1982.02.27 – Rzym – Przemówienie do członków Towarzystwa Jezusowego

 

1. Odczuwam szczególną radość, najdrożsi Bracia w Chrystusie, że mogę Was dzisiaj przyjąć na tym specjalnym spotkaniu. Serdecznie pozdrawiam mojego Delegata dla Towarzystwa Jezusowego, ojca Paolo Dezza i jego pomocnika, ojca Giuseppe Pittau, a w sposób szczególny Czcigodnego Przełożonego Generalnego, ojca Pedro Arrupe, a także Was wszystkich — asystentów i doradców Kurii Generalnej oraz osiemdziesięciu sześciu ojców prowincjałów, którzy teraz przede mną reprezentujecie dwadzieścia tysięcy jezuitów, rozproszonych po wszystkich częściach świata i oddanych służbie „jedynemu Panu i Jego Oblubienicy Kościołowi, pod kierunkiem Biskupa Rzymu, Zastępcy Jezusa Chrystusa na ziemi”.

Temu uczuciu szczerej radości z Waszej obecności tutaj towarzyszą uczucia uznania i wdzięczności, które, śladem moich poprzedników, pragnę wyrazić całemu Towarzystwu i jego poszczególnym członkom za historyczny wkład pracy apostolskiej, posługiwania i wierności Chrystusowi, Kościołowi i papieżowi, wnoszony od wieków z niesłabnącą wspaniałomyślnością i z godnym naśladowania poświęceniem we wszystkich dziedzinach pracy apostolskiej, w posługiwaniu i na misjach. Te słowa uznania kieruję dzisiaj w imieniu całego Kościoła do Was, godnych spadkobierców tych zakonników, dla których przez cztery i pół wieku zawołanie „na większą chwałę Bożą” było hasłem i ideałem.

Te wyrazy wdzięczności i uznania nabierają szczególnego znaczenia w obecnych okolicznościach, które kierownictwu Waszego zasłużonego zakonu jawią się — i obiektywnie takie są! — jako delikatne. Wiadomo powszechnie, że wskutek choroby, która dotknęła tak bardzo mi drogiego ojca Arrupe, uznałem za stosowne mianować mojego osobistego delegata i jego pomocnika, których zadaniem jest zarządzanie zakonem i przygotowanie Kongregacji Generalnej. Okoliczności — niewątpliwie szczególne i wyjątkowe — podsunęły mi tę interwencję, „próbę”, która — a mówię to z głębokim wzruszeniem — została przyjęta przez członków zakonu w duchu autentycznie ignacjańskim.

W tych delikatnych okolicznościach szczególnie budująca i wzruszająca była postawa najprzewielebniejszego ojca generała, który mnie i Was zbudował pełną gotowością na przyjęcie wyższych wskazań, wielkodusznym „niech mi się stanie” wobec wymagań woli Bożej, która objawiła się w jego nagłej i nieoczekiwanej chorobie oraz w decyzjach Stolicy Świętej. To zachowanie, wypływające z tchnienia Ewangelii, raz jeszcze potwierdziło całkowite i synowskie posłuszeństwo, jakie każdy jezuita powinien okazywać Zastępcy Chrystusa Pana.

Ojcu Arrupe, obecnemu tu w pełnym wymowy milczeniu swojej choroby ofiarowanej Bogu dla dobra Towarzystwa, pragnę w tej szczególnie uroczystej i ważnej dla życia i dziejów Waszego zakonu chwili wyrazić podziękowanie Papieża i Kościoła!

Muszę również publicznie wyrazić uznanie dla mojego osobistego delegata, ojca Paolo Dezza, który w duchu doskonałego po­słuszeństwa ignacjańskiego przyjął ciężar zadania szczególnie trudnego, ważkiego i delikatnego. Ale jego głębokie wyrobienie duchowe, szerokie przygotowanie kulturalne i doskonałe doświadczenie w życiu zakonnym są i będą dla Towarzystwa gwarancją nieustannej wierności. Podobne uczucie wyrażam dla jego pomocnika, ojca Giuseppe Pittau, który przez tyle lat pracował w Japonii, w tym szlachetnym kraju, w którym ojciec Arrupe — zwłaszcza po straszliwej drugiej wojnie światowej — dzielił się skarbami swej apostolskiej nieustraszoności, odwagi i kapłańskiej wspaniałomyślności.

2. Poczuwam się do obowiązku okazania żywego zadowolenia z powodu podobnej postawy posłuszeństwa i pełnej zaufania gotowości, czego konkretne dowody dali w tym czasie asystenci, doradcy Kurii Generalnej — podobnie jak jezuici na całym świecie. Opinia publiczna, która być może oczekiwała od jezuitów odpowiedzi podyktowanej tylko ludzką logiką, ze zdumieniem przyjęła do wiadomości, że jest ona podyktowana duchem Ewangelii, duchem głęboko zakonnym, duchem dobrych, autentycznych tradycji ignacjańskich. Taka postawa posłuszeństwa i gotowości była świadomą odpowiedzią ze strony Towarzystwa Jezusowego na akt miłości, jakiego wobec niego dokonała Stolica Święta i Zastępca Chrystusa.

