2013.09.10 – Rzym – Przemówienie w jezuickim ośrodku dla uchodźców

Ojciec Święty odwiedził po południu Ośrodek Astalli, znajdujący się przy via degli Astalli, w centrum Rzymu – wioską siedzibę powstałej w 1980 r. Jezuickiej Służby na rzecz Uchodźców (Jesuit Refugee Seruice). Wizyta u ludzi ubiegających się o azyl, przybyłych z różnych krajów świata, miała charakter prywatny, odbyła się bez udziału dziennikarzy. Franciszek przybył do stołówki Ośrodka podczas wydawania codziennego posiłku dla ponad 400 uchodźców. Następnie w pobliskim kościele Najświętszego Imienia Jezus – gdzie pochowani są założyciel Towarzystwa Jezusowego św. Ignacy Loyola i generał jezuitów O. Pedro Arrupe, twórca Jezuickiej Służby na rzecz Uchodźców, w której ramach w 1981 r. powstał Ośrodek Astalli – Papież spotkał się z uchodźcami goszczonymi w czterech jezuickich ośrodkach we Włoszech, z pracownikami ambulatorium i wolontariuszami. Poniżej zamieszczamy jego przemówienie.

Drodzy Bracia i Siostry, dobrego popołudnia!

Witam przede wszystkim was, uchodźców. Wysłuchaliśmy Adama i Carol – dziękuję za wasze mocne, bolesne świadectwa. Każdy z was, drodzy przyjaciele, ma za sobą jakąś historię życia, która mówi nam o dramatach wojennych, konfliktach, często związanych z polityką międzynarodową. Ale każdy z was reprezentuje przede wszystkim bogactwo ludzkie i religijne, bogactwo, które trzeba przyjąć, nie obawiać się go. Wielu z was jest muzułmanami, wyznawcami innych religii; przybywacie z różnych krajów, z różnych sytuacji. Nie powinniśmy obawiać się różnic! Braterstwo pozwala nam odkryć, że są one bogactwem, darem dla wszystkich! Żyjmy w braterstwie!

Rzym! Po Lampedusie i innych miejscach, do których przybywają, dla wielu osób nasze miasto jest drugim etapem. Często – jak słyszeliśmy – ta podjęta podróż jest trudna, wyczerpująca, także nacechowana przemocą, myślę zwłaszcza o kobietach, o mamach, które znoszą to wszystko, byle tylko zapewnić przyszłość swoim dzieciom i nadzieję na inne życie dla siebie i rodziny. Rzym powinien być miastem, które pozwala odnaleźć wymiar ludzki, znów zacząć się uśmiechać. Tymczasem jakże często tutaj, a także w innych miejscach wiele osób, które mają wpisane na swej karcie pobytowej: «ochrona międzynarodowa», zmuszonych jest żyć w sytuacjach niedostatku, niekiedy uwłaczających godności, nie mając możliwości rozpoczęcia godnego życia, myślenia o nowej przyszłości!

A zatem dziękuję wszystkim, którzy, jak ten Ośrodek oraz inne służby, kościelne, publiczne i prywatne, dokładają starań, by przyjmować te osoby, mając wobec nich jakiś plan. Dziękuję O. Giovanniemu i współbraciom; wam, pracownicy, wolontariusze, dobroczyńcy, którzy nie tylko coś dajecie albo poświęcacie czas, ale staracie się nawiązać relację z ubiegającymi się o azyl i uchodźcami, uznając ich za osoby, trudzicie się, by znaleźć sposoby konkretnego zaradzania ich potrzebom. Trzeba podtrzymywać zawsze żywą nadzieję! Pomagać w odzyskaniu zaufania! Pokazywać, że dzięki gościnności i braterstwu można otworzyć okno na przyszłość – bardziej niż okno drzwi, i jeszcze więcej – że można jeszcze mieć przyszłość! I jest to wspaniałe, że razem z jezuitami pracują na rzecz uchodźców chrześcijanie, a także niewierzący lub wyznawcy innych religii, zjednoczeni w imię wspólnego dobra, którym dla nas, chrześcijan, jest w szczególności miłość Ojca w Chrystusie Jezusie. Św. Ignacy Loyola pragnął, aby w pomieszczeniach, gdzie miał swoją siedzibę w Rzymie, było miejsce przeznaczone na przyjmowanie najuboższych, a O. Arrupe w 1981 r. utworzył Jezuicką Służbę na rzecz Uchodźców i postanowił, że rzymska siedziba będzie mieściła się w tych pomieszczeniach w sercu miasta. I myślę o pożegnaniu duchowym O. Arrupe w Tajlandii, właśnie w ośrodku dla uchodźców.

