1983.04.03 – Watykan – List na tysiąclecie konsekracji biskupiej św. Wojciecha

Do czcigodnego Brata Giuseppe Amari, biskupa Werony.

Diecezja Werony obchodzi dziś uroczyście tysiąclecie udzielenia sakry biskupowi Pragi, św. Wojciechowi, które odbyło się tutaj, w łączności z uroczystością Patrona, św. Zenona.

Wydarzenie to budzi w moim sercu głęboką duchową radość. Chodzi bowiem o bardzo wymowną rocznicę, która służy wydobyciu na światło dzienne więzi narodów zachodniej i wschodniej Europy w oparciu o wiarę chrześcijańską — fundament jednej kultury i cywilizacji.

Albowiem św. Wojciech był słowiańskiego pochodzenia. Imię, jakie otrzymał na chrzcie, brzmiało „Vojtech”, co oznacza „pocieszenie wojska”, i pod tym przede wszystkim imieniem znany jest u Słowian. Na jego pierwotną formację miała wpływ duchowość świętych Cyryla i Metodego, promieniująca na Czechy z sąsiednich Wielkich Moraw. Później wpływ na jego osobowość poczęła również wywierać duchowość zachodnia, reprezentowana w tym czasie przez ruch z Cluny, który prowadził do św. Benedykta.

W pewnym sensie — jak już powiedziałem przy innej okazji — mamy tu więc do czynienia z „dwoma odmiennymi a równocześnie głęboko się uzupełniającymi” formami kultury: z kulturą benedyktyńską, „bardziej logiczną i racjonalną”, oraz z kulturą dwóch Świętych Braci greckich, „bardziej mistyczną i intuicyjną” (Przemówienie do uczestników Międzynarodowego Kolokwium na temat wspólnych korzeni chrześcijańskich Narodów Europy, wygłoszone 6 listopada 1981 r. por. „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, 1981/12, n.2). Obydwie wpływały i nadal wpływać powinny, na zasadzie wzajemnej komplementarności, na podtrzymanie i umocnienie duchowej i kulturalnej jedności Europy.

Już w homilii, którą wygłosiłem w Gnieźnie 3 czerwca 1979 roku, publicznie podkreśliłem uznanie, jakie wszystkie narody słowiańskie, a moja ojczyzna w szczególności, winny świętemu Biskupowi i Męczennikowi czeskiemu. Przecież właśnie w Gnieźnie znalazły pierwsze schronienie jego relikwie, kiedy odzyskane zostały dzięki hojnemu gestowi króla. Jeżeli ponadto weźmie się pod uwagę, że do metropolitalnej stolicy gnieźnieńskiej, erygowanej, rzec można, na jego relikwiach, należała także diecezja krakowska, to lepiej: się zrozumie sens słów, które w tej homilii dodałem: „Ten Papież nosi w sobie dziedzictwo świętego Wojciecha”. Chodzi więc o bardzo drogiego i znanego w całej środkowej Europie świętego, którego dzisiejsze uroczyste obchody w Weronie, mieście o tradycyjnych kontaktach międzyeuropejskich, mogą bez wątpienia służyć odnalezieniu wspólnych starożytnych źródeł, „ażeby świadomość tego duchowego bogactwa, które na różnych drogach stawało się udziałem poszczególnych społeczeństw kontynentu europejskiego, pomogła trwać współczesnym pokoleniom we wzajemnym poszanowaniu słusznych praw każdego narodu i w pokoju, nie przestając oddawać potrzebnych usług wspólnemu dobru całej ludzkości oraz przyszłości człowieka na ziemi” (List Apostolski Egregiae mrtutis, 31 grudnia 1980).

Przykład św. Wojciecha okazuje się zatem jak nigdy cenny dla dzisiejszej Europy, która, choć zachowuje drogi skarb chrześcijańskiej Prawdy, jest świadkiem powstawania w jej łonie różnego rodzaju fermentów rozkładu, właściwego pogańskiej myśli, którą przezwyciężyła nowość Ewangelii, dzięki wspaniałomyślnej — i powiedzmy otwarcie — heroicznej pracy pierwszych misjonarzy, a wśród nich właśnie świętego Patrona Pragi.

