1981.05.12 – Watykan – LIST APOSTOLSKI z okazji 400-lecia urodzin Św. Wincentego a Paulo

 

Wielebny Ojciec Richard McCullen, Przełożony Generalny Zgromadzenia Księży Misjonarzy!

Czterysta lat temu — 24 kwietnia 1581 roku we wsi Pouy w Landach — urodził się święty Wincenty a Paulo. Kościół zawdzięcza tak wiele temu trzeciemu dziecku Jana Depaul i Bertran-dy Demoras, że uważa za swą powinność uczczenie tej rocznicy. Istotnie, jeszcze za życia, a zwłaszcza po śmierci, święci dają poprzez wieki świadectwo miłującej obecności i zbawczego działania Boga w świecie. Czterechsetna rocznica urodzin świętego Wincentego a Paulo stanowi dla wywodzących się z jego charyzmatu rodzin zakonnych, a także dla całego ludu chrześcijańskiego okazję do rozważania wspaniałości tego, co pełen tkliwości i miłosier­ny Bóg spełniał przez człowieka oddanego Mu bez reszty poprzez nieodwołalne więzy kapłaństwa. Zgromadzeniu Księży Misjonarzy, Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia, Konferencjom świętego Wincentego a Paulo i wszystkim dziełom, które wzięły początek z inspiracji św. Wincentego, pragnę okazać, jak bardzo Kościół ceni pracę apostolską prowadzoną przez nie za przykładem założyciela; za pośrednictwem Wielebnego Ojca chciałbym wyrazić myśli, które nasuwają mi się z tej okazji, a także moją najgorętszą zachętę, aby wszędzie i zawsze rozpalali ogień ewangelicznej miłości (por. Łk 12, 49) który płonął w sercu księdza Wincentego.

A więc przede wszystkim to, że powołanie tego genialnego inicjatora działalności charytatywnej i społecznej, dziś jeszcze oświetla drogę jego synów i córek oraz ludzi świeckich, żyjących zgodnie z jego duchem, a także młodych, którzy poszukują klucza do życia spalającego się użytecznie i całkowicie w darze z siebie samego. Szlak duchowy Wincentego Depaul jest fascynujący. Wydaje się, że po święceniach kapłańskich i egzotycznej przygodzie niewoli w Tunisie, odwraca się on od ubogich, kiedy jedzie do Paryża z nadzieją uzyskania kościelnego beneficjum. Udaje mu się otrzymać stanowisko jałmużnika królowej Małgorzaty. Urząd ten narzuca mu kontakt z nędzą ludzką, szczególnie w nowym Szpitalu Miłosierdzia. Wówczas to ojciec Berulle, założyciel Oratorium we Francji, którego młody kapłan z Landów wybrał sobie na duchowego przewodnika, stwarza mu okazję — dzięki szeregowi posunięć pozornie bez związku — do poczynienia odkryć, mających zapoczątkować wielkie dzieła jego życia. Ojciec Berulle posłał najpierw Wincentego na przedmieścia Paryża, do Clichy-la-Garenne, by tam pełnił funkcję proboszcza. Cztery miesiące później umieścił go w rodzinie generała galer, Gondi, jako nauczyciela jego dzieci. Opatrzność jednak miała swoje plany. Jeżdżąc z rodziną Gondi do jej pałaców i posiadłości na prowincji, Wincenty a Paulo doznał wstrząsu poznając materialną i duchową nędzę „biednego ludu wiejskiego”. Zadał sobie wówczas pytanie, czy ma prawo ograniczać swoje obowiązki kapłańskie do wychowywania dzieci z dobrej rodziny, podczas gdy wieśniacy żyją i umierają w takim religijnym opuszczeniu. Berulle, powiernik niepokojów Wincentego, skierował go na probostwo do Chatillon-des-Dombes. Doświadczenia nowego pasterza tej bardzo zaniedbanej parafii okazały się decydujące dla jego życia. Wezwany pewnej niedzieli sierpnia 1617 roku do rodziny, w której wszyscy byli chorzy, zaczął organizować pomoc sąsiadów i ludzi dobrej woli; tak narodziło się pierwsze Bractwo Miłosierdzia, które posłużyło za model wielu innym. Przekonanie, że jego życie ma być służbą ubogim, nie opuściło Wincentego aż do ostatniego tchnienia. To krótkie przypomnienie „wewnętrznej drogi” Wincentego a Paulo w okresie pierwszych dwudziestu lat jego kapłaństwa ukazuje nam księdza niezwykle wyczulonego na życie współczesne, pozwalającego prowadzić się wydarzeniom, czy raczej Opatrzności Bożej, bez „deptania jej po piętach”, jak to lubił powtarzać. Czyż taka gotowość nie stanowi tajemnicy ewangelicznego spokoju i radości, przywilejów świętości zarówno dawniej, jak i dziś?