Tak, najdrożsi Bracia! Decyzja podjęta przez Stolicę Świętą ma głębokie uzasadnienie i prawdziwe źródło w szczególnej miłości, którą żywiła i żywi dla Waszego wielkiego Zakonu, dobrze zasłużonego w przeszłości i będącego czynnym uczestnikiem obecnych i przyszłych dziejów Kościoła.

Z mojej strony ta miłość podyktowana jest szczególnymi więzami, które łączą Towarzystwo Jezusowe z moją osobą i z moim powszechnym posługiwaniem, ale wypływa także z moich doświadczeń kapłańskich i biskupich w archidiecezji krakowskiej oraz z nadziei i oczekiwań w sprawie realizowania posoborowych i aktualnych zadań Kościoła.

W takiej atmosferze pogodnego przyjęcia woli Bożej zastanawiacie się dzisiaj w modlitewnym rozmyślaniu, jak odpowiedzieć najlepiej na to, czego oczekuje od Was Papież i Lud Boży w tym okresie wyraźnego zaznaczania się różnic i znamiennego dla współczesnego społeczeństwa narastania sprzeczności. Przedmiotem Waszych rozważań, ożywionych ignacjańskim „rozeznawaniem”, są sprawy zasadnicze: czym Towarzystwo jest i jaka jest jego funkcja w Kościele, a w tym się mieści zasada sentire cum Eccle-sia, praca apostolska, charakter życia zakonnego jezuity i formacja, jakiej oczekuje Kościół od Towarzystwa Jezusowego

3. Kiedy podczas tego spotkania spoglądam na Waszą grupę synów św. Ignacego, oczyma wyobraźni oglądam obraz Waszego zakonu i jego chwalebnej historii.

Wszystkim znającym historię Kościoła wiadomo, że Towarzystwo Jezusowe, które powstało w czasach Soboru Trydenckiego, niezwykle skutecznie przyczyniło się do wprowadzenia w życie wskazań tamtego Soboru i do włączenia w życie Kościoła tego strumienia żywotności, który Sobór ów przyniósł.

Dlatego będzie rzeczą pożyteczną zastanowić się nad przeszłością Waszego zakonu, by uchwycić podstawowe cechy tego procesu oraz najbogatsze i najbardziej dodatnie aspekty sposobu, w jaki się Towarzystwo do niego przyczyniło. Będą to światła przewodnie, pochodnie wskazujące na to, co Towarzystwo — ożywione dynamizmem właściwym dla charyzmatu swego założyciela i przy zachowaniu całkowitej wierności jego duchowi — może i powinno dzisiaj uczynić, by poprzeć to, co Duch Boży wzniecił w Kościele dzięki Soborowi Watykańskiemu II.

Kiedy na nowo przemierzamy cztery i pół wieku dziejów Towarzystwa, jawią się naszym oczom niektóre elementy o autentycznej wartości: są to cechy znamienne dla życia i posłannictwa tego Ciała, jakim z woli św. Ignacego jest Towarzystwo Jezusowe.

Ignacy i jego pierwsi towarzysze troszczyli się przede wszystkim o szerzenie autentycznej odnowy życia chrześcijańskiego. Społeczności ludzkie i Kościół znalazły się w takim położeniu, że tylko oddziaływanie ludzi Bożych mogło mieć jakiś wpływ i wnieść wkład uświęcającej żywotności.

Biorąc przykład z Jezusa, który przemierzał „wszystkie miasta i wioski, nauczając w synagogach, głosząc Ewangelię królestwa” (Mt 9, 35), pierwsi jezuici — zachęceni przez posłuszeństwo — wędrowali po różnych miastach, szerząc Dobrą Nowinę i przynosząc tchnienie świętego życia. Jest to początek misji ludowych, mających na celu służenie ludowi chrześcijańskiemu, pouczanie go w wierze i doprowadzanie do życia odpowiedniego, misji, które później bujnie się rozwinęły i miały zbawienny wpływ.

Szczególnie skutecznym środkiem dla pełnej odnowy życia wewnętrznego okazały się „Ćwiczenia duchowne” św. Ignacego, które pozostawiły niezatarty ślad w historii duchowości. Na „Ćwiczeniach” ukształtowali się pierwsi jezuici i ich następcy; mając w ręku „Ćwiczenia” stali się oni duchowymi przewodnikami niezliczonej rzeszy wiernych. Pomagali im odkrywać ich powołanie zgodnie z planem Bożym i stawać się, bez względu na stan życia, prawdziwymi, świadomymi obowiązków chrześcijanami.

4. Szczególną troską Towarzystwa — poza kierownictwem duchowym — było szerzenie prawdziwej nauki katolickiej wśród ludzi wykształconych i niewykształconych, od dzieci aż po najstarszych. Dwaj święci jezuici, których ogłoszono później Doktorami Kościoła — św. Piotr Kanizy i św. Robert Bellarmin — byli autorami dwu sławnych katechizmów dla dzieci, a równocześnie podziwianymi mistrzami: pierwszy bowiem włączył się w dyskusje teologiczne na Soborze Trydenckim, drugi był obrońcą wiary na katedrach w Lowanium i Rzymie.