Dzisiaj, idąc za ich przykładem trzeba na nowo zaproponować to samo orędzie, oczywiście w formie dostosowanej do psychiki ludzi naszych czasów; trzeba pokazać, że chrześcijaństwo nie jest historycznym doświadczeniem, wypartym przez nowe formy ludzkiego odkupienia, lecz że jest, pozostaje i będzie zawsze czymś parezellence „nowym” ponad wszystkie odkrycia, które człowiek przy pomocy własnych tylko sił zdolny będzie dokonać w historii.

Jeżeli wierzymy pokusie, że porzucenie chrześcijaństwa dla „ideologii” tego świata, myśląc, że są one bardziej „postępowe” czy bardziej skuteczne, to w rzeczywistości nie posuwamy się naprzód, ale się cofamy. Tego winna nauczyć nas najnowsza historia Europy, która pozwala stwierdzić, że przystanie na tę pokusę nie pozostawało bez związku z katastrofami, w które pogrążyła się Europa, doświadczając form barbarzyństwa, jakich nie znali nawet starożytni poganie.

Przykład św. Wojciecha i innych wielkich budowniczych chrześcijańskiej Europy, zachęca nas do odważnego poszukiwania i odnajdywania „płaszczyzny spotkania między różnymi kierunkami myślowymi, po to, ażeby uniknąć dalszych tragedii, a przede wszystkim — dla ukazania poszczególnemu człowiekowi, wędrującemu różnymi ścieżkami do domu Ojca, znaczenia i kierunku jego istnienia” (Cytowane przemówienie z XI.1981, n. 3).

Św. Wojciech jest wzorem intelektualisty, który został biskupem, głosicielem Ewangelii i reformatorem, i który przez całkowite oddanie własnego życia stał się męczennikiem za sprawę Chrystusa. Pełen miłosierdzia wobec wszystkich, był również gotów bronić z mocą godności i praw każdego człowieka, przeciwstawiając się prześladowaniom i wyzyskowi ze strony możnych. Jest on również przykładem dla nas, w jaki sposób angażować się w prawdziwe pojednanie między ludźmi i chrześcijanami.

Skąd czerpał owo wielkie światło i siłę duchową? Z dwóch źródeł, o których wiedział, że nie mogą być rozdzielone: z jednej strony, z głębokiego pragnienia studium, kontemplacji i surowego życia, zaś z drugiej, z absolutnej wierności Kościołowi i Papieżowi. Już zmiany miejsca pobytu w jego życiu świadczą wyraźnie o tych dwóch motywach działania: dzielił swe życie między działalność misjonarską, a spokój kontemplacji u boku Namiestnika Chrystusowego w Rzymie, gdzie spędził kilka lat w klasztorze na Awentynie. Sam, powróciwszy do Czech, założył w pobliżu Pragi w Brevnowie klasztor (992-993), który stał się ośrodkiem promieniowania chrześcijaństwa także na Wschód.

Oby dzisiejsze pokolenia mogły przyjąć nauczanie wielkiego Patrona Pragi, jak i wszystkich świętych, którzy kierowali się tym samym duchem, począwszy od Benedykta, Cyryla i Metodego, odnajdując w nich wzory i nauczycieli nowej nadziei i nowej przyszłości dla chrześcijańskiej Europy, a poprzez nią — dla całego świata, ażeby urzeczywistniać prawdziwe i pełne poszanowanie godności człowieka, stworzonego na obraz Boży.

Z tymi uczuciami i życzeniami, drogi Bracie, jestem duchowo obecny i żywo uczestniczę w uroczystych obchodach; przesyłam Tobie, Twoim współpracownikom i wszystkim umiłowanym synom diecezji Werony Apostolskie Błogosławieństwo.

Z Pałacu Apostolskiego, dnia 3 kwietnia 1983, w piątym roku Pontyfikatu.

Jan Paweł II, papież