2015.05.16 – Watykan – Spotkanie z zakonnicami i zakonnikami diecezji rzymskiej

[W sobotę, 16 maja na Watykanie miało miejsce spotkanie osób konsekrowanych Diecezji rzymskiej, zorganizowane w ramach Roku życia konsekrowanego przez Kard. Vallini, Wikariusza Rzymu. W spotkaniu wziął udział Ojciec Święty Franciszek, który odpowiadał na pytania konsekrowanych. Poniżej dajemy polski przekład włoskiego tekstu tych odpowiedzi, który ukazał się na stronie internetowej Watykanu. Tekst zachował charakter kolokwialny].

Pierwsze pytanie (S. Fulvia Sieni, Augustynka z Klasztory Santi Quattro Coronati)

Klasztory kontemplacyjne żyją w delikatnej równowadze między ukryciem i byciem widzialnym, między klauzurą i zaangażowaniem w życie diecezjalne, w modlitewnym milczeniu i słowie, które głosi. W jaki sposób klasztor usytuowany w mieście może ubogacać i pozwolić się ubogacić życiem duchowym Diecezji i innych form życia konsekrowanego, pozostając solidnie zakorzenionym w swych prerogatywach monastycznym?

Pierwsza odpowiedź Ojca Świętego

Mówi Siostra o delikatnej równowadze między ukryciem a byciem widzialnym. Powiedziałbym więcej: o napięciu między ukryciem i byciem widzialnym. Powołanie mnisze jest właśnie tym napięciem, napięciem w znaczeniu dynamicznym, napięciem wierności. Równowagę można zrozumieć jako „równoważenie, balansowanie: trochę tutaj, trochę tam…”. Natomiast napięcie (tensione) jest powołaniem Bożym do życia ukrytego i powołaniem Bożym do tego, by stawać się widocznym w pewien sposób. Ale jaka powinna być ta „widzialność” i jakie powinno być życie ukryte? To jest właśnie to napięcie, którym żyjecie w waszej duszy. To jest wasze powołanie: jesteście kobietami „w napięciu” (in tensione): w napięciu miedzy tą postawą poszukiwania Pana i ukrycia w Panu, i w powołaniu do bycia znakiem. Mury klasztorne nie wystarczają, aby być znakiem. Otrzymałem, 6-7 miesięcy temu list od pewnej siostry z klauzury, która zaczęła pracować z biednymi na furcie; potem poszła dalej i dalej i na koniec powiedziała: „moją klauzurą jest świat”. A ja jej odpowiedziałem: „ Powiedz mi, Droga Siostro, czy masz przenośną kratę?”. To jest błąd.

Innym błędem jest nie chcieć nic słyszeć, ani widzieć. „Ojcze, czy wiadomości mogą wchodzić do klasztoru?” Powinny! Ale nie wiadomości pochodzące z – powiedzmy – mediów „rozgadanych” (plotkarskich); lecz wiadomości o tym, co dzieje się w świecie, wiadomości, na przykład o wojnach, chorobach, o tym, jak ludzie cierpią! Także i w godzinach kontemplacji, milczenia… Niektóre klasztory mają sekretarkę telefoniczną. Ludzie telefonują i proszą o modlitwę w różnych sprawach; taki połączenie ze światem jest ważne! W innych klasztorach ogląda się wiadomości telewizyjne; nie wiem, to już każdy klasztor dokonuje rozeznania, według swej reguły. Do innych jeszcze przychodzą gazety, które się czyta; w innych klasztorach nawiązuje się kontakt w inny sposób. Ale zawsze jest ważna łączność ze światem, aby wiedzieć o tym, co się dzieje. Dlatego, że wasze powołanie nie jest ucieczką; jest właśnie pójściem na front, jest walką, jest pukaniem do Serca Pana w intencji tego miasta. Jesteście jak Mojżesz, który wznosił ręce ku górze, modląc się, podczas gdy naród walczył (por. W 17,8-13).