Z tego samego powodu Św. Ignacy, a po nim Towarzystwo, zajęli się gorliwie wychowaniem młodzieży. Zakładano kolegia, w których — stosując nowy system pedagogiczny: słynne Ratio studiorum — stawiano sobie za cel pełne kształtowanie osoby ludzkiej, czego owocem było wychowanie takich ludzi, którzy byliby wybitni w studiach i w każdym zawodzie, a równocześnie wybitnymi katolikami.

To wszystko działo się wtedy, gdy w świecie, a zwłaszcza w Europie, dokonywały się wielkie przemiany — a nawet decydu­jący przełom — w literaturze i nauce. W ten proces włączyli się odważnie pisarze i uczeni jezuiccy, dokonując pionierskich dzieł „na większą chwałę Bożą”, popierając mianowicie taki rozwój chrześcijański człowieka, który po dojściu do szczytu przynosi chwałę Bogu.

5. Zwracając następnie wzrok na sprawę o życiowym znaczeniu dla Kościoła, św. Ignacy — a potem Towarzystwo — troszczyli się o seminaria duchowne i ośrodki wyższych studiów, któ­rych celem była formacja duchowieństwa. Św. Ignacemu zawdzięczamy założenie tak zasłużonego „Kolegium Rzymskiego”, z którego wyrósł Uniwersytet Gregoriański, a także utworzenie „Kolegium Niemieckiego”, po którym powstały — często przy współpracy wielu jezuitów — inne kolegia narodowościowe w Rzymie, aby przygotowywać zastępy kapłanów, którzy wyposażeni w zdrową naukę i solidną cnotę, stali się gorliwymi apostołami we własnej ojczyźnie, a nierzadko męczennikami za wiarę.

Towarzystwo związane z tymi ośrodkami studiów, wniosło ważny wkład do nauk mających szczególne znaczenie dla Kościoła oraz wydało liczny zastęp jezuitów, krzewiących teologię, egzegezę biblijną, patrologię, historię Kościoła, teologię moralną, prawo kanoniczne i tyle innych nauk związanych ze studiami kościelnymi.

Św. Ignacy jednak ogarniał wzrokiem szersze horyzonty, rozległe jak świat, który, po odkryciach geograficznych tamtej epoki, stawał się jeszcze rozleglejszy. To pragnienie Chrystusa drzemało w sercu Świętego i w sercach tych, którzy żyjąc tym samym duchem oddali się całkowicie „Naszemu Panu, Królowi Wiecznemu”, którego „wolą jest zdobyć cały świat”[1].

Grupa pierwszych towarzyszy Św. Ignacego była maleńka, a mimo to Święty posłał na Daleki Wschód Św. Franciszka Ksawerego, pierwszego z niezliczonego zastępu misjonarzy jezuickich, którzy wysłani zostali na Wschód i na Zachód, o czym świadczą liczni Męczennicy Towarzystwa. Chociaż pierwszym celem ich misji było przekazywanie wiary i łaski Chrystusowej, równocześnie podejmowali wysiłki dla podnoszenia poziomu życia i kultury ludów, wśród których pracowali, oraz rozwoju sprawiedliwego i bardziej zgodnego z prawem Bożym życia społecznego. Z tego wyrosły wspominane po dzisiaj przez historię słynne „redukcje paragwajskie”.

Wielkoduszność i rozmach tych misjonarzy przyciągały nowe zastępy. Listy św. Franciszka Ksawerego dosięgnęły serc studentów uniwersytetu w Paryżu. Podobny wpływ wywierały życie i pisma tylu innych znanych apostołów królestwa Chrystusowego. Dołącza się do nich anonimowy orszak świętych zakonników, którzy na najbardziej zagubionych terenach misyjnych spędzali życie w pokorze i ukryciu.

Spośród tylu misjonarzy jezuickich pragnę wymienić tu jednego, ponieważ jego wspomnienie nabiera dziś szczególnego znaczenia. Mam na myśli ojca Matteo Ricci: przygotowujemy się bowiem do obchodów czterechsetnej rocznicy jego przybycia do Chin, tego wielkiego kraju, o którym śnił św. Franciszek Ksawery, zmarły 30 lat wcześniej na wyspie Sancjan, u wrót owych Chin, które były i znów chcą być uprzywilejowanym terenem pracy apostolskiej Towarzystwa.

Tak więc Towarzystwo Jezusowe na przestrzeni swojej historii w każdej części świata, gdzie toczyła się walka o Chrystusa i Jego Kościół, było obecne razem ze swoimi najlepszymi synami, pałającymi gorliwością, uzbrojonymi w cnotę, ozdobionymi nauką, wiernymi nakazom swego przełożonego, Zastępcy Chrystusa, biskupa rzymskiego.

