŻE, Nauczanie papieskie, t. III, 1, s. 730-731.
[6] Konwencja dotycząca utworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych dla Wychowania, Nauki i Kultury, podpisana w Londynie, dnia 16 listopada 1945 r., Dz.U. 1947 n. 46 poz. 242, s. 678.
[7] Budujmy Kościół oparty na miłości Boga i będący znakiem jedności: „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 5 (472)/2025, s. 44.
