2009.04.15 – Rzym – Przesłanie Ojca Świętego na 900. rocznicę śmierci św. Anzelma

Kard. Giacomo Biffi
Wysłannik Specjalny na uroczystości
900-lecia śmierci św. Anzelma

W związku z tym, że jako mój legat czcigodny Brat weźmie udział w znakomitym mieście Aoście w obchodach 900-lecia śmierci św. Anzelma, która nastąpiła w Canterbury 21 kwietnia 1109 r., z radością powierzam Księdzu Kardynałowi moje specjalne przesłanie. Pragnę w nim zwrócić uwagę na główne cechy osobowości tego wielkiego mnicha, teologa i duszpasterza, którego dzieło pozostawiło głęboki ślad w dziejach Kościoła. Rocznica ta stanowi w istocie dobrą okazję do odnowienia pamięci o jednej z najbardziej światłych postaci w tradycji Kościoła oraz w historii myśli zachodnioeuropejskiej. Przykładne życie monastyczne Anzelma, jego oryginalna metoda rozważania tajemnicy chrześcijańskiej, przenikliwa doktryna teologiczna i filozoficzna, nauczanie o nienaruszalnej wartości sumienia oraz o wolności jako odpowiedzialnym opowiedzeniu się za prawdą i dobrem, jego pełna pasji działalność jako duszpasterza, poświęcającego wszystkie siły dla sprawy «wolności Kościoła», nieustannie budziły w przeszłości bardzo żywe zainteresowanie, które wspomnienie jego śmierci odnawia na różne sposoby i w różnych miejscach.

W upamiętnianiu Doctora magnificusa, jak nazywany jest św. Anzelm, w sposób szczególny wyróżnia się Kościół w Aoście, w której się urodził i która słusznie uważa go za swego najwybitniejszego syna. Także po tym, jak w młodości opuścił Aostę, na zawsze zachował w pamięci i sercu garść wspomnień, które powracały mu na myśl w ważniejszych chwilach życia. Wśród tych wspomnień szczególną wartość miał z pewnością obraz ukochanej matki oraz majestatycznych gór w jego rodzinnych stronach. Wysokie i stale pokryte śniegiem szczyty, które były dla niego wyobrażeniem — niejako urzekającym i sugestywnym symbolem — wzniosłości Boga. Anzelmowi, «chłopcu wychowanemu wśród gór» — jak go określa jego biograf Eadmer (Vita Sancti Anselmi, i, 2) — Bóg jawi się jako to, co przewyższa wszelką myśl: być może ten jego domysł miał związek z widokiem nieosiągalnych szczytów, na które patrzył od dzieciństwa. Już jako dziecko uważał bowiem, że aby spotkać Boga, trzeba «wejść na szczyt góry» (tamże). Rzeczywiście, coraz lepiej zdawał sobie sprawę, że Bóg znajduje się na niedosiężnej wysokości, ponad tym, co może osiągnąć człowiek, jako że Bóg jest ponad tym, co da się pomyśleć. Dlatego też wędrówka w poszukiwaniu Boga, przynajmniej na tej ziemi, nie zakończy się nigdy, zawsze będzie ideą i dążeniem, ściśle rozumową refleksją i błagalnym pytaniem serca.

Silne pragnienie wiedzy i wrodzona skłonność do jasności oraz logicznej ścisłości zawiodły Anzelma do ówczesnych szkół. W ten sposób dotarł do klasztoru Bec, gdzie mógł zaspokoić swoją pasję do dialektyki, a nade wszystko obudziło się w nim powołanie do życia zakonnego. Patrząc na lata życia zakonnego Anzelma, widzimy wiernego mnicha, «nieustannie zajętego jedynie Bogiem i dyscyplinami niebieskimi» — jak napisał jego biograf. Osiągnął on «takie wyżyny spekulacji metafizycznej, że otwartą przez Boga drogą potrafił przeniknąć, a przeniknąwszy wyjaśnić najtrudniejsze i wcześniej nie rozwiązane kwestie, dotyczące boskości Boga i naszej wiary, oraz wykazać za pomocą jasnych argumentów, iż to, co twierdził, należało do pewnej doktryny katolickiej» (Vita Sancti Anselmi, i, 7). Tymi słowami biograf opisuje metodę teologiczną św. Anzelma: myśl rodziła się u niego i rozjaśniała na modlitwie. On sam wyznał w jednym ze swych słynnych dzieł, że rozumienie wiary jest przybliżaniem się do upragnionej przez wszystkich wizji, którą mamy nadzieję cieszyć się na końcu naszej ziemskiej pielgrzymki:

«Quoniam inter fidem et speciem intellectum quem in hac vita capimus esse medium intelligo: quanto aliquis ad illum proficit, tanto eum propinquare speciei, ad quam omnes anhelamus, existimo» (Cur Deus homo, Commendatio).

Celem świętego było stworzenie wizji wewnętrznych powiązań logicznych misterium, postrzeganie «jasności prawdy», a zatem uchwycenie oczywistości «koniecznych racji», zawartych w misterium. Było to bez wątpienia śmiałe przedsięwzięcie, którego rezultaty dziś jeszcze analizują badacze myśli Anzelma. W istocie jego poszukiwanie zrozumienia (intellectus) w przestrzeni między wiarą (fides) a wizją (species) ma źródło w samej wierze i opiera się na ufności w rozum, przez który wiara jest w pewien sposób oświecana. Intencja Anzelma jest jasna: «wznieść się umysłem do kontemplacji Boga» (Proslogion, Proemium). Jego słowa wciąż dobrze określają cel wszelkich poszukiwań teologicznych:

«Nie usiłuję, Panie, przeniknąć Twojej głębi, gdyż w żadnym razie nie przyrównuję do niej mego intelektu; pragnę jednak do pewnego stopnia zrozumieć Twoją prawdę, w którą wierzy i którą kocha moje serce. Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał. (Non quaero intelligere ut credam, sed credo ut intelligam)» (Proslogion, 1).

Anzelm, przeor i opat Bec, miał też inne cechy, które pozwalają nakreślić lepiej jego profil. Uderza w nim przede wszystkim charyzmat, jaki go wyróżniał jako doświadczonego mistrza życia duchowego, znającego i mądrze ukazującego drogi do monastycznej doskonałości. Fascynuje również jego geniusz wychowawczy, którego wyrazem była metoda rozeznawania — nazywana przez niego via discretionis (Ep. 61), która jest po trosze stylem całego jego życia, stylem, w którym miłosierdzie łączy się z niezłomnością. Niezwykła była jego szczególna umiejętność wprowadzania uczniów w doświadczenie autentycznej modlitwy. Zwłaszcza dzięki jego Orationes sive Meditationes, o które często proszono i szeroko wykorzystywano, wiele współczesnych mu osób stało się «rozmodlonymi duszami». Podobnie inne jego dzieła wniosły cenny wkład w dorobek średniowiecza, dzięki któremu stało się ono okresem «myśli» i, możemy dodać, «sumienia». Wydaje się, że najbardziej autentyczny obraz Anzelma można znaleźć w Bec, gdzie przebywał trzydzieści lat i gdzie bardzo go kochano. Dzięki dojrzałości, jaką osiągnął w tym środowisku, które cechowała refleksyjność i modlitwa, mógł mówić później, gdy jako biskup przeżywał różne udręki: «Nie będę chował w sercu żadnej urazy do nikogo» (Ep. 321).