Takie Towarzystwo Jezusowe ukazuje naszym oczom historia. Wrogowie Chrystusa prześladowali je aż do uzyskania jego kasaty, ale Kościół sprawił, że zmartwychwstało, bowiem odczuwał potrzebę tak dzielnych i oddanych synów, na których papieże polegali w przeszłości i na których Papież chce polegać w przyszłości.

6. Kiedy mówiłem o dawnym Towarzystwie, starałem się zebrać w jedną całość znamienne cechy jego sposobu życia i działalności, a postąpiłem tak dlatego, że myślę o Towarzystwie dzisiejszym i o tym, czego od niego oczekuje Kościół obecnie i w przyszłości.

Kto śledzi bogaty wkład, który Wasz zakon wniósł w życie Kościoła i świata, i potrafi docenić jego główne aspekty, musi dostrzec to, co dla św. Ignacego było jedną z najbardziej charakterystycznych cech założonego pod tchnieniem Ducha Świętego zakonu. W rzeczywistości bowiem Towarzystwo Jezusowe przez cały okres swoich dziejów, kiedy to jego posługiwanie apostolskie przyjmowało wielorakie i różnorodne kształty, odznaczało się zawsze ruchliwością i dynamizmem wlanym mu przez założyciela, co dawało mu zdolność dostrzegania znaków czasu i dzięki temu bycia przednią strażą takiej odnowy, jakiej chciał Kościół.

Na mocy swego powołania apostolskiego i misyjnego, członkowie tego Ciała wybranego, które z woli św. Ignacego i Kościoła tworzycie, są — według słów skierowanych do Was przez Pawła VI — „czołówką tej głębokiej odnowy, którą Kościół, zwłaszcza od czasu Soboru Watykańskiego II — podjął w zlaicyzowanym świecie. Wasze Towarzystwo było od wieków probierzem żywotności Kościoła; probierzem może najbardziej wymownym i znamiennym, ponieważ odzwierciedla zarówno wszelkie trudności i pokusy, jak wysiłki i inicjatywy oraz odwieczną trwałość i osiągnięcia Kościoła”[2].

Tak więc, jak to już Wam powiedział mój czcigodny poprzednik, Kościół oczekuje dzisiaj od Towarzystwa, że — podobnie jak za czasów św. Ignacego i potem, gdy wytężało ono wszystkie siły, by upowszechnić znajomość uchwał Soboru Trydenckiego oraz wprowadzić je w życie, a także w sposób znamienny udzielało pomocy biskupom rzymskim w pełnieniu ich najwyższego urzędu nauczycielskiego — skutecznie przyczyni się do wprowadzenia w życie uchwał Soboru Watykańskiego II.

7. Pozwólcie, że jeszcze raz — i to uroczyście — położę nacisk na właściwą interpretację uchwał ostatniego Soboru. Sprawa dotyczyła — i wciąż dotyczy — dzieła takiej odnowy Kościoła, która jest wynikiem nadsłuchiwania Ducha Świętego. W tej istotnej sprawie dokumenty soborowe są niezwykle jasne (por. KK 4, 7, 9; oraz KDK n. 21 § 5 i n. 43 § 6). Otóż ta odnowa wierności i gorliwości we wszystkich dziedzinach posłannictwa Kościoła — która osiągnęła dojrzałość i wyraziła się w kolegialnym wsłuchiwaniu się w Ducha Pięćdziesiątnicy — musi dzisiaj być przyjęta i przeżywana wedle tegoż Ducha, a nie wedle naszych osobistych kryteriów czy teorii psychologicznych. Właśnie dlatego, by lepiej wykonać tę pracę w łonie Ludu Bożego, zakony kontemplacyjne i te, które prowadzą życie apostolskie, zostały wezwane przez ten sam Sobór do odnowienia własnego życia ewangelicznego. Dekret Perfectae caritatis (DZ 3) wyraża jasno i żarliwie kryteria tej od­nowy. Temu, kto będzie im wierny, nie grożą odchylenia od właściwej drogi, niewątpliwie szkodliwe dla żywotności wspólnot zakonnych i całego Kościoła. Wydaje mi się, że Towarzystwo Jezusowe — wciąż bardziej przeniknięte duchem prawdziwej odnowy — będzie w stanie dzisiaj, jak dawniej i zawsze, odegrać w pełni swą rolę: potrafi pospieszyć z pomocą Papieżowi i Kolegium Apostolskiemu w staraniach o to, by cały Kościół postępował szeroką drogą wytyczoną przez Sobór, oraz w przekonywaniu tych, których niestety kuszą manowce progresizmu lub integralizmu, by pokornie i radośnie powrócili do niezakłóconej niczym wspólnoty ze swymi Pasterzami i z braćmi, którzy cierpią z powodu ich postawy i nieobecności. Ta cierpliwa i delikatna praca jest niewątpliwie dziełem całego Kościoła. Lecz okazując wierność Waszemu świętemu Ojcu Ignacemu i wszystkim jego synom, powinniście dzisiaj stanąć jak jeden mąż w obronie tego posłannictwa jedności w prawdzie i miłości.

