1980.01.01 – Rzym – Przemówienie na rozpoczęcie jubileuszu 1500-lecia urodzin Św. Benedykta. Prawda o człowieku siłą pokoju

 

Rok 1980, który w dniu dzisiejszym się rozpoczyna, przypomni nam postać św. Benedykta, którego Paweł VI ogłosił patronem Europy. W tym roku mija 1500 lat od jego urodzin. Czy wystarczy tylko o tym wspominać, tak jak wspomina się różne rocznice, choćby i najwymowniejsze? Myślę, że nie wystarczy; ta data i ta postać mają taką wymowę, że nie wystarczy tylko wspominać. Trzeba w ich świetle odczytać i zinterpretować współczesność.

O czym bowiem mówi Benedykt z Nursji? Mówi o początku tej olbrzymiej pracy, z której zrodziła się Europa. Zrodziła się niejako na nowo, po okresie wielkiego imperium rzymskiego. Rodząc się z jego struktur kulturalnych, dzięki duchowi benedyktyńskiemu wydobywała z dziedzictwa europejskiej (i ogólnoludzkiej) kultury to wszystko, co bez tego uległoby zniszczeniu. Duch benedyktyński jest przeciwieństwem jakiegokolwiek programu zniszczenia. Jest to duch ocalenia i postępu, zrodzony ze świadomości Bożej ekonomii zbawienia, wychowany na codziennym zespoleniu modlitwy i pracy.

W ten sposób św. Benedykt stojąc u kresu starożytności, stoi równocześnie na straży tego dziedzictwa, które on przekazuje człowiekowi i ludzkości. A równocześnie stoi on u progu nowych czasów, u bram tej Europy, która wówczas rodziła się wraz z wędrówkami nowych ludów. I tę Europę przyszłości ogarnia również swoim duchem. Nie tylko w ciszy benedyktyńskich bibliotek i skryptoriów rodzą się i przechowują dzieła kultury umysłowej, ale także wokół opactw wyrastają warsztaty pracy – zwłaszcza pracy na roli – przy których rozwija się ludzka przemyślność i umiejętność, ażeby stanowić zaczyn wielkiego procesu cywilizacji.

Wspominając to wszystko już dzisiaj, w pierwszym dniu benedyktyńskiego jubileuszu, musimy zwrócić się do wszystkich ludzi i do wszystkich narodów – przede wszystkim tych, które mieszkają na naszym kontynencie, z żarliwym apelem. Tematy, które poruszały opinię europejską w ciągu ostatnich tygodni ubiegłego roku, każą nam myśleć z troską o przyszłości. Czyż bowiem do takiej troski nie zmuszają wiadomości o tych środkach zniszczenia, których ofiarą miałyby paść owoce tej bogatej cywilizacji, z takim trudem wypracowane przez tyle pokoleń, poczynając od czasów św. Benedykta? Myślimy o miastach i wsiach – na Zachodzie i na Wschodzie równocześnie – które przy pomocy ujawnionych środków zniszczenia musiałyby obrócić się w całkowitą ruinę. Któż potrafiłby wówczas zabezpieczyć te wspaniałe gniazda historii i ośrodki kultury w każdym narodzie, które stanowią źródło i oparcie dla całych narodów w ich trudnej nieraz drodze ku przyszłości.

Niedawno otrzymałem taką informację, w której uczeni określają naukowo bezpośrednie i straszliwe skutki wojny nuklearnej. Oto najważniejsze:

– śmierć 50–200 milionów istnień ludzkich na skutek działania bezpośredniego i późniejszego eksplozji;

– drastyczne zmniejszenie źródeł i zasobów wyżywienia na skutek zakażenia radioaktywnego, jakim dotknięte by zostały w szerokim zasięgu tereny rolnicze;

– niebezpieczne mutacje genetyczne u ludzi oraz w ?wiecie fauny iświecie fauny i flory;

– poważne zmiany warstwy ozonu w atmosferze, które pociągają za sobą nieprzewidziane zagrożenie dla życia ludzkiego;

– w mieście leżącym w zasięgu eksplozji nuklearnej zniszczenie wszystkich służb miejskich i panika spowodowana nieszczęściem uniemożliwiłyby zapewnienie bodaj minimalnej pomocy mieszkańcom, stwarzając obraz apokaliptyczny;

– wystarczyłoby tylko dwieście z pięćdziesięciu tysięcy bomb nuklearnych, które, jak się ocenia, istnieją w tej chwili, do tego, by zburzyć prawie wszystkie większe miasta świata.

Otwarcie oczu narodom na to, czym może być dla ludzkości wojna atomowa – mówią ci uczeni – jest sprawą palącą.