Tak wiele łask przychodzi od Pana w tym napięciu między życiem ukrytym, modlitwą i słuchaniem wiadomości, które przynoszą ludzie. Roztropność i rozeznanie pozwolą wam zrozumieć ile czasu trzeba poświęcić na jedną i ile na drugą sprawę. Są klasztory klauzurowe, które poświęcają pół godziny dziennie, godzinę na to, aby nakarmić tych, którzy o to proszą i to nie jest przeciwne ukryciu w Bogu. Jest to to służbą; jest jak uśmiech. Uśmiech mniszek, które otwierają serce! Ten uśmiech mniszek syci przychodzących ludzi bardziej niż chleb! W tym tygodniu to jest twoja kolei, aby karmić ubogich, którzy przychodzą prosić o kanapkę. To, czy coś innego: w tym tygodniu to twoja kolej, aby uśmiechać się do potrzebujących! Nie zapominajcie o tym. Siostrze, która nie umie się uśmiechać jest czegoś brak.

W klasztorze są problemy, walki – jak w każdej rodzinie – małe wojny, trochę zazdrości, to, czy coś innego… I to pozwala nam zrozumieć, jak bardzo cierpią ludzie w rodzinach, walki w rodzinach, kiedy kłócą się mąż z żoną, gdy są zazdrości; gdy dochodzi w rodzinie do separacji… Wtedy, gdy wy doświadczacie próby takiego rodzaju – zawsze bowiem zdarzają się takie rzeczy – trzeba poczuć, że to nie jest właściwa droga i ofiarować (tę próbę) Panu, szukając drogi pokoju w klasztorze, aby Pan Bóg czynił pokój w rodzinach, wśród ludzi.

„Proszę mi powiedzieć, Ojcze, czytamy często, że w świecie, w mieście jest korupcja; także i w klasztorach może być korupcja?”. Tak, wtedy gdy traci się pamięć! Kiedy się traci pamięć! Pamięć o powołaniu, o pierwszym spotkaniu z Bogiem, o charyzmacie, na którym powstał wasz klasztor. Kiedy traci się tę pamięć, i dusza staje się światowa, myśli o rzeczach tego świata, traci się zapał do modlitwy wstawienniczej za ludzi. „Powiedziałaś piękne, piękne słowa: „Klasztor jest w mieście, Bóg jest w mieście i my słyszymy szum, głosy miasta”. Ten szum, który jest szumem życia, szumem problemów, szumem tak wielu ludzi idących do pracy lub wracających z pracy; którzy myślą o tych czy innych sprawach, którzy kochają….; te wszystkie szumy i odgłosy powinny kierować nas ku zmaganiu się z Bogiem z tą odwagą, którą posiadał Mojżesz. Pamiętasz, jak Mojżesz był smutny, ponieważ lud szedł niewłaściwą drogą. Pan Bóg stracił cierpliwość i powiedział Mojżeszowi: „Zniszczę ten lud! Ale ty bądź spokojny, postawię cię na czele innego ludu”. Co odpowiedział Mojżesz? Co powiedział? “Nie! Jeśli ty zniszczysz ten naród, zniszcz również i mnie!” (por. W 32, 9-14). Tym związkiem z twoim ludem jest miasto. Trzeba powiedzieć Panu: “ To jest moje miasto, to jest mój lud. To są moje siostry i moi bracia”. To oznacza też dać życie za naród. I ta delikatna równowaga, delikatne napięcie oznacza to wszystko.

Nie wiem jak wy, Augustynianki z Czterech Świętych to robicie: czy macie możliwość przyjmowania osób w rozmównicy… Ile macie krat? Cztery czy pięć? A może nie ma już kraty… To prawda, że można zsunąć się w wiele nieroztropności, poświęcić zbyt wiele czasu na rozmawianie – Święta Teresa powiedziała wiele na ten temat – ale ludziom jest bardzo potrzebne, aby widzieli waszą radość, obietnicę modlitwy, modlitwy wstawienniczej! A wy po półgodzinnej pogawędce wracajcie do Pana. Jest to bardzo ważne, bardzo ważne! Ponieważ klauzura zawsze potrzebuje tej ludzkiej więzi. To jest bardzo ważne.