Czwarty ślub Towarzystwa Św. Ignacy rozumiał dokładnie jako żywy i żywotny wyraz świadomości, iż posłannictwo Chrystusa przedłuża się w czasie i przestrzeni w osobach tych, którzy wezwani przez Niego, by dzielić z Nim trudy[3], Jego uczucia uznają za swoje i dzięki temu żyją w jedności z Nim, a tym samym z Jego Zastępcą na ziemi. Właśnie dlatego św. Ignacy i jego pierwsi towarzysze, chcąc mieć udział w posłannictwie Chrystusa przedłużającym się w Kościele, zdecydowali się na bezwarunkowe oddanie się do dyspozycji Zastępcy Chrystusa i związanie się z nim „specjalnym ślubem, tak, że związek ten z Następcą św. Piotra, będący cechą charakterystyczną członków Towarzystwa, dawał zawsze pewność Waszego zjednoczenia z Chrystusem, którego jest on znakiem; Chrystus bowiem jest najwyższym Przełożonym Towarzystwa, które — ex definitione — do Niego należy, jest Towarzystwem Jezusowym”[4].

8. Ze względu na tę charakterystyczną cechę Waszego zakonu, która odróżnia go od innych, Kościół oczekuje od Was w pierwszym rzędzie tego, że przystosujecie różne dawne formy działalności apostolskiej, które jeszcze dzisiaj zachowują całą wartość, pracując nad odnowieniem życia duchowego wiernych, wychowaniem młodzieży, formacją kleru, zakonników i zakonnic oraz na niwie misyjnej; to zaś zakłada katechizowanie, przepowiadanie słowa Bożego, krzewienie nauki Chrystusowej, przenikanie chrześcijaństwa w dziedzinę kultury świata, który usiłuje oddzielić wiarę od nauki i przeciwstawić je sobie, działalność duszpasterską na rzecz biednych, uciśnionych, zepchniętych na margines, wykonywanie posługi kapłańskiej wyrażającej się na wszelki autentyczny sposób. Nie powinniście przy tym zapominać o nowych środkach apostolstwa, którymi dysponuje współczesne społeczeństwo, takich jak prasa i środki komunikacji społecznej, doskonaląc korzystanie z nich, co Towarzystwo czyniło już w ciągu ostatniego okresu.

Ponadto Kościół chce widzieć, że Towarzystwo coraz bardziej interesuje się sprawami, które rozpoczął Sobór Watykański II:

—  ekumenizm, ażeby zmniejszać zgorszenie, którego źródłem jest podział między chrześcijanami. Minęło już ponad 20 lat od chwili, gdy Kościół stworzył Sekretariat Jedności Chrześcijan. Jest rzeczą konieczną, żeby w świecie, który odchodzi od chrześcijaństwa, wierzący w Boga i Chrystusa współpracowali ze sobą;

—  pogłębianie kontaktów z religiami niechrześcijańskimi, czym się zajmuje Sekretariat Niechrześcijan, i przedstawianiem życia i nauki chrześcijańskiej w sposób dostosowany do różnych kultur z ogromnym wyczuleniem na charakterystyczne cechy i bogactwo każdej z nich;

— studiami i inicjatywami dotyczącymi niepokojącego zjawiska ateizmu, do czego zachęca Was Sekretariat Niewierzących, przypominając o obowiązku nałożonym na Was przez Pawła VI, byście się „energicznie i ze wszystkich sił opierali ateizmowi”[5].

Jest jeszcze jedna sprawa, na którą chciałbym zwrócić Waszą uwagę. W naszych czasach, w działalności ewangelizacyjnej coraz natarczywiej daje o sobie znać konieczność rozwijania sprawiedliwości. Kto zdaje sobie sprawę z rzeczywistych wymagań Ewangelii, a także z wpływu, jaki na życie chrześcijańskie wywierają warunki społeczne, ten łatwo zrozumie, dlaczego Kościół uważa rozwój sprawiedliwości za integrującą część ewangelizacji; chodzi tu o ważną dziedzinę działalności apostolskiej. Nie wszyscy pełnią tę samą funkcję, co zaś do członków Towarzystwa, to nie wolno zapominać, że konieczną troskę o sprawiedliwość muszą oni realizować w zgodzie ze swoim powołaniem zakonnym i kapłańskim. Jak powiedziałem 2 lipca 1980 r. w Rio de Janeiro, posługiwanie kapłańskie, „jeśli chce pozostać wierne samemu sobie, jest posługiwaniem w najwyższym stopniu i z samej swojej istoty duchowym. I tę jego cechę trzeba dzisiaj jeszcze mocniej podkreślać, wbrew przeróżnym tendencjom zmierzającym do nadania posługiwaniu kapłańskiemu charakteru świeckiego i sprowadzenia go do funkcji czysto filantropijnej. Tymczasem nie jest to posługiwanie lekarza, opiekuna społecznego, polityka czy związkowca. W pewnych przypadkach, być może, kapłan będzie mógł te posługi pełnić, choć tylko w sposób uzupełniający, zaś w przeszłości pełnił je w znacznym stopniu. Dzisiaj jednak zadania te dostatecznie dobrze wykonują inni członkowie społeczeństwa, podczas gdy nasze posługiwanie z każdym dniem staje się coraz jaśniej i coraz wyraźniej posługiwaniem duchowym. Istotne zadanie, które kapłan musi wypełnić, odnosi się do dusz ludzkich, do ich związków z Bogiem i powiązań wewnętrznych z podobnymi sobie. Właśnie w tej dziedzinie powinniśmy zdecydowanie stanąć obok ludzi nam współczesnych. Oczywiście, ile razy okoliczności będą tego wymagały, nie będzie można się zwalniać z obowiązku niesienia pomocy materialnej przez pełnienie uczynków miłosierdzia albo przez obronę sprawiedliwości. Jednak — jak już powiedziałem — będzie to posługiwanie wtórne, które nigdy nie może powodować tego, że traci się z oczu posługiwanie naczelne, polegające na pomaganiu duszom w odkrywaniu Ojca Niebieskiego, w otwieraniu się na Niego i w okazywaniu Mu miłości we wszystkim”.