Aby lepiej służyć ubogim, Wincenty a Paulo pragnął „znaleźć sobie do pomocy kapłanów wolnych od wszelkich beneficjów, którzy za aprobatą biskupów mogliby całkowicie poświęcić się zbawieniu ubogiego ludu wiejskiego, głosząc słowo Boże, nauczając katechizmu i słuchając spowiedzi, nie przyjmując za to wynagrodzenia w jakiejkolwiek formie”. To grono księży, zaraz nazwanych „lazarystami” od nazwy słynnego opactwa świętego Łazarza, które otrzymali około roku 1632, szybko się powiększyło i osiedliło w piętnastu diecezjach, aby prowadzić misje parafialne i zakładać Bractwa Miłosierdzia. Zgromadzenie Misjonarzy objęło swoją działalnością Włochy, Irlandię, Polskę, Algerię i Madagaskar. Wincenty nieustannie wpajał swoim towarzyszom „ducha naszego Pana”, dającego się ująć w pięciu podstawowych cnotach, którymi są: prostota, łagodność wobec bliźniego, pokora wobec samego siebie oraz, jako warunek tych trzech cnót, umartwienie i gorliwość, będące jak gdyby ich aspektem dynamicznym. Jego pouczenia dla tych, których wysyłał, by głosili Ewangelię, pełne są duchowej mądrości i pasterskiego realizmu: nie chodzi o to, aby być kochanym dla siebie samego, ale by wzbudzać miłość do Jezusa Chrystusa. W czasach, kiedy wielu księży głosiło zawiłe kazania, przetykając je łaciną i greką, domagał się — w imię Ewangelii — prostoty, języka obrazowego i przekonywającego. Oby współcześni lazaryści, zawsze wierni swemu Ojcu, świętemu Wincentemu, mogli siać szczodrze słowo Boże w swych naukach i nieustannie przyczyniać się do „umacniania tożsamości kapłańskiej i jej autentycznego dynamizmu ewangelicznego” „w Ludzie Bożym” — jak powiedziałem o tym w liście do wszystkich kapłanów Kościoła na Wielki Czwartek 1979 roku. Oby przykład księdza Wincentego pobudzał nadal wszystkich odpowiedzialnych za przygotowywanie kapłanów dla wspólnot miejskich i wiejskich, które ich bezwzględnie potrzebują!

Wincenty a Paulo w czasie pracy misyjnej przekonał się, że ta metoda ewangelizacji nie przyniesie owoców, jeżeli na miejscu zabraknie wykształconego i gorliwego kleru. Tak więc lazaryści niemal od początków swej działalności poświęcili się, na równi z misjami ludowymi, kształceniu księży i odpowiadając na naglące apele Soboru Trydenckiego zakładali seminaria. Pierwsze rekolekcje przygotowawcze, prowadzone w roku 1628 przez samego św. Wincentego na życzenie biskupa Beauvais, zapoczątkowały ćwiczenia duchowe, przygotowujące do święceń, a także swego rodzaju stałe kształcenie księży dzięki wtorkowym konferencjom u Świętego Łazarza. Te przedsięwzięcia, które ks. Olier witał z entuzjazmem, dały Kościołowi wzorowych kapłanów; wielu spośród nich, jak sławny Bossuet, zostało powołanych do godności biskupiej. Tym księżom z Paryża i z prowincji św. Wincenty a Paulo wpajał ducha ewangelicznego i zapał misyjny, wzbudzając w nich pragnienie kapłańskiego braterstwa i wzajemnej pomocy w służbie najbiedniejszym, w synowskiej uległości wobec biskupów. Jak można objawić światu Bożą miłość — mawiał często — jeśli zwiastuni tej miłości nie są ze sobą ściśle zespoleni? Czyż św. Wincenty nie wzywa dzisiaj wszystkich kapłanów, by przeżywali swe kapłańskie powołanie w braterskich ekipach złączonych w modlitwie i apostolstwie, otwartych na współpracą ze świeckimi i jednocześnie świadomych znaczenia swego sakramentalnego kapłaństwa, które pochodzi od Chrystusa i ma służyć wspólnotom chrześcijańskim.