Ostatnie pytanie jest następujące: w jaki sposób klasztor może ubogacić i ubogacić się życiem duchowym diecezji i innych form życia konsekrowanego, pozostając solidnie zakorzenionym w swych monastycznych prerogatywach? Tak, diecezja: modląc się za biskupa, biskupów pomocniczych i za księży. Wszędzie są dobrzy spowiednicy! Są też i nie bardzo dobrzy… Ale są również dobrzy! Wiem, że są kapłani, którzy idą do klasztorów, aby posłuchać tego, co mówi im mniszka, i czynicie tym wiele dobra kapłanom. Módlcie się za kapłanów. W tej delikatnej równowadze, w tym delikatnym napięciu jest też miejsce na modlitwę za kapłanów. Pomyślcie o świętej Teresie od Dzieciątka Jezus…

Módlcie się za kapłanów, ale słuchajcie też kapłanów; słuchajcie ich kiedy przychodzą do waszych rozmównic. Słuchajcie. Znam wielu kapłanów, którzy – pozwólcie mi wyrazić to tak – dają upust swym problemom rozmawiając z mniszkami z klauzury. Uśmiech, dobre słowo, pewność, że siostra modli się za niego, odnawia ich i wracają do parafii szczęśliwi. Nie wiem czy odpowiedziałem…..

 

Drugie pytanie (Iwona Langa, Ordo virginum, Dom-rodzinny Ain Karim)

Małżeństwo i chrześcijańskie dziewictwo są dwoma sposobami realizowania powołania do miłości. Wierność, wytrwałość, niepodzielność serca, są zadaniami i wyzwaniami zarówno dla chrześcijańskich małżonków jak i dla osób konsekrowanych: w jaki sposób mogą oświetlać drogę jedni drugim i jedni dla drugich, aby iść wspólnie drogą ku Królestwu?

Druga odpowiedź

Tak jak pierwsza siostra, Siostra Fulvia Sieni, była, powiedzmy “w więzieniu”, ta druga siostra jest….”na ulicy”. Obie niosą słowo Boże miastu. Siostra zadała piękne pytanie: „Czy miłość w małżeństwie i miłość w życiu konsekrowanym jest tą samą miłością”? Czy ma te samą jakość wytrwałości, wierności, zjednoczenia, serca? Czy są zobowiązania i wyzwania? To dlatego konsekrowane mówią o sobie, że są oblubienicami Pana. Poślubiają Pana. Miałem wuja, którego córka wstąpiła do klasztoru i mówił: „ Teraz jestem szwagrem Pana Jezusa! Moja córka poślubiła Pana”. Istnieje w konsekracji żeńskiej ten wymiar oblubieńczy. W konsekracji mężczyzn także: o biskupie mówi się, że jest „oblubieńcem Kościoła”, ponieważ jest na miejsce Jezusa, oblubieńca Kościoła. Ale ten wymiar żeński – wychodzę teraz poza siostry pytanie – dla kobiet jest bardzo ważny. Siostry są ikoną Kościoła i Maryi. Nie zapominajcie, że Kościół jest rodzaju żeńskiego (w językach wywodzących się z łaciny –dop. tł.): nie jest tym Kościołem (il) ale (la). I dlatego Kościół jest oblubienicą Jezusa. Często o tym zapominamy; i zapominamy o macierzyńskiej miłości siostry zakonnej, ponieważ macierzyńska jest miłość Kościoła; macierzyńska miłość siostry, ponieważ macierzyńska jest miłość Matki Bożej. Wierność, wyraz miłości konsekrowanej kobiety, powinien, ale nie jako obowiązek, ale w sposób naturalny, odzwierciedlać wierność, miłość, czułość Matki Kościoła i Matki Maryi. Kobieta, która nie wchodzi, aby być konsekrowaną na tę drogę, popełnia błąd. Macierzyństwo kobiety konsekrowanej! Pomyślmy o tym. Tak jak macierzyńska jest Matka Boża, i jak macierzyński jest Kościół.

Pytałaś: w jaki sposób mamy oświecać drogę jedni drugim, jedni dla drugich i iść ku Królestwu? Miłość Maryi i miłość Kościoła jest miłością konkretną! To właśnie konkretność jest cechą macierzyństwa kobiet, sióstr. Miłość konkretna. Kiedy zakonnica zaczyna mieć idee, zbyt wiele idei, zbyt dużo idei…. Ale co robiła święta Teresa? Jaką radę dała święta Teresa wielka przełożonej? “ Daj jej do zjedzenia befsztyk, a potem porozmawiamy”. Spraw, aby zeszła do konkretu. Konkretność. A konkretność miłości jest bardzo trudna. Jest bardzo trudna! I tym bardziej, gdy żyje się we wspólnocie, ponieważ wszyscy znamy problemy wspólnoty: zazdrości, gadulstwo; że ta przełożona to jest taka, a tamta to taka… Są to rzeczy konkretne, ale nie są dobre! Konkretność dobra, miłości, która przebacza wszystko! Jeśli musisz powiedzieć prawdę, powiedź ją w twarz, ale z miłością; módl się przedtem niż zwrócisz uwagę, a potem proś Boga, aby szła naprzód z wymówką. To jest miłość konkretna! Siostra zakonna nie może pozwolić sobie na miłość w chmurach; nie, miłość jest konkretna.