Już Sobór Watykański II naświetlił wartość i naturę apostolstwa ludzi świeckich i zachęcił ich do podejmowania własnych zadań w posłannictwie Kościoła; rola kapłanów i zakonników jest odmienna. Nie mogą oni zajmować miejsca ludzi świeckich ani tym bardziej zaniedbywać obowiązków, które w szczególny sposób do nich należą.

9. Wasze Konstytucje formułują jasno te wstępne warunki, które muszą być koniecznie spełnione, jeżeli Towarzystwo Jezusowe ma przyczyniać się skutecznie do wprowadzenia w życie soborowych uchwał tak, jak tego oczekuje od niego Kościół.

Pierwszym z nich jest długa i solidna formacja przyszłego apostoła w Towarzystwie. W samej Formule Instytutu — po przedstawieniu typowej drogi w Towarzystwie — św. Ignacy pisze: „Ponieważ z doświadczenia wiemy, że z drogą tą wiąże się wiele ogromnych trudności, uznaliśmy za rzecz odpowiednią postanowić, żeby nikogo nie dopuszczać do profesji w tym Towarzystwie, dopóki jego życie i wiedza nie zostaną dokładnie zbadane podczas długich i starannych prób”[6].

Nie powinniście się poddawać łatwej pokusie osłabienia tej formacji, która ma tak wielkie znaczenie w każdej dziedzinie: duchowej, doktrynalnej, dyscyplinarnej i duszpasterskiej; wynikające z tego szkody miałyby o wiele większe znaczenie niż jakiekolwiek korzyści, które być może udałoby się w pośpiechu osiągnąć. Pamiętajcie o tym, że także za czasów Waszego założyciela Towarzystwo stawiało czoło tym samym niepokojącym sprawom, z którymi boryka się teraz. Także wówczas było zbyt mało apostołów zdolnych i gotowych do odpowiedniego ustosunkowania się do potrzeb duszpasterskich.

10. Musicie sobie jednak uświadomić, że pierwszorzędnym celem tego długiego i doskonałego przygotowania jest formowanie ludzi odznaczających się zażyłością z Bogiem. Rzeczywiście, św. Ignacy był przekonany, że wartościowa i skuteczna będzie tylko taka działalność apostolska, która wykwita z tego „zjednoczenia między narzędziem a Bogiem”, o którym on sam tak często mówi. U podstaw przewidywań i duchowości św. Ignacego leży pierwszeństwo życia wewnętrznego nad zewnętrznym; jest ono jądrem autentycznego życia apostolskiego, ponieważ prawdziwy apostoł przeżywa własne posłannictwo w całkowitej zależności od Boga i w całkowitym z Nim zjednoczeniu.

Wasz Założyciel i jego pierwsi towarzysze byli naprawdę ludźmi Bożymi; w odpowiedzi na nienaruszające wolności wezwanie Odwiecznego Króla[7], rozumiejąc wewnętrznie Ducha ożywiającego samego Jezusa, którego posłał Ojciec, prowadzili takie życie, o jakie Pan prosił swoich Apostołów, kiedy mówił do nich: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie — jeśli nie trwa w winnym krzewie — tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy — latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 4-5).

Raz jeszcze, na mocy tego, co stanowi najcenniejszy element ducha Waszego założyciela, proszę Was, byście rozważyli najgłębsze znaczenie „kontemplacji dla otrzymania miłości”, która sprawia, że apostoł żyje w świadomości tego, iż „wszystkie dobra i dary pochodzą z góry, że moja ograniczona moc pochodzi od najwyższej i nieskończonej owej mocy z góry, że w podobny sposób pochodzą: sprawiedliwość, dobroć, miłość, miłosierdzie itd., jak ze słońca pochodzą promienie, jak ze źródła potoki”[8]. Taki jest duch prawdziwego apostoła, który swoje posłannictwo przeżywa w całkowitej zależności od Boga i w jedności z Nim.