Służyć, towarzyszyć, bronić: te trzy słowa wyrażają program pracy jezuitów i ich współpracowników.

Służyć. Co to znaczy? Służyć znaczy przyjąć osobę, która przybywa, z należytą uwagą; znaczy pochylić się nad tym, kto jest w potrzebie, i wyciągnąć do niego rękę, bez kalkulacji, bez obawy, z czułością i zrozumieniem, tak jak Jezus pochylił się, aby umyć nogi apostołom. Służyć oznacza pracować u boku osób najbardziej potrzebujących, przede wszystkim nawiązywać z nimi ludzkie relacje, bliskości, więzy solidarności. Solidarność – tego słowa obawiają się ludzie w rozwiniętym świecie. Starają się go nie wypowiadać. Solidarność jest dla nich niemal brzydkim słowem. Ale jest to nasze słowo! Służyć oznacza uznać i przyjąć wymogi sprawiedliwości, nadziei, i razem szukać dróg, konkretnych dróg wyzwolenia.

Biedni są także szczególnymi nauczycielami dla nas w poznawaniu Boga; ich słabość i prostota demaskują nasze egoizmy, nasze fałszywe pewniki, nasze pretensje do samowystarczalności, i prowadzą nas do doświadczenia bliskości i czułości Boga, do przyjęcia w naszym życiu Jego miłości, Jego miłosierdzia Ojca, który z delikatnością i cierpliwą ufnością troszczy się o nas, o nas wszystkich.

Chciałbym zatem, aby z tego miejsca gościnności, spotkania i służby rozległo się pytanie do wszystkich, do wszystkich osób, mieszkających tutaj, w tej diecezji Rzymu: czy pochylam się nad tym, kto znajduje się w trudnej sytuacji, czy też boję się zbrudzić sobie ręce? Czy jestem zamknięty w sobie, w swoich sprawach, czy też dostrzegam tego, kto potrzebuje pomocy? Czy służę tylko samemu sobie, czy potrafię służyć innym, tak jak Chrystus, który przyszedł, żeby służyć, aż po oddanie swojego życia?

Czy patrzę w oczy tym, którzy proszą o sprawiedliwość, czy odwracam wzrok w inną stronę, żeby nie patrzeć w oczy?

Drugie słowo: towarzyszyć. W tych latach Ośrodek Astalli rozwinął się. Na początku świadczył posługi pierwszego przyjęcia, jak stołówka, nocleg, pomoc prawna. Później nauczył się pomagać ludziom w znalezieniu pracy i integracji społecznej. A następnie organizował także działalność kulturalną, aby przyczynić się do rozwijania kultury przyjmowania, kultury spotkania i solidarności, poczynając od ochrony praw człowieka. Samo przyjęcie nie wystarczy. Nie wystarczy dać kanapkę, jeżeli nie towarzyszy temu danie możliwości, by nauczyć się stawać na własnych nogach. Działalność charytatywna, która pozostawia ubogiego takim, jaki jest, nie jest wystarczająca. Prawdziwe miłosierdzie, to, którym darzy nas Bóg i którego nas uczy, wymaga sprawiedliwości, wymaga, aby ubogi znalazł drogę do wyjścia z tego ubóstwa. Wymaga – i domaga się tego od nas, Kościoła, od nas, miasta Rzymu, od instytucji – wymaga tego, aby nikt nie musiał już potrzebować jadłodajni, prowizorycznego schronienia, posługi pomocy prawnej, aby było uznane jego prawo do życia i do pracy, do bycia w pełni osobą. Adam powiedział: «My uchodźcy mamy obowiązek dokładać wszelkich starań, aby zintegrować się we Włoszech». I to jest prawo: integracja! A Carol powiedziała: «Syryjczycy w Europie poczuwają się do wielkiej odpowiedzialności za to, żeby nie być ciężarem, chcemy mieć poczucie, że jesteśmy aktywną częścią nowego społeczeństwa». Także to jest prawem! Otóż ta odpowiedzialność to podstawa etyczna, to siła pozwalająca budować razem. Pytam się: czy towarzyszymy na tej drodze?