I jaka jest ta konkretność kobiety konsekrowanej? Jaka jest? Możesz odnaleźć ją w dwóch fragmentach Ewangelii. W Błogosławieństwach: mówią ci, co powinnaś robić. Jezus, program Jezusa jest konkretny. Wiele razy myślałem, że Błogosławieństwa są pierwszą Encykliką Kościoła. To prawda, bo cały program jest w nich. Następnie tę konkretność znajdziesz w protokole, według którego wszyscy będziemy osądzeni: Mateusz 25. Konkretność kobiety konsekrowanej jest właśnie tam. Z tymi dwoma fragmentami możesz przeżyć całe życie konsekrowane; z tymi dwiema regułami, z tymi dwiema rzeczami konkretnymi i czyniąc rzeczy konkretne. Czyniąc rzeczy konkretne możesz osiągnąć wysokość stopień świętości i wielkiej modlitwy. Ale potrzebny jest konkret: miłość konkretna!

Wasza kobieca miłość jest konkretną miłością macierzyńską. Mamusia nigdy nie mówi źle o dzieciach. Jeśli ty jesteś siostrą we wspólnocie albo we wspólnocie świeckiej, masz tę macierzyńską konsekrację i nie godzi się mówić źle o innych siostrach! Nie. Trzeba zawsze usprawiedliwiać, tłumaczyć, zawsze! Piękny jest ten fragment autobiografii św. Teresy od Dzieciątka Jezus, kiedy spotykała się z siostrą, która jej nienawidziła. Co robiła? Uśmiechała się i szła dalej. Uśmiech miłości. A co robiła, kiedy musiała towarzyszyć tej siostrze, która była zawsze niezadowolona, ponieważ utykała na obie nogi i była, biedactwo, chora: co robiła? Zachowywała się jeszcze lepiej! Starała się prowadzić ją dobrze, potem kroiła jej chleb, i inne posługi. Nigdy żadnej krytyki po cichu! Niszczy ona macierzyńskość. Mamusia która krytykuje, mówi źle o swych dzieciach, nie jest matką! Myślę, że mówi się o takiej „matrigna” (macocha)… Nie jest matką. Powiem ci tak: miłość, także małżeńska, ma jako wzór macierzyńskość Kościoła – jest konkretnością. Konkretnością. Zachęcam was do takiego ćwiczenia: czytajcie często Błogosławieństwa i czytajcie często Mateusza rozdz. 25, protokoł Sądu. To zrobi nam dobrze, jeśli chodzi o konkret Ewangelii. Nie wiem, skończymy na tym?

 

Trzecie pytanie (O. Gaetano Saracino, Misjonarz Skalabrinianin, Proboszcz Najśw. Zbawiciela)

W jaki sposób można byłoby połączyć razem i sprawić, aby owocowały dary, jakie mają różne charyzmaty w tym Kościele lokalnym, tak ubogaconym talentami? Czasem trudne jest porozumienie w ramach różnych dróg, jesteśmy niezdolni do tego, aby połączyć siły między zgromadzeniami, parafiami i innymi organizmami duszpasterskimi, stowarzyszeniami i ruchami świeckimi, tak jakbyśmy konkurowali między sobą, zamiast dzielić się w ramach naszej posługi. Czasem też, my, konsekrowani, czujemy się jak „zapchajdziury”. Jak „iść razem”?    