Z tego powodu w zakonie o charakterze apostolskim, jakiego pod wpływem Bożym Św. Ignacy był jednym z największych twórców, nie może być żadnego podziału między życiem we­wnętrznym a pracą apostolską. Są to dwa istotne i zasadnicze elementy tego życia: są one nierozdzielne, wpływają na siebie i wzajemnie się przenikają.

11. Wasze Konstytucje kładą ogromny nacisk zarówno na solidną cnotę, jak solidną i zdrową doktrynę, co jest istotne dla skutecznego apostolstwa. W konsekwencji „uważa się powszechnie, że obowiązkiem jezuitów jest popieranie doktryny i dyscypliny całego Kościoła. Biskupi, kapłani i ludzie świeccy przyzwyczaili się spoglądać na Towarzystwo jako na autentyczne, a stąd pewne źródło, do którego każdy może się zwrócić, by znaleźć pewną naukę, jasny i niezawodny sąd moralny oraz autentyczny pokarm dla życia wewnętrznego”[9]. To przekonanie powinno zostać prawdziwe także w przyszłości dzięki Waszej lojalnej wierności wobec Najwyższego Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, a w szczególności wobec papieża, do czego zmusza Was obowiązek.

12. Rzeczywiście, szczególna więź łączy Wasze Towarzystwo z biskupem rzymskim, Zastępcą Chrystusa na ziemi. Jak już wspomniałem, św. Ignacy i jego towarzysze, którzy duchowo zrozumieli prawdziwe znaczenie i wartość posłannictwa Chrystusa, a także to, w jaki sposób przedłuża się ono w dziejach, przywiązywali szczególną wagę do owego węzła miłości i służby wobec papieża do tego stopnia, że zechcieli się do tego zobowiązać „specjalnym ślubem”, który stał się cechą charakterystyczną Towarzystwa. Przedstawiając swoje własne usposobienie i to, czego oczekiwali od ludzi, którzy później — po złożeniu uroczystej profesji — mieli należeć do właściwego ciała Towarzystwa, napisali słowa, które wrosły w serce każdego jezuity godnego tego miana i powinny w nim pozostać: „Ze względu na większe przywiązanie do posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej i ze względu na większe zaparcie się własnej woli uznaliśmy, że jest rzeczą jak najbardziej stosowną, by każdy z nas i ci wszyscy, którzy w przyszłości tę profesję składać będą, oprócz trzech wspólnych wszystkim ślubów zobowiązali się szczególnym ślubem do tego, że jeżeli obecny Papież lub inni kiedykolwiek istniejący coś nam nakażą albo zechcą nas wysłać do jakiegokolwiek kraju, wykonamy to — jeżeli to będzie w naszej mocy — natychmiast, bez wymówek i bez wycofywania się”[10]. Jest rzeczą oczywistą, że dotykamy tu samej istoty ignacjańskiego charyzmatu i tego, w czym tkwi samo serce Waszego zakonu. I temu właśnie musicie na zawsze pozostać wierni.

Biskup rzymski, z którym jesteście związani specjalnym ślubem, jest według słów Soboru Watykańskiego II, „najwyższym Pasterzem Kościoła” (DB 5). Na tej podstawie wykonuje on szczególny rodzaj posługiwania dla dobra całego Kościoła i chętnie przyjmuje Waszą pełną miłości i oddania, a przy tym wypróbowaną przez czas współpracę. Ten sam biskup rzymski przyjmuje także Waszą współpracę jako Głowa Kolegium Biskupów (KK 22), złączony z braćmi biskupami we wnikliwym i zgodnym posługiwaniu kolegialnym, które na mocy szczególnego charyzmatu uzgadnia inne funkcje kościelnego posługiwania w pełnej uległości Duchowi Świętemu[11]. Z tego powodu jesteście także związani z członkami Kolegium Biskupów węzłem, który Was wzywa do łączności z nimi w miłości duszpasterskiej i ściślej praktycznej współpracy. Właśnie ze względu na Waszą szczególną gotowość na wezwanie biskupa rzymskiego możecie skuteczniej współpracować z Kolegium Biskupów i jego poszczególnymi członkami, którzy w Następcy Piotra odnajdują trwałe i widzialne źródło oraz fundament jedności (KK 23).

Sobór Watykański II wyjaśnił, że biskup rzymski w wykonywaniu swej posługi wobec Kościoła powszechnego posługuje się dykasteriami Kurii Rzymskiej (DB 9). Już sam ten fakt wymaga lojalnej współpracy między Towarzystwem Jezusowym a tymi urzędami. Ze względu na obowiązki, które nakłada Wasz ślub i ze względu na rzeczywistość mojego posługiwania, nie może być inaczej. Niektóre szczególne zadania nałożone na Towarzystwo Jezusowe i inne ważne dzieła, podjęte przezeń w okresie posoborowym, odpowiadają programom pracy Stolicy Apostolskiej, które są koordynowane przez niektóre z tych urzędów. We współpracy z tymi różnymi instytucjami, Towarzystwo Jezusowe może znaleźć właściwy kierunek wśród wielu dróg, a równocześnie dawać ogromny wkład do Kościoła powszechnego. Biskup rzymski ze swej strony daje Wam, w imię Jezusa Chrystusa, którego jest Zastępcą, pełną miarę wdzięcznej miłości za współpracę z nim osobiście, z Kolegium Biskupów i z całą Kurią Rzymską, której Towarzystwo Jezusowe od lat, na rozmaite sposoby, udziela pomocy.

