1988.05.29 – Rzym – Święty Andrzej Bobola – znak prorocki. Do polskich pielgrzymów

Pragnę teraz odczytać fragment z brewiarza na dzień 16 maja. 16 maja w Polsce Kościół wspomina co roku świętego Andrzeja Bobolę. Ten fragment to jest po prostu krótki zarys jego życia i śmierci męczeńskiej.

„Andrzej Bobola urodził się w roku 1591 w województwie sandomierskim. Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w roku 1611. Wyświęcony na kapłana w roku 1622, pełnił najpierw obowiązki kaznodziei i moderatora Sodalicji Mariańskich w Wilnie. Zostawszy misjonarzem wędrownym, od roku 1636 utwierdzał w wierze katolickiej liczne rzesze wiernych w trudnych dla Kościoła czasach. Zginął śmiercią męczeńską w Janowie na Polesiu w roku 1657, zamęczony z nienawiści do religii katolickiej. Został kanonizowany w roku 1938. Jego ciało spoczywa w kościele jezuitów w Warszawie”.

Jak wynika z tych danych, w tym roku właśnie minęło 50 lat od kanonizacji świętego Andrzeja Boboli. Miała ona miejsce w roku 1938. Można stawiać sobie pytanie, dlaczego tyle lat, a raczej stuleci upłynęło od jego śmierci w XVII wieku do jego kanonizacji. Była to niewątpliwie śmierć męczeńska, umarł dając swoje życie za wiarę katolicką, zamęczony z nienawiści do wiary katolickiej przez chrześcijan, którzy byli niekatolikami. Była to równocześnie i wrogość w stosunku do religii, a także i w stosunku do jego polskiego pochodzenia. Otóż to pytanie, dlaczego tyle wieków upłynęło od śmierci męczeńskiej do kanonizacji, domaga się wyjaśnienia. Rzeczywiście, po tej śmierci zapomniano stopniowo o męczenniku i tak trwało przeszło 100 lat, przeszło 100 lat jego ciało spoczywało w podziemiach kościoła jezuitów w Pińsku i dopiero opatrznościowo zostało odnalezione po przeszło stu latach, odkryte w bardzo niesprzyjających warunkach, ponieważ trumna spoczywała w wodzie. I właśnie to wzbudziło wielkie zdziwienie, dlaczego to ciało w tak niekorzystnych warunkach nie uległo rozkładowi, ale zachowało się nie zniszczone. Od tego czasu zaczął się kult świętego Andrzeja Boboli. Nie tylko tam, gdzie spoczywało jego ciało, gdzie znaleziono jego ciało, ale potem w miejscu, do którego zostało przeniesione — w Połocku. I rzecz znamienna, że ten kult jednoczył zarówno katolików, jak i prawosławnych. Wobec tego znaku Bożego, jakim było zachowanie nie zniszczonego ciała męczennika, ci przeciwnicy pod względem religijnym połączyli się i otoczyli czcią wspólną postać świętego męczennika. I to trwało tak aż do naszego stulecia. Dopiero po pierwszej wojnie światowej, w latach dwudziestych ciało ostatecznie zostało przewiezione z Rosji do Rzymu i w Rzymie też nastąpiła w roku 1938 kanonizacja, a po tej kanonizacji powrót do Polski, do Warszawy, gdzie spoczywa i gdzie w tym roku obchodzono szczególne uroczystości, zarówno w gronie Towarzystwa Jezusowego, ojców jezuitów, z udziałem generała zakonu, jak też ze strony Episkopatu Polski. Episkopat niedawno ogłosił specjalny list upamiętniający tę rocznicę.

Ta rocznica pozostaje dla mnie szczególnie wymowna. W roku 1938 byłem naocznym świadkiem powrotu męczennika do Ojczyzny. Albowiem jego trumna, jego relikwie wracały do Polski poprzez różne miasta, między innymi przez Kraków, zanim dotarły do Warszawy. I pamięć tego spotkania ze świętym męczennikiem pozostaje dla mnie niezatarta. Kiedy zapoznałem się z jego życiorysem, z okolicznościami jego śmierci oraz z losami pośmiertnymi, jeszcze bardziej przejrzysty stał się dla mnie ten znak, jakim jest święty Andrzej Bobola. Jego życie symbolizuje jakiś wielki okres dziejów Polski, Polski unijnej, Rzeczpospolitej trzech narodów, Polski, w której wraz z unią znalazły się także dwie odmiany chrześcijaństwa: chrześcijaństwo łacińskie — rzymskie i chrześcijaństwo wschodnie, zarówno w formie prawosławnej, jak też i w formie katolickiej, to znaczy Kościół unicki. To wszystko należy do naszej historii, do historii narodu, do historii Kościoła. Ale święty Andrzej Bobola jest nie tylko szczególnym, jakby powiedzieć syntetycznym znakiem naszej historii, przede wszystkim w wieku XVII, w trudnym wieku XVII, święty Andrzej jest równocześnie jakimś znakiem prorockim. Jeżeli uświadomimy sobie, że po odkryciu jego relikwii, jego ciała, które pozostawało mimo wszystko nie naruszone, przy tym ciele, jako przy znaku danym od Boga, skupili się wierzący, zarówno katolicy, jak i prawosławni i wspólnie otaczali go czcią, to można w tym widzieć także i jakąś zapowiedź spotkania się chrześcijan z Zachodu i ze Wschodu, zapowiedź tego dojrzałego owocu zjednoczenia chrześcijan, wysiłku ekumenicznego, który Kościół podejmuje razem z odłączonymi naszymi braćmi, rozłączonymi od nas braćmi chrześcijanami, zwłaszcza od czasu Soboru Watykańskiego II. Tak więc postać ta pozostaje bardzo wymowna. Bóg pozwolił świętemu Andrzejowi stać się znakiem, znakiem nie tylko spraw przeszłych, ale także i spraw, na które czekamy, do których się przygotowujemy, znakiem nie tylko tego, co dzieliło i dzieli, a dzieliło aż do śmierci męczeńskiej, ale także tego, co ma połączyć. Kościół w uroczystość świętego Andrzeja Boboli modli się właśnie o to zjednoczenie chrześcijan, o to, ażeby „byli jedno, tak jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie”.

Pragnąłem skorzystać z dzisiejszej sposobności, dzisiejszego spotkania z wami, ażeby dołączyć się do tej 50 rocznicy kanonizacji świętego Andrzeja Boboli i do uroczystości, jakie w związku z tym odbywały się w Warszawie i w całej Polsce.

Równocześnie trudno mi dzisiaj nie wspomnieć bliskiej jeszcze, a tak dla nas wszystkich wymownej rocznicy śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, którego Bóg odwołał do siebie w roku 1981, a więc przed siedmiu laty, w dniu 28 maja.

To wszystko, drodzy bracia i siostry, moi rodacy, wspomnienia z dawnych i z bliższych czasów wywołane przez fakt, że się tutaj razem spotykamy. I z tym wspomnieniem także łączę podziękowanie za odwiedziny, które mi składacie, a także serdeczne błogosławieństwo dla każdego i dla wszystkich tu obecnych, jak też dla osób wam bliskich, dla waszych rodzin, dla waszych parafii, dla poszczególnych diecezji i dla całej naszej Ojczyzny. Niech Bóg błogosławi szczególnie tym, którzy cierpią: chorym i cierpiącym. Niech Bóg błogosławi całej naszej Ojczyźnie. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1988, nr 5 (102) s. 8