Trzecia odpowiedź

Byłem w tej parafii i wiem co robi ten rewolucyjny ksiądz: pracuje dobrze! Pracuje dobrze! Zacząłeś mówić o świętowaniu. Jest to jedna z rzeczy, o której my, chrześcijanie zapominamy: święto. Ale święto jest kategorią teologiczną, istnieje też w Biblii. Kiedy wrócicie do domu weźcie do ręki Deuteronomium 26. Tam Mojżesz, w imię Pana, mówi o tym, co powinni robić rolnicy każdego roku: przynieść pierwsze plony do świątyni. Mówi tak: “ Idź do świątyni, zanieś kosz z pierwszymi owocami, aby ofiarować je Panu jako podziękowanie” A potem? Najpierw przypomina. I wygłasza małe credo: „Mój ojciec był Aramejczykiem, wędrownym; Bóg go powołał; byliśmy niewolnikami w Egipcie, ale Pan nas uwolnił i dał nam tę ziemię….” (por. Dt 26, 5-9). Najpierw: pamięć. Potem – daj kosz osobie wskazanej, Po trzecie – dziękuj Panu. Po czwarte, wracaj do domu i świętuj. Świętuj i zaproś tych, którzy nie mają rodziny, zaproś niewolników, zaproś tych, którzy nie są wolni, zaproś sąsiadów…Święto jest kategorią biblijną życia. I nie można żyć życiem konsekrowanym bez tego świątecznego wymiaru. Świętuje się! Ale świętować to nie oznacza robić hałas, zgiełk… Świętować to znaczy robić to, co jest w cytowanym przeze mnie fragmencie. Pamiętajcie: Deuteronomium 26. Jest wreszcie na koniec modlitwa: to jest radość we wspominaniu tego wszystkiego co Pan dla nas uczynił; tego wszystkiego czym nas obdarował, nawet tym owocem, nad którym ja sam pracowałem i dziś świętuję. We wspólnocie, także i w parafiach, jak w twoim przypadku, gdzie nie świętuje się – brakuje czegoś. Zbyt dużo sztywności: „ Dobrze ci zrobi dyscyplina”. Wszystko uregulowane: dzieci przystępujące do Komunii, pięknie, uczy się katechizmu…. Ale brak czegoś: brak hałasu, wrzawy, brak świętowania! Brak świętującego serca w tej wspólnocie. Święto. Niektórzy autorzy duchowni mówią, że także Eucharystia, celebracja eucharystyczna jest świętem: tak, istnie wymiar świąteczny we wspominaniu śmierci i zmartwychwstania Pana. Nie chciałem tego pominąć, nie było tego co prawda w twoim pytaniu, ale w twojej refleksji wewnętrznej.

Mówisz też o konkurencyjności między parafiami czy zgromadzeniami… Jedną z najtrudniejszych rzeczy dla biskupa jest uzyskanie harmonii w diecezji! Mówisz: „Dla biskupa zakonnicy są zapchajdziurami?”. Być może czasem… Ale ja chciałbym zadać ci pytanie: kiedy zrobimy cię biskupem na przykład – postaw się w miejscu biskupa – masz parafię z dobrym proboszczem zakonnikiem; trzy lata potem przychodzi prowincjał i mówi ci: „ Zmieniam go i przyślę ci drugiego” . Biskupi także cierpią z powodu takich postaw. Często, choć nie zawsze, ponieważ są zakonnicy, którzy dialogują z biskupem. „Mieliśmy kapitułę i kapituła tak zdecydowała…” Tak wielu zakonników i zakonnic spędza życie jeśli nie na kapitułach to na…. Ale zawsze tak! Pozwalam sobie o tym mówić, ponieważ jestem biskupem i zakonnikiem. I rozumiem obie strony, rozumiem problemy. To prawda: jedność między różnymi charyzmatami, jedność kapłanów, jedność z biskupem… I nie łatwo to znaleźć; każdy ciągnie we własną stronę, nie mówię, że zawsze, ale taka jest ludzka tendencja… I trochę grzechu stoi za tym. To dlatego Kościół w tym momencie myśli o tym, aby stary dokument o relacjach między biskupem i zakonnikiem na nowo opracować. To Synod w 1994 prosił, aby zreformować Mutuae relationes (14 maja 1978). Minęło tyle lat i nie zostało to zrobione. Nie są sprawą prostą relacje miedzy zakonnikami i biskupami, z diecezją, albo z kapłanami nie zakonnikami. Trzeba jednak zaangażować się we wspólną pracę. W prefekturze tak, jak się pracuje na tym terenie, ale wszyscy razem. Tak jest w kościele. Biskup nie powinien używać zakonników jako zapchajdziury, ale zakonnicy nie powinni uważać biskupa, jakby był właścicielem firmy, która daje pracę. Nie wiem… Ale chciałbym wrócić do pierwszej sprawy: świętowanie. Tam gdzie jest wspólnota bez nadmiernych interesów własnych, zawsze jest w niej duch świeta. Widziałem twoją parafię i jest to prawdą. Umiesz to robić! Dziękuję.