13. Nie zatrzymuję się dłużej przy tych rozważaniach, ponieważ wiem, że w tych dniach wspólnie z Ojcem Delegatem zastanawiacie się nad pragnieniami, które wyraziłem wobec Towarzystwa, i że w duchu wiary i braterskiej współpracy szukacie najbardziej skutecznych środków, by je wprowadzić w życie. Mam jednak obowiązek zachęcenia Was, byście nie ustawali w tej pracy, która przynosząc obfite owoce dla Waszego Towarzystwa, będzie też bardzo pożyteczna dla całego Kościoła, patrzącego na Towarzystwo ze szczególną uwagą i uznaniem. Przykład Waszego życia zakonnego, duchowa atmosfera Waszych wspólnot, surowość życia i gorliwość w pracach apostolskich będzie zbudowaniem dla Ludu Bożego, a do Waszego Towarzystwa prowadzą wielu młodych szlachetnych ludzi, którzy idąc za Chrystusem nie szukają przeciętności, lecz możliwości radykalnego poświęcenia się dla Niego.

W ten sposób będziecie najlepiej przygotowywać się do Kongregacji Generalnej. Mam nadzieję, że to przygotowanie postępować będzie w taki sposób, że jeszcze w tym roku okaże się możliwe zwołanie Kongregacji Generalnej, która nie tylko ma dać Towarzystwu nowego przełożonego generalnego — zgodnie z pragnieniem wyrażonym przez czcigodnego ojca Arrupe — ale ma także całemu Towarzystwu dać nowy bodziec, by na nowo ogarnięte zapałem, mogło do końca wypełnić swoją misję zgodnie z tym, na co czeka Kościół i świat.

Towarzyszą Wam w tym moje życzenia i modlitwy, by Pan — za pośrednictwem Tej, którą zwykliście wzywać jako Królowę i Matkę Towarzystwa Jezusowego, oraz za pośrednictwem wielu Waszych świętych i błogosławionych — błogosławił Waszą pracę i dał jej obfity owoc. Otuchą napawa fakt, że do tych świętych i błogosławionych, wyniesionych już na ołtarze, mogę dołączyć tak wielu innych Waszych braci, którzy — ozdobieni wspaniałymi cnotami — oczekują na oficjalne uznanie przez Kościół ich świętości. Miło mi w związku z tym przypomnieć, że dokładnie 11 lutego z radością ogłosiłem heroiczność cnót zmarłego przed pięćdziesięciu laty, pokornego i tak kochanego brata koadiutora, Francisco Garate, który pochodził z tej samej ziemi, na której urodził się Wasz święty założyciel — Ignacy z Loyoli.

Życie tych zakonników Towarzystwa Jezusowego, podobnie jak tylu bardzo dobrych jezuitów, żyjących i pracujących na całym świecie w pełnym miłości duchu wiary i z bezprzykładnym oddaniem się ludziom, dowodzi, że także w naszych czasach kwitnie w Towarzystwie świętość. Dowodzi ponadto, że nadal w Towarzystwie zachowuje ważność i aktualność powołanie braci koadiutorów, którzy całkowitym oddaniem się na służbę Panu wypełniając swoje trudne obowiązki, skutecznie współpracują z ojcami we właściwej Towarzystwu posłudze kapłańskiej.

Z tymi uczuciami z całego serca udzielam Wam, a za Waszym pośrednictwem wszystkim członkom Towarzystwa, mojego Apostolskiego Błogosławieństwa, będącego zadatkiem Bożych darów.



[1] Ćwiczenia duchowne, n. 95.

[2] Por. Paweł VI, Przem. do Ojców Kongr. Gen. XXXII, 3 XII 1974.

[3] Por. Ćwiczenia duchowne, n. 91—98.

[4] Paweł VI, cyt. przemówienie.

[5] Przemówienie do Ojców XXXI Kongr. Gen., 7 V 1965 r.

[6] Formuła Instytutu, n. 9.

[7] Ćwiczenia duchowne, n. 91—98.

[8] Ćwiczenia duchowne, 237.

[9] List Kard. I. Yillot do o. Arrupe, 2 VII 1973 r.

[10] Formuła Instituti Societatis Jesu, n. 3.

[11] Por. Mutyae relationes, n. 6.

 


Tekst polski za:
Jan Paweł II o życiu zakonnym, Poznań-Warszawa 1984, s. 194-209

Copyright © Konferencja Episkopatu Polski