Będzie tęsknił za klasztorem do końca życia. Wyznał to wówczas, gdy sam bolejąc i napełniając bólem mnichów, musiał opuścić klasztor, by podjąć posługę biskupią, do której w swoim mniemaniu nie miał predyspozycji. «Wielu doskonale wie — napisał do papieża Urbana ii — jak wielki gwałt mi zadano i jak bardzo byłem niechętny i pełen oporu, gdy zatrzymano mnie w Anglii jako biskupa, jak powoływałem się na moją naturę, wiek, słabość, nieznajomość rzeczy, nie licujące z tym urzędem i stojące w niezgodzie z obowiązkami świeckimi, których nie mogę ścierpieć ani też wykonywać bez wystawienia na szwank zbawienia mej duszy» (Ep. 206). Tak natomiast zwierzał się mnichom: «Przez trzydzieści trzy lata żyłem jako mnich — trzy lata bez funkcji, piętnaście jako przeor i tyle samo jako opat — w taki sposób, że wszyscy dobrzy ludzie, którzy mnie znali, byli mi życzliwi, oczywiście nie z mojej zasługi, lecz dzięki Bożej łasce. Najbardziej życzliwi byli mi ci, którzy mnie znali bliżej, z którymi byłem w większej zażyłości» (Ep. 156). Dodawał: «Wielu z was przybyło do Bec… Wielu z was otaczałem tak czułą miłością i łagodnością, że każdy mógł mieć wrażenie, iż nikogo innego nie miłowałem w takiej samej mierze» (tamże).

Kiedy został mianowany arcybiskupem Canterbury, rozpoczął się trudniejszy okres w jego życiu. W całym blasku zajaśniało wówczas jego «umiłowanie prawdy» (Ep. 327), jego prawość, rygorystyczna wierność sumieniu, jego «biskupia wolność» (Ep. 206), jego «biskupia uczciwość» (Ep. 314), jego niestrudzone wysiłki, by uwolnić Kościół od doczesnych uwarunkowań i podporządkowania rachubom, które kłócą się z jego duchową naturą. Dobrym przykładem są tu słowa skierowane do króla Henryka i: «Odpowiadam, że tak na chrzcie, jak i podczas innych święceń ślubowałem wierność nie prawu czy zwyczajom waszego ojca czy arcybiskupa Lanfranca, lecz prawu Bożemu oraz wszystkim przyjętym święceniom» (Ep. 319). Do Anzelma jako prymasa Kościoła angielskiego odnosi się zasada: «Jestem chrześcijaninem, mnichem, biskupem: pragnę więc być wierny wszystkim, zgodnie ze zobowiązaniami, jakie mam wobec każdego» (Ep. 314). W tym duchu stwierdza bez wahania: «Wolę być w niezgodzie z ludźmi, niż będąc z nimi w zgodzie, popaść w niezgodę z Bogiem» (Ep. 314). Właśnie dlatego czuł się gotowy do złożenia najwyższej ofiary. «Nie lękam się przelania mojej krwi; nie lękam się żadnej rany cielesnej ani też utraty dóbr» (Ep. 311).

Wszystkie te racje pozwalają zrozumieć, dlaczego Anzelm jest wciąż postacią niezwykle aktualną i fascynującą i jak bardzo owocna może być ponowna lektura i publikacja jego pism, a także refleksja nad jego życiem. Uradowała mnie zatem wiadomość, że w Aoście z okazji 900-lecia śmierci świętego podjęto szczególnie trafne i mądre inicjatywy — zwłaszcza takie jak wydanie wszystkich jego dzieł — by nauczanie oraz przykład życia tego jej wybitnego syna były znane i miłowane. Tobie, mój czcigodny Bracie, powierzam misję, jaką jest przekazanie wiernym starożytnego i drogiego miasta Aosty wezwania, by z podziwem i miłością patrzyli na tego wielkiego rodaka, którego światło nadal jaśnieje w całym Kościele, a zwłaszcza tam, gdzie kultywuje się zamiłowanie do prawd wiary oraz do ich zgłębiania rozumem. Rzeczywiście u Anzelma łączą się w niezwykły sposób wiara i rozum, fides et ratio. W tym duchu za Twoim pośrednictwem z serca przesyłam bpowi Giuseppe Anfossiemu, duchowieństwu, zakonnikom i zakonnicom, wiernym Aosty oraz uczestnikom uroczystości ku czci Doctora magnificusa szczególne Błogosławieństwo Apostolskie, jako zadatek obfitych łask Bożych.

Watykan, 15 kwietnia 2009 r.