Czwarte pytanie (O. Gaetano Greco, Tercjarz Kapucyn M.B. Bolesnej, Kapelan Więzienia dla Nieletnich w Casal del Marmo)

Życie konsekrowane jest darem Bożym dla Kościoła, jest darem Boga dla swego ludu. Nie zawsze jednak docenia się i dowartościowuje ten dar w jego tożsamości i specyfice. Często wspólnoty, zwłaszcza żeńskie, w naszym Kościele lokalnym mają trudności w znalezieniu solidnych osób towarzyszących (mężczyzn i kobiety), formatorów, kierowników duchowych, spowiedników. Jak odkryć na nowo to bogactwo? Życie konsekrowane w 80% ma oblicze żeńskie. Jak byłoby możliwe dowartościowanie obecności kobiety, a szczególnie kobiety konsekrowanej w Kościele?

Czwarta odpowiedź

Ojciec Kajetan w swej refleksji, opowiadając swoją historię, mówił o “zastępstwie 2-3 tygodniowym”, które miał w więzieniu dla nieletnich. I pozostał przez 45 lat, jak mi wydaje. Ze względu na posłuszeństwo. „Twoje miejsce jest tam”, powiedział przełożony. I z ciężkim sercem posłuchał. Potem zrozumiał, że ten akt posłuszeństwa, to, o co prosił go przełożony było wolą Boga.

Pozwolę sobie, przed odpowiedzią na zadane pytanie, powiedzieć kilka słów na temat posłuszeństwa. Kiedy Paweł mówi o tajemnicy Jezusa Chrystusa używa tego słowa; kiedy mówi o owocności Jezusa Chrystusa używa tego słowa: „ Stał się posłuszny aż do śmierci a to śmierci krzyżowej” (por. Flp 2,8). Upokorzył sam siebie. Był posłuszny. Tajemnica Chrystusa to jest tajemnica posłuszeństwa, a posłuszeństwo jest owocne. Jest prawdą, że jak każda cnota, każde miejsce teologiczne, może stać się postawą dyscyplinarną. Ale posłuszeństwo w życiu konsekrowanym jest tajemnicą. I tak, jak powiedziałem, że kobieta konsekrowana jest ikoną Maryi i Kościoła, możemy powiedzieć, że posłuszeństwo jest drogą Jezusa. Kiedy Jezus wcielił się z posłuszeństwa, stał się człowiekiem z posłuszeństwa, aż do krzyża i śmierci. Nie można zrozumieć tajemnicy posłuszeństwa inaczej niż w świetle tej Chrystusowej drogi. Tajemnica posłuszeństwa to być podobnym do Jezusa na drodze, którą on szedł. I wtedy widać owoce. Dziękuję O. Kajetanowi za jego świadectwo, ponieważ mówi się wiele słów o posłuszeństwie – uprzedzający je dialog, wszystkie te rzeczy dobre, a nie złe – ale czym jest posłuszeństwo? Idźcie do Pawłowego Listu do Filipian, do rozdziału 2: to jest tajemnica Jezusa. Tylko tam możemy zrozumieć Jezusa. Nie na kapitułach generalnych czy prowincjalnych: tam można pogłębić, ale zrozumieć można tylko w tajemnicy Jezusa.