Innym wreszcie przejawem dynamizmu i realizmu św. Wincentego a Paulo było nadanie jednolitej i efektywnej struktury rozrastającym się Bractwom Miłosierdzia. Ludwika de Marillac, wdowa po Antonim Le Gras, którą w życie duchowe wprowadził święty Franciszek Salezy, została zaangażowana przez św. Wincentego, kolejnego jej przewodnika, do nadzorowania i wspomagania Bractw. Udawało jej się to znakomicie, a promieniowanie jej działalności znacznie przyczyniło się do nakłonienia wielu „dzielnych wiejskich dziewcząt”, pomagających Bractwom, do pójścia za jej przykładem i całkowitego poświęcenia się Bogu i ubogim. W dniu 29 listopada 1633 roku powstało Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. Św. Wincenty a Paulo nadał im regułę oryginalną i bardzo wymagającą: „Waszym klasztorem będą sale szpitalne, waszą celą — wynajęty pokój, waszą kaplicą — kościół parafialny, waszym wirydarzem będą ulice miasta, klauzurą — posłu­szeństwo, kratą — bo jaźń Boża, welonem — święta skromność”. Duch Zgromadzenia tak został wyrażony: „Macie czynić to, co Syn Boży czynił na ziemi. Macie ubogim chorym nieść życie dla ciała i dla duszy”. Za przykładem Ludwiki de Marillac tysiące kobiet poświęciło całe swoje życie pokornej służbie cierpiącym, żebrakom, więźniom, wykolejonym, upośledzonym, analfabetom, porzuconym dzieciom.

Córki Księdza Wincentego są jego przykładem i tak jak on — sercem Chrystusa wśród biednych, a także wśród bogatych, których starają się skłonić do dobroci względem ubogich. Nie znając współczesnych nam ruchów feministycznych, ksiądz Wincenty umiał znaleźć w kobietach swojej epoki pomocnice inteligentne i wspaniałomyślne, a także wierne i stałe. Historia zgromadzenia rzuca szczególne światło na najbardziej istotny aspekt duszy kobiecej: powołanie do czułości i miłosierdzia, których ludzkość zawsze będzie potrzebować. Zawsze bowiem wśród ludzi znajdują się ubodzy, we współczesnych społeczeństwach zaś pojawiły się nowe formy ubóstwa.

Ta refleksja nad dziełami św. Wincentego pozwala nam stwierdzić, że jest on nowoczesnym świętym. Oczywiście, gdyby pojawił się dziś, pole jego działalności nie byłoby takie samo. Udaje się dziś wyleczyć wielu takich chorych, których on nauczył się pielęgnować. Ale z pewnością znalazłby drogę do ubogich, nowych ubogich, w zbiorowiskach miejskich naszych czasów, jak niegdyś pośród pól i we wsiach. Można sobie wyobrazić, czego mógłby dokonać ten wysłannik miłosierdzia i Bożej dobroci, posługując się mądrze nowoczesnymi środkami, którymi dysponujemy. Krótko mówiąc, jego życie byłoby podobne do tego, czym było zawsze: szeroko otwartą Ewangelią, z tym samym orszakiem ubogich, chorych, grzeszników, nieszczęśliwych dzieci, mężczyzn i kobiet, którzy z kolei sami zaczynają kochać biednych i im służyć. A wszyscy spragnieni prawdy i miłości nie mniej, niż ziemskiego pożywienia i troski o ciało. Wszyscy słuchający Chrystusa, który im mówi: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11, 29).

Oby czterechsetna rocznica urodzin św. Wincentego a Paulo jasno oświeciła Lud Boży, ożywiła zapał wszystkich jego uczniów, a w sercach wielu młodych wzbudziła wezwanie do całkowitej ofiary w służbie ewangelicznemu Miłosierdziu!

Takie uczucia i życzenia pragnę wyrazić wielkiej i drogiej mi rodzinie Lazarystów i Sióstr Miłosierdzia oraz wszystkim ruchom o inspiracji wincentyńskiej, dołączając serdeczne Błogosławieństwo Apostolskie.

 


Tekst polski za:
Jan Paweł II o życiu zakonnym, Poznań-Warszawa 1984, s. 304-308

Copyright © Konferencja Episkopatu Polski