Trzecie słowo: bronić. Służyć, towarzyszyć oznacza także bronić, oznacza stawać po stronie słabszego. Ileż razy podnosimy głos, by bronić własnych praw, a jakże często jesteśmy obojętni na prawa innych! Jakże często nie potrafimy albo nie chcemy wypowiedzieć się w obronie tego, kto – tak jak wy – cierpiał i cierpi, kto widział, że są deptane jego prawa, kto doświadczył tak wiele przemocy, że stłumił nawet pragnienie zyskania sprawiedliwości!

Dla całego Kościoła jest ważne, aby przyjmowanie ubogiego i szerzenie sprawiedliwości nie były powierzane jedynie «specjalistom», ale by miało to na uwadze całe duszpasterstwo, by uwzględniała to formacja przyszłych kapłanów i zakonników, by stanowiło zwykłą powinność wszystkich parafii, ruchów i stowarzyszeń kościelnych. W szczególności – i to jest ważne, a mówię to z serca – chciałbym zachęcić także instytuty zakonne do odczytywania poważnie i w sposób odpowiedzialny tego znaku czasów. Pan wzywa, aby z większą odwagą i wielkodusznością przeżywać gościnność we wspólnotach, w domach, w pustych klasztorach. Drodzy zakonnicy i zakonnice, puste klasztory nie służą Kościołowi do tego, aby je przekształcać na hotele i zarabiać pieniądze. Puste klasztory nie są wasze, są dla ciała Chrystusa, którym są uchodźcy. Pan nawołuje do przeżywania z większą odwagą i wielkodusznością gościnności we wspólnotach, w domach, w pustych klasztorach. Oczywiście nie jest to proste, potrzebne są rozwaga, odpowiedzialność, a także odwaga. Robimy wiele, być może jesteśmy powołani do tego, aby robić więcej, przyjmując i dzieląc się zdecydowanie tym, co dała nam Opatrzność, aby służyć.

Należy przezwyciężyć pokusę życia duchem świata, aby być blisko osób prostych, a zwłaszcza ostatnich. Potrzebujemy wspólnot solidarnych, które by żyły miłością w sposób konkretny!

Każdego dnia tutaj i w innych ośrodkach tak wiele osób, przeważnie młodych, ustawia się w kolejce po ciepły posiłek. Te osoby przypominają nam o cierpieniach i dramatach ludzkości. Ale ta kolejka mówi nam także, że wszyscy możemy coś zrobić, teraz. Wystarczy zapukać do drzwi i spróbować powiedzieć: «Jestem. W jaki sposób mogę pomóc?»

Na zakończenie wizyty, przed pożegnaniem się z obecnymi, Papież powiedział:

Dziękuję wam za przyjęcie w tym Domu. Dziękuję! Dziękuję za świadectwo dziękuję za pomoc, dziękuję za wasze modlitwy, dziękuję za pragnienie, za chęć rozwijania się, walki i podążania naprzód. Dziękuję za obronę waszej, naszej godności ludzkiej. Bardzo dziękuję. Niech Bóg wszystkich was błogosławi!