A teraz przechodzimy do pytania: życie konsekrowane jest darem, darem Boga dla Kościoła. To prawda. Jest darem Bożym. Mówicie o proroctwie: jest to dar prorocki. To Bóg jest obecny, Bóg który pragnie być obecny poprzez dar: wybiera mężczyzn i kobiety, ale jest darem, darem darmo danym. Powołanie jest także darem, nie jest naborem ludzi, którzy chcą wybrać tę drogę. Nie. Jest to dar dany sercu danej osoby; dar dla zgromadzenia; bo i to zgromadzenie jest darem. Nie zawsze jednak ten dar jest doceniany i dowartościowany w swej tożsamości i specyfice. To prawda. Istnieje pokusa, aby postrzegać konsekrowanych tak, jakby byli wszyscy tym samym. W czasie Vaticanum II powstała taka propozycja, aby zebrać w jedno wszystkich konsekrowanych. Nie. Jest to dar mający szczególną tożsamość, który przychodzi przez charyzmatyczny dar, jaki Bóg czyni mężczyźnie czy kobiecie, aby założyła rodzinę zakonną. Potem taki problem: jak towarzyszyć zakonnikom. Często wspólnoty szczególnie żeńskie mają w naszym Kościele lokalnym trudności w znalezieniu poważnych osób towarzyszących (mężczyzn i kobiet), formatorów, ojców duchownych czy spowiedników. Albo dlatego, że tamci nie rozumieją czym jest życie konsekrowane, albo dlatego że chcą wejść w charyzmat i dać interpretacje, które wywołują cierpienie w sercu danej siostry… Mówimy o siostrach, które mają trudności, ale także i mężczyźni mają trudności. I towarzyszenie nie jest sprawą łatwą. Nie jest rzeczą łatwą znalezienie spowiednika, ojca duchownego. Nie łatwe jest znalezienie mężczyzny z prawymi intencjami i tak, aby kierownictwo duchowe czy spowiedź nie była fajną pogawędką między przyjaciółmi, bez pogłębienia. Bądź też są sztywni, którzy nie rozumieją, gdzie jest problem, ponieważ nie rozumieją życia zakonnego… W diecezji, którą miałem, mówiłem siostrom, które przychodziły z prośbą o radę: „Powiedź mi, w twojej wspólnocie albo w twoim zgromadzeniu nie ma mądrej siostry, albo siostry która żyje charyzmatem i ma doświadczenie? Poproś ją o kierownictwo duchowe.” „Ale to kobieta!” “ Jest to przecież charyzmat świeckich!”. Kierownictwo duchowe nie jest wyłącznym charyzmatem prezbiterów: jest charyzmatem świeckich! W monastycyzmie pierwotnym to świeccy byli wielkimi kierownikami. Czytam teraz doktrynę, właśnie na temat posłuszeństwa, św. Sylwana, Mnicha z Góry Athos. Był cieślą, pracował jako cieśla, potem jako ekonom, ale nie był nawet diakonem; był natomiast wielkim kierownikiem duchowym! Jest to charyzmat świeckich. A przełożeni, gdy widzą, że któryś z mężczyzn lub kobiet w tym zgromadzeniu albo w prowincji ma charyzmat kierownictwa duchowego, powinni pomóc im w formacji do tej posługi. Nie jest ona łatwa. Czym innym jest być kierownikiem duchowym, a czym innym spowiednikiem. Idę do spowiednika, mówię o moich grzechach, otrzymuje cięgi; potem mnie rozgrzesza. To wszystko i naprzód. Ale kierownikowi duchowemu muszę powiedzieć co dzieje się w moim sercu. Rachunek sumienia przed spowiedzią jest inny niż przez spotkaniem z kierownikiem duchowym. Przed spowiedzią powinieneś przypomnieć swe braki, kiedy straciłeś cierpliwość, czy miałeś momenty pożądania: rzeczy konkretne, te, które są grzeszne. Ale przed spotkaniem z kierownikiem duchowym musisz zrobić rachunek sumienia z tego, co działo się w twoim sercu; poruszenia ducha, czy przeżywałem smutek, czy doznałem pocieszenia, czy jestem zmęczony, dlaczego jestem smutny: ileż jest spraw, o których powinno się rozmawiać z kierownikiem lub kierowniczką duchowną. Tak wyglądają te sprawy. Przełożeni są odpowiedzialni za to, aby szukać we wspólnotach, w zgromadzeniu, osób mających ten charyzmat, dać im tę misję i formować ich, pomóc w posłudze. Towarzyszenie to iść krok po kroku z bratem lub siostrą konsekrowaną. Myślę, że jesteśmy w tym jeszcze niedojrzali. Nie jesteśmy dojrzali, ponieważ kierownictwo duchowe wypływa z rozeznania. Ale kiedy jesteś z mężczyznami i kobietami konsekrowanymi, którzy nie umieją rozeznać tego, co dzieje się w ich sercu, którzy nie umieją podjąć decyzji, jest to brak kierownictwa duchowego. I tylko mężczyzna lub kobieta mądra jest zdolny to uczynić. Ale też i uformowany! Dzisiaj nie można iść naprzód tylko dzięki dobrej woli: świat jest zbyt skomplikowany, pomagają nam nauki świeckie bez wpadania w psychologizm, ale pomagają nam, aby widzieć swą drogę. Formować ich poprzez lekturę wielkich kierowników (kierowniczek) duchowych. Przede wszystkim w pierwotnym monastycyzmie. Nie wiem, czy macie kontakt z dziełami pierwotnego monastycyzmu: jak dużo jest w nich mądrości związanej z kierownictwem duchowym. To ważne, aby się formować poprzez te dzieła. Jak odkryć na nowo to bogactwo? Życie konsekrowane ma w 80% ma oblicze kobiece: to prawda, więcej jest kobiet konsekrowanych niż mężczyzn. Jak można dowartościować obecność kobiet, szczególnie kobiet konsekrowanych w Kościele? Może powtarzam się w tym co powiem: powierzyć kobietom konsekrowanym także te funkcje, o których niektórzy myślą, że należą tylko do księży; ale też nadać konkretności faktom, że kobieta konsekrowana jest obliczem zarówno Matki-Kościoła, jak i Matki Maryi, to znaczy pogłębiać jej rolę macierzyńską, a macierzyństwo to jest nie tylko rodzić dzieci. Macierzyństwo to: czuwać godzinami przy chorym, przy chorym dziecku, przy chorym bracie; to przeżyć życie w miłości, w miłości, która jest czułością i macierzyństwem. To na tej drodze znajdziemy więcej zadań dla kobiety w Kościele.

Ojciec Kajetan poruszył wiele tematów i dlatego trudno mi na nie odpowiedzieć… Ale gdy mówią mi: „Nie! W Kościele kobiety powinny stać na czele dykasteriów, na przykład!” Tak, mogą, w niektórych dykasteriach mogą; ale to, czego się domagasz to jest czysty funkcjonalizm. To nie wyczerpuje sprawy roli kobiety w Kościele. Jest ona głębsza i idzie tą drogą. Teraz w Rzymie jest kobieta, która jest rektorem uniwersytetu i bardzo dobrze. Ale nie jest to triumf. Nie. Jest to wielka rzecz, ale funkcjonalna; nie należy do zasadniczych spraw związanych z zadaniami kobiety. To, co zasadnicze w sprawie roli kobiety – i powiem to w terminach teologicznych – to sprawić, aby mogła wyrażać swój kobiecy geniusz. Kiedy rozmawiamy o jakiś problemie między mężczyznami dochodzimy do określonej konkluzji; gdy rozmawiamy o tym samym problemie z kobietami konkluzja będzie inna. Będzie szła tą samą drogę, ale będzie bogatsza, mocniejsza, bardziej intuicyjna. Dlatego kobieta w Kościele musi mieć tę rolę; trzeba wyjaśnić, pomóc uwydatnić na wiele sposobów geniusz kobiecy. Myślę, że w ten sposób odpowiedziałem jak mogłem na pytania. A co do geniusza kobiecego – mówiłem o kobiecym uśmiechu, o cierpliwości w życiu wspólnoty i chciałby powiedzieć słowo do tej siostry, mającej 97 lat… I tam, widzę ją dobrze. Proszę podnieść rękę, aby i inni widzieli… Zamieniłem z nią kilka słów. Patrzyła na mnie czystymi oczyma, patrzyła na mnie z uśmiechem siostry, mamy i babci. Chciałbym złożyć hołd wytrwałości w życiu konsekrowanym. Niektórzy myślą, że życie konsekrowane jest niebem na ziemi. Nie! Może czyścem…., ale nie niebem. Nie łatwo iść naprzód. I kiedy widzę osobę, która dała swoje życie, składam dzięki Panu. Poprzez Siostrę dziękuję wszystkim, wszystkim osobom konsekrowanym. DZIĘKUJĘ!

Tłumaczenie M. Jolanta Olech USJK